Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo

Projekty aborcyjne z poparciem Sejmu. „Nie o to walczyły kobiety”

Sejm przyjął dwie ustawy liberalizujące prawo aborcyjne. Są to rozwiązania dalekie od przedwyborczych zapowiedzi, a zgoda prezydenta wydaje się nierealna. Brak szerszych zmian może mieć wpływ na przyszłoroczne wybory.

Sejm
Sejm poparł zmiany w prawie aborcyjnym. W koalicji nie było jedności. Fot. PAP/Paweł Supernak

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego ustawy zmieniające prawo aborcyjne wprowadzono dopiero po trzech latach obecnych rządów.
  2. Co zawierały oba projekty i jak rozłożyły się głosy.
  3. Czy brak zmian w prawie aborcyjnym odbije się na przyszłorocznych wyborach.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Liberalizacja prawa aborcyjnego była jedną ze sztandarowych obietnic wyborczych większości partii tworzących obecną koalicję. Premier Donald Tusk od poparcia dla tej sprawy uzależniał miejsce na listach wyborczych Koalicji Obywatelskiej.

Politycy zapowiadali nie tylko cofnięcie zmian wywołanych wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 r. Na wniosek posłów prawicy Trybunał zlikwidował możliwość przerwania ciąży ze względu na wady letalne płodu. Zapowiadali również depenalizację aborcji i zwiększenie dostępu do zabiegów przerwania ciąży.

W praktyce okazało się, że jakiekolwiek zmiany tego prawa są trudniejsze, niż liczyli politycy ówczesnej opozycji. Pierwsza próba zmiany prawa miała miejsce w połowie 2024 r., jednak do przegłosowania częściowej depenalizacji aborcji i pomocy w niej zabrakło kilku głosów posłów nieuczestniczących w głosowaniu. Przeciwko była część posłów Polskiego Stronnictwa Ludowego. Niektórzy później zmienili zdanie.

Złudne nadzieje koalicji

Projekty były mrożone w nadziei, że rok później zostanie wybrany prezydent, który będzie przychylny zmianom. Wybory wygrał jednak Karol Nawrocki, który zapowiedział w kampanii, że nie podpisałby ustawy przywracającej tzw. kompromis aborcyjny z 1993 r.

Politolog dr Barbara Kijewska, prof. Uniwersytetu Gdańskiego, uważa, że te nadzieje były złudne.

– Ugrupowania rządzące nie miały możliwości skutecznego przeprocedowania zmiany prawa, ale też się o to nie starały. Depenalizacja się nie udała, a potem długo nie poddawano nic pod głosowanie – ocenia dr Barbara Kijewska.

Jedyne skuteczne działanie w tej kadencji to wytyczne wydane przez poprzedniego ministra zdrowia Izabelę Leszczynę. Na ich podstawie lekarze mają możliwość przerwania ciąży, jeżeli zagraża ona życiu lub zdrowiu kobiety. Leszczyna zobowiązała tym placówki medyczne do zapewnienia kobietom dostępu do procedury przerwania ciąży w tych sytuacjach, niezależnie od klauzul sumienia oraz stanu kadry.

Według dr Barbary Kijewskiej ewentualne przegłosowanie zmiany prawa przed zmianą w Pałacu Prezydenckim nie musiało zakończyć się sukcesem. Jej zdaniem, prezydent Andrzej Duda również zawetowałby zmiany. Przyznaje jednak, że wyrok był kosztowny politycznie dla Prawa i Sprawiedliwości.

– Wyrok sparaliżował personel medyczny. PiS przypłaciło to ogromną aktywnością wyborczą. Elektorat bardzo się zmobilizował – przypomina politolog.

Protesty. Czerwona kartka dla rządu za aborcję

Nowa Lewica zapowiadała powrót projektów aborcyjnych na sejmową agendę po wywalczeniu praw dla par jednopłciowych. Nie udało się to jednak dzięki ustawom parlamentu, a dzięki wyrokowi Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Z początkiem października nadzwyczajna sejmowa komisja ds. zmian w prawie aborcyjnym zebrała się pierwszy raz po dwóch latach. Komisja dała zielone światło dwóm projektom. Nie zahamowało to jednak społecznych emocji.

Na czwartek 22 października aktywistki z wielu miast Polski zapowiedziały protesty pod hasłem „Czerwona kartka za aborcję”. Czerwona kartka ma być symbolicznie przyznana politykom, którzy zapowiadali zmiany w prawie aborcyjnym, a do tej pory nie zrobiono w tej sprawie nic na poziomie ustawowym. Inicjatorkami protestów są aktywistki z Fundacji Widzialne, która powstała po protestach z jesieni 2020 r.

– Jako kobiety czujemy się oburzone i zdradzone. Legalna aborcja do 12. tygodnia była postulatem premiera i prawie całej koalicji. Znajduje się na liście 100 konkretów na 100 dni, a komisja nie zbierała się przez dwa lata. Zebrała się dopiero po ogłoszeniu protestów i zaczęła procedować projekty, które nas nie satysfakcjonują i nie są tym, co rządzący obiecali – mówi Maja Pietrusiewicz z Fundacji Widzialne.

Protest przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego w Polsce
Protest przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. Zdjęcie archiwalne. Fot. PAP/Adam Warżawa

Protesty zaplanowano w ok. 30. miastach we wszystkich województwach, a także przed polską ambasadą w Londynie.

Dwa projekty

We wtorek Sejm głosował nad dwoma projektami. Oba złożono jeszcze w 2024 r.

Pierwszy projekt to wspólna inicjatywa poselska klubów Nowej Lewicy i Koalicji Obywatelskiej. Zakłada on częściową dekryminalizację aborcji przez ograniczenie odpowiedzialności karnej za przerwanie ciąży za zgodą kobiety oraz pomoc w jej przerwaniu.

Zgodnie z proponowanymi zmianami z Kodeksu karnego można wykreślić kary za przerwanie ciąży za zgodą kobiety oraz zmienić przepisy, by karze podlegało przerwanie ciąży jedynie po upływie 12. tygodni od początku ciąży.

W Kodeksie karnym nie byłoby już przepisu o karaniu osób, które udzieliły kobiecie pomocy w przerwaniu ciąży lub ją do tego nakłaniały. Projekt stwierdza także, że karze nie podlega personel medyczny, jeżeli przerwanie ciąży miało miejsce w związku z zagrożeniem dla zdrowia lub życia ciężarnej kobiety. Podobnie ma być w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkich i nieodwracalnych zmian płodu lub nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu.

Odwrócenie skutków wyroku Trybunału

Z kolei projekt Polski 2050 i Polskiego Stronnictwa Ludowego zakłada odwrócenie skutków orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. Zakłada on przywrócenie możliwości przerwania ciąży w przypadku ciężkiej wady płodu, co 6 lat temu zostało uznane za przesłankę niekonstytucyjną.

Ma on pozwolić na przerwanie ciąży, gdy jest ona skutkiem gwałtu, zagraża życiu lub zdrowiu kobiety oraz gdy zachodzi duże prawdopodobieństwo ciężkich i nieodwracalnych zmian płodu oraz nieuleczalnej choroby zagrażającej życiu. W ostatnim przypadku przerwanie ciąży ma być dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety. Jeżeli do poczęcia doszło wskutek gwałtu, dozwolone ma być przerwanie ciąży do 12. tygodnia.

Projekt dawnej Trzeciej Drogi przewiduje również zapewnienie wsparcia psychologicznego dla kobiety, której ciąża zostanie przerwana oraz dla jej najbliższej osoby. Wnioskodawcy projektu chcą także, by w ramach szkolnych zajęć na temat zdrowia seksualnego nauczano o metodach i środkach antykoncepcji.

Ustawy aborcyjne. Podział głosów w klubie PSL

Za zmianami w Kodeksie karnym zagłosowało 217 posłów, przeciwko było 213, a trzech posłów się wstrzymało.

Ustawę poparli wszyscy obecni posłowie KO, Lewicy, klubu Centrum oraz koła Razem. Głosował za nią także prawie cały klub Polski 2050 z wyjątkiem przewodniczącego Szymona Hołowni, który był przeciwko.

Podział głosów nastąpił w klubie PSL. Za – było 10 posłów, 14 posłów PSL było przeciwko. Wśród nich był choćby wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Dwóch posłów PSL wstrzymało się od głosu. Przeciwko byli posłowie PiS, Rozwoju Plus, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej oraz Demokracji Bezpośredniej.

Z kolei za ustawą przywracającą stan sprzed wyroku Trybunału z 2020 r. zagłosowało 233 posłów. Przeciwko zagłosowały 203 osoby, a jeden poseł się wstrzymał. Był to Marek Sawicki z PSL.

W przypadku tej ustawy proporcje głosów między klubami były podobne. W Polsce 2050 wszyscy zagłosowali za ustawą. Zróżnicowanie głosował klub PSL. 24 posłów było za, a 5 było przeciw.

Koalicja powie, że nie wyszło

W ocenie dr Barbary Kijewskiej oba projekty nie mają szans na podpis prezydenta Karola Nawrockiego. Zdaniem ekspertki sięgnięcie po te projekty mają cel przedwyborczy. Dr Barbara Kijewska twierdzi ponadto, że żaden z tych projektów nie realizuje tego, czego żądają środowiska pro-choice.

– Nie o takie projekty walczyły kobiety. Przed przyszłorocznymi wyborami koalicja z pełną powagą będzie mogła jednak powiedzieć, że się starała, ale nie wyszło. Kobiety z zagrożoną ciążą będą dalej korzystać z nielegalnej aborcji lub będą wyjeżdżać za granicę. Skuteczne było chyba tylko działanie Izabeli Leszczyny. Najwyraźniej miała poparcie premiera. Tu też był ruch lekarzy, którzy wypisywali zalecenia do przeprowadzenia zabiegu ze względów psychiatrycznych – mówi dr Barbara Kijewska.

Wynik głosowania nie tonuje zamiarów aktywistek. Nie rezygnują z czwartkowych protestów.

– Przypominam, że mamy 2026 r., a nie 1993 r. Ludzie w 2020 r. wyszli na ulicę nie dlatego, że byli tak oburzeni odebraniem przesłanki o wadach letalnych z 1993 r., ale dlatego, że jako społeczeństwo nadal domagamy się bezpiecznej i legalnej aborcji do 12. tygodnia ciąży – mówi Maja Pietrusiewicz z Fundacji Widzialne.

Dr Barbara Kijewska uważa, że zaniechania są wieloletnie i poszedł za nimi brak szerokiego przeszkolenia personelu medycznego. Jej zdaniem najlepsze warunki do zmian prawa aborcyjnego były, gdy rządziła lewica, a prezydentem był Aleksander Kwaśniewski. Politolog zwraca jednak uwagę, że także wtedy obawiano się reakcji Kościoła, który od początku transformacji ustrojowej wypracował sobie polityczny wpływ, a ochrona życia poczętego jest jednym z jego głównych haseł.

Prawa kobiet i wybory 2027

Czy brak dużych zmian w zakresie prawa aborcyjnego zniechęci kobiety do udziału w przyszłorocznych wyborach? Zdaniem Mai Pietrusiewicz najbliższy rok przedwyborczy będzie decydujący w sprawie uczestnictwa kobiet w wyborach.

– Koalicja jest nieefektywna i powinna spełnić obietnice z 2023 r. Brak działania w kwestii aborcji może wpłynąć negatywnie na poparcie koalicji i na przyszłoroczne wybory. Mimo przegłosowania tych projektów ustaw i tak wyjdziemy na ulice, bo nie są to projekty, które zakładają wybór kobiet – mówi aktywistka.

„Nie będzie warunków politycznych”

Dr Barbara Kijewska pytana o przyszłoroczne wybory przyznaje jednak, że kobiety „za bardzo nie mają wyboru wśród ugrupowań wspierających prawa reprodukcyjne”.

– Nawet ze strony środowiska lewicowego długo nie było widać wnoszenia projektu. Dziś widać, że kobiety głosują inaczej niż mężczyźni. Bez wątpienia wzmocni się pozycja partii mocno prawicowych. Mam na myśli obie Konfederacje. Nie będzie warunków politycznych do procedowania. Szansa była, ale pisana palcem na wodzie. W kampanii prezydenckiej ten temat jednak zszedł z agendy. Prawa strona mówiła o obronie życia, a liberalna unikała tematu, by nie podgrzewać emocji – przypomina dr Barbara Kijewska.

Nawet jeżeli obecna koalicja utrzyma władzę, przez co najmniej trzy lata będzie dalej w kohabitacji z prezydentem Karolem Nawrockim.

– Nie widzę warunków do wdrożenia legalnej i bezpiecznej aborcji bez określania przesłanek decyzją kobiety również w kolejnych latach. Co ciekawe, politycy idą obok społeczeństwa – twierdzi dr Barbara Kijewska.

Główne wnioski

  1. Koalicja unikała poddawania pod głosowanie projektów liberalizujących prawo aborcyjne z obawy o weto prezydenta Andrzeja Dudy i z nadzieją na zmianę w Pałacu Prezydenckim. Jedna próba zmian okazała się testem oblanym przez koalicję, której zabrakło kilku głosów. Zdaniem dr Barbary Kijewskiej przegłosowanie tych projektów na rok przed wyborami ma pokazać wyborcom chęć podjęcia działań, nawet jeżeli będą nieskuteczne.
  2. Pierwszy projekt zakładał częściową depenalizację aborcji, a drugi przywrócenie stanu sprzed wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 r. Za pierwszym zagłosowało mniej posłów koalicji niż za drugim. W obu przypadkach wyniki głosowania w klubie PSL były zróżnicowane. Cała prawicowa opozycja głosowała przeciwko obu projektom.
  3. Dr Barbara Kijewska uważa, że prezydent Nawrocki nie podpisze tych ustaw. Ekspertka uważa, że w kontekście przyszłorocznych wyborów kobiety nie mają wielu politycznych opcji. Zdaniem Mai Pietrusiewicz, współorganizatorki protestów przeciwko bierności koalicji, brak ustawowych zmian prawa aborcyjnego może odbić się na wyborczej aktywności kobiet.