Scena to już nie wszystko. Gwiazdy budują biznesy poza estradą, ekranem i boiskiem 

Coraz więcej artystów próbuje swoich sił w innych branżach jak np. moda, gastronomia, FMCG. Niektórych zafascynowało tworzenie ozdób choinkowych, innych platformy znajdujące opiekę dla psa na czas urlopu.   

Michał Kubiak, Maja Bohosiewicz i Maciej Bilka
Michał Kubiak, Maja Bohosiewicz i Maciej Bilka należą do grona osób ze świata sportu, aktorstwa i muzyki, które zainwestowały w działalność w innych branżach. Fot. XYZ/PAP

Ten artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu, który ukazał się w GQ The Business Issue powered by XYZ.

Przeczytaj inne artykuły
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

 

Jak się okazuje, wśród muzyków bardzo przedsiębiorczy są raperzy. Tak zwana „stara gwardia” jak: Sokół, Tede czy Bilon mają wiele do powiedzenia, nie tylko w swoich utworach, ale także w świecie mody. Każdy z nich zainwestował we własną markę odzieżową: Wojciech Sokół stworzył Prosto, Jacek „Tede” Graniecki PLNY, a Maciej „Bilon” Bilka HempSzop i Diil Gang.   

– Każdy myślący człowiek wie, że warto sobie dostawiać jakąś kolejną nogę, żeby mieć z czego żyć, jak skończy się dobry czas. Rap i cała kultura hip-hopowa w moim przypadku była ogromną pasją. Nigdy nie traktowałem tej przygody jako biznes. Dlatego też szukam biznesów poza branżą muzyczną – tłumaczy Maciej „Bilon” Bilka.   

W branżę odzieżową zainwestował z Robertem „Wilku” Darkowskim, z którym w minionym roku świętował 27-lecie kolejnego wspólnego, tym razem muzycznego projektu, Hemp Gru.   

– Nie tworzymy tylko merchów w ramach naszej marki, ale całe kolekcje ubrań. Wprowadziłem także usługę szycia dla innych, którą w tej chwili rozwijam – dodaje raper.   

Bilon tworzy Gringo  

W 2014 roku raper zainwestował także w sektor gastronomiczny. Na Mokotowie otworzył pierwszy lokal z mało jeszcze wtedy popularną w Polsce kuchnią tex-mex. Drugie Gringo zawitało do Hali Koszyki. A w kolejnych latach w Warszawie powstawały następne lokale z logo Gringo m.in. na Powiślu, Młocinach i sezonowo nad Wisłą. Po Polsce zaś podróżował food truck serwujący kuchnię tex-mex w fuzji z polskim podniebieniem. Niestety pandemia i jej negatywne skutki pokrzyżowały dalsze plany rozwoju Gringo.   

– Gastronomia jest trudnym biznesem. Dlatego tym bardziej cieszę się, że udało nam się zbudować markę, która jest na rynku od ponad 12 lat i cały czas staje się coraz bardziej rozpoznawalna. Mamy dobry produkt i ludzie to doceniają. Wiadomo, że w biznesie raz jest lepiej, raz gorzej. Błędem była dla nas inwestycja w Młociny. Był też pomysł na franczyzę w innych miastach, ale wizja partnerów biznesowych różniła się od mojej, więc wycofaliśmy się z tego – mówi Maciej „Bilon” Bilka.  

Uważa, że 12 lat działalności w gastronomii było dużym wyzwaniem i doświadczeniem. Mimo to dalej chce inwestować w tym sektorze.  

– Obecnie mamy dwa lokale w Warszawie i koncentrujemy się na tym, żeby oferować naszym gościom jak najlepsze jedzenie. Czasami trzeba zrobić krok do tyłu, żeby pójść później dwa do przodu. Nie wykluczam, że w przyszłości jeszcze zainwestuję i otworzę nowe miejsce z muzyką na żywo – mówi raper.   

Rodzina przede wszystkim  

Pytam, czy dzisiaj bardziej postrzega siebie jako muzyka czy biznesmena. A może pół na pół?  

– Dzisiaj na pewno jestem ojcem na cały etat. To jest dla mnie bardzo ważne, żeby mieć czas dla rodziny, na wspólne wyjazdy i życie prywatne, a nie być niewolnikiem obowiązków. Rodzina jest na pierwszym miejscu. Później muzyka i biznesy – zaznacza Bilon.   

W pracy zawodowej stara się wszystko mieć tak uporządkowane, aby znaleźć czas dla bliskich.   

– To nie jest łatwe, zwłaszcza jak ogarnia się kilka tematów jednocześnie. Bywa to dekoncentrujące. Natomiast staram się mieć wszystko zawsze zaplanowane. Wiedzieć, co, kiedy mam zrobić i nie łapać zbyt wielu srok za ogon. Uporządkowanie wszystkiego wokół jest dla mnie istotne. Pozwala mi to dobrze funkcjonować na swoich zasadach – dodaje Bilon.   

Bilon nie jest jedynym raperem, którego zafascynował świat kuchni. Od wielu lat jako kucharz spełnia się Vienio z Molesty. Z kolei przedstawiciele młodego pokolenia Bambi i Mata tworzyli swoje zestawy i budowali merchy z McDonald’s. Z kolei Quebonafide zainwestował w sektor FMCG, tworząc markę Miss Ti.  

Maciej „Bilon” Bilka.
Maciej „Bilon” Bilka. Fot. PAP/Marcin Obara

Potrzeba niezależności   

W sektor gastronomiczny i spożywczy zainwestowali także aktorzy. Marek Kondrat zbudował sieć sklepów z winami. Olga Bołądź współtworzy warszawskie lokale Muszelka i Perełka, a Piotr Adamczyk jest współwłaścicielem warszawskiej restauracji Stary Dom. Swoich sił w biznesie postanowiła spróbować także Maja Bohosiewicz, tworząc własną markę modową.   

– Le Collet powstało z potrzeby niezależności. Także finansowej. W aktorstwie wciąż czekasz, aż ktoś cię wybierze i da ci pracę. Miałam dość oddawania innym ludziom decyzji o mojej przyszłości – uzasadnia swój wybór Maja Bohosiewicz.   

Aktorka nie planowała budować dużej firmy.   

– Zaczęło się od jednej sukienki. Reszta wydarzyła się dlatego, że kobiety chciały ją nosić. I nagle z potrzeby wolności wyrósł biznes. Przez te dziewięć lat zmieniło się właściwie wszystko. Zaczynałam jako 26-letnia dziewczyna. Dziś jestem kobietą przed czterdziestką. Le Collet dorastało razem ze mną i naszymi klientkami. Falbaniaste sukienki w kwiaty zamieniłyśmy na dobre białe koszule i wełniane marynarki – podkreśla Maja Bohosiewicz.   

Jak wspomina, od samego początku była w stu procentach zaangażowana w budowanie własnej marki modowej.   

– Biznes modowy działa według tych samych zasad jak każdy inny. Ponieważ nie zaczynałam z wysokiego C, wszystkiego uczyłam się po kolei, wraz z rozwojem firmy. Najpierw powstała jedna sukienka, później druga, potem pojawiły się swetry. Otworzyłam butik, zaczęłam jeździć na targi, szukać nowych dostawców tkanin i rozwiązań logistycznych. Przybywało klocków, które trzeba było poukładać, a później jeszcze zoptymalizować – tłumaczy twórczyni Le Collet.   

– Uczyłam się biznesu na żywym organizmie. Rozwiązywałam problemy wtedy, kiedy się pojawiały i krok po kroku budowałam firmę. Największym wyzwaniem jest dla mnie znalezienie balansu między życiem zawodowym a rodzinnym. Kiedy głowa pracuje na częstotliwościach biznesowych, trudno przełączyć się na częstotliwość dzieci, rosołu i powolnego spaceru po parku. W pracy jestem szybka, sprawcza i nastawiona na rozwój. Po powrocie do domu muszę zwolnić i włączyć tryb: mama, dom, zupa, kolorowanka. Nie przychodzi mi to łatwo. Życie rodzinne też najchętniej bym usprawniła, zoptymalizowała i wpisała w Excela. Tylko ono zupełnie nie chce się temu poddać – dodaje Maja Bohosiewicz.   

Kobieta biznesu na cały etat  

W Le Collet Maja Bohosiewicz odpowiada za całą stronę kreatywną.  

– Od pewnego czasu mam prawą i lewą rękę w postaci dyrektora wykonawczego, który przekłada moje pomysły na konkretne działania. Natomiast nic, co pojawia się na naszej stronie, nie dzieje się bez mojej wiedzy. Od produktów po sesje zdjęciowe. Wspólnie z zespołem planuję ofertę, wybieram tkaniny, tworzę moodboardy kolekcji, akceptuję wzory i wyceny. Jestem też szefową kreatywnej części marketingu. Mam świetny zespół, ale o kierunku marki i jej strategii ostatecznie decyduję ja. Po dziewięciu latach to już nie jest eksperyment. To dojrzały biznes.

Mam niestety tę niechlubną przypadłość pracoholizmu i uzależnienia od wyników. Mogłabym siedzieć w pracy codziennie do godz. 22, bo zawsze znajdę coś, co można jeszcze dopracować, poprawić albo wprowadzić. W mojej głowie ta firma nigdy nie jest skończona – mówi Maja Bohosiewicz.   

Pełne zaangażowanie w rozwój własnej marki spowodował, że zrezygnowała z aktorstwa.   

– Nie było mnie ostatnio w żadnym filmie ani serialu i nie planuję wracać na plan. Mam sentyment do aktorstwa, ale mój mariaż z telewizją jest już zakończony. Kropką nad i był mój zeszłoroczny udział w „Tańcu z Gwiazdami”. Zrozumiałam wtedy, że zdecydowanie wolę zarządzać własnym czasem i realizować własne pomysły, niż wykonywać cudze polecenia. Wolność jest dla mnie wartością nadrzędną. Po tylu latach pracy na własnych zasadach nie umiem i nie chcę już dopasowywać się do cudzej wizji – tłumaczy swoją decyzję Maja Bohosiewicz.   

Poza Le Collet angażuje się także w inne projekty biznesowe.   

– Z mężem rozwijałam Health Labs Care, czyli firmę, która zajmuje się produkcją najwyższej klasy suplementów i kosmetyków, a którą z sukcesem sprzedaliśmy w zeszłym roku amerykańskiemu funduszowi USP Zdrowie. Od tego roku ruszył nasz nowy projekt, czyli Nutrivida. To karmy dla psów, które obecnie sprzedajemy w kanale retailowym. Przed końcem roku powinien ruszyć mój nowy projekt, nad którym pracuję od ponad dwóch lat. Nie chcę za dużo zdradzać, ale będzie to zupełnie nowa kategoria produktowa – wylicza Maja Bohosiewicz.   

Maja Bohosiewicz
– W pracy jestem szybka, sprawcza i nastawiona na rozwój – mówi Maja Bohosiewicz. Fot. FOTON/PAP

Platforma dla psów, bombki choinkowe i moktajle. Siatkarze inwestują w nowe sektory  

Często sportowcy po zakończeniu swojej sportowej kariery szukają sobie nowej roli w życiu. Są za młodzi na emeryturę. Chcą się dalej czuć potrzebni. Część z nich pozostaje przy sporcie. Zostają trenerami, menadżerami, prezesami. Jest też grono osób, które jednak decyduje się spełniać na nowej płaszczyźnie. Były siatkarz Andrzej Wrona z żoną Zofią Zborowską-Wroną postanowił zbudować platformę dla miłośników psów PawAway, która pomaga znaleźć opiekuna dla psa, kiedy właściciel nie może go zabrać ze sobą w podróż.   

Na jeszcze inny projekt biznesowy postawił z kolei Michał Kubiak. Siatkarz na razie nie myśli o zakończeniu kariery, a regularna gra nie koliduje z angażowaniem się w inne biznesy. Ponad 10 lat temu były reprezentant kraju z żoną zainwestował w firmę MAG, specjalizującą się w produkcji ozdób choinkowych i innych akcesoriów bożonarodzeniowych. Z kolei w tym roku wprowadził na rynek FMCG markę Mocti, tworzącą moktajle, czyli koktajle bezalkoholowe.  

– Już od kilku lat myślałem o takich produktach. Jeszcze bez profesjonalnych badań czułem, iż alkohol staje się coraz mniej modny, a jednocześnie zdawałem sobie sprawę, jak smaczne są koktajle. Chciałbym, żeby nasze moktajle były dostępne w restauracjach i hotelach, ale też w dużym sklepie na osiedlu – mówił kilka miesięcy temu w portalu XYZ Michał Kubiak.   

Siatkarz dostrzega ogromny potencjał w rozwoju marki, zwłaszcza że trend NoLo (no alcohol i low alcohol) rośnie coraz bardziej w siłę. Mimo rosnącej konkurencji na rynku Michał Kubiak ma ambitne plany rozwoju.    

– Nie ukrywam tego, że chcemy wejść na rynki zagraniczne, na przykład na Bliski Wschód. Wiemy, jakim restrykcjom podlega tam alkohol, więc nasz produkt powinien być popularny. Także wśród turystów – podkreśla Michał Kubiak.  

Sportowiec przyznał także, że czuje się bardzo dobrze jako biznesmen.   

– Własnej fabryki na razie nie mamy, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Obecnie współpracujemy z polskimi firmami i jesteśmy z tego bardzo zadowoleni – podsumowuje Michał Kubiak. 

Michał Kubiak
– Nie ukrywam tego, że chcemy wejść na rynki zagraniczne, na przykład na Bliski Wschód – mówi Michał Kubiak. Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk

Główne wnioski

  1. Gwiazdy coraz częściej budują marki, które mogą funkcjonować niezależnie od ich popularności. Gringo rapera Bilona czy Le Collet Mai Bohosiewicz pokazują, że działalność poza estradą i ekranem może przekształcić się w samodzielny biznes. Podobnie wygląda sytuacja siatkarza Michała Kubiaka, który inwestuje w inne branże, nie rezygnując przy tym z kariery sportowej.
  2. Choć każda z przedstawionych historii pokazuje inną strategię łączenia kariery z przedsiębiorczością, to wspólnym wyzwaniem dla wszystkich pozostaje ustalenie priorytetów. Sukces kolejnych przedsięwzięć wymaga nie tylko kapitału i pomysłu, ale również czasu, zaangażowania i umiejętności delegowania obowiązków. Zaniedbanie tych czynników może okazać się porażką w biznesie.
  3. Dywersyfikacja dochodów to nie tylko sposób na pomnażanie majątku tu i teraz, lecz także zabezpieczenie przyszłości. Bilon świadomie rozwija działalność poza muzyką, a Michał Kubiak inwestuje w różne branże jeszcze w trakcie kariery sportowej. To szczególnie istotne w zawodach, w których popularność i możliwości zarobkowania mogą być ograniczone czasowo.