Przemysłowe ożywienie i recesja w budownictwie. Dlaczego te sektory tak bardzo się od siebie oddaliły?
GUS podał dane o produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej za wrzesień. W przypadku przemysłu są one dobre. Produkcja wzrosła o 3,3 proc. r/r w cenach stałych, po wyeliminowaniu wahań sezonowych. Znacznie gorzej wypadło budownictwo – produkcja budowlano-montażowa, również w cenach stałych i po odsezonowaniu, spadła o 7,2 proc. r/r.
Skalę tych różnic jeszcze lepiej widać, gdy porównamy aktywność w obu sektorach z początkiem 2022 r. Produkcja przemysłowa w okresie ostatnich 12 miesięcy była średnio o 13 proc. wyższa, natomiast produkcja budowlano-montażowa – jedynie o około 2,5 proc.
Słabość budownictwa
Skąd bierze się tak duża różnica między tymi obszarami gospodarki? Rosnąca produkcja przemysłowa może wynikać m.in. z ożywienia popytu inwestycyjnego ze strony firm krajowych i zagranicznych, a także ze wzrostu krajowego popytu konsumpcyjnego.
Produkcja budowlano-montażowa jest natomiast silnie uzależniona od skali inwestycji infrastrukturalnych i koniunktury na rynku nieruchomości. W przypadku jednego z najważniejszych jego segmentów – budownictwa mieszkaniowego – obserwujemy stabilizację. Według danych NBP w II kw. 2026 r. ceny mieszkań w największych miastach rosły w ujęciu rocznym na ogół nieznacznie, choć dynamika różniła się w zależności od miasta i rodzaju rynku.
Popyt utrzymuje się na podobnym poziomie, a jednocześnie rośnie liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów. W rezultacie deweloperzy mają mniejszą motywację do rozpoczynania kolejnych inwestycji. We wrześniu produkcja w przedsiębiorstwach zajmujących się wznoszeniem budynków spadła aż o 19,5 proc. r/r.
Inwestycje pod znakiem zapytania
Słabość budownictwa nie ogranicza się jednak do wznoszenia budynków. Aktywność spadła również w pozostałych segmentach sektora. W przedsiębiorstwach zajmujących się budową obiektów inżynierii lądowej i wodnej spadek wyniósł 4,1 proc. r/r, a w przypadku specjalistycznych robót budowlanych – 6,1 proc.
Tymczasem od miesięcy w debacie publicznej pojawiają się zapowiedzi kolejnych inwestycji infrastrukturalnych. Port Polska (program inwestycyjny realizowany przez spółkę Centralny Port Komunikacyjny), elektrownia jądrowa, kolej dużych prędkości, modernizacja istniejących linii kolejowych, rozbudowa i modernizacja energetycznych sieci przesyłowych czy małe reaktory jądrowe – lista jest długa. Dlaczego zapowiadana skala inwestycji nie znajduje jeszcze odzwierciedlenia w danych? Ponieważ wiele projektów wciąż pozostaje na etapie przygotowań lub dopiero wchodzi w fazę realizacji.
Spodziewane wielkie ożywienie inwestycyjne jeszcze się nie zaczęło. Kluczowe pozostaje przy tym pytanie, czy wszystkie zapowiadane przedsięwzięcia uda się zrealizować w planowanym kształcie i terminie. Na łamach XYZ mówił o tym niedawno Dariusz Blocher, przewodniczący rady nadzorczej Unibepu i wieloletni prezes Budimeksu.
Po pierwsze, duże i złożone projekty infrastrukturalne są rozłożone na wiele lat i podatne na opóźnienia, czego przykładem jest Port Polska. Po drugie, mogą pojawić się problemy z ich finansowaniem, w istotnym stopniu opartym na środkach unijnych. Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądał kolejny budżet UE, ale istnieje ryzyko, że środków dostępnych na tego rodzaju inwestycje będzie mniej. Jednocześnie budżet państwa jest już bardzo napięty i ma ograniczone możliwości finansowania dodatkowych dużych przedsięwzięć.
Budownictwo doświadczyło już niedawno jednego rozczarowania, związanego z Krajowym Planem Odbudowy (KPO). Branża miała nadzieję, że znaczna część tych środków trafi na inwestycje budowlane. Tymczasem istotną rolę odegrały również wydatki na nowe maszyny i technologie, które nie przełożyły się bezpośrednio na porównywalny wzrost produkcji budowlano-montażowej. Czy podobny los spotka zapowiadaną falę wielkich inwestycji infrastrukturalnych?
