Kategoria artykułu: Świat

Generał kontra demokracja: Prabowo Subianto nie uznaje porażek

Po dwóch latach rządów Prabowo Subianto indonezyjski indeks giełdowy spadł do poziomu najniższego od 2020 roku. Jeszcze w styczniu bił rekord – ponad 9170 punktów. Pojawia się pytanie o to, czy państwo, które coraz mocniej steruje gospodarką, może liczyć na zaufanie zagranicznego kapitału.

Centrum Dżakarty. Czołgi stoją pod palmami, kilka minut drogi od Monasu – symbolu niepodległości Indonezji. Ciężki sprzęt nie wygląda tu jak element parady. Wygląda jak przygotowanie na coś, co może wydarzyć się za chwilę. Fot. Autor

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak Prabowo Subianto, były generał i dawny rywal Jokowiego, krok po kroku umacnia swoją władzę i zwiększa rolę wojska w państwie.
  2. Dlaczego Indonezja coraz mocniej przejmuje kontrolę nad strategicznymi surowcami i wielkimi projektami gospodarczymi, balansując między Chinami a USA.
  3. Dlaczego mimo wzrostu PKB miliony Indonezyjczyków wypadają z klasy średniej.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Po dwóch latach rządów Prabowo Subianto indonezyjski indeks giełdowy spadł do poziomu najniższego od 2020 roku. Jeszcze w styczniu bił rekord, ponad 9170 punktów. Pojawia się pytanie o to, czy państwo, które coraz mocniej steruje gospodarką, może liczyć na zaufanie zagranicznego kapitału.

Kiedy szedłem przez Dżakartę, między korkami na Sudirman a straganami Kota Tua, trudno było nie wyczuć tej specyficznej indonezyjskiej sprzeczności: miasta pędzącego do przodu i jednocześnie grzęznącego w tych samych, od dekad nierozwiązanych problemach. Wieżowce finansowego centrum rosły w tempie, które robi wrażenie nawet na kimś, kto widział budowlane boomy Bangkoku czy Kuala Lumpur. Kilkaset metrów dalej kierowcy motorowych riksz i sprzedawcy owoców wypatrywali klientów. Na ich twarzach, naznaczonych codzienną walką o przetrwanie, rosnące PKB i miliardowe inwestycje wyglądały jak rzeczywistość z zupełnie innego świata.

Od początku widziałem w tym jednak coś więcej niż problem gospodarczy. To była opowieść o państwie, które chce być nowoczesne, ale wciąż zmaga się ze starymi mechanizmami władzy. Jedną z twarzy tego paradoksu jest Prabowo Subianto.

Prabowo: testowanie granic obywateli

Prabowo Subianto obserwowałem długo. Po raz pierwszy naprawdę zwróciłem na niego uwagę podczas wyborów prezydenckich w 2014 roku. Byłem wtedy na Bali. Wieczorami oglądałem indonezyjskie telewizje i miałem wrażenie, że obserwuję polityczny spektakl, którego wynik został już właściwie przesądzony. Telewizje związane z Prabowo pokazywały jego ogromną przewagę i atmosferę nadchodzącego zwycięstwa.

Tymczasem po drugiej stronie ekranu istniała zupełnie inna Indonezja. Metro TV przedstawiała jako zwycięzcę Joko Widodo, człowieka, który jeszcze kilka lat wcześniej był burmistrzem Solo i prowadził firmę meblarską.

Prabowo miał za sobą generałów, wielki kapitał, polityczne elity i potężne media. Jokowi wyglądał przy nim jak człowiek z zupełnie innego świata. Prabowo przegrał.

Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że obserwuję początek jednej z najbardziej niezwykłych karier politycznych współczesnej Indonezji. Kariery, która dekadę później postawi pytanie o to, czy trzecia co do wielkości demokracja świata, licząca niemal 280 mln obywateli, wytrzyma testowanie swoich granic przez człowieka, który zawsze traktował porażkę jako etap, a nie koniec.

Indonezyjska demokracja, czyli teatr pozorów

Żeby zrozumieć, dlaczego dzisiejsza prezydentura Prabowo budzi tak duży niepokój obrońców demokracji, trzeba cofnąć się dalej niż do 2014 roku. Prabowo był generałem specjalnych sił Kopassus, zięciem dyktatora Suharto, obarczanym od dekad zarzutami o porwania działaczy demokratycznych pod koniec lat 90. i o łamanie praw człowieka w Timorze Wschodnim. Były to na tyle mocne zarzuty, że skutkowały odmową wjazdu do USA i Australii przez lata.

Po upadku Suharto w 1998 roku został usunięty z wojska, ale nie zniknął. Zbudował biznesowe imperium i przejął partię Gerindra. Przez kolejną dekadę cierpliwie budował polityczną legitymizację. W 2009 roku wystartował jako kandydat na wiceprezydenta u boku Megawati Sukarnoputri. W 2014 i 2019 roku był już kandydatem na prezydenta i za każdym razem przegrywał z Joko Widodo, kwestionując wyniki wyborów w sądzie.

Najważniejsze rzeczy dzieją się poza urną

Punkt zwrotny nastąpił nie przy urnie wyborczej, ale w gabinecie. Po przegranej w 2019 roku Jokowi zaprosił swojego dawnego rywala do rządu jako ministra obrony. To posunięcie, chwalone wtedy jako gest pojednania narodowego, w rzeczywistości dało Prabowo pięć lat na oswojenie elektoratu z jego obecnością we władzy, zbudowanie wizerunku „łagodnego dziadka” w mediach społecznościowych.

W tym czasie zdobywał błogosławieństwo odchodzącego, wciąż popularnego prezydenta dla własnej kandydatury w 2024 roku, przypieczętowanego udziałem syna Jokowiego, Gibrana Rakabuminga Raki, jako kandydata na wiceprezydenta wybranego wbrew konstytucyjnemu limitowi wieku. Limit złagodzono tuż przed wyborami przez Trybunał Konstytucyjny, któremu przewodniczył wówczas szwagier Jokowiego.

To była pierwsza poważna rysa na fundamentach indonezyjskiej demokracji w tej historii: nie pucz, nie fałszerstwo wyborcze, tylko cierpliwe, legalistyczne wykorzystanie instytucji do zapewnienia sobie i sojusznikom drogi do władzy.

Powrót generałów

Odkąd Prabowo objął urząd w październiku 2024 roku, kolejne decyzje zaczęły układać się w wyraźny wzór: stopniowego rozszerzania wpływów wojska na życie cywilne. Dla starszych Indonezyjczyków przywołuje to pamięć o czasach Suharto i doktrynie „dwifungsi” – podwójnej funkcji sił zbrojnych, obejmującej nie tylko obronę państwa, ale także aktywną rolę w polityce.

Nowelizacja ustawy o siłach zbrojnych przeforsowana w 2025 roku zwiększyła liczbę stanowisk cywilnych, które mogą obejmować oficerowie bez konieczności rezygnacji ze służby wojskowej. Organizacje praw człowieka, akademicy i część opozycji ostrzegały, że jest to krok wstecz, w stronę czasów, gdy armia miała formalne podstawy do ingerowania w administrację, gospodarkę i politykę.

Rząd przekonywał, że chodzi jedynie o modernizację przepisów. Jednak w kraju, którego demokratyczna transformacja rozpoczęła się w 1998 roku właśnie od wycofania armii z życia politycznego, każdy krok w przeciwnym kierunku ma znaczenie większe, niż wynikałoby to z samej litery ustawy.

Sierpień, który obnażył odruchy władzy

Prawdziwym testem tego, jak Prabowo reaguje na sprzeciw, był sierpień 2025 roku. Iskrą było coś pozornie błahego: decyzja o przyznaniu 580 członkom parlamentu dodatku mieszkaniowego w wysokości 50 mln rupii miesięcznie, czyli dziesięciokrotności płacy minimalnej w Dżakarcie.

W kraju, gdzie rosnące koszty żywności i edukacji, gdzie fala zwolnień grupowych uderzyła w miejskich pracowników, a rządowy program darmowych posiłków sam wpadł w skandal zatruć pokarmowych, ten gest wyższości politycznej klasy stał się zapalnikiem.

Śmierć kierowcy motocyklowego przewożącego pasażerów na zlecenie, rozjechanego przez pojazd policyjnej brygady Brimob podczas protestu, zamieniła demonstracje w najkrwawsze zamieszki od dekad. Płonęły budynki parlamentów regionalnych, plądrowano domy polityków, zginęło co najmniej kilkanaście osób. Zagraniczne ambasady wydały ostrzeżenia dla podróżnych, rynek akcji i rupia przeżyły gwałtowną wyprzedaż, a Prabowo odwołał zaplanowaną podróż do Chin.

Wojsko wróciło do centrum Dżakarty

We wrześniu 2025 roku powracając po miesiącu do Dżakarty, słuchałem wzburzonych mieszkańców stolicy, którzy krytykowali Prabowo za chciwość i okrucieństwo. W samym centrum miasta, w cieniu pomnika Monas, stały wojskowe transportery opancerzone i czołgi, a za nimi wojskowe namioty i ciężarówki. Nie była to zwykła wystawa sprzętu. Wojsko najwyraźniej przygotowywało się na możliwość kolejnej fali ulicznych protestów i na dłużej zadomowiło się w przestrzeni, która normalnie należy do cywilnego miasta. Patrzyłem na te maszyny stojące wśród palm, zieleni, turystów i miejskiego ruchu i trudno było nie pomyśleć o historii Indonezji.

Jeszcze niedawno obecność armii w centrum politycznego życia kraju należała do przeszłości, z której Indonezyjczycy próbowali się wydostać po upadku Suharto. Teraz wojsko znów było widoczne i to nie na paradzie, lecz w gotowości.

Ustępstwa zamiast reform

To, co wydarzyło się potem, jest równie istotne jak sama iskra. Protesty przyniosły ustępstwa. Cofnięto kontrowersyjne dodatki, zawieszono zagraniczne podróże służbowe parlamentarzystów, a kilku deputowanych straciło stanowiska. Doszło też do szybkich i wybiórczych przetasowań personalnych w rządzie, wystarczających, by pokazać opinii publicznej reakcję władzy, ale zbyt ograniczonych, by naruszyć jej zasadniczą konstrukcję.

Brimob, jednostka odpowiedzialna za śmierć kierowcy, której działania stały się iskrą zapalną zamieszek, pozostała jednak strukturalnie nietknięta.

Protesty powracały falami także w 2026 roku, choć nie miały już takiej siły rażenia. To może być sygnał, że aparat władzy zaczął szybciej reagować na objawy społecznego niezadowolenia. Prabowo nauczył się reagować szybkimi ustępstwami finansowymi, dokonywać kontrolowanych przetasowań personalnych i gasić kolejne ogniska protestów.

Zmieniają się ludzie, pieniądze i komunikaty. Struktura pozostaje jednak ta sama. Władza poprawiła więc swoje zarządzanie kryzysem, niekoniecznie rozwiązując problemy, które kryzysy wywołują.

To właśnie tutaj sposób sprawowania władzy przez Prabowo zaczyna łączyć się z jego podejściem do gospodarki. W obu przypadkach powtarza się ten sam mechanizm: koncentracja decyzji w rękach państwa, szybka reakcja na kryzys i ograniczanie roli instytucji, które mogłyby tę władzę równoważyć.

Prabowo bierze gospodarkę pod kontrolę

Równolegle do politycznego zaciskania pięści Prabowo prowadzi drugi, subtelniejszy projekt: przebudowę modelu gospodarczego w taki sposób, by państwo, a konkretnie jego gabinet, decydowało o cenach, kontraktach i przepływach walutowych w kluczowych sektorach gospodarki.

Indonezja od 2020 roku zakazuje eksportu surowej rudy niklu, zmuszając inwestorów do przetwarzania go na miejscu – to polityka „hilirisasi”, którą Jokowi zaczął, a Prabowo rozwija z jeszcze większym apetytem państwa na kontrolę. Powołany przez niego fundusz Danantara, oficjalnie państwowy fundusz majątkowy (sovereign wealth fund) na wzór singapurskiego Temaseku, w praktyce to coraz bardziej rozbudowana superholdingowa struktura wyjęta spod części standardowej kontroli parlamentarnej i antykorupcyjnej, która koordynuje dziś kilkanaście dużych projektów wartych dziesiątki miliardów dolarów.

Państwo wraca do gry

W maju 2026 roku w ramach Danantary powołano spółkę Danantara Sumberdaya Indonesia, której zadaniem jest centralizacja eksportu strategicznych surowców: węgla, oleju palmowego i żelazostopów, a od jesieni potencjalnie także niklu. Oznacza to zwiększenie wpływu państwa na ceny, kontrakty i przepływ wpływów walutowych w kluczowych sektorach gospodarki.

Prabowo ujął swoją filozofię bez ogródek: „Każdą cenę musimy ustalać my”. To zdanie równie dobrze opisuje jego podejście do gospodarki, jak i do sprawowania władzy. Chodzi o koncentrację decyzji tam, gdzie wcześniej większą rolę odgrywały rynek, parlament czy niezależne instytucje. Przebudowa modelu gospodarczego staje się więc kolejnym elementem szerszego procesu: państwo nie tylko reguluje rynek, ale coraz częściej chce samo wyznaczać jego reguły.

Whoosh, czyli państwo jako właściciel

Najlepszym przykładem tej filozofii jest Whoosh, pierwsza indonezyjska kolej dużych prędkości, zbudowana przy ogromnym udziale chińskiego kapitału. Projekt, którego koszt wzrósł do około 7,3 mld dolarów, miał być przedsięwzięciem biznesowym.

Problemy finansowe sprawiły jednak, że państwo przejmuje kontrolujący, 60-procentowy pakiet w spółce operującej koleją i bierze na siebie odpowiedzialność za obsługę zadłużenia projektu. Chiny zachowują 40 proc. udziałów. Po negocjacjach Pekin zgodził się wydłużyć okres spłaty kredytu do niewiarygodnych 80 lat.

Nie oznacza to jednak wycofania się Prabowo z wielkich projektów infrastrukturalnych. Wręcz przeciwnie. Państwo zwiększa kontrolę nad aktywem, a jednocześnie przygotowuje przedłużenie linii o około 700 kilometrów, aż do Surabaya. W tym modelu państwo nie jest już tylko regulatorem rynku.

Staje się właścicielem, inwestorem, negocjatorem i długoterminowym gwarantem strategicznych przedsięwzięć. Granica między polityką gospodarczą a polityczną kontrolą nad gospodarką zaczyna się zacierać.

Między Pekinem a Waszyngtonem

Ta polityka zaczęła jednak komplikować relacje z Chinami – głównym inwestorem i partnerem technologicznym indonezyjskiego przemysłu niklowego. Chińska Izba Handlowa ostrzegała wiosną 2026 roku, że nagłe zmiany regulacyjne podważają opłacalność inwestycji, a część chińskich hut ograniczyła produkcję. Jednocześnie Dżakarta prowadzi rozmowy z Waszyngtonem o dostępie do indonezyjskich metali krytycznych w zamian za ustępstwa celne, negocjowane z administracją Trumpa.

I tu pojawia się kolejny paradoks prezydentury Prabowo: chce mieć coraz większą kontrolę nad strategicznymi zasobami, ale jednocześnie potrzebuje zagranicznego kapitału, technologii i rynków. Musi więc prowadzić grę jednocześnie z Pekinem i Waszyngtonem, wykorzystując ogromne zasoby Indonezji jako kartę przetargową.

Problem w tym, że cała ta konstrukcja potrzebuje gospodarczego uzasadnienia. Prabowo musi pokazać, że silniejsze państwo nie oznacza jedynie większej kontroli, lecz także szybszy rozwój i poprawę poziomu życia.

Wzrost jako tarcza

Liczby makroekonomiczne są dla Prabowo polityczną tarczą, którą może zasłaniać się przed krytyką jego metod sprawowania władzy. Wzrost gospodarczy przyspieszył do 5,6 proc. w pierwszym kwartale 2026 roku, a podczas orędzia z okazji Dnia Niepodległości rząd przedstawiał go jako wynik „najwyższy od 13 lat”. Napływ inwestycji w 2025 roku wygenerował 2,7 mln miejsc pracy, a w pierwszej połowie 2026 roku kolejne 1,4 mln. Rynek pozytywnie zareagował na sierpniowe orędzie, odczytując przekaz rządu jako sygnał większej przewidywalności polityki gospodarczej.

Skala państwowych wydatków również robi wrażenie. Sztandarowy program socjalny Prabowo na 2026 rok zaplanowano pierwotnie na 335 bln rupii, około 20,7 mld dolarów. To 8,7 proc. całego budżetu państwa, czyli więcej niż roczny budżet obronny.

W maju rząd zmniejszył tę kwotę do 268 bln rupii, tłumacząc decyzję potrzebą „większej efektywności zarządzania”. Stało się to krótko po aresztowaniu byłego szefa Badan Gizi Nasional, oskarżonego o defraudację i narażenie państwa na straty. Program pochłania obecnie około 900 mld rupii dziennie, z czego 85 proc. przeznaczane jest na zakup żywności.

PKB rośnie, bezpieczeństwo niekoniecznie

I tu pojawia się zasadniczy problem. Według szacunków FAO z 2025 roku aż 43,5 proc. Indonezyjczyków nadal nie stać na zdrową i odżywczą dietę. Państwo wydaje więc ogromne środki na program mający poprawić bezpieczeństwo żywnościowe, a jednocześnie niemal co drugi mieszkaniec kraju wciąż nie może sobie pozwolić na pełnowartościowe odżywianie.

Wzrost PKB i optymizm giełdowy nie są jednak tym samym co poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego przeciętnego mieszkańca Jawy czy Sumatry. Masowe zwolnienia w sektorze usług, rosnące ceny żywności i edukacji oraz wyższe koszty utrzymania mieszkań towarzyszyły rekordowym napływom inwestycji i kolejnym sukcesom ogłaszanym przez rząd. Te dwa obrazy Indonezji: krajowej gospodarki rosnącej w statystykach i gospodarstw domowych coraz ostrożniej liczących pieniądze istnieją obok siebie. Polityczna machina Prabowo zdecydowanie chętniej pokazuje ten pierwszy.

Nowoczesne centra handlowe są jednym z symboli indonezyjskiej klasy średniej i ich aspiracji. Restauracje, sklepy i usługi tworzą świat konsumpcji przypominający Singapur czy Kuala Lumpur. Tyle że za tym obrazem dobrobytu kryje się coraz większa presja kosztów życia. Fot. Autor

Znikająca klasa średnia

Według danych indonezyjskiego urzędu statystycznego BPS liczebność indonezyjskiej klasy średniej spadła z 57 mln osób w 2019 roku do 47 mln w 2025 roku. Jej udział w społeczeństwie zmniejszył się w tym czasie z około 21,4 do 16,6 proc., mimo że gospodarka jako całość rosła.

To oznacza, że wzrost PKB nie przekłada się automatycznie na poczucie bezpieczeństwa gospodarstw domowych. Coraz więcej ludzi pozostaje w strefie tuż poniżej klasy średniej: 50,4 proc. Indonezyjczyków należy dziś do grupy „aspirującej klasy średniej”. To ludzie, którzy wydostali się z biedy, ale nadal nie mają wystarczającego bufora, by bez większych konsekwencji przetrwać wzrost kosztów życia, utratę pracy czy nagły wzrost rat i cen paliwa.

I właśnie tutaj statystyka zaczyna mieć bardzo konkretny wymiar. W czerwcu 2026 roku Bank Indonesia podniósł stopy procentowe do 5,50 proc., próbując bronić słabnącej rupii i stabilności finansowej. Następnego dnia Pertamax, popularna benzyna RON 92, podrożał o 32 proc.

Dla gospodarstwa domowego żyjącego tuż nad granicą bezpieczeństwa finansowego takie decyzje nie są już abstrakcyjną polityką makroekonomiczną, oznaczają po prostu mniej pieniędzy na koniec miesiąca.

I właśnie w tym tkwi paradoks indonezyjskiego sukcesu gospodarczego: kraj może rosnąć, inwestować i budować coraz większą gospodarkę, a jednocześnie część społeczeństwa może mieć poczucie, że z tego wzrostu wypada.

Demokracja na próbie cierpliwości

Indonezja nie stoi dziś przed wyborem między demokracją a dyktaturą. Stoi przed czymś znacznie bardziej niejednoznacznym: próbą sprawdzenia, jak daleko można przesunąć granice demokratycznego państwa, zachowując przy tym jego instytucje, wybory i obietnicę gospodarczego rozwoju.

„Złota Indonezja 2045” – ambitna wizja kraju na stulecie niepodległości ma być symbolem nowoczesnego, bogatego i silnego państwa. Prabowo ma przed sobą dziewiętnaście lat, by tę wizję urzeczywistnić. Pytanie brzmi, ile z demokratycznych bezpieczników przetrwa tę drogę.

Główne wnioski

  1. Prezydent Prabowo nie niszczy demokracji, lecz przesuwa jej granice. Wybory nadal się odbywają, instytucje formalnie działają, ale rośnie rola wojska, władzy wykonawczej i państwowych struktur pozostających poza tradycyjnymi mechanizmami kontroli. Silniejsze państwo nie gwarantuje automatycznie silniejszego społeczeństwa.
  2. Indonezja przyciąga inwestycje, rozwija infrastrukturę i utrzymuje wysoki wzrost gospodarczy, a jednocześnie kurczy się jej klasa średnia, a miliony ludzi pozostają finansowo podatne na wzrost cen i utratę dochodów.
  3. „Złota Indonezja 2045” będzie testem nie tylko gospodarki, ale także demokracji. Prabowo ma dziewiętnaście lat, by zrealizować wizję nowoczesnego i zamożnego państwa. Pytanie nie brzmi już tylko, jak szybko Indonezja będzie się rozwijać, ale jak wiele demokratycznych bezpieczników pozostanie na końcu tej drogi.