Zielony Ład na zakręcie. Unia chce redukować emisje, ale przemysł i politycy mówią „sprawdzam”
W Brukseli narasta presja na odłożenie w czasie najbardziej kosztownych regulacji Zielonego Ładu – od reformy systemu handlu emisjami (ETS) po obostrzenia metanowe. Zobacz, kogo czeka polityczny spór i jak decydujące starcie o koszty transformacji odbije się na biznesie i portfelach Europejczyków.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaką postawę wobec ETS i innych rozwiązań w polityce klimatycznej mają politycy Parlamentu Europejskiego oraz Komisji Europejskiej.
- Czy skrajna prawica może wpłynąć na politykę klimatyczną UE.
- Co nas czeka w najbliższym czasie w zakresie polityki klimatycznej UE.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Bruksela znalazła się w paradoksalnej sytuacji: Unia Europejska utrzymała prawnie wiążący cel redukcji emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 r. w porównaniu z 1990 r., ale coraz trudniej uzgodnić, jak ten cel osiągnąć. W centrum sporu znalazł się system handlu uprawnieniami do emisji CO2, czyli ETS – jeden z najważniejszych instrumentów europejskiej polityki klimatycznej.
W lipcu 2026 r. Komisja Europejska zaproponowała jego reformę, która pozwoliłaby wolniej ograniczać pulę dostępnych uprawnień do emisji po 2030 r. i utrzymać ich wydawanie również w latach 40. XXI wieku. Argumentem jest konkurencyjność europejskiego przemysłu, który zmaga się z wysokimi kosztami energii i presją ze strony producentów z państw o mniej restrykcyjnych regulacjach. Część firm przewiduje, że ich koszty działania znacznie wzrosną, bo w 2028 r. ma wejść odrębną ścieżką legislacyjną ETS2 obejmujący kolejne sektory gospodarek UE.
Kto jest za, a kto przeciw ETS?
Propozycja reformy ETS wywołała jednak konflikt nie tylko między zwolennikami i przeciwnikami Zielonego Ładu. Podział przebiega również wewnątrz głównego nurtu europejskiej polityki. Trzy duże grupy w Parlamencie Europejskim – Socjaliści i Demokraci (S&D), liberalna Renew Europe oraz Zieloni – zapowiedziały walkę o utrzymanie bardziej ambitnego kursu klimatycznego. Europejska Partia Ludowa (EPL), największa frakcja w izbie, jest natomiast bardziej otwarta na postulaty przemysłu i propozycje Komisji.
Dla Polski stawką są przede wszystkim ceny energii, konkurencyjność przemysłu energochłonnego oraz tempo odchodzenia od węgla. Z jednej strony wolniejsze ograniczanie podaży uprawnień może złagodzić presję kosztową na część przedsiębiorstw. Z drugiej – osłabienie sygnału cenowego może zmniejszyć zachęty do inwestowania w modernizację, efektywność energetyczną i niskoemisyjne technologie.
W praktyce polski rząd będzie musiał rozstrzygnąć, czy ważniejsza jest krótkoterminowa ulga dla przemysłu, czy przewidywalność reguł, które mają przyciągać inwestycje w kolejnych latach. Nie jest to wyłącznie polski dylemat: podobne napięcia występują w Niemczech, Francji, Czechach i we Włoszech.
ETS: kilka punktów procentowych, miliony ton CO2
Mechanizm sporu wydaje się techniczny, ale jego konsekwencje będą odczuwalne przez całą europejską gospodarkę. ETS obejmuje m.in. energetykę, hutnictwo, przemysł chemiczny i cementowy, a także lotnictwo i transport morski. Firmy objęte systemem muszą mieć uprawnienia odpowiadające ilości emitowanych gazów cieplarnianych. Ich ograniczona podaż tworzy cenę emisji i zachęca przedsiębiorstwa do inwestowania w czystsze technologie.
W reformie kluczowe znaczenie ma tzw. liniowy współczynnik redukcji – parametr określający, jak szybko ma zmniejszać się całkowita pula uprawnień. Im szybciej spada ich liczba, tym silniejsza jest presja na ograniczanie emisji. Obecne przepisy zakładają redukcję puli o 4,3 proc. rocznie w latach 2024–2027 i o 4,4 proc. w latach 2028–2030. Komisja chce zmienić tempo zmian po 2030 r., tak aby system uwzględniał nowy cel klimatyczny na 2040 r. i dopuszczał dalsze emisje w kolejnej dekadzie.
Porozumienie ws. ETS jeszcze w 2026 r.
– Musimy zapewnić, by unijny system handlu emisjami był dostosowany do kolejnej dekady. Naszym celem jest powiązanie rynku emisji z ambicjami klimatycznymi w sposób, który zapewni również konkurencyjność przemysłu – powiedział Darragh O’Brien, minister transportu Irlandii.
O’Brien podkreślił, że irlandzka prezydencja Rady UE koncentruje się na osiągnięciu porozumienia w sprawie reformy ETS do grudnia 2026 r. Nie oznacza jednak, że do grudnia na pewno zakończą się wszystkie rozmowy z Parlamentem Europejskim.
Kierunek reformy budzi sprzeciw trzech centrowych i lewicowych frakcji PE. S&D, Renew i Zieloni złożyły zbliżone poprawki, które mają utrzymać szybsze ograniczanie podaży uprawnień. Ich zdaniem złagodzenie ścieżki redukcji może przynieść krótkoterminową ulgę części energochłonnych przedsiębiorstw, ale osłabi bodźce do inwestowania w dekarbonizację i zwiększy ryzyko, że europejski przemysł będzie musiał nadrabiać zaległości w przyszłości.
Zbyt ambitny system
Niemiecki eurodeputowany Peter Liese, który prowadzi prace Parlamentu Europejskiego nad reformą dyrektywy ETS z ramienia EPL, opowiada się za zmianą obecnej ścieżki redukcji emisji. Przygotowuje rozwiązanie, które ma uwzględniać obawy przemysłu dotyczące kosztów i tempa transformacji. To jeden z najważniejszych głosów w aktualnej debacie legislacyjnej, ponieważ stanowisko sprawozdawcy może przesądzić o tym, jaki kompromis zaproponuje największa frakcja parlamentarna.
Dla EPL to trudny wybór. Peter Liese deklaruje, że chce możliwie szerokiej koalicji. Nie chce jednak, by porozumienie opierało się na głosach skrajnej prawicy. Problem w tym, że jego podejście spotyka się z oporem zarówno po lewej stronie, jak i wewnątrz samej EPL.
15 centów na litrze
Jordan Bardella, eurodeputowany i przewodniczący francuskiego Zjednoczenia Narodowego, argumentował, że nowe opłaty uderzą szczególnie w klasę średnią i osoby o niższych dochodach, które muszą dojeżdżać do pracy samochodem. Przedstawił przykład pracownika pokonującego codziennie 40 kilometrów, który nie ma dostępu do komunikacji publicznej. 15 centów za litr to szacunek przedstawiony przez Bardellę, a nie gwarantowana wysokość wzrostu ceny. Rzeczywisty wpływ ETS2 będzie zależał m.in. od ceny uprawnień, przenoszenia kosztów na odbiorców i krajowych mechanizmów osłonowych.
Przeszkodą w realizowaniu celów klimatycznych UE jest stanowisko rosnącej w siłę skrajnej prawicy. Europejscy Patrioci, do których należy francuskie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, chcą przede wszystkim spowolnienia unijnej polityki klimatycznej, szczególnie nowego systemu ETS2. Z kolei grupa Europa Suwerennych Narodów, w której zasiadają m.in. przedstawiciele niemieckiej AfD, jest wrogo nastawiona do samego systemu ETS. Wspólna większość może więc okazać się trudniejsza do zbudowania, niż sugerowałaby zbieżność części postulatów gospodarczych.
Komisja ustępuje. Przemysł chce więcej
Spór o ETS nie jest odosobniony. W Brukseli narasta presja, aby łagodzić lub przesuwać w czasie te elementy Zielonego Ładu, które przedsiębiorstwa uznają za zbyt kosztowne albo trudne do wdrożenia. Komisja przedstawia to jako próbę pogodzenia transformacji z konkurencyjnością, ale krytycy widzą w tym stopniowe osłabianie przyjętych wcześniej zobowiązań.
Najnowszym przykładem jest rozporządzenie metanowe, które ma ograniczyć emisje metanu w sektorze paliw kopalnych. Metan jest szczególnie istotnym gazem cieplarnianym ze względu na silny wpływ na ocieplenie klimatu w krótkim okresie. Unijne przepisy przyjęte w 2024 r. wprowadzają obowiązki monitorowania, raportowania i weryfikacji emisji, a także wymogi dotyczące importowanych paliw.
14 października Reuters poinformował, że KE zaproponowała roczne przesunięcie wdrożenia wymogów dotyczących importowanej ropy i gazu. Zgodnie z pierwotnym harmonogramem importerzy mieli od 1 stycznia 2027 r. spełniać określone obowiązki związane z monitorowaniem i raportowaniem emisji metanu. Po zmianie dostawcy mieliby wykazać do 31 maja 2029 r., że importowane w 2028 r. paliwa spełniają odpowiednie wymogi monitorowania i raportowania. To propozycja, która wymaga jeszcze uzgodnienia przez Parlament Europejski i państwa członkowskie.
Do gry wchodzą Stany Zjednoczone
Argumenty za odroczeniem są przede wszystkim gospodarcze i geopolityczne. Stany Zjednoczone, będące największym dostawcą skroplonego gazu ziemnego do UE oraz przedstawiciele branży ostrzegają, że niejasne wymogi mogą zniechęcić eksporterów do sprzedaży na europejskim rynku. Francja i część innych państw członkowskich podnoszą z kolei kwestię bezpieczeństwa dostaw, zwłaszcza w warunkach napięć na rynku energii związanych z wojną z udziałem Iranu.
Komisja próbuje więc uniknąć sytuacji, w której ambitne przepisy klimatyczne komplikują import paliw potrzebnych europejskiej gospodarce. Problem polega na tym, że ustępstwo może nie zakończyć sporu. Międzynarodowe Stowarzyszenie Producentów Ropy i Gazu (IOGP), jedna z najważniejszych organizacji lobbingowych branży w Brukseli, od dawna domaga się trzyletniego odroczenia. Uważa, że rok nie wystarczy, by rozwiązać problemy z wdrażaniem regulacji.
Stawką jest nie tylko termin wejścia w życie przepisów. Ich ponowne otwarcie może dać przeciwnikom regulacji możliwość zgłoszenia poprawek wykraczających poza pierwotny cel. Niemiecka eurodeputowana Zielonych Jutta Paulus, która negocjowała rozporządzenie metanowe, ostrzegała, że w Parlamencie mogłaby pojawić się próba odrzucenia całej regulacji.
Właśnie dlatego część socjalistów i innych zwolenników ambitnej polityki klimatycznej wezwała przewodniczącą Komisji Ursulę von der Leyen do gotowości wycofania propozycji, jeśli negocjacje doprowadzą do dalszego osłabienia przepisów. Chcą też, aby ewentualnemu odroczeniu towarzyszył wiążący harmonogram wdrożenia. Komisja znalazła się więc między presją przemysłu i rządów a obawą, że otwarcie przepisów uruchomi proces ich stopniowego demontażu.
Zielony Ład po wyborach
Aby zrozumieć tę zmianę, trzeba cofnąć się do wyborów europejskich z czerwca 2024 r. Zielony Ład, który w poprzedniej kadencji był jednym z głównych projektów Komisji, przestał być politycznym przedsięwzięciem o stosunkowo stabilnym poparciu w centrum. Wzmocniły się siły prawicowe i eurosceptyczne, a konkurencyjność przemysłu, ceny energii i obciążenia regulacyjne stały się ważniejszymi tematami debaty w związku z wojnami w Ukrainie i Iranie.
Komisja nie porzuciła celu neutralności klimatycznej do 2050 r. Zmieniła jednak sposób uzasadniania polityki klimatycznej: coraz częściej przedstawia ją jako element strategii przemysłowej i bezpieczeństwa gospodarczego, a nie odrębny priorytet. W lutym 2025 r. rozpoczęła serię pakietów uproszczeń regulacyjnych, określanych jako omnibusy. Zmiany objęły m.in. sprawozdawczość przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju oraz obowiązki związane z należytą starannością w łańcuchach dostaw.
Według analizy think tanku Maison de l'Europe de Paris opublikowanej 9 października 2026 r. zakres unijnych obowiązków sprawozdawczych został istotnie ograniczony, a w centrum polityki Komisji znalazła się próba pogodzenia transformacji ekologicznej z konkurencyjnością.
Warto wiedzieć
Co wydarzy się w najbliższych miesiącach? Kalendarz, który zdecyduje o polityce klimatycznej i przemysłowej UE
28 października – Rozporządzenie metanowe: rozmowy państw członkowskich
Według informacji przedstawionych przez POLITICO przedstawiciele państw członkowskich mają wrócić do kwestii wdrażania przepisów metanowych. Francja, Czechy i część innych stolic naciskają na większą elastyczność. Przedmiotem sporu będzie nie tylko długość odroczenia, ale również to, czy Komisja zdoła powstrzymać kolejne próby osłabienia regulacji.
Koniec 2026: kolejne propozycje Komisji dot. celów po 2030 r.
Program prac Komisji na 2026 r. przewiduje w czwartym kwartale przegląd ram polityki klimatycznej, w tym zmianę zasad realizacji krajowych celów redukcji emisji. Wśród istotnych elementów znajdują się regulacje dotyczące emisji poza ETS, m.in. w transporcie i budynkach, oraz pochłaniania CO₂ przez grunty i lasy. To kolejny obszar, w którym trzeba będzie pogodzić wspólny cel z różnymi możliwościami państw członkowskich.
I kw. 2027 r. ETS: zakładany termin porozumienia międzyinstytucjonalnego
Harmonogram uzgodniony w ramach mapy drogowej „One Europe, One Market” wskazuje pierwszy kwartał 2027 r. jako docelowy termin porozumienia w sprawie przeglądu ETS. To cel polityczny, a nie gwarantowana data zakończenia procedury. Negocjacje mogą się przedłużyć, jeśli Parlament i Rada nie uzgodnią tempa redukcji emisji, zasad wykorzystania jednostek zagranicznych i ochrony przemysłu.
Główne wnioski
- Podział w sprawie zwolenników i przeciwników Zielonego Ładu przebiega wewnątrz głównego nurtu europejskiej polityki. Trzy duże grupy w Parlamencie Europejskim – Socjaliści i Demokraci (S&D), liberalna Renew Europe oraz Zieloni – zapowiedziały walkę o utrzymanie bardziej ambitnego kursu klimatycznego. Europejska Partia Ludowa (EPL), największa frakcja w izbie, jest natomiast bardziej otwarta na postulaty przemysłu i propozycje Komisji Europejskiej, która chce zwolnić z wdrażaniem ETS2 i reformy ETS.
- Europejscy Patrioci, do których należy francuskie Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen, chcą przede wszystkim spowolnienia unijnej polityki klimatycznej, szczególnie nowego systemu ETS2. Z kolei grupa Europa Suwerennych Narodów, w której zasiadają m.in. przedstawiciele niemieckiej AfD, jest wrogo nastawiona do całego systemu ETS.
- W październiku 2026 będą trwały prace legislacyjne nad reformą ETS i rozporządzeniem metanowym. Pod koniec 2026 Komisja Europejska ma zaproponować kolejne cele klimatyczne lub reformę obecnych. Wśród istotnych elementów znajdują się regulacje dotyczące emisji poza ETS, m.in. w transporcie i budynkach, pierwszy kwartał 2027 r. jako docelowy termin porozumienia w sprawie przeglądu ETS. To cel polityczny, a nie gwarantowana data zakończenia procedury. Negocjacje mogą się przedłużyć, jeśli Parlament i Rada nie uzgodnią tempa redukcji emisji, zasad wykorzystania jednostek zagranicznych i ochrony przemysłu.


