Polska 2050 traci resort funduszy. Przed partią także wybory nowego lidera
Szymon Hołownia nie przekonał premiera do pozostawienia Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej w rękach Polski 2050. W KO słychać głosy, że mniejszy koalicjant stracił polityczną siłę. Partię czekają wybory nowych władz i decyzja, w jakiej formule wystartuje w wyborach parlamentarnych w 2027 r.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Kto może przejąć kierownictwo Polski 2050 po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
- Jak Polska 2050 chciała przekonać premiera do utrzymania Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej oraz jakie stanowisko zajmują jej koalicjanci.
- Jakie scenariusze dotyczące startu w wyborach parlamentarnych w 2027 r. rozważają politycy Polski 2050 i KO.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
– Zaproponuję panią Agnieszkę Bartol. Naszego Szerpę, ambasadora, przedstawiciela Polski przy Unii Europejskiej, wieloletniego pracownika Rady Europejskiej – oświadczył we wtorek przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk.
To jeszcze bardziej komplikuje projekt o nazwie Polska 2050, bo partia traci ważny resort.
Po nagłym odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu i decyzji zarządu Polski 2050 o usunięciu jej z partii na pierwszy plan ponownie wysunął się Szymon Hołownia. To on stał się główną twarzą ugrupowania i odpowiada za jego komunikację w ostatnich dniach.
Po styczniowych wyborach partyjnych, w których przewodniczącą została Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz nieudanych staraniach o stanowisko w ONZ, Hołownia coraz bardziej dystansował się od bieżącej polityki partyjnej. We wrześniu objął jednak funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego Polski 2050.
Hołownia wraca do gry?
Po odejściu Pełczyńskiej-Nałęcz to właśnie Hołownia wziął na siebie komunikację partii. Czy będzie również walczył o powrót na stanowisko przewodniczącego ugrupowania, które założył?
Jak mówi posłanka Polski 2050 Ewa Schädler, takich rozmów jeszcze nie było. Po styczniowych wyborach partyjnych została pierwszą wiceprzewodniczącą ugrupowania. Obecnie to ona pełni obowiązki jego liderki. Przyznaje, że decyzja Pełczyńskiej-Nałęcz również ją zaskoczyła.
– Od czasu tego zaskoczenia, którego doznaliśmy w czwartek, nie mieliśmy jeszcze posiedzenia klubu, choć spotykaliśmy się i rozmawialiśmy w tematach bieżących. Do podjęcia tego tematu jeszcze nie doszło – mówi posłanka Ewa Schädler.
Emocje w partii
Pierwsza wiceprzewodnicząca Polski 2050 twierdzi, że atmosfera w klubie jest normalna. W ugrupowaniu trwają analizy prawne dotyczące przeprowadzenia wyborów nowych władz.
– Wszyscy byliśmy zaskoczeni. Musimy roztropnie i w spokoju zastanowić się nad kolejnymi krokami. Wybory przeprowadzimy tak szybko, jak to możliwe – zapowiada Ewa Schädler.
Inna wiceprzewodnicząca Polski 2050 Wioleta Tomczak potwierdza, że atmosfera w klubie parlamentarnym jest spokojna. Przyznaje jednak, że w samej partii emocje są bardziej gorące. Choć parlamentarzyści skupiają się wokół Szymona Hołowni, wśród działaczy nie brakuje również głosów poparcia dla byłej przewodniczącej.
– Tu jest więcej emocji, co jest naturalne. Nie wiąże się to jednak z tym, że ktoś gremialnie nas opuszcza albo, że szykuje się rewolucja. Jesteśmy w kontakcie z naszymi członkami i sympatykami. W naszej partii dużo się działo i potrafiliśmy nad tym zapanować. Musimy skupić się na pracy, co robiliśmy zawsze, choćby przy podziale klubu – mówi posłanka Wioleta Tomczak.
Czy Szymon Hołownia jest już namawiany do startu w kolejnych wyborach na przewodniczącego Polski 2050?
– Nigdy nie było takich nacisków. Wiemy, z czym się to wiąże. Jeżeli marszałek zdecyduje, że ma wolę i siły, by nas poprowadzić, to znajdzie się większość, która to zaakceptuje. Jeżeli jednak powie, że to nie jest na to dobry moment i nie ma na to zasobów, to zobaczymy, co się wydarzy – odpowiada Wioleta Tomczak.
Wiosną zapadną decyzje o przyszłości wyborczej
Polskę 2050 czeka próba odbudowania poparcia w roku poprzedzającym wybory parlamentarne. Jej politycy coraz częściej dopuszczają możliwość wspólnego startu z innym ugrupowaniem.
– Nowym na scenie politycznej niełatwo się utrzymać. Będziemy starali się to zaufanie odbudować. Nie wiem, w jakiej konfiguracji, bo na to jest za wcześnie. Wiosna będzie czasem ostatecznych decyzji. To zależy również od tego, co będzie działo się na prawej stronie sceny politycznej. Chcemy z naszej agendy zrealizować jak najwięcej. Rozumiemy, że może ludzie nie widzą naszej merytorycznej pracy, ale w trakcie kampanii rozmawiają z nami na ulicy o tym, co udało się zrobić – mówi Wioleta Tomczak.
Czy Polska 2050 znajdzie się na wspólnej liście koalicji?
Jednym z rozważanych scenariuszy jest start Polski 2050 z innym partnerem politycznym, a nawet udział we wspólnej liście ugrupowań tworzących Koalicję 15 Października. Taki wariant pojawia się w medialnych spekulacjach.
Poseł Koalicji Obywatelskiej Witold Zembaczyński przyznaje, że na razie nic nie jest przesądzone. Jego zdaniem na konkrety trzeba jeszcze poczekać.
– Zawsze jestem zwolennikiem optymalnego rozwiązania. Jakie ono będzie? To zależy od wielu czynników i pewnie bardziej konkretnie będzie można rozmawiać o tym po Nowym Roku. Dla mnie osobiście każda lista, z którą mamy przewagę nad Braunem pod skrzydłami Nawrockiego i Kaczyńskiego, jest dobrą listą – komentuje Witold Zembaczyński.
Inny poseł KO w nieoficjalnej rozmowie z XYZ przyznaje, że trudno mu sobie wyobrazić samodzielny start Polski 2050. Jego zdaniem ugrupowanie będzie musiało poszukać partnera lub miejsca na listach większej partii.
– Jednak nie bardzo sobie wyobrażam, by weszli na listy KO jako koalicjant. Stracili swój czas i potencjał. Gdy mowa o większej koalicji, myśli się o bloku KO i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Czy będą tam posłowie Unii Centrum lub od Hołowni? Być może tak, ale nie wszyscy. Jak to się potoczy? To melodia przyszłości, ale nie wykluczyłbym, że część klubu Polski 2050 mogłaby się na tych listach znaleźć. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie miała posłuchu wśród swoich posłów i nie miała przełożenia na klub. Oni myślą pewnie o swojej przyszłości. Pytanie, kto z nich mógłby zmaterializować mandat – mówi anonimowo poseł KO.
Polska 2050 traci ministerstwo
Przez kilka dni niewiadomą była przyszłość Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, z którego odeszli Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz jej zastępca i bliski współpracownik Jan Szyszko. W resorcie pozostał wiceminister Jacek Karnowski z KO.
Jeszcze podczas pobytu w Azji premier Donald Tusk zapowiedział, że ma dwie kandydatki na stanowisko ministra funduszy. Obie miały być spoza Polski 2050. Była to zapowiedź utraty przez ugrupowanie kontroli nad resortem, którym kierowało od początku kadencji.
Na medialnej giełdzie nazwisk były Elżbieta Bieńkowska, była komisarz europejska, minister rozwoju regionalnego i wicepremierka w poprzednim rządzie Donalda Tuska oraz Agnieszka Bartol, stała przedstawicielka RP przy Unii Europejskiej.
Hołownia nie chce oddać resortu funduszy
Mimo zapowiedzi premiera, Szymon Hołownia nie zamierzał rezygnować z ministerstwa. Publicznie zaapelował do Donalda Tuska o powierzenie resortu osobie rekomendowanej przez Polskę 2050. Zapowiedział, że w przeciwnym razie ugrupowanie może wycofać się z udziału w rządzie, pozostając jednak częścią koalicji i nadal wspierając ją w głosowaniach parlamentarnych.
– Medialne zapowiedzi mają to do siebie, że są mniej lub bardziej wiążące. Decyzje o fotelu ministra funduszy powinny być dyskutowane i rozpatrywane za zamkniętymi drzwiami w poczuciu odpowiedzialności za resort i za państwo – powiedziała posłanka Ewa Schädler.
Wioleta Tomczak dodała, że ugrupowanie chce rozmawiać z premierem i jego otoczeniem. Przypomina przy tym o obowiązującej umowie koalicyjnej.
Jeżeli nie mamy możliwości brania odpowiedzialności za dany obszar, to nie możemy jednoznacznie opowiadać się za tym rządem.
– Uważamy, że umowa koalicyjna obowiązuje, a do tej pory wywiązywaliśmy się bardzo dobrze z tej umowy oraz z pracy w rządzie. Jeżeli nie mamy możliwości brania odpowiedzialności za dany obszar, to nie możemy jednoznacznie opowiadać się za tym rządem. Albo jest w nim solidarność, albo jej nie ma – mówi Wioleta Tomczak.
Obie posłanki mówiły to jeszcze w poniedziałek. We wtorek nadzieje Polski 2050 zderzyły się z polityczną rzeczywistością.
„Pretensje powinni mieć do siebie”
Także w poniedziałek było słychać, że premier nie zmieni zdania pod naciskiem Szymona Hołowni.
– Premier zawsze ma decydujące słowo. Najlepszy rząd dla Polski będzie tak kształtowany, jak premier uzna za właściwe i to on jest jedyną osobą, która – przy całym szacunku dla koalicjantów – jest tu decyzyjna. Traktowałbym z wielkim uznaniem nazwiska, które pojawiają się w przestrzeni publicznej, aczkolwiek nikt nie powinien czuć się pewnie, dopóki pan premier tego nie ogłosi – mówi Witold Zembaczyński, poseł KO.
Wszystko stało się jasne podczas jawnej części wtorkowego posiedzenia rządu. Premier Donald Tusk oznajmił, że to właśnie Agnieszka Bartol pokieruje resortem funduszy. Dodał, że rozmawiał na ten temat z liderami koalicji, nie tylko z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem (PSL) i Włodzimierzem Czarzastym (Nowa Lewica) oraz Pauliną Hennig-Kloską (Unia Centrum). Rozmawiał również o tym z Szymonem Hołownią, który formalnie nie jest nawet wiceprzewodniczącym Polski 2050, choć jest członkiem zarządu.
Jedynym resortem, który pozostaje w rękach Polski 2050, jest już tylko Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, któremu szefuje Marta Cienkowska.
Już po wypowiedzi premiera posłanka Wioleta Tomczak mówiła podczas spotkania z mediami, że to nie koniec rozmów Polski 2050 z premierem na temat wzmocnienia rządu politykami tej partii.
„Zbliża się koniec”
Czy powrót Szymona Hołowni do kierowania Polską 2050 może oznaczać dla partii nowe otwarcie? Sceptycznie ocenia taką możliwość prof. Arkadiusz Modrzejewski, dyrektor Instytutu Politologii Uniwersytetu Gdańskiego.
– W moim przekonaniu zbliża się koniec projektu, który swoim nazwiskiem firmował Szymon Hołownia. To było widoczne już wtedy, gdy ta niezbyt liczna partia podzieliła się na dwa ugrupowania: Unię Centrum i trzon pod przewodnictwem Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Jej odejście z rządu to konsekwencja sporów. Z przekazów medialnych wiadomo, że była trudnym we współpracy członkiem rządu. Podobnie w partii – jej wybór na przewodniczącą skutkował rozłamem – komentuje prof. Arkadiusz Modrzejewski.
Zdaniem politologa Polska 2050 może okazać się kolejnym przykładem oddolnego ruchu politycznego, który nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań. Krytycznie ocenia on również dotychczasowe decyzje Szymona Hołowni i perspektywy jego dalszej kariery politycznej.
– Szymon Hołownia, będąc marszałkiem Sejmu, dawał nadzieje na nową jakość. Skończyło się rozczarowaniem. Szymon Hołownia nie wie, co robić. Pomysł, by został dyplomatą, nie wypalił. Nie spełniał formalnych wymogów w postaci studiów magisterskich. Nie widzę przed Szymonem Hołownią przyszłości. Zwłaszcza, że różne jego decyzje – jak spotkanie u Adama Bielana – były niezrozumiałe nie tylko dla koalicjantów, ale też wyborców i kolegów partyjnych, którzy wyszli z partii – uważa prof. Arkadiusz Modrzejewski.
W ocenie politologa postawa premiera w sprawie obsady resortu funduszy pokazuje również, „do jakiej roli został sprowadzony Szymon Hołownia i jego ugrupowanie”.
„Na pewno nie jako samodzielny podmiot”
Czy Polska 2050 zdoła utrzymać się na scenie politycznej po przyszłorocznych wyborach? W najnowszym sondażu Ipsos dla TVP Info ugrupowanie uzyskało zaledwie 1 proc. poparcia. W niektórych badaniach z ostatnich miesięcy notowało jeszcze niższe wyniki.
Prof. Arkadiusz Modrzejewski zwraca jednak uwagę, że mimo słabych notowań Polska 2050 nadal ma znaczenie dla funkcjonowania koalicji rządowej. Jej większość parlamentarna zależy bowiem również od głosów kilkunastu posłów tego ugrupowania.
– Premier i koalicjanci z pewnością są tego świadomi – uważa politolog.
Zdaniem eksperta samodzielny start w wyborach parlamentarnych w 2027 r. byłby bardzo ryzykowny zarówno dla Polski 2050, jak i Unii Centrum. Za bardziej prawdopodobny scenariusz uważa poszukiwanie miejsc na listach większych ugrupowań.
Polska 2050 może dążyć do wystartowania w ramach KO.
– Spodziewam się, że Unia Centrum może próbować startu jako gość na listach KO. Na pewno nie jako samodzielny podmiot. Polska 2050 może dążyć do wystartowania w ramach KO, być może w poszerzonej formie, bo PSL również nie ma najlepszych notowań. PSL jest jednak dużo silniejszym partnerem niż Szymon Hołownia. Gdyby politycy Polski 2050 mieli startować z list Ludowców, to Władysław Kosiniak-Kamysz nie zgodziłby się na koalicję wyborczą wymagającą przekroczenia progu 8 proc. – dodaje prof. Arkadiusz Modrzejewski.
Główne wnioski
- Po odejściu Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz na pierwszy plan w Polsce 2050 ponownie wysunął się Szymon Hołownia. Nie zadeklarował jeszcze, czy wystartuje w wyborach na przewodniczącego ugrupowania. W partii trwają analizy prawne dotyczące wyboru nowych władz, a jej politycy przekonują, że mimo wewnętrznych napięć klub parlamentarny pozostaje zjednoczony.
- Spór o Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej pokazuje napięcia między Polską 2050 a największym koalicjantem. Politycy KO, z którymi rozmawialiśmy, oceniają, że wpływy Polski 2050 znacznie osłabły od początku kadencji.
- Niskie notowania zmuszają Polskę 2050 do rozważenia różnych wariantów startu w wyborach parlamentarnych w 2027 r. W najnowszym sondażu Ipsos dla TVP Info partia uzyskała 1 proc. poparcia. Prof. Arkadiusz Modrzejewski ocenia, że samodzielny start Polski 2050 i Unii Centrum byłby bardzo ryzykowny. Jednym z rozważanych scenariuszy jest udział części ich polityków na listach większych ugrupowań, choć nie musi to oznaczać zawarcia formalnej koalicji wyborczej.