Kategoria artykułu: Lifestyle

Ubrania z drugiej ręki: mądre zakupy czy lekki wstyd?

Polacy coraz chętniej dają ubraniom kolejne życie, a drugi obieg staje się symbolem zaradności i stylu – to jeden z wniosków płynących z raportu „Szafa Polki i Polaka”. Sprawdzamy, co najczęściej Polacy kupują w ciucholandach.

second-hand
Zdaniem ekspertów zakupy w second-handach przestały być postrzegane jako oznaka oszczędności, a stały się świadomym wyborem. Fot. PAP/Szymon Pulcyn

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie są najczęstsze powody zakupów w second-handach.
  2. Dlaczego część Polaków obawia się kupowania używanych ubrań.
  3. Jakie platformy takie jak Vinted wpłynęły na rynek sklepów stacjonarnych z używaną odzieżą.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Jak wynika z raportu „Szafa Polki i Polaka” przygotowanego przez K+ Research na zlecenie VIVE Group 32 proc. konsumentów kupuje rzeczy używane zamiast nowych. Najczęściej wskazywanymi powodami takich wyborów są: cena (57 proc.), lepsze marki (29 proc.) i wyższa jakość w podobnym budżecie (28 proc.)

– Główną siłą napędową wzrostu rynku wtórnego pozostają przesłanki czysto pragmatyczne. Niższa cena stanowi podstawowy motyw wyboru drugiego obiegu dla ponad połowy ogółu kupujących oraz aż 65 proc, najbardziej zaangażowanych użytkowników, tzw. heavy users. Ponadto dla 48 proc. heavy users kluczowa staje się emocjonalna satysfakcja z tak zwanego „polowania na perełki”. 33 proc. czerpie satysfakcję z poczucia kupowania mądrzej od innych, a 64 proc. traktuje takie zakupy jako świadomy element swojego stylu życia. Równolegle dokonuje się ewolucja postrzegania społecznego. Oszczędzanie zaczęło bowiem stanowić powód do dumy – tłumaczy Piotr Glen, dyrektor Centrum Zrównoważonego Rozwoju przy Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Uważa, że konsumenci kupujący w drugim obiegu są dziś postrzegani jako osoby kreatywne i świadome swoich wyborów.

– Skojarzenia z biedą czy brakiem stylu mają całkowicie charakter marginalny. Obawa przed tym, że zakupy z drugiej ręki zostaną uznane przez otoczenie za oznakę braku pieniędzy, powstrzymuje zaledwie 3 proc. osób niekupujących. Dawny wstyd ustąpił zatem miejsca rynkowo uzasadnionej dumie ze smart shoppingu. To diametralna zmiana – podkreśla Piotr Glen.

Szafa z drugiej ręki: klasa czy obciach?

Badanie pokazuje, że kupowanie używanych ubrań nie zastępuje tradycyjnego handlu, lecz stanowi jego naturalne uzupełnienie. 63 proc. badanych deklaruje zakupy w sieciówkach, przy czym 27 proc. równolegle korzysta z aplikacji i serwisów ogłoszeniowych, a 24 proc. regularnie odwiedza stacjonarne second-handy.

– Drugi obieg jest coraz bardziej atrakcyjny, ale pierwszy wcale nie znika z naszych szaf. Raport pokazuje model uzupełniania, a nie zastępowania. Większość badanych nadal kupuje w sieciówkach, a 48 proc. w sklepach internetowych marek, równolegle korzystając z kanałów rzeczy używanych. I tu kończy się zabawa w „klasę czy obciach”, a zaczyna prawdziwe pytanie o cyrkularność. Second-hand nie jest celem samym w sobie. Jego środowiskowy sens pojawia się wtedy, gdy rzecz z drugiego obiegu zastępuje zakup nowej, przedłuża życie istniejącego produktu i ogranicza popyt na kolejną produkcję. Bo nadmierna konsumpcja pozostaje nadmierną konsumpcją – niezależnie od tego, z której szafy pochodzi – ocenia Barbara Wybacz, menedżerka kreatywna Fundacji Play Sustain, liderka Designers Play Sustain.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Co kupujemy najczęściej w second-handach?

Według raportu najczęściej w sklepach z tanią odzieżą konsumenci kupują używane T-shirty, koszule i bluzki (85 proc.) oraz jeansy i inne rodzaje spodni (78 proc.). Jednocześnie tylko 8 proc. badanych kojarzy second-hand z poszukiwaniem prawdziwych modowych perełek – z ich unikatowością lub stylem vintage, a 2 proc. z ekologią i recyklingiem.

Co ciekawe 3 proc. ankietowanych przyznało, że nie robi zakupów z drugiej ręki. Jako główny powód wskazało obawę przed negatywną opinią innych. Znacznie trwalszą barierą jest jednak higiena oraz inne czynniki charakteryzujące sklepy z używaną odzieżą jak brak zwrotów czy możliwości przymierzenia ubrań.

– Największe zastrzeżenia budzą zdecydowanie kwestie higieny. Wśród barier transakcyjnych konsumenci najczęściej wskazują na ukryte wady produktów, bałagan utrudniający wyszukiwanie oraz brak możliwości zwrotu lub przymierzenia ubrań. Ciekawy mechanizm ujawnia się w segmencie odzieży dziecięcej, gdzie Polacy chętnie przyjmują ubrania od rodziny lub znajomych (61 proc. ma większe zaufanie do ich historii niż do rzeczy anonimowych), lecz wykazują rezerwę wobec second-handów. Jednocześnie aż 52 proc. badanych deklaruje, że przy gwarancji odpowiedniej jakości i higieny ubrania dziecięce z drugiego obiegu byłyby dla nich równie akceptowalne co te pochodzące od bliskich.

Potrzebna metamorfoza

Pokazuje to jednoznacznie, że barierą nie jest fakt wcześniejszego używania rzeczy, ale brak wiedzy o ich historii i bezpieczeństwie – podkreśla Piotr Glen z Centrum Zrównoważonego Rozwoju przy SGH w Warszawie.

Uważa, że aby zmienić ten niekorzystny trend, sektor stacjonarnych second-handów musi przejść metamorfozę.

– Zamiast chaotycznego „lumpeksu” potrzebujemy uporządkowanego „butiku cyrkularnego”, gdzie jest jasna kategoryzacja produktów, czytelna rozmiarówka i gwarancja czystości, a życzliwy i pomocny personel są motorem napędowym. W kanale e-commerce niezbędne jest z kolei budowanie systemowej wiarygodności przez precyzyjne opisy stanu produktów, przejrzyste zdjęcia ewentualnych wad, weryfikację autentyczności oraz elastyczne procedury zwrotów. Zmiana ta musi objąć również komunikację marketingową firm, która powinna odejść od eksponowania wyłącznie niskiej ceny na rzecz języka wysokiego standardu obsługi, gwarancji bezpieczeństwa higienicznego oraz unikatowej jakości.

Przyszłość rynku odzieżowego należy zatem do podmiotów, które potrafią zapewnić klientowi pozytywne emocje związane z odkrywaniem wyjątkowych ubrań z profesjonalizmem i przewidywalnością, które zapewnia tradycyjny handel – ocenia ekspert.

Drugie życie ubrań

Według raportu rośnie grupa osób coraz bardziej świadomych mody, jej sposobu działania oraz wykorzystywania ubrań przez wiele osób. Jak wynika z badania, 28 proc. osób regularnie korzystających z drugiego obiegu, samodzielnie naprawia uszkodzoną odzież lub obuwie. 26 proc. korzysta z usług krawca czy szewca, a 22 proc. decyduje się na przeróbki i upcycling. Co ciekawe, aż 38 proc. badanych oddaje niepotrzebne ubrania rodzinie lub znajomym. 

– Moda stworzyła świat pełen ubrań, a przy okazji nauczyła nas szkodliwego nawyku wyrzucania ich zbyt szybko. W efekcie na wysypiskach lądują tony odzieży, która wcale nie jest odpadem, tylko zasobem: naszej planety i naszych szaf. Problem nie leży tylko w tym, że produkujemy za dużo, ale też w tym, że kupowane ubrania nosimy coraz krócej, bo moda i mikrotrendy wywołują w nas potrzebę ciągłego bycia na czasie.

A tymczasem, na pustyni Atakama w Chile zalega masa ubrań, obecnie to aż 60 tys. ton. Każde ubranie niesie ze sobą historię, która nie musi kończyć się po jednym sezonie. Wystarczy, że zrozumiemy, że rzeczy, którymi się znudziliśmy, wcale nie przestają istnieć. Ubraniom można dać drugie życie, a nawet więcej – ubrania da się na nowo przywrócić do obiegu, nadając im nową jakość i wartość – mówi Marcin Gieracz, dyrektor marketingu VIVE Group.

Zdaniem eksperta

Czy platformy takie jak Vinted zabiły/zmieniły rynek second-handów w Polsce?

Zdecydowanie tak, choć powiedziałabym raczej, że je zmieniły, a nie zabiły. Pamiętam czasy, kiedy „lumpeks” brzmiał trochę wstydliwie, a dziś chwalimy się perełkami z drugiej ręki na Instagramie. Vinted mocno się do tego przyczynił: kupowanie i sprzedawanie używanych ubrań stało się proste, szybkie i po prostu modne.
Ma to jednak swoją cenę dla stacjonarnych second-handów. Coraz więcej z nich znika z naszych ulic, w ciągu ostatnich 20 lat zamknięto blisko 10 tys. takich sklepów. Trochę mi ich szkoda, bo to zupełnie inne doświadczenie: grzebanie w koszach, przymierzanie, lokalność i zero paczek (a to ślad węglowy, o tym też należy pamiętać).

Najbardziej cieszy mnie jednak zmiana w naszych głowach. Coraz więcej osób kupuje ubrania z myślą, że kiedyś je odsprzeda, więc bardziej o nie dba. Byle tylko łatwość sprzedaży nie stała się wymówką do kupowania jeszcze więcej. Second-hand ma sens wtedy, gdy zastępuje nowe zakupy, a nie je napędza. Niepokoi mnie też plaga podróbek na Vinted: coraz trudniej odróżnić oryginał od falsyfikatu, a kupując podróbkę, nie tylko tracimy pieniądze, ale też nieświadomie wspieramy nieetyczny, często szkodliwy dla ludzi i planety przemysł.

Główne wnioski

  1. Zakupy ubrań z drugiej ręki przestały być postrzegane jako oznaka oszczędności z konieczności, a stały się świadomym wyborem. Polacy doceniają przede wszystkim atrakcyjne ceny, lepszą jakość i dostęp do markowych ubrań, ale coraz częściej również satysfakcję z wyszukiwania unikatowych rzeczy. Zdaniem ekspertów kupowanie z drugiej ręki jest dzisiaj traktowane jako przejaw zaradności, kreatywności i umiejętności podejmowania rozsądnych decyzji zakupowych.
  2. Przyszłość rynku second-handów zależy od zaufania i jakości doświadczenia zakupowego. Choć negatywne skojarzenia społeczne tracą na znaczeniu, barierami pozostają obawy o higienę, brak możliwości przymierzenia czy zwrotu. Zarówno sklepy stacjonarne, jak i platformy internetowe muszą więc stawiać na przejrzystość, bezpieczeństwo i profesjonalną obsługę.
  3. Prawdziwa cyrkularność zaczyna się od kupowania mniej i dłuższego korzystania z ubrań. Rozwój drugiego obiegu, naprawianie, przerabianie i przekazywanie odzieży kolejnym osobom pomagają wydłużać życie produktów. Sam zakup używanej rzeczy nie gwarantuje jednak korzyści dla środowiska. Kluczowe jest to, czy ogranicza potrzebę kupowania nowych ubrań, zamiast napędzać kolejną falę konsumpcji.