„Zjadłem jego wątrobę z fasolką”. 5 ikonicznych filmów na mroczne Halloween
Niech żyje strach! Fontanna sztucznej krwi i parada galaretowatych potworów? Nie w tym roku. Znaleźliśmy dla was największe klasyki kina grozy dostępne na platformach streamingowych.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak rozwijał się w drugiej połowie XX wieku gatunek horroru i które produkcje z tego okresu zostały najbardziej docenione przez publiczność.
- Czy to prawda, że Stanley Kubrick był nominowany do Złotej Maliny.
- Z czego słynął reżyser filmu „Siedem” i „Podziemnego kręgu”, zanim rozwinął karierę filmową.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
O tym, dlaczego nasze mózgi ochoczo karmią się kinem grozy, powstał już tęgi stos rozpraw naukowych. Choć pozornie przeczy to zdrowemu rozsądkowi, organizm rozsmakowuje się w projekcjach zagrożeń, o ile towarzyszy im świadomość, że są one całkowicie nierealne („przecież to nie dzieje się naprawdę!”). Sycimy oczy mrocznymi wizjami, wtulając plecy w oparcie kanapy. Bywa nawet, że podbudowuje nas wówczas poczucie męstwa, którego wymagało zmierzenie się z tym wynaturzonym światem. Interpretacja naszych pobudek bywa jednak niejednoznaczna, bo i sam gatunek kina grozy jest monstrualnie (nomen omen) rozbudowany.
O ile jego historia sięga jeszcze czasów przedwojennych, w drugiej połowie XX wieku w ramach horroru wyodrębnił się osobliwy podgatunek określany terminem „gore”. Mowa o jak najintensywniejszym epatowaniu okrucieństwem podlanym całymi cysternami bordowej farby. Czy forma tego rodzaju mogła się rozwinąć w jakimkolwiek szlachetnym kierunku? To dyskusyjne. Na przełomie mileniów reputacja mrocznego kina została jednak mocno nadwyrężona. Bezmyślny rozlew krwi osiągnął format tryskającego tandetą jarmarku. Dlatego też w tegoroczne Halloween proponujemy wieczór w duchu retro i przegląd samych klasyków. Gwarantujemy, że niektórych scen wciąż się boimy!
1. „Siedem”. Długo nie spojrzysz na zupę z makaronem…
Co powiecie na taki podwieczorek: posągowy Morgan Freeman, młodzieńczo zawadiacki Brad Pitt, eteryczna Gwyneth Paltrow oraz Kevin Spacey w roli zwyrodnialca o najobrzydliwszej wyobraźni? Nakręcony w połowie lat 90. thriller „Siedem” był pierwszym uznanym filmem Davida Finchera, późniejszego reżysera „Gry” (z Michaelem Douglasem), kultowego „Podziemnego kręgu” (pamiętacie mydło z ludzkiego tłuszczu?) oraz „Dziewczyny z tatuażem” (ekranizacja powieści kryminalnej Stiega Larssona „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”).
Co ciekawe, jeszcze na początku lat 90. amerykański twórca słynął głównie z chwytliwych reklamówek i teledysków, w których wywijała Madonna. „Siedem” to tymczasem kino nawiązujące swoją wulgarną przemocą do ważnych wątków biblijnych. Formuła okrucieństwa odzwierciedlać ma – według oprawcy – wymiar jednego z grzechów głównych. Choć każda z tych scen pozostaje wysoce drastyczna, „nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu” to obraz przeszywająco smutny. Może wreszcie komuś przyjdzie do głowy, jak cierpieć muszą gęsi tuczone na siłę przez rurkę.
Obejrzysz na platformie: Netflix
2. „Przylądek strachu”. Lepszy nowy serial czy stary film?
W tym roku branżowe media obiegły sensacyjne wieści – Steven Spielberg i Martin Scorsese wśród producentów serialowego dreszczowca na Apple TV. Jak się okazuje, dziesięcioodcinkowy „Przylądek strachu” („Cape Fear”) powstał na podstawie filmu, który sam Scorsese wyreżyserował na początku lat 90. Która z produkcji wydaje się ciekawsza? Porównajcie sami – w filmie główną rolę dręczyciela odgrywa Robert De Niro, w serialu – Javier Bardem. Nieobliczalna fikcyjna postać to Max Cady, zwolniony z więzienia psychopata, który brutalnie mści się na rodzinie swojego dawnego adwokata. (W wariancie serialowym – adwokatki, w którą wciela się Amy Adams.).
O ile film z lat 90. polecić można bez wątpienia jako przyzwoite, trzymające w napięciu kino, serial zarówno rozbudowuje wiele wątków, jak i rozwija pewną intrygującą grę samą formą. Smutna słodycz głosu Amy Adams, narkotycznie nieobecne spojrzenia, zmęczone rysy twarzy wyłaniające się spod kaptura, kokieteryjny śmiech zabójcy… Samotne samochodowe reflektory w skąpanej w mroku ulicy. To wszystko rozcina na kawałki rozlewająca się niskimi tonami muzyka. Nawet się nie obejrzycie, a porwie was dreszczowiec w zapomnianym już, czystym stylu.
Obejrzysz na platformie: Amazon Prime Video (wersja filmowa z 1991 r.) oraz Apple TV (serial z 2026 r.)
3. „Milczenie owiec”. Jakie wino podać do ludzkiego mięsa?
Hannibal Lecter (Anthony Hopkins) rekomendowałby dobre chianti. Trudno o szczodrzej doceniony film grozy od „Milczenia owiec” w reżyserii Jonathana Demme'a. Podczas oscarowej gali w 1992 r. produkcja ta obsypywana była owacjami aż pięciokrotnie, w tym za dwie role pierwszoplanowe. Główną oś tego filmu stanowi jednak nie ucieczka przed ociekającym krwią tasakiem, tylko kameralny, statyczny dialog. Młoda agentka Clarice Starlink (Jodie Foster) siedzi na krześle przed pancernie okratowaną, surową celą więźnia, który zjadał swoje ofiary (Anthony Hopkins). Powoli i bezsilnie tonie w jego ogromnych błękitnych oczach. Czy to możliwe, że barbarzyńca zdolny wygryźć komuś policzek przeniknie do jej wnętrza poprzez iluzoryczną troskę? Filmowy Hannibal Lecter to postać skonstruowana z mistrzowską przewrotnością. Aż trudno oderwać wzrok od sceny, w której delektuje się czarownymi Wariacjami Goldbergowskimi Bacha… Do czasu, do czasu…
Obejrzysz na platformie: HBO Max
4. „Lśnienie”. Brak zabawy, nudzą Jacka takie sprawy…

„All work and no play makes Jack a dull boy” („Nudzą Jacka takie sprawy, ciągła praca, brak zabawy”). Dobiegający stukot maszyny do pisania z pustej sali, strona po stronie zapisane jednym i tym samym zdaniem. To XVII-wieczne przysłowie wybija się niczym cienki, naostrzony sztylet z ekranu. „Lśnienie” Stanleya Kubricka powstało 46 lat temu jako stosunkowo swobodna interpretacja powieści Stephena Kinga, niekwestionowanego specjalisty od piętrzenia napięć. Początkowo nie wzbudziła entuzjazmu krytyków ani nawet aprobaty samego pisarza. Choć film ten nie naprowadza widza na jednoznaczną ścieżkę interpretacji, przeszedł do historii jako dzieło niepowtarzalne.
Drobiazgowe studium obłędu, do którego doprowadza jednostkę izolacja. Czysta symetria kadrów, pociągłe niskie dźwięki i ta niebezpieczna jasność. Wierzcie, że słynna scena, w której Jack Torrance (Jack Nicholson) przebija drzwi siekierą, nie musi uchodzić za kwintesencję paranoicznej grozy. Demoniczne jest dopiero to, co czeka w pozornie zwyczajnych, dobrze doświetlonych korytarzach. Będzie wam o sobie przypominać za każdym razem, gdy zgubicie się, szukając właściwych drzwi w hotelowym labiryncie.
Obejrzysz na platformie: HBO Max
5. „Krzyk”. Czy to jeszcze horror, czy już kabaret?
Wyobraźcie sobie pomnik wzniesiony dla popkultury lat 90.: na cokole stoi Courteney Cox (sławna z sitcomu „Przyjaciele”) wymachująca charakterystyczną pociągłą maską. Wchodzący do polskich kin w 1997 r. „Krzyk” przyciągnął tłumy na taką skalę, że doczekał się aż sześciu kontynuacji („Krzyk 7” miał premierę w tym roku). Choć trudno dyskutować ze statystykami, głośny film w reżyserii Wesa Cravena wydaje się dzisiaj nostalgiczną wspomnieniową wycieczką dla pokolenia milenialsów. Wymieniona już Courteney Cox wbiegła na ekran w roli telewizyjnej reporterki, młodziutka Drew Barrymore zagrała niewinną ofiarę, a w główną rolę wcieliła Neve Campbell (znana wcześniej ze „Szkoły czarownic”). I jak tu się bać!
Choć groza „Krzyku” może się dziś jawić jako nieco wypłowiała, film ten przeraża poniekąd jako dokument bezpowrotnie minionych czasów. Do serii psychopatycznych morderstw popycha bohaterów nadmierna fascynacja kinem pełnym przemocy. W tym świecie białych adidasów i amerykańskich domów z puszystymi kanapami największym zagrożeniem dla młodzieży wydaje się… brutalność horrorów. Wówczas nikt chyba nie podejrzewał, jak bardzo będziemy za tą epoką tęsknić.
Obejrzysz na platformie: Netflix
Główne wnioski
- Choć w drugiej połowie XX wieku kino grozy zaczął przytłaczać podgatunek „gore” (epatujący okrucieństwem i nadmiernym rozlewem krwi), w latach 80. i 90. powstało również wiele filmów, które zapisały się w historii jako przełomowe. Do najbardziej docenionych zalicza się chociażby „Milczenie owiec” Jonathana Demme’a oraz początkowo chłodno przyjęte „Lśnienie” Stanleya Kubricka.
- Jedną z najbardziej reprezentatywnych produkcji końca lat 90. był film „Krzyk”, którego obsada odzwierciedlała ówczesne trendy popkulturowe. Mimo że dziś jego groza wydaje się powierzchowna, film wiele mówi o swojej epoce.
- W kinie budzącym niepokój jednym z głównych aktorów bywa muzyka. Co ciekawe, najnowszy serial „Przylądek strachu” na Apple TV nawiązuje ścieżką dźwiękową do filmowego pierwowzoru z lat 90. Z ekranową grozą znakomicie współgra również klasyka - w „Milczeniu owiec” wybrzmiewają m.in. Wariacje Goldbergowskie Bacha, a w „Lśnieniu” kompozycja Hectora Berlioza uzupełnia niezwykłe otwarcie filmu.