Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Ewangelia Gondarska, zrabowana przez Brytyjczyków w 1868 r., trafiła na współczesny rynek antykwaryczny.
- Dlaczego Nigeria od dekad domaga się zwrotu Bronzów Benińskich i jakie nowe modele restytucji pojawiły się w ostatnich latach.
- Dlaczego zrabowane dziedzictwo to nie tylko problem przeszłości, ale także spór o własność, pamięć i prawo do decydowania o kulturze.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
W połowie września na międzynarodowym rynku antykwarycznym pojawiła się XVIII-wieczna Ewangelia Gondarska, zrabowana w Etiopii przez brytyjskich żołnierzy w 1868 r. Etiopskie władze zażądały wycofania manuskryptu z oferty. Historia brzmi znajomo także w Polsce. Dzieło zrabowane podczas wojny po latach trafia na zagraniczny rynek i zaczyna się spór o to, czy można je traktować jak zwykły przedmiot handlu.
Polski święty Graal kolekcjonerstwa
Historia „Portretu młodzieńca” jest w Polsce znana niemal każdemu, kto choć raz odwiedził Muzeum Czartoryskich. Namalowany około 1513-1514 roku obraz przedstawia młodego mężczyznę o enigmatycznym spojrzeniu. Trafił do zbiorów książąt Czartoryskich i stał się, obok „Damy z gronostajem” Leonarda da Vinci, najcenniejszym dziełem w kolekcji.
We wrześniu 1939 r. oba obrazy wraz z „Krajobrazem z miłosiernym Samarytaninem” Rembrandta zostały ukryte. Ostatecznie wpadły w ręce Niemców. Hans Frank przetrzymywał je na Wawelu przez większość okupacji. Pod koniec wojny „Dama z gronostajem” i Rembrandt zostały odnalezione i wróciły do Polski. Rafael zniknął bez śladu. Ostatni potwierdzony trop prowadzi do 1945 r. Od tamtej pory „Portret młodzieńca” pozostaje najbardziej poszukiwanym zaginionym dziełem sztuki w Polsce.
Zrabowana Ewangelia wraca na rynek
Podobną historię, tylko o półtora wieku starszą, ma dziś Etiopia. Ewangelia Gondarska, rękopis w języku ge'ez, bogato zdobiony 235 ilustracjami, powstała około 1730-1740 roku na królewskim dworze w Gondarze, ówczesnej stolicy cesarskiej Etiopii. Należała do biblioteki cesarza Teodrosa II, władcy uznawanego za pierwszego nowoczesnego reformatora kraju.
13 kwietnia 1868 r. około 13 tys. brytyjskich i indyjskich żołnierzy zdobyło twierdzę Magdala. Teodros, zamiast się poddać, popełnił samobójstwo. Zwycięzcy splądrowali jego bibliotekę, liczącą około tysiąca manuskryptów. Ewangelię zabrał dowódca ekspedycji, generał Robert Cornelis Napier. Później rękopis przechodził przez ręce brytyjskich urzędników kolonialnych, antykwariuszy, instytucji i kolekcjonerów. Wśród nich było Pitt Rivers Museum, które pozbyło się go w 1990 r. Około dekady temu Ewangelia trafiła w ręce prywatne. Łańcuch własności jest dobrze udokumentowany, ale jego pierwszy ogniwo stanowi grabież.
Drugi tom, z Ewangeliami Mateusza i Marka, trafił do Bawarskiej Biblioteki Państwowej w Monachium, gdzie znajduje się do dziś. Tom z Łukaszem i Janem został w połowie września zaoferowany w katalogu wiedeńskiego antykwariatu Inlibris na Abu Dhabi International Book Fair (13–18 września) za 250 tys. euro. Etiopski Urząd Dziedzictwa zażądał wycofania księgi z oferty. Inlibris odpowiedział, że może sprzedać ją Etiopii po „preferencyjnej cenie”. Czyli jako gest dobrej woli, ale wyłącznie w ramach zwykłej transakcji handlowej. Szef urzędu, prof. Abebaw Ayalew, odrzucił te warunki i zażądał wstrzymania sprzedaży oraz bezwarunkowej repatriacji.
Warto wiedzieć
Ponad 90 proc. wciąż poza Afryką
Ponad 90 proc. materialnego dziedzictwa Afryki Subsaharyjskiej znajduje się poza kontynentem – w muzeach i prywatnych kolekcjach Europy oraz Stanów Zjednoczonych. To wartość szacunkowa, ale dobrze pokazuje skalę problemu.
Pięć największych europejskich kolekcji przechowuje łącznie około 430 tys. afrykańskich obiektów: AfricaMuseum w Tervuren – około 180 tys., Humboldt Forum w Berlinie – około 75 tys., Musée du quai Branly w Paryżu – około 70 tys., British Museum – około 69 tys., a Weltmuseum w Wiedniu – około 37 tys. Są wśród nich również przedmioty nabyte legalnie, jednak sama skala tych zbiorów pokazuje, jak duża część afrykańskiego dziedzictwa znajduje się dziś poza kontynentem.
Od 2020 r. procesy restytucyjne, przekazania własności i wypożyczenia objęły łącznie około 2,5–3 tys. obiektów. To mniej niż 1 proc. zbiorów tych pięciu muzeów. Największą część stanowią Bronzy Benińskie.
Niemcy przekazały Nigerii własność około 1100 obiektów, Holandia zwróciła 119, Cambridge przekazało własność 116, Horniman Museum – 72, Smithsonian – 29, a w czerwcu 2026 roku trzy szwajcarskie muzea zwróciły kolejnych 18. Łącznie daje to około 1450 obiektów spośród ponad pięciu tysięcy ujętych w bazie Digital Benin.
Część z nich nadal pozostaje jednak poza Nigerią. Dziewięć z 29 obiektów przekazanych przez Smithsonian oraz 17 ze 116 z Cambridge pozostało w tych instytucjach na zasadzie wypożyczenia. Największy zbiór, liczący około 900 obiektów, wciąż znajduje się w British Museum.
Drugim ważnym nurtem restytucji są złote regalia Aszanti. W 2024 roku British Museum i Victoria and Albert Museum wypożyczyły dworowi króla Aszanti w Kumasi 32 przedmioty. Nie oznaczało to zmiany właściciela. W kolejnych latach część innych obiektów została jednak zwrócona lub formalnie przekazana na własność.
Afrykańskie dziedzictwo rozproszone po świecie
Europejskie muzea przechowują dziesiątki tysięcy obiektów pochodzących z Afryki. Według zestawienia opublikowanego przez „Foreign Policy” w 2022 r. znajdują się one m.in. w kolekcjach Tervuren, berlińskiego Ethnologisches Museum, British Museum, paryskiego Musée du Quai Branly i holenderskiego National Museum of World Cultures. Nie są to jednak jednolite i na bieżąco aktualizowane inwentarze. Dlategoo podawane liczby należy traktować raczej jako punkt odniesienia niż jako aktualny spis.
Jednym z najbardziej znanych przykładów są Bronzy Benińskie – metalowe płaskorzeźby i rzeźby zrabowane z pałacu królewskiego w Benin City podczas brytyjskiej ekspedycji karnej w 1897 r. Według bazy Digital Benin ponad pięć tysięcy tych obiektów znajduje się dziś w 139 instytucjach w 21 krajach.
Ołtarz, który wrócił
Jest jednak polski precedens, który pokazuje, czym może zakończyć się historia zrabowanego dziedzictwa. Ołtarz Wita Stwosza w Bazylice Mariackiej w Krakowie, arcydzieło gotyckiej rzeźby z końca XV w., został podczas okupacji rozebrany na części i wywieziony do Norymbergi na rozkaz Hansa Franka. Po wojnie, dzięki poszukiwaniom prowadzonym przez polskich specjalistów wspólnie z aliantami, odnaleziono go w piwnicach zamku norymberskiego. W 1946 r. ołtarz w całości wrócił do Krakowa, gdzie znajduje się do dziś.
Było to możliwe, ponieważ po wojnie istniały zarówno polityczna wola, jak i mechanizmy pozwalające fizycznie odzyskiwać zrabowane dzieła. W przypadku obiektów wywiezionych kilkadziesiąt czy sto kilkadziesiąt lat wcześniej sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana.
Bronzy wracają, ale nie wszystkie
Nigeria domaga się zwrotu Bronzów Benińskich od ponad pół wieku. Pierwszy oficjalny apel wystosowano w 1972 r., ale przez kolejne dekady zachodnie muzea pozostawały na te żądania niemal głuche.
Przełom nastąpił dopiero w ostatnich latach. W 2021 r. pierwsze obiekty wróciły z Aberdeen i Cambridge, a w 2022 roku Niemcy przekazały Nigerii na własność około 1,1 tys. Bronzów. Kolejne zwroty lub przekazania praw własności nastąpiły w Holandii, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych i Szwajcarii.
W 2026 r. proces trwa. Cambridge przekazało Nigerii na własność kolejne 116 obiektów, a trzy szwajcarskie muzea zwróciły 18. Część dzieł pozostaje jednak w Europie na zasadzie wypożyczenia. Największą kolekcję nadal posiada British Museum.
I tu pojawia się zasadnicza różnica między poszczególnymi przypadkami. Zwrot może oznaczać fizyczne przekazanie obiektu, zmianę właściciela albo jedynie długoterminowe wypożyczenie. British Museum, powołując się na brytyjskie prawo, nie może trwale wyzbywać się części swoich zbiorów, dlatego preferuje model wypożyczeń i partnerstwa.
Jest jeszcze jeden problem: kto właściwie powinien decydować o losie odzyskanych dzieł? W 2023 r. rząd Nigerii uznał Ewuare II, obę Beninu, za właściciela i opiekuna zwracanych obiektów. Oznacza to, że nawet odzyskanie dzieła nie musi kończyć sporu o jego własność, sposób udostępniania i miejsce przechowywania.
Wypożyczenie zamiast zwrotu
Między pełną restytucją a całkowitym impasem prawnym istnieje jeszcze trzecia droga. Być może właśnie ona stanie się dominującym modelem w najbliższej dekadzie.
W kwietniu 2024 roku londyńskie Victoria and Albert Museum i British Museum przekazały pałacowemu muzeum Manhyia w Kumasi 32 przedmioty ze złotych i srebrnych regaliów Aszanti, zrabowane podczas dziewiętnastowiecznych wojen anglo-aszanckich. Umowę wynegocjowano z królem Aszanti, a nie z rządem Ghany. Przyjęto formę trzyletniego wypożyczenia z możliwością przedłużenia o kolejne trzy lata.
Takie rozwiązanie pozwala muzeum formalnie zachować własność, unikając precedensu prawnego, który mógłby otworzyć drogę do kolejnych roszczeń, a jednocześnie umożliwia fizyczny powrót przedmiotów do kraju pochodzenia – przynajmniej na pewien czas.
Po stronie afrykańskiej budzi to mieszane uczucia. Podobne emocje zapewne wywołałaby w Polsce propozycja „trzyletniego odnawialnego wypożyczenia” Rafaela Czartoryskich zamiast jego bezwarunkowego zwrotu – zakładając oczywiście, że obraz kiedykolwiek się odnajdzie. Wypożyczenie oznacza bowiem, że prawnym właścicielem pozostaje ten sam podmiot, który dysponował przedmiotem wcześniej. Kupuje dyplomatyczny spokój, ale nie rozstrzyga pytania o sprawiedliwość. Jedynie odracza je o trzy lata, a potem – jeśli obie strony się zgodzą – o kolejne.
Logika wypożyczenia pojawia się zresztą także przy zwrotach własności: dziewięć z 29 obiektów ze Smithsonian i siedemnaście ze 116 z Cambridge wracają do Nigerii tylko formalnie, a fizycznie pozostają w dotychczasowych muzeach. Różnica wobec przypadku Aszanti jest jednak zasadnicza. Tam właścicielem pozostaje muzeum, tutaj – Nigeria, która zgodziła się na pozostawienie obiektów w Europie.
Rynek, którego traktaty międzypaństwowe nie dotykają
Sprawa Ewangelii Gondarskiej jest szczególnie pouczająca, ponieważ rozgrywa się poza logiką międzypaństwowych negocjacji restytucyjnych. Niemcy i Nigeria, Wielka Brytania i Ghana – to spory prowadzone przez rządy i wielkie instytucje publiczne, z udziałem dyplomatów, ekspertów i muzeów. Inlibris jest prywatnym antykwariatem, który oferuje rękopis w imieniu prywatnego właściciela, na prywatnym rynku i poza procedurami restytucyjnymi prowadzonymi między państwami.
Prywatny rynek jest znacznie trudniejszy do kontrolowania niż publiczne kolekcje muzealne. Muzeum państwowe podlega presji opinii publicznej, władz, a czasem również ustawodawcy. Antykwariat czy dom aukcyjny działa przede wszystkim według reguł rynku.
Polska zna ten problem równie dobrze jak Etiopia. Część dzieł sztuki zaginionych podczas wojny nie trafiła do muzeów, lecz na prywatny rynek kolekcjonerski. Niektóre pojawiają się po dziesięcioleciach na aukcjach w Nowym Jorku czy Londynie, zmuszając polskie instytucje do szybkiego ustalania proweniencji i podejmowania prób zablokowania sprzedaży.
Dlaczego to nie jest spór o przeszłość?
Najłatwiejszym błędem przy pisaniu o restytucji dóbr kultury jest traktowanie jej wyłącznie jako sporu o historię – o to, kto komu co zabrał sto czy sto pięćdziesiąt lat temu. Tymczasem prawdziwa stawka dotyczy teraźniejszości. Chodzi o to, kto dziś ma prawo decydować, co jest święte, co narodowe, co należy do żywej tradycji religijnej lub kulturowej danej społeczności, a co można uznać jedynie za eksponat muzealny – przedmiot estetycznej kontemplacji w gablocie oddalonej o tysiące kilometrów od miejsca, w którym powstał.
Etiopski Kościół prawosławny wciąż używa manuskryptów w języku ge'ez w liturgii. Ewangelia Gondarska nie jest więc dla jego wiernych wyłącznie artefaktem historycznym. To przedmiot sakralny, którego znaczenie wynika także z kontekstu religijnego, a nie tylko z wieku, kunsztu wykonania czy ceny rynkowej.
Podobną logikę można zastosować do polskich obrazów religijnych zrabowanych z kościołów podczas wojny. Ich wartość nie sprowadza się do ceny, jaką osiągnęłyby na aukcji, lecz także do funkcji, jaką pełniły w żywej wspólnocie, z której zostały wyrwane.
Ewangelia nie wróciła do Etiopii
18 września zakończyły się targi książki w Abu Dhabi, na których pojawiła się Ewangelia Gondarska. Hugo Wertscherk, szef Inlibris, powiedział Al Jazeerze, że przekazanie manuskryptu władzom etiopskim byłoby nielegalne, ponieważ obecny, nieujawniony właściciel nie ma prawnego obowiązku go oddać. Przekonywał, że chciałby, aby rękopisy wróciły do prawowitych właścicieli, ale to nie on stanowi prawo: „Jestem tylko biznesmenem”.
Jednocześnie zaprzeczył, jakoby próbował sprzedać Ewangelię na targach. Według niego manuskrypt był tam jedynie rekwizytem. To wyjaśnienie trudno jednak pogodzić z ceną 250 tys. euro widniejącą w katalogu oraz propozycją sprzedaży Etiopii po „preferencyjnej cenie”. Wertscherk deklaruje gotowość do rozmów o zakupie przez instytucję, ale nie zamierza negocjować przy założeniu, że restytucja jest należna.
Różnica jest zasadnicza. Zwrot oznacza uznanie, że przedmiot znalazł się za granicą w wyniku rabunku, a nie legalnej transakcji. Zakup „po preferencyjnej cenie” pozostawia natomiast obecny tytuł własności poza sporem. Kraj pochodzenia staje się wówczas po prostu kolejnym nabywcą na rynku.
Etiopski Urząd Dziedzictwa nie ustępuje. Według Capital prowadzi rozmowy na wysokim szczeblu i domaga się wycofania manuskryptu ze sprzedaży. Brytyjski historyk Alula Pankhurst, który jako pierwszy zwrócił uwagę etiopskich władz na sprawę, uważa, że skoro rękopis został zrabowany, powinien najpierw zostać wycofany z oferty, a dopiero potem strony mogą negocjować jego dalszy los. Przypomina, że podobne wycofania obiektów z aukcji w Wielkiej Brytanii, USA i Włoszech prowadziły później do porozumień.
Według wpisu z 20 września Andrew Heavensa, autora książki „The Prince and the Plunder” o skarbach zrabowanych z Magdali, Inlibris po początkowej odmowie ustąpił i wycofał księgę ze sprzedaży. Informacja pochodzi na razie z jednego źródła. Rękopis nie wrócił do Etiopii, a jego właściciel pozostaje nieujawniony.
Ten sam antykwariat oferował kolekcję Zemen – 108 etiopskich kodeksów gromadzonych od lat 70. XX wieku i nabytych przez Inlibris w 2017 r. od spadkobierców jej twórcy, Herberta Zemena. Antykwariat opisywał ją jako prawdopodobnie największy tego rodzaju zbiór pozostający w prywatnych rękach. Ewangelia Gondarska nie jest więc jedynym etiopskim rękopisem, który w ostatnich latach trafił na zachodni rynek antykwaryczny.
Dziedzictwo czy towar?
Rafaela wciąż nie ma. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek się odnajdzie, czy spłonął w 1945 r., czy może nadal wisi w czyimś prywatnym gabinecie. Jeśli kiedyś wypłynie, historia Ewangelii Gondarskiej pokazuje, jak trudny może być spór o dzieło, którego droga na rynek zaczęła się od grabieży.
Pytanie pozostaje to samo: czy zrabowane dziedzictwo jest towarem, który można sprzedać, kupić albo wycofać ze sprzedaży, czy też zobowiązaniem wobec społeczności, z której zostało wyrwane?
Główne wnioski
- Zwrot zrabowanego dzieła nie kończy sporu. Trzeba jeszcze ustalić, kto jest jego właścicielem, kto będzie nim zarządzał i gdzie powinno się ono znajdować.
- Restytucja ma dziś wiele form. Obok bezwarunkowego zwrotu pojawiają się przekazania własności połączone z wypożyczeniem, czasowe wypożyczenia bez zmiany właściciela oraz negocjacje prowadzone na prywatnym rynku.
- Rynek i dziedzictwo opisują te same przedmioty zupełnie innym językiem. Dla antykwariusza mają cenę i właściciela, dla społeczności – znaczenie kulturowe, religijne i historyczne.