AI i demografia: dwie wielkie niewiadome XXI w. Francja zbliża się do szczytu liczby ludności. Co potem?

Francja długo uchodziła za demograficzny wyjątek Europy, ale dziś ten model słabnie. Kraj zbliża się do szczytu liczby ludności, a potem czeka go spadek. Pytanie brzmi, czy AI zdoła zrekompensować niedobór ludzi.

miejski tłum
W XXI w. problemem nie będzie nadmiar ludzi, lecz niedobór ludzi zdolnych utrzymać rozwój technologiczny i transformację klimatyczną. Fot. Andy Ryan/ Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy Francja pozostanie wyjątkiem na tle innych państw, tak jak dotychczas, i uniknie kryzysu demograficznego.
  2. Dlaczego zdaniem badaczy to klasa średnia staje się jedną z głównych ofiar kryzysu demograficznego.
  3. Dlaczego to nie nadmiar, lecz niedobór ludzi będzie zdaniem francuskiego analityka problemem w radzeniu sobie ze zmianami klimatycznymi i transformacją klimatyczną gospodarek.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Najnowsze projekcje francuskiego urzędu statystycznego Insee pokazują, że kraj osiągnie szczyt liczby ludności około 2037 r., gdy populacja wzrośnie do 69,8 mln mieszkańców. Potem rozpocznie się proces, którego współczesna Francja jeszcze nie znała: trwały spadek liczby ludności w warunkach pokoju.

Według głównego scenariusza Insee w 2070 . Francję będzie zamieszkiwało 65,9 mln osób – o ponad 3 mln mniej niż dziś. W wariancie pesymistycznym liczba ludności może spaść nawet do 61 mln. Jednocześnie liczba osób powyżej 65. roku życia wzrośnie z 15 mln do ponad 21 mln.

To nie jest kolejna debata o emeryturach. To początek transformacji, która zmieni rynek pracy, gospodarkę, migrację, system opieki społecznej, kulturę, a nawet bezpieczeństwo państwa.

A obok demografii pojawia się drugi megatrend XXI wieku: sztuczna inteligencja. Coraz więcej ekonomistów uważa, że przyszłość rozwiniętych państw będzie zależała od odpowiedzi na jedno pytanie: czy AI zdoła zrekompensować niedobór ludności?

Coraz więcej ekonomistów uważa, że przyszłość rozwiniętych państw będzie zależała od odpowiedzi na jedno pytanie: czy AI zdoła zrekompensować niedobór ludności?

Francja wchodzi na nieznane terytorium

Jeszcze dekadę temu francuska dzietność wynosiła około 2 dzieci na kobietę. Dziś spadła do około 1,56, a według Insee ustabilizuje się w okolicach 1,45.

Jeszcze bardziej niepokojące są dane dotyczące aspiracji młodych ludzi. Badania francuskiego Instytutu Studiów Demograficznych (INED) oraz analizy publikowane przez portal Telos wskazują nie tylko na spadek liczby urodzeń, ale także na osłabienie samej chęci posiadania dzieci.

Dla wielu młodych Francuzów rodzicielstwo przestaje być oczywistym etapem życia. Coraz późniejsze wchodzenie w związki, kryzys mieszkaniowy, wydłużający się okres edukacji oraz rosnąca niepewność ekonomiczna sprawiają, że decyzja o dziecku jest odkładana na później – a często nie następuje wcale.

To zjawisko nie jest wyłącznie francuskie. Według OECD ponad dwie trzecie państw rozwiniętych znajduje się poniżej poziomu zastępowalności pokoleń.

Rynek pracy: mniej ludzi, więcej maszyn

Najbardziej bezpośrednie skutki pojawią się na rynku pracy. W scenariuszu Insee liczba osób w wieku produkcyjnym, czyli 20-64 lat, będzie systematycznie spadać przez kolejne dekady. Jednocześnie wzrośnie liczba emerytów oraz osób wymagających opieki.

Klasyczna ekonomia zakładałaby niższy wzrost gospodarczy. Mniej pracowników oznacza bowiem mniejszą produkcję, niższe wpływy podatkowe i większe obciążenia systemu socjalnego.

Jednak XXI w. może okazać się pierwszym okresem w historii, gdy spadek liczby pracowników nie musi automatycznie oznaczać spadku produkcji. Powodem jest sztuczna inteligencja. Według analiz OECD oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego AI może zwiększać produktywność pracy w tempie nienotowanym od rewolucji przemysłowej. W sektorach administracji, finansów, logistyki czy usług profesjonalnych pojedynczy pracownik będzie w stanie wykonywać pracę, która dziś wymaga całych zespołów.

To oznacza, że gospodarki przyszłości będą konkurować nie tyle liczbą ludności, ile produktywnością każdego obywatela. Paradoksalnie starzejąca się Francja może być jednym z największych beneficjentów automatyzacji.

Od społeczeństwa szkół do społeczeństwa opieki

Demografia zmieni również strukturę wydatków publicznych. W jednej z głośnych analiz opublikowanych przez instytut Telos francuscy demografowie postawili prowokacyjne pytanie: „więcej żłobków czy więcej domów opieki?”.

Odpowiedź płynąca ze statystyk jest brutalna. Do 2070 r. liczba osób powyżej 80. roku życia niemal się podwoi. Liczba stulatków wzrośnie czterokrotnie.

Francja będzie potrzebowała nie tylko więcej pielęgniarek i opiekunów. Będzie potrzebowała całej gospodarki senioralnej: inteligentnych mieszkań, robotów wspomagających opiekę, telemedycyny i nowych modeli usług społecznych.

Coraz więcej ekspertów przewiduje, że zawody związane z opieką staną się strategicznie równie ważne jak przemysł czy energetyka.

Migracja przestaje być opcją, a staje się koniecznością

Przez lata debata migracyjna była prowadzona głównie w kategoriach tożsamościowych. Demografia przesuwa jednak środek ciężkości. Według głównego scenariusza Insee wzrost populacji do 2037 r. będzie możliwy wyłącznie dzięki dodatniemu saldu imigracyjnemu. Bez migracji Francja zaczęłaby się kurczyć znacznie wcześniej.

To nie oznacza, że migracja rozwiąże problem starzenia się społeczeństwa. Nawet wysoka imigracja nie odwróci trendu demograficznego. Oznacza to jednak, że gospodarki rozwinięte będą coraz bardziej rywalizować o ludzi. W świecie niedoboru siły roboczej migrant stanie się nie tylko pracownikiem, lecz także strategicznym zasobem.

Kultura po epoce wzrostu

Przez ostatnie dwa stulecia Zachód żył w rzeczywistości nieustannego wzrostu liczby ludności. Więcej mieszkańców oznaczało więcej konsumentów, więcej podatników i więcej innowatorów.

Społeczeństwa kurczące się będą musiały nauczyć się funkcjonować według innych zasad. Miasta mogą przestać rosnąć. Niektóre regiony mogą się wyludniać. Szkoły będą zamykane, podczas gdy domy opieki będą powstawać w szybkim tempie.

Zmieni się także kultura polityczna. Starsze społeczeństwa są bardziej ostrożne, mniej skłonne do podejmowania ryzyka i bardziej skoncentrowane na ochronie istniejącego majątku. Pytanie brzmi, czy taka kultura będzie sprzyjać innowacjom w epoce AI.

Klasa średnia jako główna ofiara współczesnych trendów

Dla Agnès Verdier-Molinié, dyrektor Fundacji iFrap, głównym problemem nie jest brak chęci posiadania dzieci. Francuzki deklarują, że chciałyby mieć średnio ponad dwoje dzieci. Problem polega na tym, że rzeczywistość uniemożliwia im realizację tych planów. Verdier-Molinié wskazuje trzy kluczowe obszary reform:

  • zwiększenie dostępności żłobków dla pracujących rodziców,
  • poprawę dostępności mieszkań dla rodzin,
  • odbudowę zachęt podatkowych dla klasy średniej.

Jej zdaniem to właśnie klasa średnia stała się największą ofiarą współczesnej polityki rodzinnej – zbyt bogata, by korzystać z wielu świadczeń, i zbyt obciążona kosztami życia, by łatwo zdecydować się na więcej dzieci. Jednocześnie kobiety z klasy średniej, pochłonięte karierą i wciągnięte przez rynek pracy, mają trudne warunki do łączenia macierzyństwa z pracą zawodową. Nie chodzi o powrót do modelu lat 60., lecz o stworzenie warunków, w których posiadanie dzieci nie oznacza rezygnacji z kariery zawodowej.

Demografia, a nie przeludnienie, będzie wyzwaniem stulecia

Francuski dyplomata i analityk Oscar Bockel uważa, że bez zwiększania populacji ludzkość nie udźwignie problemu zmian klimatu. Paradoks?

Wbrew popularnym przez dekady teoriom inspirowanym przez amerykańskiego demografa i biologa Paula R. Ehrlicha oraz Klub Rzymski twierdzi on, że największym zagrożeniem dla zdolności społeczeństw do walki ze zmianami klimatu nie jest przeludnienie, lecz depopulacja. Argument jest następujący: transformacja energetyczna wymaga kapitału, technologii, innowacji oraz wykwalifikowanych pracowników. Starzejące się społeczeństwa mają mniej przedsiębiorców, mniej inżynierów, mniej podatników i coraz większe wydatki na świadczenia socjalne.

Według Bockela społeczeństwo w fazie depopulacji przypomina miasto tracące mieszkańców, takie jak amerykańskie Detroit; nie staje się automatycznie bardziej ekologiczne. Często staje się po prostu biedniejsze, mniej dynamiczne i mniej zdolne do inwestowania. To odwrócenie dominującej przez pół wieku narracji. W XXI w. problemem nie będzie nadmiar ludzi, lecz niedobór ludzi zdolnych do utrzymania rozwoju technologicznego i transformacji klimatycznej.

Rok 2070: trzy scenariusze dla Francji

Pierwszy scenariusz Insee i francuskich analityków można nazwać „europejskim dryfem”. Dzietność pozostaje niska, migracja kompensuje tylko część strat, wzrost gospodarczy słabnie, a państwo koncentruje się na finansowaniu starzenia się społeczeństwa.

Drugi scenariusz to „republika migracyjna”. Francja przyciąga setki tysięcy nowych mieszkańców rocznie, utrzymując relatywnie stabilną liczbę ludności kosztem głębokich przemian społecznych i kulturowych.

Trzeci scenariusz – najbardziej ambitny – zakłada połączenie umiarkowanego odbicia dzietności, selektywnej migracji oraz skokowego wzrostu produktywności dzięki AI.

To właśnie ten wariant coraz częściej pojawia się w analizach OECD. W takim świecie sztuczna inteligencja nie zastępuje człowieka, lecz rekompensuje jego niedobór.

Wielkie pytanie XXI w.

Przez większość historii ludzkości państwa obawiały się braku żywności dla rosnącej liczby ludności. Dziś coraz częściej obawiają się czegoś odwrotnego: braku ludzi zdolnych utrzymać poziom dobrobytu. Francja znajduje się na pierwszej linii tej zmiany.

Jeżeli XX w. był epoką masowej edukacji i społeczeństwa przemysłowego, XXI w. może zostać zapamiętany jako czas dwóch równoległych rewolucji: gwałtownego starzenia się społeczeństw oraz ekspansji sztucznej inteligencji. Od odpowiedzi na pytanie, jak połączyć te dwa procesy, będzie zależeć przyszłość nie tylko Francji, ale całego Zachodu.

Główne wnioski

  1. Najnowsze projekcje francuskiego urzędu statystycznego Insee pokazują, że kraj osiągnie szczyt liczby ludności około 2037 r., gdy populacja wzrośnie do 69,8 mln mieszkańców. Potem rozpocznie się proces, którego współczesna Francja jeszcze nie znała: trwały spadek liczby ludności w warunkach pokoju. Jeszcze dekadę temu francuska dzietność wynosiła około 2 dzieci na kobietę. Dziś spadła do około 1,56, a według Insee ustabilizuje się w okolicach 1,45.
  2. Zdaniem francuskiej badaczki to właśnie klasa średnia stała się największą ofiarą współczesnej polityki rodzinnej – zbyt bogata, by korzystać z wielu świadczeń, a jednocześnie zbyt obciążona kosztami życia, by łatwo zdecydować się na więcej dzieci. Jednocześnie kobiety z klasy średniej, pochłonięte karierą i wciągnięte przez rynek pracy, mają trudne warunki do łączenia macierzyństwa z pracą zawodową. Nie chodzi o powrót do modelu lat 60., lecz o stworzenie warunków, w których posiadanie dzieci nie oznacza rezygnacji z kariery zawodowej.
  3. Analityk Oscar Bockel uważa, że bez zwiększania populacji ludzkość nie udźwignie problemu zmian klimatu. Wbrew popularnym przez dekady teoriom inspirowanym przez Paula R. Ehrlicha i Klub Rzymski, twierdzi on, że największym zagrożeniem dla zdolności społeczeństw do walki ze zmianami klimatu nie jest przeludnienie, lecz depopulacja. Argument jest następujący: transformacja energetyczna wymaga kapitału, technologii, innowacji i wykwalifikowanych pracowników. Starzejące się społeczeństwa mają mniej przedsiębiorców, mniej inżynierów, mniej podatników i coraz większe wydatki na świadczenia socjalne. Według Bockela społeczeństwo w fazie depopulacji przypomina miasto tracące mieszkańców, takie jak amerykańskie Detroit; nie staje się automatycznie bardziej ekologiczne. Często staje się po prostu biedniejsze, mniej dynamiczne i mniej zdolne do inwestowania.