Kategoria artykułu: Analizy

Amerykański paradoks. Gospodarka rośnie, a wyborcy narzekają na drożyznę

Choć realne wynagrodzenia są w USA wyższe niż przed pandemią, ceny wzrosły o ponad 30 proc. Dlaczego Amerykanie są niezadowoleni z sytuacji gospodarczej i co to oznacza przed wyborami do Kongresu?

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego gospodarka jest najważniejszym tematem wyborów połówkowych w USA zarówno dla Demokratów, jak i Republikanów.
  2. Dlaczego spadek inflacji nie zakończył amerykańskiego kryzysu kosztów życia (affordability crisis).
  3. Jak zmieniła się siła nabywcza Amerykanów od pandemii i dlaczego wzrost realnych wynagrodzeń nie przekłada się na poprawę nastrojów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Gospodarka jest najważniejszym tematem zbliżających się wyborów połówkowych (midterms) do Kongresu USA. Z badania Pew Research Center, przeprowadzonego na przełomie września i października, wynika, że aż 84 proc. zarejestrowanych wyborców uznaje kwestie gospodarcze za bardzo ważne przy podejmowaniu decyzji wyborczej. Co istotne, gospodarka zajmuje pierwsze miejsce wśród priorytetów obu elektoratów. Wskazuje na nią 82 proc. wyborców kandydatów republikańskich i 88 proc. wyborców kandydatów demokratycznych.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W pozostałych obszarach różnice między elektoratami są znacznie większe. Dla Demokratów szczególnie istotne są: przyszłość demokracji (85 proc.), ochrona zdrowia (82 proc.) oraz edukacja (74 proc.). Z kolei wyborcy Republikanów częściej wskazują na imigrację (72 proc.), przestępczość z użyciem przemocy (64 proc.) czy wielkość i zakres działania rządu federalnego (57 proc.). Największe rozbieżności dotyczą śledztw wobec Donalda Trumpa i jego administracji oraz polityki klimatycznej.

Choć amerykańskich wyborców dzieli wiele kwestii społecznych i politycznych, gospodarka pozostaje ich wspólnym priorytetem. W porównaniu z wyborami połówkowymi w 2022 r. znaczenie gospodarki dla wyborców Demokratów wzrosło aż o 23 pkt proc. (z 65 do 88 proc.), podczas gdy wśród wyborców Republikanów spadło o 10 pkt proc. (z 92 do 82 proc.). Dlatego w kontekście zbliżających się midterms kluczowe znaczenie ma pytanie o rzeczywistą kondycję amerykańskiej gospodarki. A także to, jak jest ona postrzegana przez wyborców.

Ceny, koszty, ceny

Z tego samego badania Pew Research Center wynika, że największe obawy budzą ceny energii i żywności oraz koszty opieki zdrowotnej i mieszkań. Co ciekawe, wyborcy Demokratów są bardziej zaniepokojeni wszystkimi analizowanymi problemami gospodarczymi niż sympatycy Republikanów. Aż 82 proc. Demokratów wyraża duże obawy związane z cenami żywności i dóbr konsumpcyjnych wobec 62 proc. Republikanów. Jeszcze większe różnice występują w przypadku trudności ze znalezieniem pracy (59 proc. wobec 34 proc.). A także w zakresie kosztów mieszkaniowych (76 proc. wobec 53 proc.).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Kryzys kosztów życia

Na czele listy znajdują się problemy, które w amerykańskiej debacie publicznej coraz częściej ujmuje się pod wspólnym hasłem affordability crisis, czyli kryzysu dostępności cenowej. Równolegle funkcjonuje blisko związane z nim pojęcie kryzysu kosztów życia (cost-of-living crisis). Chodzi o sytuację, w której podstawowe dobra i usługi stają się coraz trudniej dostępne finansowo dla gospodarstw domowych. Problem nie sprowadza się zatem wyłącznie do inflacji, czyli tempa wzrostu cen, ale obejmuje również ich poziom w relacji do dochodów. Dlatego nawet wyhamowanie inflacji nie musi oznaczać końca kryzysu kosztów życia. Ceny mogą rosnąć wolniej, a mimo to mieszkania, opieka zdrowotna czy żywność nadal mogą pochłaniać znaczną część budżetów amerykańskich gospodarstw domowych.

Ekonomiści różnią się w ocenie tego zjawiska. Spór dotyczy przede wszystkim tego, czy mamy do czynienia z rzeczywistym pogorszeniem poziomu życia Amerykanów. A może raczej z utrzymującym się niezadowoleniem z wysokiego poziomu cen mimo wzrostu realnych dochodów.

W kontekście wyborów połówkowych w USA warto rozdzielić trzy zjawiska. Skumulowany wzrost cen od 2021 r., strukturalne problemy z dostępnością mieszkań i usług oraz rozbieżność między obiektywnymi wskaźnikami gospodarczymi a nastrojami konsumentów.

Krótka historia inflacji

Inflacja w Stanach Zjednoczonych gwałtownie przyspieszyła po pandemii COVID-19, osiągając w czerwcu 2022 r. poziom 9,1 proc. r/r. Za wzrost cen odpowiadało kilka nakładających się czynników. Pandemia doprowadziła do zerwania globalnych łańcuchów dostaw i ograniczenia podaży wielu towarów. Jednocześnie ekspansywna polityka fiskalna, obejmująca szeroko zakrojone transfery do gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, pobudzała popyt konsumpcyjny. Dodatkowym impulsem inflacyjnym był wzrost światowych cen surowców energetycznych i żywności, spotęgowany rosyjską inwazją na Ukrainę.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

W kolejnych latach inflacja wyraźnie wyhamowała, stabilizując się w latach 2024-2025 w okolicach 2-3 proc. Ostatnie miesiące przyniosły jednak ponowne przyspieszenie wzrostu cen. Po przejściowym wzroście inflacji powyżej 4 proc. wiosną 2026 r. i jej późniejszym spadku we wrześniu wskaźnik CPI ponownie osiągnął 3,7 proc. r/r. Istotną rolę odegrał wzrost cen energii, związany z wojną w Iranie i zakłóceniami na światowym rynku ropy naftowej. Konflikt zwiększył niepewność dotyczącą dostaw surowca z Bliskiego Wschodu, wywierając presję na ceny paliw. Dodatkowym czynnikiem oddziałującym na poziom cen były cła importowe wprowadzone przez administrację Donalda Trumpa.

Ujęcie skumulowane

Mimo znacznego ograniczenia presji inflacyjnej w porównaniu ze szczytem z 2022 r. ceny nadal rosną. Ich poziom zaś pozostaje znacznie wyższy niż przed pandemią.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Skala wzrostu cen w USA staje się jeszcze bardziej widoczna na powyższym wykresie. Porównuje on ich rzeczywisty poziom ze ścieżką wynikającą z trendu sprzed pandemii. Od stycznia 2012 r. do września 2026 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły łącznie o 48,7 proc. Gdyby jednak utrzymało się tempo wzrostu cen obserwowane w latach 2012-2019, ich poziom byłby dziś znacznie niższy. Z moich obliczeń wynika, że we wrześniu 2026 r. rzeczywisty poziom cen przewyższał przed pandemiczny trend o 19,5 proc. Oznacza to, że mimo wyraźnego spadku inflacji po 2022 r. nie nastąpił powrót do wcześniejszej ścieżki cen. To właśnie ten skumulowany wzrost cen pomaga wyjaśnić, dlaczego kryzys kosztów życia (affordability crisis) pozostaje jednym z najważniejszych tematów amerykańskiej debaty gospodarczej. Nawet jeśli bieżąca inflacja jest znacznie niższa niż w szczytowym momencie.

Płace rosły szybciej niż inflacja

Dane dotyczące wynagrodzeń pokazują, że niezadowolenie Amerykanów nie wynika wyłącznie ze sposobu postrzegania inflacji. Nie oznacza to jednak, że ich siła nabywcza jest niższa niż przed pandemią. Według Bureau of Labor Statistics mediana realnych wynagrodzeń tygodniowych pracowników pełnoetatowych wzrosła między III kwartałem 2019 r. a III kwartałem 2026 r. o zaledwie 2,8 proc. Podobny obraz daje przeciętna realna płaca godzinowa, która zwiększyła się w tym okresie o 2,4 proc.

Nieco większy wzrost odnotowano w przypadku realnej kompensacji godzinowej. Uwzględnia ona również świadczenia pozapłacowe, takie jak ubezpieczenia zdrowotne i składki emerytalne finansowane przez pracodawców. Między II kwartałem 2019 r. a II kwartałem 2026 r. zwiększyła się ona o 6,4 proc. Warto jednak pamiętać, że wzrost kosztów świadczeń zdrowotnych może podnosić wartość kompensacji, nie przekładając się bezpośrednio na większy dochód do dyspozycji pracowników. Dane wskazują zatem na stosunkowo niewielką poprawę siły nabywczej w ciągu siedmiu lat.

Wolniejszy wzrost cen a spadek cen

Jednym z powodów niezadowolenia Amerykanów z sytuacji gospodarczej jest rozbieżność między oczekiwaniami konsumentów a sposobem, w jaki ekonomiści rozumieją stabilność cen. Spadek inflacji nie oznacza bowiem spadku cen, lecz jedynie wolniejsze tempo ich wzrostu. Tymczasem wielu konsumentów oczekuje powrotu cen do poziomów sprzed kilku lat.

Takie oczekiwania wzmacniał zresztą Donald Trump, który podczas kampanii prezydenckiej w 2024 r. Wielokrotnie obiecywał obniżenie cen, zwłaszcza żywności i energii. Problem polega na tym, że powszechny i długotrwały spadek cen, czyli deflacja, nie jest zjawiskiem pożądanym z punktu widzenia gospodarki. Może prowadzić do wzrostu realnego ciężaru zadłużenia, ograniczenia konsumpcji i pogorszenia sytuacji przedsiębiorstw. Dlatego banki centralne dążą zwykle do niskiej, ale dodatniej inflacji, a nie do przywrócenia wcześniejszego poziomu cen.

Dlaczego wzrost cen boli bardziej, niż cieszą podwyżki płac?

Drugim wyjaśnieniem jest sposób, w jaki ludzie postrzegają wzrost cen i wynagrodzeń. Jak pokazuje Stefanie Stantcheva w badaniu z 2024 r. „Why Do We Dislike Inflation? ”, negatywne nastawienie do inflacji wynika nie tylko z jej rzeczywistych konsekwencji ekonomicznych, ale również z subiektywnego postrzegania zmian dochodów i cen.

Wzrost wynagrodzenia nominalnego bywa traktowany jako zasłużony rezultat własnej pracy. Natomiast wzrost cen jest postrzegany jako zewnętrzny czynnik odbierający część wypracowanych korzyści. Przykładowo pracownik, którego wynagrodzenie wzrosło o 8 proc. przy inflacji wynoszącej 6 proc., może koncentrować się na utracie części nominalnej podwyżki. Mimo że jego siła nabywcza zwiększyła się o około 1,9 proc. Badanie wskazuje również, że konsumenci często uważają, iż ich płace nie nadążają za cenami. A korzyści z inflacji – ich zdaniem – przypadają przede wszystkim przedsiębiorstwom i osobom zamożniejszym.

Mieszkania i zdrowie

Istotnym elementem kryzysu kosztów życia pozostaje również dostępność podstawowych dóbr i usług, zwłaszcza mieszkań, opieki zdrowotnej i edukacji. W przypadku nieruchomości na wzrost cen nałożyło się podwyższenie oprocentowania kredytów hipotecznych. Zakup własnego mieszkania stał się znacznie trudniejszy niż przed pandemią.

Z kolei wydatki na leczenie, ubezpieczenia zdrowotne i szkolnictwo wyższe pochłaniają znaczną część budżetów wielu gospodarstw domowych. Szczególnie ważne jest to, że koszty te rozkładają się nierównomiernie. Inaczej obciążają właścicieli mieszkań ze starymi, nisko oprocentowanymi kredytami, a inaczej osoby dopiero wchodzące na rynek nieruchomości. Podobne różnice dotyczą rodzin ponoszących wysokie wydatki na leczenie lub edukację. Dlatego przeciętne wskaźniki wynagrodzeń nie oddają w pełni zróżnicowania sytuacji materialnej Amerykanów.

Główne wnioski

  1. Gospodarka jest najważniejszym tematem wyborów połówkowych w USA. Za bardzo istotną uznaje ją 84 proc. wyborców, niezależnie od sympatii partyjnych. Co istotne, od wyborów w 2022 r. znaczenie kwestii gospodarczych wyraźnie wzrosło wśród wyborców Demokratów, a spadło wśród Republikanów.
  2. Spadek inflacji nie oznacza końca kryzysu kosztów życia. We wrześniu 2026 r. ceny były o 19,5 proc. wyższe od przed pandemicznego trendu, podczas gdy realne wynagrodzenia wzrosły od 2019 r. jedynie nieznacznie. Oznacza to, że mimo wyhamowania inflacji siła nabywcza pracowników poprawiła się w ograniczonym stopniu.
  3. Niezadowolenie Amerykanów ma zarówno ekonomiczne, jak i psychologiczne przyczyny. Wysokie koszty mieszkań, opieki zdrowotnej i edukacji nakładają się na poczucie utraty siły nabywczej oraz odmienne postrzeganie wzrostu cen i płac. Konsumenci często traktują podwyżki wynagrodzeń jako zasłużone, a inflację jako czynnik odbierający im korzyści z własnej pracy.