Kategorie artykułu: Biznes Świat

Amerykańskie banki na celowniku. Nowa fala „tanich operacji” destabilizacyjnych

Udaremniona próba ataku na paryską siedzibę Bank of America w Paryżu, a następnie groźby wobec Goldman Sachs, nie są – jak podkreślają służby – incydentami odosobnionymi. Tworzą raczej wzór działania, który łączy geopolitykę, wojnę informacyjną i outsourcing przemocy. To nie klasyczny terroryzm lat 80., lecz jego zdigitalizowana, zdecentralizowana i znacznie tańsza wersja.

W nocy z 27 na 28 marca służby zatrzymały siedemnastoletniego sprawcę w momencie, gdy próbował odpalić improwizowany ładunek przed siedzibą Bank of America. Fot. Cheng Xin/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak amerykańskie instytucje reagują na zagrożenie terrorystyczne.
  2. Dlaczego Francja jest na celowniku irańskiego reżimu.
  3. Jak obecne próby ataków różnią się od tych z lat 80. w Europie.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W ostatnich dniach europejskie stolice znalazły się w centrum nowego typu zagrożenia: niskokosztowych operacji o wysokim efekcie psychologicznym. Amerykańskie instytucje finansowe w Europie – od Bank of America po Goldman Sachs – pełnią dziś rolę symbolicznych „nośników wpływu”. W retoryce grup powiązanych z osiami proirańskimi stają się one elementem szerszej narracji o „imperium finansowym” wspierającym Izrael i Zachód.

Paryż na celowniku?

W nocy z 27 na 28 marca służby zatrzymały siedemnastoletniego sprawcę w momencie, gdy próbował odpalić improwizowany ładunek przed siedzibą Bank of America. Urządzenie – według ustaleń śledczych – składało się z kanistra z cieczą łatwopalną oraz ładunku pirotechnicznego o wadze około 650 gramów.

Scenariusz zakładał nie tylko wywołanie eksplozji lub pożaru, lecz także nagranie całego zdarzenia i jego natychmiastową dystrybucję w sieci. Dwóch innych nastolatków miało odpowiadać za logistykę i dokumentację wideo.

Zatrzymani przyznali, że działali za wynagrodzenie rzędu kilkuset euro po kontakcie na platformach społecznościowych. To właśnie ten element – połączenie drobnej przestępczości ze zleceniodawcami z zagranicy – szczególnie niepokoi francuskie służby.

Francuskie władze zareagowały wielowarstwowo, starając się jednocześnie uniknąć eskalacji komunikacyjnej. Zwiększono liczbę patroli wokół obiektów uznanych za „wrażliwe” (banki, instytucje amerykańskie, miejsca związane ze społecznością żydowską). Zmobilizowano również brygady antykryminalne i służby wywiadowcze.

Kluczowe było wcześniejsze rozpoznanie zagrożenia – służby znajdowały się już w stanie podwyższonej gotowości po publikacji materiałów propagandowych w sieci.

Minister spraw wewnętrznych Francji Laurent Nuñez wskazał na „podobieństwa” do incydentów w innych krajach europejskich. Jednocześnie zaznaczył, że „to nie Francja jako taka jest celem, lecz określone interesy”. Ta narracja ma ograniczyć efekt paniki i uniknąć nadania sprawie wymiaru bezpośredniego konfliktu państwowego.

W ciągu kilku dni po incydencie pojawiły się sygnały o możliwych groźbach wobec kolejnej instytucji – Goldman Sachs w Paryżu. W odpowiedzi wprowadzono stałą ochronę policyjną wokół siedziby banku. Prokuratura rozpoczęła weryfikację wiarygodności gróźb, a służby zwiększyły monitoring komunikacji w sieci.

Najbardziej wymowna była reakcja banku Citi, który zdecydował się na natychmiastowe środki zapobiegawcze o charakterze transnarodowym. Wprowadzono pracę zdalną dla pracowników w Paryżu i Frankfurcie, ograniczono obecność fizyczną w biurach oraz wzmocniono procedury bezpieczeństwa wewnętrznego. Oficjalne stanowisko banku było krótkie, lecz znaczące: „Bezpieczeństwo naszych pracowników jest absolutnym priorytetem.”

Groźby wobec „centrów ekonomicznych i banków”

Na tle wydarzeń europejskich szczególnego znaczenia nabierają równoległe napięcia wokół sektora finansowego na Bliskim Wschodzie. Tam groźby wobec „centrów ekonomicznych i banków” przybrały znacznie bardziej bezpośredni charakter. Irańskie deklaracje o możliwych uderzeniach w infrastrukturę finansową państw Zatoki – formułowane w kontekście eskalacji konfliktu z udziałem Stanów Zjednoczonych i Izraela – skłoniły globalne instytucje do natychmiastowych działań prewencyjnych.

Citigroup zdecydował się ewakuować część personelu z Dubaju oraz wprowadzić nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Deloitte i PwC czasowo zamknęły biura w kilku krajach regionu. Te decyzje – podjęte jeszcze przed jakimikolwiek potwierdzonymi atakami – pokazują jedno. W warunkach rosnącego ryzyka geopolitycznego sektor finansowy działa według logiki „wyprzedzającej ostrożności”.

W odróżnieniu od Europy, gdzie dominują operacje o charakterze demonstracyjnym i psychologicznym, na Bliskim Wschodzie zagrożenie ma potencjał przejścia w fazę realnych uderzeń w infrastrukturę gospodarczą. To podnosi stawkę z poziomu destabilizacji informacyjnej do ryzyka zakłóceń systemowych.

Dlaczego banki?

Banki są atrakcyjnym celem, ponieważ są łatwe do zidentyfikowania i medialnie rozpoznawalne. Zapewniają globalny rezonans informacyjny oraz umożliwiają wywołanie efektu strachu przy relatywnie niskim ryzyku operacyjnym.

Udaremniony atak w Paryżu – z użyciem improwizowanego ładunku i udziałem nastolatków zrekrutowanych przez media społecznościowe – wskazuje raczej na logikę „widowiska”. Nie na masową przemoc.

Europa: seria incydentów o wspólnej logice

Paryż wpisuje się w szerszą sekwencję zdarzeń, które od początku marca objęły kilka krajów europejskich. Do najważniejszych incydentów należą podpalenia i eksplozje przy synagogach w Holandii i Belgii, atak na szkołę żydowską w Amsterdamie, podpalenie ambulansów organizacji żydowskiej w Londynie, incydenty w Norwegii oraz próby ataków udaremnione przez służby.

Choć różnią się skalą, łączy je wspólny modus operandi. Obejmuje on ataki nocne, często bez ofiar, szybką publikację materiałów w mediach społecznościowych, wykorzystanie lokalnych – często nieletnich – wykonawców. Do tego charakteryzuje je wybór celów związanych z diasporą żydowską lub interesami amerykańskimi.

Według analiz ośrodków takich jak International Centre for Counter-Terrorism szczególnie uderzająca jest szybkość propagacji materiałów. Czasem chodzi o minuty od zdarzenia. Sugeruje to wcześniejszą wiedzę operatorów kanałów komunikacyjnych lub bezpośrednią koordynację.

Zdaniem eksperta

Iran działa dziś z pozycji słabości i wybiera subtelniejsze narzędzia wpływu

Dziś Republika Islamska Iranu wykorzystuje wszelkie dostępne środki, ponieważ zdaje sobie sprawę, że jest osłabiona. Utraciła swój teokratyczny charakter, a paramilitarne siły zostały znacznie osłabione. Nie jest jasne, kto tak naprawdę rządzi dziś krajem, biorąc pod uwagę, że wielu wysoko postawionych urzędników zostało wyeliminowanych.

Przynajmniej do tego weekendu było jasne, że Republika Islamska nie stosuje już metod ataków z 1985 i 1986 r. Preferuje infiltrację uniwersytetów i przejmowanie kontroli nad mediami za pośrednictwem dziennikarzy, którzy są dość pobłażliwi wobec mułłów i często zapraszani do irańskiej ambasady. Należy przyznać, że Teheran utrzymuje skuteczny system ideologiczny, który przemawia do niektórych naszych elit intelektualnych.

Francja doświadczyła fali ataków w latach 80. Wówczas operacje te były związane przede wszystkim ze sprawą Eurodif, dotyczącą umowy podpisanej między szachem Iranu a Francją w 1974 r. Iran pożyczył Francji miliard dolarów na udział w konsorcjum inwestorów, mającym na celu utworzenie Eurodif – zakładu produkcji wzbogaconego uranu w Tricastin w regionie Drôme. Iran miał otrzymywać 10 proc. wyprodukowanego wzbogaconego uranu. Już wówczas podejrzewano, że Iran prędzej czy później będzie chciał pozyskać bombę atomową.

Jednak wraz z upadkiem szacha ajatollah Chomeini ogłosił, że wszystkie wcześniejsze umowy dotyczące zakupu uranu za czasów monarchii zostały unieważnione. W czasie trwania wojny irańsko-irackiej Paryż wspierał partię Baas w walce z mułłami, dostarczając pociski Exocet, myśliwce Super Étendard i Mirage, umożliwiając reżimowi Saddama Husajna przeprowadzenie silnych ataków na Iran.

Kryzys zaostrzył się, gdy rząd Iranu zażądał uwolnienia proirańskiego libańskiego terrorysty Anisa Naccache, który brał udział w kryzysie zakładników w siedzibie OPEC w Wiedniu w 1975 r. W obliczu odmowy Paryża ajatollah Chomeini wciągnął do walki swoich sojuszników z libańskiego Hezbollahu: kilku obywateli francuskich, w tym dziennikarzy, zostało wziętych jako zakładników w Libanie w latach 1985–1987.

W 1985 r. w paryskich domach towarowych Galeries Lafayette i Printemps wybuchły dwie bomby, raniąc 43 osoby. Bomba wybuchła na Polach Elizejskich w 1986 r., a następnie zaatakowano księgarnię Gibert w Dzielnicy Łacińskiej. Negocjacje między Francją a Iranem utknęły w martwym punkcie, a w 1986 r. doszło do kolejnego ataku w galerii Point Show na Polach Elizejskich.

Premier Jacques Chirac wydalił z Francji irańskiego dysydenta Massuda Radżawiego, próbując poprawić stosunki. Stopniowo uwolniono kilku zakładników. Jednak ponownie, w 1986 r., bomba eksplodowała przed sklepem Tati w Paryżu, zabijając siedem osób. Zwrot miliarda Eurodif Iranowi w 1991 r. zakończył ten długotrwały spór między Teheranem a Paryżem.

„Terror jako usługa”: nowy model operacyjny

Najbardziej niepokojącym współcześnie elementem nie jest sama skala ataków, lecz ich model operacyjny. Eksperci coraz częściej mówią o zjawisku „crime as a service” – przemocy jako usługi. W praktyce oznacza to rekrutację „agentów jednorazowych” (często młodych ludzi z marginesu społecznego) za niskie wynagrodzenie (kilkaset euro). Brak również głębokiej ideologizacji wykonawców oraz centralnego sterowania narracją i dystrybucją treści.

To radykalna zmiana względem dawnych struktur terrorystycznych. W latach 80. operacje były bardziej złożone, politycznie ukierunkowane i organizacyjnie scentralizowane. Dziś mamy do czynienia z modelem przypominającym platformę – zdecentralizowaną, elastyczną i znacznie trudniejszą do rozbicia.

Francja: pamięć lat 80. i cień Eurodif

Obecna sytuacja przywołuje w Paryżu historyczne skojarzenia. Francja była jednym z głównych celów zamachów powiązanych z Iranem w latach 80., w kontekście konfliktu o projekt Eurodif.

Geneza sporu sięga 1974 r., gdy Iran – jeszcze za rządów szacha – zainwestował miliard dolarów w europejski program wzbogacania uranu. Po rewolucji islamskiej w 1979 r. nowy reżim zażądał realizacji umowy lub zwrotu pieniędzy. Francja odmówiła, a napięcia pogłębiło jej wsparcie dla Iraku w wojnie iracko-irańskiej.

Konsekwencją była fala zamachów. Eksplozje w domach towarowych w Paryżu w 1985 r., ataki na Polach Elizejskich i w Dzielnicy Łacińskiej oraz zamach na sklep Tati w 1986 r., w którym zginęło siedem osób. Równolegle trwały porwania francuskich obywateli w Libanie, przypisywane Hezbollahowi.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Francja pozostaje jednym z głównych europejskich adwersarzy Teheranu. Jednocześnie utrzymuje kanały dyplomatyczne – co czyni ją szczególnie wrażliwą na działania hybrydowe.

Główne wnioski

  1. Citigroup zdecydował się ewakuować część personelu z Dubaju oraz wprowadzić nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, podczas gdy Deloitte i PwC czasowo zamknęły biura w kilku krajach regionu. Citi zdecydował się także na natychmiastowe środki zapobiegawcze o charakterze transnarodowym: wprowadzenie pracy zdalnej dla pracowników w Paryżu i Frankfurcie, ograniczenie obecności fizycznej w biurach oraz wzmocnienie procedur bezpieczeństwa wewnętrznego.
  2. Francja doświadczyła fali ataków w latach 80. Wówczas operacje te wiązano przede wszystkim ze sprawą Eurodif, dotyczącą umowy podpisanej między szachem Iranu a Francją w 1974 r. Iran pożyczył Francji miliard dolarów na udział w konsorcjum inwestorów, mającym na celu utworzenie Eurodif – zakładu produkcji wzbogaconego uranu w Tricastin w regionie Drôme. Iran miał otrzymywać 10 proc. wyprodukowanego wzbogaconego uranu. Już wówczas podejrzewano, że Iran prędzej czy później będzie chciał pozyskać bombę atomową.
  3. Udaremniony atak w Paryżu – z użyciem improwizowanego ładunku i udziałem nastolatków zrekrutowanych przez media społecznościowe – wskazuje raczej na logikę „widowiska” niż masowej przemocy. Obecne ataki stanowią wzór działania łączący geopolitykę, wojnę informacyjną i outsourcing przemocy. To nie klasyczny terroryzm lat 80. Wówczas operacje były bardziej złożone, politycznie ukierunkowane i organizacyjnie scentralizowane. Dziś mamy do czynienia z modelem przypominającym platformę – zdecentralizowaną, elastyczną i trudniejszą do rozbicia.