Sprawdź relację:
Dzieje się!
Kultura

Anioły w Warszawie w stołecznym Teatrze Dramatycznym przypominają o HIV. Zakażeń w Polsce nie ubywa

HIV i AIDS dawno przestały być tematem z jedynek codziennych gazet. Wirus i choroba nam spowszedniały, co – zwłaszcza w kontekście statystyk zakażonych – jest dość zatrważające. Ale rozmaite kulturalne projekty przypominają od czasu do czasu o tej epidemii, jej konsekwencjach, tym, co niosła ze sobą w przeszłości i tym, co pozostawiła. Ostatnim takim głosem jest spektakl „Anioły w Warszawie” Julii Holewińskiej w reżyserii Wojciecha Farugi w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

"Anioły w Warszawie". Fot. Karolina Jóźwiak
„Anioły w Warszawie”. Fot. Karolina Jóźwiak

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym była akcja „Hiacynt”.
  2. Jak polska kultura przerabiała temat AIDS i HIV.
  3. Gdzie inspiracji szukali twórcy spektaklu „Anioły w Warszawie”.

Jesteśmy w Warszawie lat 80. Słyszymy dworcowe ogłoszenia o odjazdach pociągów. Tak w tamtych latach odjeżdżała nadzieja dla zakażonych. Ale miejsce nie jest przypadkowe: dworce – tak jak parki nocą czy miejskie toalety – były mekką mężczyzn poszukujących homoseksualnych stosunków. Wielu – o czym zresztą wyraźnie mówi ten spektakl – nie myśli o sobie jak o „pederastach”.

"Anioły w Warszawie". Fot. Karolina Jóźwiak
„Anioły w Warszawie”. Fot. Karolina Jóźwiak

Wraz ze spektaklem trafiamy do Warszawy w momencie, w którym po raz pierwszy w Polsce pojawia się ta choroba, zwana „rakiem homoseksualistów”. Ale to choroba, która dotknie – w różnym stopniu – każdego z naszych bohaterów.

Lekarze, politycy, artyści, matki, żony i partnerzy

Spotkamy tu całą galerię postaci – lekarzy, polityków, artystów, matki, żony i partnerów. Jest m.in. Jacek (Jan Sałasiński), młody aktor marzący o sukcesie w filmowym światku, jego przyjaciółka Syrena (Helena Urbańska), jego matka (Agnieszka Wosińska) pracująca jako sekretarka u oficera SB. Jej przełożony to cyniczny Rafał (Waldemar Barwiński), koordynujący akcję Hiacynt, który bez skrupułów wykorzystuje szantaż wobec ukrywających swój homoseksualizm gwiazd estrady, mediów i sceny jako źródło informacji. Pod każdą literką – S. tancerz, I. krytyk – kryje się konkretna postać i jej tragiczne życie, rzucone na pastwę służb. Jest także prostytutka Iwona (Anna Gajewska), jedna z tych lepszych, luksusowych. Do czasu…

Poznajemy także dwóch bokserów Waldka i Fabiana (świetne role Damiana Kwiatkowskiego i Konrada Szymańskiego). Jest jeszcze żona Waldka, Beata (Anna Szymańczyk), która jest głęboko wierząca, chociaż…

Pojawia się też wybitna aktorka Danuta, której postać zainspirowała historia wybitnej aktorki, ale i działaczki opozycyjnej Haliny Mikołajskiej. Ta kreacja sceniczna Małgorzaty Niemirskiej to jedna z najbardziej poruszających ról w tym spektaklu, choć nie brak w niej sporej dawki humoru – gdy żartobliwie rzuca, że „4 czerwca skończył się w Polsce komunizm”, po czym dodaje od razu: „ale to nie ja to powiedziałam”.

No i ceniony powszechnie reżyser Michał (Marcin Bosak), który – choć ma kochanka Henryka (Łukasz Wójcik) – nie przyjmuje do wiadomości, że jest homoseksualistą. I że może zachorować…

Jedyna osoba, która rozumie, co się dzieje, to Zofia (rewelacyjna wręcz Anita Sokołowska), w której gabinecie w Szpitalu na Wolskiej niczym w salonie towarzyskim spotkają się bohaterowie tej opowieści – w tym chory na hemofilię Sebastian (znakomity Paweł Tomaszewski), zakochany w swojej lekarce, a zakażony HIV podczas rutynowego przetaczania krwi.

"Anioły w Warszawie". Fot. Karolina Jóźwiak
„Anioły w Warszawie”. Fot. Karolina Jóźwiak

Polska jak USA

Spektakl tonie w odwołaniach do jednego z najgłośniejszych dramatów o HIV i AIDS, czyli „Aniołów w Ameryce” Tony’ego Kushnera, które w Polsce na scenę przeniósł w przejmującym spektaklu Krzysztof Warlikowski.

Rozmowa lekarki z reżyserem przebiega w takt analogicznej rozmowy z amerykańskiego dramatu, podobny jest dramat głęboko wierzącego małżeństwa, w którym następuje pęknięcie… To pokazuje uniwersalność doświadczenia mimo różnic geograficznych. W tamtym czasie strach był ten sam po obu stronach żelaznej kurtyny. Ale nie brak tu też typowo polskiej specyfiki. Jest akcja „Hiacynt”, czyli działania SB wymierzone w inwigilowane środowiska homoseksualne. Mężczyzn bito, zatrzymywano w areszcie, przesłuchiwano, straszono. Zarejestrowano ok. 11 000 tzw. „różowych teczek”, które służyły jako narzędzie szantażu.

I choć momentami spektakl dramaturgicznie wydaje się może rozwlekły i przydałoby się cięcie, to jednak całość jest przejmującą opowieścią o odchodzeniu naznaczonym chorobą, różnych etapach – od negacji po pogodzenie z tym, co nieuchronne. I – jednak! – z nutą nadziei. Nie brakuje też humoru – czasem bardzo cierpkiego. Bo w wyliczance „Ty masz kiłę, ja rzeżączkę, więc podajmy sobie rączkę” nie ma nic zabawnego…

A wolny bieg spektaklu sprawia, że niemal fizycznie czujemy, jak wirus powoli wkrada się w życie bohaterów i zaczyna je rozkładać…

"Anioły w Warszawie". Fot. Karolina Jóźwiak
„Anioły w Warszawie”. Fot. Karolina Jóźwiak

Od śmierci do życia

Po edukacyjnym ożywieniu lat 90. przeżywaliśmy w sferze publicznej „wyciszenie” tematu. Mniej się o tym opowiadało, mniej pisało. Poziom wirusa w rozmowach był właściwie niewykrywalny – tak jak dziś jest niewykrywalny we krwi osób znajdujących się pod stałą opieką lekarską. Przełożyło się to także na świat kultury.

Co ciekawe, od kilku lat widoczny jest w polskich projektach kulturalnych wyraźny trend do mówienia w kontekście HIV i AIDS nie o śmierci, a o życiu. Dziś – i wyraźnie wybrzmiewa to w finale spektaklu „Anioły w Warszawie” właściwie „wystarczy jedna tabletka, by żyć normalnie”. Żyjemy w czasach – o czym w Polsce wciąż wie niewielu – istnienia PrEP, czyli leków zapobiegających zakażeniu, na horyzoncie widać szczepionkę na HIV, choć administracja Donalda Trumpa odmówiła finansowania dalszych badań, które są już niezwykle zaawansowane. W tym kontekście zmieniło się również mówienie o wirusie i chorobie.

Kto jeszcze się odważył

Jednym z najciekawszych projektów, zrealizowanych przez polskich dramaturgów, był spektakl „An Ongoing Song” Szymona Adamczaka, który sam jest nosicielem wirusa. Zaprosił do współpracy amerykańskiego kolegę, Billy’ego, który na scenie jest metaforą choroby. Przejmujące było obserwować, jak ten duet koegzystuje na scenie, próbując opowiedzieć o różnych etapach godzenia się na „wspólne życie”.

Przejmującym spektaklem było także „Lubiewo” w Teatrze Nowym w Krakowie w reżyserii Piotra Siekluckiego, które wzięło na warsztat książkę Michała Witkowskiego. Historia podstarzałych ciot – jak same siebie nazywają – które snują opowieści o PRL-u, dalekiego od tragedii, pełnego zabaw, podrywów i kolorów. Do czasu. Scena nawiązująca do „Popiołu i diamentu” w reżyserii Andrzeja Wajdy była przejmującym manifestem odchodzenia…

W 2023 roku przedstawienie inspirowane tym właśnie tekstem przygotował krakowski teatr Barakah – „Anioły w Ameryce, czyli demony w Polsce”. Znów inspiracją jest kanoniczny już tekst Tony’ego Kushnera. Ale spektakl Michała Telegi nie opowiada o świecie nowojorskich gejów lat 80. Fabułę przeniesiono w XXI wiek i w polską rzeczywistość. Ale jeśli myślicie, że wiele się zmieniło… W dynamicznych, rwanych, scenach wciąż widzimy życie toczące się w rytmie „przyznać się przed sobą i przed innymi?”, uroczystości rodzinnych, które uwierają pytaniami, zderzenia ze służbą zdrowia, gdy chcesz zrobić test.

Przy tych spektaklach trudno nie spojrzeć w twarz rzeczywistości. W 2023 roku padł rekord zakażeń HIV w historii Polski – i to w czasie, gdy na świecie liczba nowych zakażonych spada rok do roku. Tymczasem według statystyk tylko 10 proc. Polaków przynajmniej raz w życiu zrobiło test w kierunku HIV. W tym kontekście cieszy, że teatr potrafi przejmująco przypominać o tym, co najważniejsze.

Główne wnioski

  1. W 2023 roku padł rekord liczby wykrytych zakażeń HIV w historii Polski
  2. Podejście do AIDS zmieniało się po 1989 roku. Barometrem tej zmiany jest także teatr. Dziś spektakle z tą chorobą w tle częściej opowiadają nie o śmierci, ale o życiu. Jednym z takich przedstawień jest najnowsza produkcja Teatru Dramatycznego w Warszawie.
  3. W czasie akcji „Hiacynt” w Polsce SB zarejestrowała 11000 „różowych teczek”, czyli akt osobowych homoseksualistów, których dzięki nim szantażowano.