Aplikacja łącząca ludzi z psami. Sprawdzamy, jak dokładnie działa Psinder
Psinder to przykład projektu, w którym technologia przestaje być tylko narzędziem wygody, a zaczyna pełnić realną funkcję społeczną. Aplikacja nie tylko pomaga psom ze schronisk znaleźć dom, ale też buduje wokół adopcji cały ekosystem wsparcia, edukacji i odpowiedzialnych decyzji.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak powstał pomysł na aplikację Psinder i kto stoi za jej stworzeniem.
- Na czym polega działanie platformy i jak wspiera adopcję psów.
- Jakie są plany rozwoju projektu i jego twórców.
Choć nazwa Psinder może budzić skojarzenia z aplikacjami randkowymi, jej sens jest znacznie poważniejszy – chodzi o realną pomoc psom ze schronisk w znalezieniu domu. O genezie projektu, modelu działania i dalszych planach rozmawiamy z jego twórcami – Maciejem Ładzińskim i Emilem Bednarczykiem.
Jednym z pomysłodawców Psindera jest właśnie Maciej Ładziński. Aplikacja nabrała kształtów w czasie jego studiów i stała się wówczas tematem pracy licencjackiej.
– Pomysł powstał wiele lat temu, podczas studiów. Już wtedy wiedziałem, że będę chciał w przyszłości wprowadzić go w życie. Jakiś czas temu sam adoptowałem psa i zobaczyłem, jak wygląda cały proces adopcyjny oraz ile zwierząt wciąż czeka na dom – mówi Maciej Ładziński.
Do projektu zaprosił wspólników z firmy technologicznej Havenocode – Emila Bednarczyka i Kamila Tarczyńskiego. Psinder nie funkcjonuje obecnie jako osobna spółka, lecz jako część działalności Havenocode.
Choć idea dojrzewała przez kilka lat, aplikacja zadebiutowała dopiero w listopadzie 2024 r. – i od tego momentu zaczęła być testem na to, czy technologia może realnie skrócić drogę między schroniskiem a nowym domem.
Dlaczego Psinder?
Nazwa nie jest przypadkowa – świadomie nawiązuje do popularnej aplikacji randkowej, czyli Tindera. Psinder działa na podobnej zasadzie, ale zamiast łączyć ludzi ze sobą, zestawia osoby chcące adoptować psa ze schroniskami.
– Szukaliśmy formy, która będzie prosta, intuicyjna i wygodna dla użytkownika. Połączenie tego z nazwą nawiązującą do znanej aplikacji randkowej okazało się trafne – bo tu też chodzi o znalezienie miłości, tylko w innym wymiarze. Psinder jest swego rodzaju platformą łączącą miłośników psów – tłumaczy Emil Bednarczyk.
Jak przyznaje, jednym z największych wyzwań na początku działalności było dotarcie do schronisk i zbudowanie sieci współpracy.
– Musieliśmy stworzyć bazę kontaktów od zera. Na początku robiliśmy to ręcznie – dzwoniliśmy, rozmawialiśmy ze schroniskami. Na szczęście spotkaliśmy się z bardzo dobrym odbiorem – wspomina Emil Bednarczyk.
Psinder nie ogranicza się jednak wyłącznie do funkcji „dopasowywania” użytkowników i zwierząt. Aplikacja rozwija się jako platforma wspierająca cały proces adopcji i późniejsze życie z psem. Użytkownicy znajdą w niej nie tylko oferty adopcyjne, ale też praktyczne materiały edukacyjne, kontakty do behawiorystów oraz wskazówki dotyczące opieki nad zwierzęciem.
– Zależy nam na tym, by użytkownicy byli świadomi, z czym wiąże się adopcja psa. Pokazujemy różnice między wzięciem szczeniaka z hodowli a adopcją psa po przejściach czy z problemami zdrowotnymi – przy czym w wielu przypadkach nie musi to być wcale trudniejsze. Naszym głównym celem jest znajdowanie domów dla jak największej liczby psów, a drugim – edukacja i wsparcie po adopcji. Dlatego piszemy też o wizytach u weterynarzy, żywieniu czy suplementacji – podkreśla Maciej Ładziński.

Weryfikacja użytkowników i schronisk
Z aplikacji korzysta obecnie ponad 70 schronisk w całej Polsce oraz około 12 tys. użytkowników. Pojawia się więc kluczowe pytanie: jak weryfikowane są osoby zakładające konta, aby mieć pewność, że psy trafiają do odpowiednich domów?
– Podstawowe konto użytkownika zakłada się przez e-mail, co zapewnia szybki i prosty dostęp do aplikacji. Z kolei schroniska weryfikujemy na podstawie numeru NIP i innych danych, dzięki czemu eliminujemy ryzyko pojawienia się fałszywych ogłoszeń czy nieistniejących placówek. W sam proces adopcyjny już jednak nie ingerujemy – każde schronisko i fundacja mają własne procedury, umowy oraz wymagania – tłumaczy Maciej Ładziński.
Twórcy Psindera podkreślają, że dużą wagę przywiązują do jakości współpracy i starają się osobiście odwiedzać schroniska w całym kraju.
– Weryfikujemy schroniska i nie chcemy współpracować ze wszystkimi, tylko z tymi, które działają etycznie i realnie pomagają zwierzętom. Na początku zdarzało się, że słyszeliśmy, iż nie ma zgody na wydanie psa ze schroniska. Później okazywało się, że w niektórych przypadkach właściciele takich miejsc otrzymywali pieniądze z samorządów i nie byli zainteresowani adopcjami, bo oznaczałoby to spadek finansowania – mówi Emil Bednarczyk.
Dane zbierane przez aplikację pokazują też wyraźne trendy. W Polsce częściej to kobiety niż mężczyźni poszukują psa do adopcji. Najczęściej są to osoby w wieku 20–45 lat, mieszkające w dużych miastach, takich jak Warszawa, Poznań czy Kraków.
– Zazwyczaj użytkownicy szukają psów w swojej okolicy, ale zdarzają się też historie bardziej wyjątkowe. Jedna z użytkowniczek z województwa śląskiego przejechała ponad 300 kilometrów, żeby adoptować psa, którego znalazła w aplikacji i w którym się zakochała – dodaje Maciej Ładziński.
Ile kosztuje Psinder?
Psinder to z jednej strony projekt z misją społeczną, a z drugiej – realny biznes. Stworzenie aplikacji wiązało się z istotnymi nakładami finansowymi, choć na wczesnym etapie część współprac opierała się na modelu barterowym.
Przełomem okazało się pozyskanie wsparcia od Puriny w ramach międzynarodowego programu Unleashed by Purina, prowadzonego przez Purina Accelerator Lab. Psinder otrzymał grant w wysokości 50 tys. franków szwajcarskich.
– To pierwszy grant, który zdobyliśmy bez oddawania udziałów. Znaleźliśmy się w gronie sześciu startupów z całego świata zakwalifikowanych do programu, co jest dla nas dużym wyróżnieniem. To wsparcie pozwala nam ustabilizować koszty i przychody. Na co dzień utrzymujemy się z działalności w innych spółkach, ale naszym celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której Psinder będzie się finansował sam, rozwijał zespół i zwiększał budżety na rozwój – tłumaczy Emil Bednarczyk.
Zespół projektu pozostaje na razie niewielki i działa w elastycznym modelu. W wielu obszarach twórcy korzystają ze wsparcia zewnętrznych specjalistów.
– Na stałe współpracujemy m.in. z dwiema osobami odpowiedzialnymi za marketing. Natalia rozwija nasze media społecznościowe i odpowiada za relacje ze schroniskami. Wspiera nas także zespół deweloperów. Utrzymanie ludzi oraz bieżące koszty operacyjne sprawiają, że cały czas pracujemy nad modelem biznesowym, który pozwoli Psinderowi w pełni się finansować i zapewni środki na dalszy rozwój – dodaje Maciej Ładziński.

Psinder Meet
Jednym z kierunków rozwoju aplikacji jest dodatkowa funkcja – Psinder Meet. To rozwiązanie, które pozwala właścicielom psów umawiać się na wspólne spacery i aktywności ze zwierzętami, a przy okazji poznawać innych opiekunów.
– Psinder Meet działa na razie w fazie testowej. Nie promowaliśmy go szeroko, bo chcieliśmy najpierw zebrać opinie od pierwszych użytkowników. U nas pies zawsze jest na pierwszym planie – to wokół niego budujemy relacje. Dzięki tej funkcji można łączyć swoje psy z innymi na wspólne spacery czy aktywności, a przy okazji nawiązywać nowe znajomości – wyjaśnia Maciej Ładziński.
Na razie Psinder Meet dostępny jest wyłącznie w Warszawie, jednak – podobnie jak sama aplikacja – ma być stopniowo rozwijany w kolejnych dużych miastach, a docelowo objąć cały kraj.
Przede wszystkim pomoc psom
Twórcy aplikacji podkreślają, że niezależnie od rozwoju nowych funkcji, najważniejszym celem pozostaje zwiększanie liczby adopcji psów.
– Dziś w Polsce jest więcej psów niż dzieci, dlatego trzeba budować świadomość odpowiedzialnego podejścia do ich posiadania – zarówno w przypadku adopcji, jak i zakupu. Mieliśmy sytuację, w której adoptowany pies nie akceptował dziecka w domu i właściciele chcieli go oddać. Wspólnie z partnerami i behawiorystami pomogliśmy rozwiązać problem. Pies został w rodzinie – i to był dla nas ogromny sukces – mówi Emil Bednarczyk.
Równolegle zespół pracuje nad dalszym rozwojem aplikacji i zwiększaniem jej zasięgu.
– To wymaga większych budżetów marketingowych. Współpracujemy z firmami, ale na własnych zasadach. Nie chcemy, żeby Psinder stał się nośnikiem reklam. Dobieramy partnerów tak, aby współpraca dawała nie tylko wartość finansową, ale też realnie wspierała ideę adopcji – dodaje Emil Bednarczyk.
Główne wnioski
- Psinder pokazuje, że technologia może pełnić funkcję społeczną i wykraczać poza prostą optymalizację wygody użytkownika. W tym przypadku aplikacja realnie skraca drogę między schroniskiem a nowym domem dla psa, a jednocześnie buduje większą świadomość odpowiedzialnej adopcji i opieki nad zwierzętami.
- Projekt rozwija się jako szerszy ekosystem, który nie kończy się na „dopasowaniu” psa i właściciela. Obejmuje także edukację, dostęp do specjalistów oraz narzędzia wspierające codzienne funkcjonowanie z pupilem – co wzmacnia trwałość adopcji i ogranicza ryzyko powrotów zwierząt do schronisk.
- Długoterminowy rozwój oparty na wartościach wymaga czasu, konsekwencji i dobrze dobranych partnerstw. Przykład Psindera pokazuje, że możliwe jest łączenie misji społecznej z biznesem, ale kluczowa pozostaje równowaga – tak, aby monetyzacja nie osłabiła pierwotnego celu projektu, lecz wspierała jego dalszy rozwój i skalowanie.


