Arabia Saudyjska przejmuje inicjatywę. Wojna na Bliskim Wschodzie osłabia pozycję ZEA w Afryce
Bliskowschodni kryzys może przetasować układ sił nie tylko w Zatoce Perskiej, ale także w Afryce. Gdy ZEA tracą reputację stabilnego hubu handlowego, Arabia Saudyjska wzmacnia swój wizerunek bezpieczniejszego i bardziej przewidywalnego partnera. To może mieć konsekwencje także dla polskich eksporterów, którzy dziś korzystają z emirackich pośredników.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Arabia Saudyjska może zyskać na kryzysie na Bliskim Wschodzie.
- Jak wygląda rywalizacja między Arabią Saudyjską a ZEA w Afryce.
- W jaki sposób polski biznes może zaadaptować się do prawdopodobnego przejęcia przez Arabię Saudyjską części emirackich wpływów w Afryce.
Irańskie bombardowania niszczą infrastrukturę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (ZEA), Omanie, Kuwejcie, Bahrajnie i Katarze. To zmusza ekspatów mieszkających w tych krajach do ewakuacji. Spadek zaufania do mniejszych państw Zatoki Perskiej, z ZEA na czele, może prowadzić do odpływu inwestycji do bezpieczniejszej Arabii Saudyjskiej, która skutecznie broni swojej przestrzeni powietrznej. Otwiera to przed Rijadem szansę na przejęcie części wpływów ZEA w Afryce, w tym roli węzła handlowego łączącego ten kontynent z resztą świata.
Cichy zwycięzca wojny w regionie?
Iran, prowadząc bombardowania, zadał dotkliwe ciosy państwom Zatoki Perskiej, w szczególności ZEA. Między 28 lutego a 16 marca doszło do jedenastu ataków na ZEA, dziesięciu na Kuwejt, ośmiu na Katar, czterech na Bahrajn i dwóch na Oman. W ich wyniku zginęło sześć osób w ZEA, sześć w Kuwejcie, dwie w Bahrajnie i jedna w Omanie. Liczba rannych wyniosła odpowiednio: 117 w ZEA, 31 w Kuwejcie, 20 w Katarze, kilkanaście w Bahrajnie i pięcioro w Omanie.
Na ZEA spadło 65 proc. wszystkich pocisków i dronów wystrzelonych przez Iran. Bombardowania objęły międzynarodowe lotniska w Dubaju i Abu Zabi, a także dubajski hotel The Palm. Iran świadomie obrał ZEA za cel ze względu na bliską współpracę tego kraju z USA i Izraelem oraz dużą liczbę ekspatów mieszkających na jego terytorium. Reputacja ZEA jako bezpiecznego miejsca do prowadzenia biznesu została wyraźnie osłabiona, co może przełożyć się na odpływ części zagranicznych inwestycji.
Najprawdopodobniej dojdzie też do ograniczenie ruchu turystycznego oraz zmniejszenia znaczenia Dubaju jako globalnego węzła transportowego. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest potencjalna blokada cieśniny Ormuz, kluczowej dla eksportu surowców energetycznych. Ropa i gaz odpowiadają za istotną część emirackiej gospodarki – ich eksport generuje około 13 proc. PKB. Zakłócenia w tym obszarze oznaczałyby nie tylko spadek dochodów, lecz także ograniczenie możliwości eksportowych, w tym w kierunku rynków afrykańskich. W konsekwencji nie można wykluczyć presji na emiracki rynek kapitałowy i wzrostu zmienności na lokalnej giełdzie.
Jak wskazuje dr Malwina Bakalarska, właścicielka firmy Intercultural RSK, obecna sytuacja może osłabić pozycję ZEA w Afryce.
– Dubaj przyciągał najzamożniejszych Afrykanów, którzy szukali stabilnego zaplecza dla prowadzenia biznesu, ale także osoby wybierające Emiraty ze względów geograficznych, religijnych i kulturowych. Obecny konflikt podważa jednak ten wizerunek. Bombardowania luksusowych obiektów pokazały, że ZEA pozostają częścią niestabilnego regionu geopolitycznego – ocenia ekspertka.
Z drugiej strony, ataki na największe państwo Zatoki Perskiej – Arabię Saudyjską – były rzadsze i mniej dotkliwe niż w przypadku ZEA. Objęły Ambasadę USA w Rijadzie, rafinerię Aramco w Ras Tanura, pola naftowe Shaybah oraz bazę sił powietrznych Księcia Sułtana. Zginęły w nich dwie osoby. Zaatakowane obiekty nie poniosły jednak znaczących strat.
Iran zachowuje większą ostrożność wobec Arabii Saudyjskiej z kilku powodów. Po pierwsze, jej rozległe terytorium jest trudniejsze do skutecznego zaatakowania. Po drugie, Arabia Saudyjska dysponuje liczącą się armią. To 247 tys. żołnierzy, 150 tys. członków formacji paramilitarnych, 917 samolotów, 1085 czołgów oraz sprawny system obrony powietrznej. Jeśli utrzyma wysoki poziom bezpieczeństwa własnego terytorium, może stać się atrakcyjnym kierunkiem dla inwestorów wycofujących się z ZEA i innych mniejszych państw regionu.
Rywalizacja saudyjsko-emiracka
Arabia Saudyjska i ZEA od lat konkurują o wpływy na kontynencie afrykańskim. O ile w Libii ich rywalizacja ma głównie charakter zakulisowy i dyplomatyczny, o tyle w Sudanie przybrała bardziej bezpośrednią formę. Arabia Saudyjska wspiera siły rządowe, a ZEA – Siły Szybkiego Reagowania dowodzone przez płk. Dagallo. ZEA mają silne wpływy w Etiopii, podczas gdy sąsiednia Erytrea pozostaje wyraźnie antyemiracka i jest wspierana przez Arabię Saudyjską. Oba państwa zabiegają także o kontrolę nad portem w Dżibuti. Jego znaczenie może rosnąć wraz z pogłębianiem się kryzysu na Bliskim Wschodzie.
Arabia Saudyjska i ZEA rywalizują również o afrykańskie rynki. ZEA są czwartym pod względem wielkości inwestorem w Afryce – po Chinach, USA i Wielkiej Brytanii – z inwestycjami o wartości 110 mld dolarów. Inwestycje saudyjskie są wyraźnie mniejsze i wynoszą 41 mld dolarów. Oba państwa realizują też alternatywne strategie portowe. ZEA inwestują w port Berbera w Somalilandzie, a Arabia Saudyjska w port Assab w Erytrei.
Zwłaszcza inwestycje realizowane przez ZEA dotyczą głównie odnawialnych źródeł energii. Projekty te realizowane są m.in. w Egipcie, Maroku, Mauretanii, Kamerunie, Angoli, Zambii i Tanzanii, często w obszarze produkcji zielonego wodoru. Wyrazistym przykładem rosnącej obecności gospodarczej ZEA są także inwestycje terytorialne. W 2024 r. Emiraty zawarły z Egiptem umowę dotyczącą rozwoju obszaru Ras El-Hekma nad Morzem Śródziemnym o wartości około 35 mld dolarów. Równolegle spółka Blue Carbon od 2022 r. zabezpiecza długoterminowe prawa do użytkowania dużych obszarów leśnych w Afryce, m.in. w Zimbabwe, Liberii, Zambii i Tanzanii.
Eksport obu krajów do Afryki pozostaje zbliżony. W przypadku ZEA wynosi 20,4 mld dolarów, a w przypadku Arabii Saudyjskiej 19,3 mld dolarów. Arabia Saudyjska koncentruje się głównie na Afryce Północnej – 40 proc. tego eksportu trafia do Egiptu. ZEA pełnią natomiast funkcję pośrednika w sprzedaży europejskich, amerykańskich i azjatyckich towarów do Afryki Subsaharyjskiej. Szczególnie duże korzyści czerpią z eksportu na rynki Kenii, Tanzanii, Nigerii i Ugandy. W obecnych warunkach Arabia Saudyjska może próbować przejąć część tych relacji handlowych.
A co na to polski biznes?
Konflikt na Bliskim Wschodzie wpływa na polski biznes przede wszystkim przez wzrost cen ropy i gazu. Przekłada się to na wyższe koszty transportu, a w konsekwencji może wzmacniać presję inflacyjną. Jeśli konflikt będzie się przedłużał, możliwy jest jednak również inny efekt – wzrost dochodów z turystyki. Zamożni mieszkańcy państw Zatoki Perskiej mogą chcieć przeczekać okres niestabilności poza regionem, np. w polskich Tatrach. Zakopane od lat należy do popularnych kierunków wśród turystów z ZEA i Arabii Saudyjskiej.
Polski eksport do ZEA wynosi 1,09 mld dolarów. Importerzy z Dubaju kupują polskie produkty – w dużej mierze spożywcze. Te następnie trafiają nie tylko na rynek lokalny, ale także do państw afrykańskich. Jeśli bezpieczeństwo w ZEA pozostanie zagrożone, a pozycja tego kraju jako międzynarodowego hubu handlowego osłabnie, polscy eksporterzy mogą zostać zmuszeni do szukania alternatyw. Jednym z rozwiązań może być próba bezpośredniego wejścia na rynki afrykańskie albo nawiązanie współpracy z pośrednikami z Arabii Saudyjskiej.
Polski eksport do Arabii Saudyjskiej wynosi 1,2 mld dolarów. W lutym 2026 r. do tego kraju udała się misja 70 polskich firm. Organizowana była przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu, a minister finansów Andrzej Domański stanął na czele delegacji.
Miniwywiad
Arabia Saudyjska i ZEA. Rywalizacja pod kontrolą, ale z realnymi kosztami
Jak ocenia pan relacje między ZEA a Arabią Saudyjską w Afryce? To przyjacielska konkurencja czy walka na śmierć i życie?
Oba państwa mają ambicję, by stać się regionalnymi mocarstwami. To w naturalny sposób prowadzi je na kurs kolizyjny. W historii XXI w. nie było bezpośrednich starć militarnych między Emiratami a Arabią Saudyjską. Nic nie wskazuje na to, by miało się to w najbliższym czasie zmienić. Rywalizacja jest jednak realna i toczy się przez pośredników, w formule klasycznych wojen zastępczych. Najlepiej widać to na przykładzie Sudanu i Jemenu.
Czy Arabia Saudyjska zaangażuje się w konflikt z Iranem, m.in. dążąc do odblokowania cieśniny Ormuz, czy raczej zachowa neutralność?
W interesie Arabii Saudyjskiej leży stabilizacja regionu. Choć saudyjsko-irańska rywalizacja trwa od dekad, obecna eskalacja działań amerykańsko-izraelskich wobec Iranu zagraża Królestwu zarówno finansowo, jak i wizerunkowo. Dotyczy to zresztą niemal całego regionu Zatoki. Dlatego można zakładać, że saudyjska dyplomacja będzie dążyła do możliwie szybkiego wygaszenia konfliktu. Bezpośrednie zaangażowanie wojskowe Arabii Saudyjskiej – czy to w postaci ataków na Iran, czy działań mających odblokować cieśninę Ormuz – wydaje się skrajnie mało prawdopodobne.
Czy nastąpi odpływ inwestycji z ZEA do Arabii Saudyjskiej? Jeśli tak, to w jakich sektorach?
To trudne pytanie, bo wiele zależy od skali i długości trwania konfliktu. Specyfika Bliskiego Wschodu polega na tym, że napięcie może wygasnąć bardzo szybko i po kilku tygodniach zostać zredukowane do krótkiego epizodu. Może też jednak utrzymywać się dłużej i wywołać poważne skutki geopolityczne nie tylko dla regionu, lecz także dla gospodarki światowej, w tym Polski. Na dziś bardziej prawdopodobny wydaje się ten drugi scenariusz. Jeśli się zmaterializuje, odpływ inwestycji nie będzie dotyczył wyłącznie ZEA. Może objąć szerzej państwa regionu, w tym również Arabię Saudyjską.
Czy Arabia Saudyjska wykorzysta obecny kryzys na Bliskim Wschodzie do przejęcia części wpływów ZEA w Afryce? Jaki ma ku temu potencjał?
To również zależy od rozwoju sytuacji. Niewątpliwie ZEA tracą na obecnym kryzysie więcej niż Arabia Saudyjska. Dubaj, którego gospodarka jest silnie oparta na turystyce, od niemal trzech tygodni praktycznie zamarł pod tym względem. Do tego dochodzi odpływ kapitału wywołany niepewnością, a sektor finansowy jest jednym z filarów emirackiej gospodarki. Ograniczone są także możliwości przesyłu ropy z portów nad Zatoką Perską do Fudżajry nad Zatoką Omańską. Dzieje się tak zarówno ze względu na przepustowość rurociągu, jak i zagrożenie dla infrastruktury portowej.
Pozycja Arabii Saudyjskiej jest nieco lepsza. Jest tak przede wszystkim dzięki dostępowi do Morza Czerwonego oraz Rurociągowi Wschód-Zachód. Ten rurociąg umożliwia przekierowanie części eksportu ropy z Prowincji Wschodniej do portu w Janbu. Ten atut ma jednak swoje ograniczenia. Rurociąg liczy prawie 1,2 tys. km, co czyni go podatnym na ataki. Historia zna już taki przypadek. Atak dronowy jemeńskich Huti w 2019 r. doprowadził do czasowego wstrzymania jego działania. Do tego dochodzi ryzyko blokady Bab al-Mandab, strategicznej cieśniny łączącej Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim, która również pozostaje w zasięgu destabilizujących działań Huti.
Czy Arabia Saudyjska ma potencjał, by przejąć wpływy ZEA w Afryce?
W ujęciu ogólnym – tak. Taki potencjał istnieje. Wszystko będzie jednak zależało od bilansu zysków i strat po zakończeniu obecnego kryzysu. Wtedy Królestwo będzie musiało na nowo zdefiniować swoje priorytety inwestycyjne i geopolityczne – nie tylko w Afryce, ale też w znacznie bliższym otoczeniu, przede wszystkim w Jemenie i Syrii. To właśnie Syria miała stać się jednym z głównych kierunków saudyjskich inwestycji.
Główne wnioski
- Arabia Saudyjska może częściowo zyskać na obecnym kryzysie na Bliskim Wschodzie, ponieważ – w przeciwieństwie do części sąsiadów – ma większe możliwości ochrony swojego terytorium przed irańskimi atakami.
- Arabia Saudyjska i ZEA rywalizują politycznie oraz gospodarczo w Afryce. Najbardziej wyrazistym przykładem tej rywalizacji pozostaje wspieranie przeciwnych stron wojny domowej w Sudanie.
- Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może istotnie ograniczyć zdolność ZEA do dalszej ekspansji w Afryce. Dla polskich firm oznacza to konieczność dywersyfikacji kanałów sprzedaży i budowania bezpośrednich relacji z partnerami na rynkach afrykańskich lub z pośrednikami z Arabii Saudyjskiej.