Atak USA na Wenezuelę. Nicolas Maduro w amerykańskiej niewoli
W sobotę nad ranem (polskiego czasu) siły USA uderzyły na Caracas. W ręce Amerykanów wpadł dyktator Wenezueli, Nicolas Maduro. Oto co się dokładnie wydarzyło i jak zareagował na to świat.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wyglądały kulisy "najbardziej widowiskowej i skomplikowanej operacji specjalnej od czasu drugiej wojny światowej"
- Które państwa i którzy amerykańscy politycy poparli uderzenie na Caracas, a kto się temu sprzeciwił?
- Co doprowadziło do ataku na Wenezuelę
W sobotę rano (polskiego czasu) siły USA uderzyły na Caracas. W ręce Amerykanów wpadł dyktator Wenezueli, Nicolas Maduro. Oto co się dokładnie wydarzyło i jak zareagował na to świat.
W sobotę o 7 rano polskiego czasu stolicą Wenezueli, Caracas, wstrząsnęła seria wybuchów. Celem amerykańskich samolotów była zarówno baza wojskowa i siedziba resortu obrony Fort Tiuna, lotnisko wojskowe La Carlota i szkoła wojskowa w mieście La Guaira.
Jak wyjaśniał na konferencji prasowej gen. Dan Caine, szef połączonych sztabów, w akcji na wenezuelskim niebie wzięło udział ponad 150 maszyn. Były to zarówno samoloty zwiadowcze, drony, niewidzialne bombowce B-2 oraz bombowce B-52, jak też myśliwce F-22 i F-35. Samoloty miały wystartować z blisko 20 lokalizacji – zarówno z lotniskowców, jak i baz lądowych. Ich celem było oczyszczenie drogi dla desantu śmigłowcowego. Na pokładach helikopterów, jak podaje stacja CBS, lecieli bowiem komandosi z elitarnej jednostki Delta Force. Wylądowali przy rezydencji Maduro, następnie szybko opanowali posiadłość i zatrzymali wenezuelskiego dyktatora razem z jego żoną Cilią Flores. Jak stwierdził prezydent USA, Maduro nie zdążył nawet schronić się w swoim specjalnym „sejfie”. Donald Trump mówił też, że Amerykanie mogli wenezuelskiego przywódcę zabić w każdej chwili.
Potem komandosi wycofali się tą samą drogą, którą dotarli do Caracas. Jak podają amerykańskie władze, mimo wymiany ognia z siłami bezpieczeństwa żaden Amerykanin nie zginął, nie utracono także ani jednej maszyny. Jednocześnie jednak CNN podaje, że kilku żołnierzy zostało rannych, jednak ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Jak wytłumaczyła prokurator generalna USA Pam Bondi, Maduro i jego żona zostali już oskarżeni o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem. Początkowo mówiono, że będą sądzeni w Nowym Jorku, jednak Donald Trump nie wykluczył, że proces będzie miał miejsce w Miami. Na zmianę miejsca procesu może wpłynąć postawa nowego skrajnie lewicowego burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego.
„Jednostronny atak na suwerenny kraj to akt wojny oraz naruszenie prawa międzynarodowego i federalnego. Ta jaskrawa próba zmiany władz nie dotyczy tylko tych poza USA, ale także wpływa na mieszkańców Nowego Jorku, zwłaszcza dziesiątków tysięcy Wenezuelczyków, którzy nazywają to miasto domem. Moim celem jest zapewnienie im bezpieczeństwa, a moja administracja będzie monitorować sytuację" – oświadczył Zohran Mamdani.
Tak świat zareagował na amerykańską operację
Po ataku liderka opozycji wenezuelskiej Maria Corina Machado zapowiedziała „godzinę wolności”. Stwierdziła też, że władzę w kraju powinien przejąć Edmundo González Urrutia. To były kandydat opozycji w wyborach prezydenckich w 2024 roku. W głosowaniu, sfałszowanym przez reżim Maduro, przegrał jednak z Nicolasem Maduro. Wyników tych wyborów nie uznały ani USA, ani Unia Europejska.
Atak potępiły nie tylko antyamerykańskie kraje regionu, jak Brazylia, Meksyk, Kolumbia czy Kuba. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro zażądał m.in. zwołania posiedzenia Organizacji Państw Amerykańskich (zrzesza ona 35 krajów kontynentu). Sama Wenezuela rozpoczęła jednak niedawno proces wychodzenia z tej organizacji.
Uderzenie na Caracas skrytykowali też sojusznicy Maduro, czyli Chiny, Rosja i Iran ( Marco Rubio, szef amerykańskiej dyplomacji, mówił potem na konferencji prasowej, że obecność Iranu w Wenezueli była jedną z przyczyn ataku). Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow wezwał Waszyngton do „uwolnienia legalnie wybranego prezydenta suwerennego kraju i jego małżonki”. Minister zaprzeczył, by na terytorium jego kraju przebywała zastępczyni Maduro, Delcy Rodríguez (o czym wcześniej informował Reuters). Z kolei władze w Pekinie wydały oświadczenie, że są „głęboko wstrząśnięte i stanowczo potępiają użycie siły przez Stany Zjednoczone wobec suwerennego państwa oraz użycie siły wobec prezydenta kraju”. Ich zdaniem to „hegemoniczne zachowanie (...), które poważnie narusza prawo międzynarodowe”.
Jak zareagowała Unia Europejska? Atak potępił premier Słowacji Robert Fico. „Prawo międzynarodowe nie obowiązuje, siła militarna jest wykorzystywana bez mandatu Rady Bezpieczeństwa ONZ, a każdy, kto jest duży i silny, robi, co chce, aby przeforsować swoje interesy. Jako premier małego kraju muszę zdecydowanie potępić takie łamanie prawa międzynarodowego” – napisał w sieci. Rząd Hiszpanii zaoferował mediację, a szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas wydała oświadczenie, w którym przypomniała, że UE nie uznawała władzy Maduro, wezwała jednak do pokojowego przekazania władzy opozycji.
Są też kraje, które jednoznacznie poparły amerykańską interwencję. Za Trumpem stanął Javier Milei, prezydent Argentyny, Izrael oraz Ekwador.
Atak poparli oczywiście liderzy Republikanów. Zarówno Mike Johnson, spiker Izby Reprezentantów, oraz John Thune, lider Partii Republikańskiej w Senacie, stwierdzili, że zatrzymanie Maduro było konieczne i prezydent miał prawo do zarządzenia ataku na Caracas. Jednoznacznie Trumpa poparli też politycy z Florydy, gdzie mieszka duże skupisko uciekinierów przed reżimem Maduro (zresztą wenezuelskie diaspory na całym świecie poparły atak).
Politykę Trumpa krytykują za to Demokraci. „Druga nieuzasadniona wojna w moim życiu. Ta wojna jest nielegalna. To wstyd, że ze światowego gliniarza zmieniliśmy się w światowego tyrana” – napisał w sieci weteran wojny z Iraku, senator Ruben Gallego z Arizony. Opozycja zarzuca też Trumpowi, że powiadomił Kongres o uderzeniu dopiero po nalotach na Caracas, a także naruszył prawo międzynarodowe.
Co czeka Wenezuelę? Trump zapowiada czasową amerykańską kontrolę
Co dalej z Wenezuelą? Początkowo wydawało się, że Amerykanie zostawią ten kraj samemu sobie i tylko zatrzymają Nicolasa Maduro. Na konferencji prasowej okazało się jednak, że prezydent ma inne plany. Donald Trump zapowiedział bowiem, że „nie pozwoli, by ktoś inny zajął miejsce Maduro”. Chce więc, by Wenezuelą rządzili sami Amerykanie do czasu „pokojowego i prawnego przekazania władzy”. To nie oznacza, że władzę potem przejmie opozycja. Podczas konferencji prasowej Trump mówił bowiem, że wiceprezydent kraju Delcy Rodríguez „zgodziła się, by zrobić wszystko, co trzeba, by Wenezuelę znów uczynić wielką”. Możliwe jest więc choćby stworzenie czegoś w formie „rządu jedności narodowej” pod kierownictwem Amerykanów. Szczegóły planu mamy poznać w bliskiej przyszłości.
Jak tłumaczy, „ten kraj jest martwy”, potrzeba więc go odbudować i na nowo uruchomić wydobycie ropy. Zyski z handlu surowcami mają zaś nie tylko posłużyć do „wzbogacenia obywateli Wenezueli”, ale także wynagrodzić USA koszty poniesione w walce z kryzysem narkotykowym czy polityką imigracyjną Maduro. Dopiero potem Waszyngton odda władzę Wenezuelczykom. Trump nie mówił, ile to może potrwać. Nie wykluczył też wysłania amerykańskiego wojska jako sił stabilizujących. Jednocześnie nie wykluczył, że Ameryka znów użyje wojska. Amerykańskie siły zbrojne zostają bowiem u wybrzeży Wenezueli (łącznie z największym lotniskowcem świata USS Gerald R. Ford), a embargo na ropę wciąż obowiązuje – ostrzegł Trump.
Amerykanie szykowali się do rozprawy z Maduro
Samo usunięcie Maduro nie wzięło się nagle. Prezydent Donald Trump często ostatnio mówił o tym, że USA powinny stać się hegemonem na zachodniej półkuli, a resztę świata zostawić samemu sobie. Wenezuela była tam głównym wrogiem Ameryki. Reżim Maduro wspierał choćby paliwem Kubę. Wyspa ta, bez wsparcia Wenezueli, wpadnie zaś w jeszcze większy kryzys energetyczny i gospodarczy. Zresztą szef amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio sugerował na konferencji prasowej po ataku na Caracas, że Hawana może stać się następnym krajem na celowniku USA.
Trump mówił też wprost o surowcach energetycznych. Po pierwsze, amerykańskie rafinerie na wybrzeżach Zatoki Amerykańskiej (Trump zmienił jej nazwę z Zatoki Meksykańskiej) przystosowane są głównie do przerabiania ropy typu takiego, jaki pochodzi z Wenezueli. Do tego nadpodaż surowca jeszcze bardziej obniżyłby ceny paliwa w USA oraz poważnie uszczuplił dochody Rosji. A do tego amerykańscy biznesmeni z kręgów MAGA poważnie by się na kontraktach na odbudowę Wenezueli wzbogacili.
Od połowy sierpnia Amerykanie zwiększali więc swoją obecność na Morzu Karaibskim. Zaczęli też atakować łodzie płynące z Wenezueli. Zdaniem Trumpa miały one transportować narkotyki. Nigdy jednak tego nie udowodniono, bo siły USA nie używały jednostek marynarki do przejęcia kontroli nad statkami, a tylko atakowały je z powietrza, zatapiając na miejscu i zabijając załogę. Łącznie uderzenia przeprowadzono na 25 jednostek, a zginęło 95 osób. W połowie grudnia Trump wprowadził też embargo na handel ropą z Wenezuelą, nakazał zatrzymywanie tankowców objętych sankcjami i określił reżim Maduro „organizacją terrorystyczną”. Zezwolił też CIA na przeprowadzanie akcji na terenie Wenezueli. Eksperci spodziewali się jednak, że ta „dyplomacja kanonierek” doprowadzi albo do zwrócenia się wojska przeciw Maduro, albo do tego, że sam prezydent ustąpi. Nikt nie podejrzewał takiego rozwiązania, jakie Donald Trump zastosował.
Wiceprezydentka obejmie stery?
Wiceprezydentka Wenezueli Delcy Rodríguez potępiła aresztowanie prezydenta Nicolasa Maduro przez siły USA. Zapowiedziała, że naród „nigdy nie powróci do bycia kolonią innego imperium”. W telewizyjnym wystąpieniu podkreśliła, że Wenezuela pozostaje suwerenna, odrzucając tym samym propozycję byłego prezydenta USA Donalda Trumpa, który sugerował tymczasowe zarządzanie krajem przez Amerykanów.
Według portalu Axios, przemówienie Rodríguez jest pierwszym sygnałem, że proces odsunięcia administracji Maduro od władzy nie przebiegnie zgodnie z oczekiwaniami Waszyngtonu. Trump stwierdził na sobotniej konferencji prasowej, że wiceprezydentka będzie musiała współpracować z amerykańską administracją, dodając, że „naprawdę nie ma wyboru”. Rodríguez zaprzeczyła tym twierdzeniom, podkreślając niezależność Wenezueli.
Władze wenezuelskie nie wydały dotąd oficjalnego komunikatu o zaprzysiężeniu Rodríguez, a jej aktualne miejsce pobytu pozostaje nieznane. W swoim wystąpieniu wiceprezydentka zaapelowała o „pełne szacunku stosunki”, domagając się zwolnienia prezydenta i jego małżonki z aresztu w USA.
Tymczasem Maduro został przewieziony do Metropolitan Detention Center w Nowym Jorku, znanego z trudnych warunków, chronicznego niedoboru personelu i przemocy wśród osadzonych. Amerykański prezydent zapowiedział również przejęcie kontroli nad wenezuelskimi rezerwami ropy naftowej do czasu „sprawiedliwej” transformacji władzy.
Decyzja Sądu Najwyższego Wenezueli nakazała Rodríguez objęcie obowiązków tymczasowego prezydenta. Liderka opozycji María Corina Machado wzywa natomiast, by władzę przejął przedstawiciel opozycji.
Reakcje społeczne są podzielone – część obywateli wita zmiany, inni określają aresztowanie Maduro „porwaniem”.
Główne wnioski
- USA dokonały bezprecedensowej operacji militarnej, w której bez mandatu ONZ uderzyły w stolicę suwerennego państwa i zatrzymały urzędującego prezydenta Wenezueli.
- Donald Trump zapowiedział faktyczną amerykańską kontrolę nad Wenezuelą. Potem ma nastąpić "sprawiedliwe przekazanie władzy".
- Świat jest głęboko podzielony: część krajów i opozycja wenezuelska poparły interwencję, ale większość państw (w tym UE, Chiny i Rosja) uznała ją za rażące złamanie prawa międzynarodowego.

