Awantura o wojskowe mapy. BBN znowu na cenzurowanym?
Karol Nawrocki i ludzie z Biura Bezpieczeństwa Narodowego znowu na cenzurowanym. Kiedy w Wigilię odwiedzili żołnierzy na Podlasiu, Kancelaria Prezydenta udostępniła zdjęcie, na którym widać dużą wojskową mapę. Wybuchła awantura o to, czy na fotografiach nie pokazano zbyt wiele.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co pokazano na zdjęciach wojskowych map, udostępnionych przez Kancelarię Prezydenta i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.
- Jakie informacje można wyczytać na udostępnionych zdjęciach.
- Czy rozpętana awantura ma rację bytu i faktycznie doszło do ujawnienia wrażliwych informacji.
Wydawać się może, że Sławomir Cenckiewicz i wojskowe mapy to wyjątkowo źle dobrany duet. Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) usłyszał zarzuty, dotyczące odtajnienia wojskowych planów operacji obronnej RP w 2023 r. On sam twierdzi, że nie miał z tym z tym nic wspólnego.
Teraz na cenzurowanym znalazło się zarówno Biuro, jak i Kancelaria Prezydenta RP. W Wigilię prezydent Karol Nawrocki i ludzie z Biura (z jego szefem, Sławomirem Cenckiewiczem na czele) odwiedzili żołnierzy, pilnujących granicy na Podlasiu. Na stronie Kancelarii pojawiły się zdjęcia z tej wizyty. Wybuchła awantura, a sprawę szeroko opisał portal Onet.pl.
Pojawiły się pytania, czy na udostępnionych zdjęciach, wykonanych przez prezydenckiego fotografa, nie widać zbyt wiele szczegółów? Temat podniósł w mediach społecznościowych były Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych i senator, gen. Mirosław Różański.
Z miejsca rozpętała się burza. Chodzi o zdjęcie map, uwidocznionych na fotografii. Czy zatem faktycznie doszło do ujawnienia informacji niejawnych? A jeżeli tak - to jakie szkody mogą z tego wyniknąć?
Wielokrotnie informowaliśmy organizatorów, że takie spotkanie się odbędzie, i że ma ono charakter jawny. Uzyskaliśmy też zapewnienie, że mogą w nim uczestniczyć bez przeszkód media. Miejsce spotkania było specjalnie przystosowane do takiej formuły spotkania. Odbyło się w środowisku kontrolowanym przez organizatora - mówi Arkadiusz Puławski z BBN.
Co widać na zdjęciach, pokazanych pokazanych przez Kancelarię Prezydenta?
Na zdjęciu, którego autorem jest osobisty fotograf prezydenta, Mikołaj Bujak, możemy zobaczyć mapy. Dla osoby niezwiązanej z siłami zbrojnymi, czy szerzej - bezpieczeństwem, nie będzie to nic ponad plątaninę kropek, kresek, symboli i plam. Ale wprawne oko może z tych zdjęć odczytać kilka istotnych szczegółów.
Przede wszystkim widać (za plecami gen. Adama Rzeczkowskiego z BBN) dużą mapę, opisaną jako Plan Zabezpieczenia Inżynieryjnego. Co da się z niego "wyciągnąć"? Doświadczony żołnierz Wojska Polskiego (nie zgadza się na ujawnienie nazwiska), wskazuje, że niemało.
– Od lat wszelkie materiały wrzucane przez jednostki na media społecznościowe są sprawdzane pod względem wrażliwych treści, zresztą widzimy to na przykładzie zamazywania tablic rejestracyjnych samochodów czy zniknięcia z nich emblematów oraz znaków taktycznych określających macierzysty pododdział. Tu nie mamy sensu stricte złamania ustawy o informacji niejawnej, jest tylko kolejne przesunięcie granicy wbrew wcześniejszym słusznym działaniom- mówi nasz rozmówca..
Dodaje przy tym, że może to pomoc przeciwnikowi poukładać brakujące puzzle lub nawet potwierdzić wcześniejsze ustalenia.
– Choć ujawnienie numeru MAC telefonu IP dowódcy zgrupowania czy operacyjnego to już grubszy kaliber wtopy - podsumowuje.
Na stole rozłożona jest także oleata - przezroczysta, foliowa nakładka na mapę, na którą można nanosić symbole i oznaczenia. Czy niejawne? Jak zapewnia wojsko - nie.
Rzecznik Zgrupowania Zadaniowego "Podlasie": Wszystko było przygotowane do wizyty
Oddajmy w tym miejscu głos armii. Rzecznik pełniącej zmianę na granicy 16 Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej, kapitan Karol Frankowski, zapewnia, że wszystko odbyło się zgodnie z zasadami.
– Było to pomieszczenie specjalnie przygotowane na tę wizytę. Innymi słowy: to, co jest widoczne na fotografiach, jest jawne. Zarówno mapa, jak i leżąca na stole oleata nie były objęte klauzulami i można byłoby uzyskać dostęp do nich w drodze dostępu do informacji publicznej. Przygotowane do wizyty i wykonywania zdjęć były również elementy systemu teleinformatycznego - mówi XYZ oficer.
Dodaje, że mapy są jawne i nie zwierają informacji wrażliwych, danych, umożliwiających identyfikację rozmieszczenia sił i planów operacyjnych, czy sposobu prowadzenia operacji "Bezpieczne Podlasie".
Kapitan Frankowski przekonuje, że dotyczy to również widocznych na zdjęciu elementów systemów teleinformatycznych.
BBN: Informowaliśmy organizatora o spotkaniu
Co na to BBN? Arkadiusz Puławski, dyrektor w gabinecie Szefa Biura wskazuje, że wszystko odbyło się w zgodzie z procedurami.
– Wielokrotnie informowaliśmy organizatorów, że takie spotkanie się odbędzie, i że ma ono charakter jawny. Uzyskaliśmy też zapewnienie, że mogą w nim uczestniczyć bez przeszkód media. Miejsce spotkania było specjalnie przystosowane do takiej formuły spotkania. Odbyło się w środowisku kontrolowanym przez organizatora – mówi Arkadiusz Puławski.
Następnie dodaje, że "tekst Onetu to medialna hucpa i tak będziemy to traktować".
– Irytuje nas, jako BBN, przesłanie podprogowe, jakie płynie z materiałów medialnych, bo wystawia złe świadectwo ludziom realnie broniących naszych granic. Zwracamy uwagę, że MON stanął na stanowisku, iż wszystko odbyło się zgodnie z zasadami. Podzielamy to stanowisko. Ludziom - żołnierzom i funkcjonariuszom - którzy na co dzień patrzą naszym wrogom w twarz, tak się po prostu nie robi. To niepoważne – irytuje się Arkadiusz Puławski.
Kto i jakie zdjęcia publikował?
Kolejny głos powinien w tym miejscu należeć do Służby Kontrwywiadu Wojskowego. To oni odpowiadają bowiem za ochronę informacji niejawnych.
Emerytowany oficer Służby, płk Mariusz Kozłowski również wskazuje, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. W rozmowie z XYZ.pl mówi on, że na udostępnionych zdjęciach nie ma nic, czego ujawnienie mogłoby stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa naszych sił zbrojnych. Czy szerzej, dla bezpieczeństwa RP.
– Tam nie ma, powtarzam, nie ma informacji niejawnych - a na pewno te materiały nie są oznaczone żadnym klauzulami Ale gdyby ta mapa była zabezpieczona klauzulą, to albo by się tam nie znalazła, albo nie zostałaby obfotografowana/ograna kamerą. Gospodarz zapewne na to nie wyraziłby zgody. Skoro więc nie były niejawne, więc mogły wisieć. A czy powinny - to już pytanie do gospodarzy a nie gości okolicznościowej, wigilijnej wizyty – mówi płk Kozłowski.
Przypomina jednocześnie, iż był w tym miejscu nagrywany także film. Jego fragmenty pokrywają się 1:1 ze zdjęciami. Został on opublikowany 29 grudnia br. przez Straż Graniczną (SG).
Płk Kozłowski: To temat zastępczy
Zwraca również uwagę na coś innego, w jego ocenie ważnego: takich zdjęć, w różnych okolicznościach i z różnymi politykami, robiono wiele. Nie można odmówić mu racji. Zaledwie tydzień temu, Straż Graniczna również opublikowała zdjęcie, na którym premier Donald Tusk i szef resortu spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński siedzą przy stole z mapami. Wtedy nikt nie podnosił larum.
Płk Kozłowski nie chce, jak dodaje, wchodzić w spór polityczny. Niemniej artykułuje pytanie: czy tego rodzaju fotografie z mapami powinny „pływać” po mediach i stronach służb?
– Zastanówmy się co – i po co – publikujemy. Zauważmy, że to szerszy problem, ale na pewno nie fotografów i jak w powyższym przypadku - gości okolicznościowych spotkań wigilijnych, lecz ich gospodarzy. Nie ograniczajmy tego do politycznych dyskusji „kto ujawnił więcej". Bo są to tematy zastępcze i szkodliwe, w czasie kiedy m.in. płoną centra handlowe, wlatują drony i balony z GPS, wybuchają szyny – konkluduje płk Mariusz Kozłowski,
Kontrwywiadowczy dwugłos. „Takich zdjęć się nie robi"
Ale nawet sami funkcjonariusze kontrwywiadu mają wątpliwości. Były wysoki rangą oficer formacji, który zastrzega anonimowość, irytuje się na to, co upubliczniono.
– Generalna zasada ochrony każdego zasobu informacyjnego, nawet z informacji nie objętych klauzulą tajności: przeciwnik znający tematykę może wyczytać więcej niż osoba, która się na tym nie zna. Naruszono higienę ochrony informacji. I to dla jednej fotki, na potrzeby politycznego zachwytu – mówi nasz rozmówca.
Gorzko dodaje przy tym, że postępują w ten sposób obie strony.
– Nie robi się takich zdjęć pomimo, że fajnie wyglądają. Przeciwnik widzi, śledzi, słucha i wyciąga wnioski z tego, co robimy. W Rosji naprawdę nie pracują idioci – złości się oficer.
Mleko się rozlało
Pozostaje więc stwierdzenie, że burza, jaka przetoczyła się przez media, jest po prostu... medialną burzą. Nie da się rozstrzygnąć, która ze stron ma rację. Można co najwyżej stwierdzić sentencjonalnie, że „mleko się rozlało" i pozostała tylko minimalizacja ewentualnych szkód.
Ze strony SKW słyszymy lakoniczne stwierdzenie, że „nic tam (na mapach - red.) nie było". Kto robi dobrą minę do złej gry, nie wiadomo. Być może będzie to nauczka dla polityków, by pomyśleli dwa razy, zanim opublikują w przestrzeni medialnej zdjęcia. Sądząc jednak po temperaturze politycznego sporu, nadzieje na to są płonne.
Główne wnioski
- Na opublikowanych przez Kancelarię Prezydenta i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego zdjęciach nie było, jak zapewnia wojsko i Biuro, żadnych informacji objętych klauzulą niejawności.
- Pytania dookoła opublikowanych zdjęć mają jednak wojskowi. A oficerowie Służby Kontrwywiadu Wojskowego przedstawiają różne stanowiska.
- BBN twierdzi, że o wizycie informował żołnierzy ze Zgrupowania Zadaniowego Podlasie, a publikacja Onetu nazywa „medialną hucpą".