Kategorie artykułu: Polityka Świat

Azjaci w szoku po akcji Trumpa w Wenezueli

Rządy, media i eksperci w Azji z niepokojem analizują możliwe scenariusze po amerykańskim ataku na Wenezuelę. Azjaci krytykują USA za użycie siły i wzywają do przestrzegania prawa. Nie ustają obawy, że operacja wojskowa w Caracas jest ciosem dla międzynarodowego ładu.

Rzeczniczka Mao Ning za mównicą na tle chińskiej flagi
Rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning powiedziała, że Chiny i inne kraje mają uzasadnione prawa i interesy w Wenezueli i muszą być one chronione. Jak dodała, dzielenie świata na strefy wpływów nie zapewni globalnego bezpieczeństwa. Fot. Jessica Lee / EPA / PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Chiny tak ostro potępiły amerykańską interwencję w Wenezueli.
  2. Jakie obawy o własne bezpieczeństwo wyrażają małe i średnie państwa azjatyckie.
  3. Jak operacja w Wenezueli może zmienić globalny porządek i osłabić pozycję USA.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Na najludniejszym kontynencie świata nie milkną komentarze po zbrojnej interwencji Stanów Zjednoczonych w Wenezueli. Wojskowa operacja Amerykanów i pojmanie prezydenta Nicolasa Maduro wywołały w Chinach gniew, w innych krajach niepokój.

Azjatyckie media i analitycy śledzą rozwój sytuacji i dzień w dzień publikują komentarze, a politycy układają plany na wypadek, gdyby podobne operacje militarne miały się stać nową jakością w polityce prezydenta Donalda Trumpa.

Chiny: USA „podeptały suwerenność Wenezueli”

Państwo Środka, które do niedawna było jednym z największych kupców wenezuelskiej ropy naftowej, stanowczo potępiło amerykańską akcję w Caracas. Minister spraw zagranicznych Wang Yi ostrzegł, że jednostronne działania wojskowe podważają wielobiegunowy system międzynarodowy, który Pekin stara się wzmacniać jako alternatywę dla dominacji USA.

W użyciu przez Stany Zjednoczone siły wobec latynoamerykańskiego kraju niektórzy analitycy widzą prestiżową porażkę Pekinu i zmniejszenie jego wpływów na zachodniej półkuli.

Ale taktyka administracji Donalda Trumpa ułatwia Pekinowi kreowanie się na obrońcę światowego ładu.

Po wcześniejszych wypowiedziach szefa dyplomacji Chin oraz przedstawiciela tego kraju przy ONZ, w środę rzeczniczka chińskiego MSZ Mao Ning powiedziała, że jawne użycie siły wobec Wenezueli i żądanie, aby faworyzowała Amerykę przy zarządzaniu swoimi zasobami ropy naftowej, to typowe zastraszanie i naruszenie prawa międzynarodowego. Dodała, odnosząc się do oświadczenia amerykańskiego Departamentu Stanu, że dzielenie świata na strefy wpływów nie zapewni globalnego bezpieczeństwa. Podkreśliła, że Chiny i inne kraje mają uzasadnione prawa i interesy w Wenezueli i muszą być one chronione.

„Nigdy nie uważaliśmy, że jakikolwiek kraj powinien pełnić rolę światowej policji, nie akceptujemy też roszczeń żadnego narodu do bycia globalnym sędzią” – powiedział wcześniej minister spraw zagranicznych Wang Yi. Przedstawiciel Pekinu przy ONZ Sun Lei stwierdził z kolei, że Waszyngton „bezmyślnie podeptał suwerenność Wenezueli”.

Taktyka administracji Donalda Trumpa ułatwia Pekinowi kreowanie się na obrońcę światowego ładu.

Chiński państwowy dziennik „Global Times” napisał ostro: „Waszyngton pokazał swoją prawdziwą twarz. To nie obrońca wolności, ale imperium, które stosuje podwójne standardy. Kraje na całym świecie powinny zastanowić się, czy mogą polegać na USA jako gwarancie swojego bezpieczeństwa”.

Warto wiedzieć

Relacje Caracas i Pekinu

Stany Zjednoczone były historycznie największym importerem wenezuelskiej ropy naftowej aż do 2019 r., gdy administracja Trumpa obłożyła wenezuelski sektor naftowy sankcjami. W następnych latach Chiny przejęły pozycję głównego partnera handlowego Wenezueli, choć skala importu stopniowo malała.

Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej przed sankcjami USA sprowadzały z Wenezueli około 500 tys. baryłek ropy dziennie. Po 2019 r. głównym odbiorcą zostały Chiny. W szczytowym momencie importowały ponad 300 tys. baryłek dziennie. Wobec sankcji i problemów z jakością latynoskiej ropy Pekin systematycznie dywersyfikował jednak źródła dostaw.

Jednak Wenezuela nadal jest strategicznie ważna dla Chin. Dlaczego? Po pierwsze posiada największe udokumentowane rezerwy ropy naftowej na świecie. OPEC szacuje je na 303 mld baryłek. Po drugie jest zadłużona w chińskich bankach na blisko 20 mld dolarów. Po trzecie to fragment układanki pomagającej Pekinowi zwiększać swoje wpływy w tej części świata.

Według danych amerykańskiej platformy Observatory of Economic Complexity Chiny są obecnie drugim co do wielkości partnerem handlowym Wenezueli po Brazylii. Są tam też największym inwestorem.

W Ameryce Łacińskiej staje się to regułą. W ostatnich kilkunastu latach Chiny zostały największym partnerem handlowym większości państw tego regionu. Inwestują także w tamtejsze porty, sieci energetyczne i kopalnie. Waszyngton od dawna z niechęcią obserwuje rosnące powiązania Latynosów z Państwem Środka.

XYZ

Zaniepokojenie od Indii po Japonię

Już dzień po amerykańskiej operacji w Wenezueli sekretarz generalny ONZ António Guterres nazwał ją „niebezpiecznym precedensem” dla prawa międzynarodowego.

W podobnym tonie wypowiadają się politycy i dyplomaci z wielu azjatyckich stolic – zwłaszcza tych, które swoje bezpieczeństwo opierają na międzynarodowych umowach i instytucjach.

Głębokie zaniepokojenie interwencją USA w Wenezueli wyraziły choćby Indie, Indonezja, Malezja, Singapur oraz Wietnam. Inne państwa wezwały do działań zgodnych z prawem międzynarodowym. Rządy w Manili, Tokio i Seulu obawiają się, że normalizacja stosowania prawa silniejszego może zagrozić pozycji mniejszych krajów.

Mocne słowa z azjatyckich stolic

Premier Malezji Anwar Ibrahim nazwał zarządzoną przez Trumpa operację „bezprawnym użyciem siły przeciwko suwerennemu państwu”. Wezwał Waszyngton do uwolnienia wenezuelskiej pary prezydenckiej.

Potępiły ją też władze sąsiedniego Singapuru. „Singapur jest głęboko zaangażowany w przestrzeganie prawa międzynarodowego i zasad Karty Narodów Zjednoczonych, które chronią niepodległość, suwerenność i integralność terytorialną wszystkich państw, zwłaszcza małych. Singapur konsekwentnie sprzeciwia się działaniom sprzecznym z prawem międzynarodowym podejmowanym przez którąkolwiek ze stron, w tym zagranicznym interwencjom wojskowym w jakimkolwiek kraju” – napisało w oświadczeniu ministerstwo spraw zagranicznych azjatyckiego miasta-państwa.

Do deeskalacji i dialogu wezwała też Indonezja.

Departament Spraw Zagranicznych Filipin, traktatowego sojusznika USA, wezwał wszystkie strony do poszanowania Karty Narodów Zjednoczonych i powściągliwości, aby uniknąć dalszego zaognienia sytuacji. Opozycyjna parlamentarzystka Leila de Lima oceniła, że amerykańska operacja wojskowa osłabiła pozycję Filipin, spierających się z Pekinem o swoje prawa do wód terytorialnych na Morzu Południowochińskim. Jak oceniła, zachowanie najbliższego sojusznika podkopało moralną przewagę, jaką Filipiny miały nad Chinami w sporze o strategiczne wody. Osłabiło też ład międzynarodowy.

Głębokie zaniepokojenie wyraziły także Indie, choć nie zdecydowały się na bezpośrednią krytykę Waszyngtonu. Rzecznik indyjskiego Ministerstwa Spraw Zewnętrznych stwierdził, że Delhi „z troską obserwuje rozwój sytuacji w Wenezueli” i wzywa „wszystkie strony do dialogu i dyplomatycznego rozwiązania sporów”.

Analitycy zauważyli, że na stanowisko Indii wpływa niechęć do budowania napięć z Waszyngtonem w czasie, gdy oba rządy prowadzą rozmowy handlowe.

Japończycy i Koreańczycy po cichu

Prezydent Korei Południowej Lee Jae Myung nie skomentował bezpośrednio operacji USA, ale polecił swojemu ministerstwu spraw zagranicznych przygotowanie się do ewakuacji obywateli południowokoreańskich z Wenezueli, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Korei Południowej wydało oświadczenie wzywające do „pokojowego rozwiązania konfliktu z poszanowaniem prawa międzynarodowego”, nie wymieniając bezpośrednio Stanów Zjednoczonych.

Także wspierana przez Trumpa japońska premier Sanae Takaichi nie zdobyła się na krytykę amerykańskiej operacji. W niedzielę napisała tylko w mediach społecznościowych, że Tokio wesprze przywracanie demokracji w Wenezueli, zaś jej kraj „konsekwentnie respektuje fundamentalne zasady takie jak wolność, demokracja i rządy prawa”.

Były minister obrony Japonii Itsunori Onodera ostrzegł jednak, że amerykański ruch może utrudnić jednoczenie międzynarodowej opinii publicznej przeciwko działaniom Moskwy i Pekinu.

Japońskie media, w tym magazyn „Nikkei Asia”, od kilku dni analizują możliwe scenariusze. Konserwatywny dziennik „Yomiuri Shimbun” napisał, że stawianie siły ponad prawem międzynarodowym stanowi ryzyko dla światowego ładu.

Korea Północna strzela

Reżim w Korei Północnej wykorzystał sytuację do ostrej krytyki Waszyngtonu. MSZ w Pjongjangu stwierdził, że „incydent jest kolejnym przykładem potwierdzającym zbójecką i brutalną naturę USA, którą społeczność międzynarodowa obserwuje od dawna”.

W niedzielę totalitarny kraj wystrzelił dwa ponaddźwiękowe pociski balistyczne w kierunku Morza Japońskiego. Choć Pjongjang oficjalnie nie powiązał testów z sytuacją w Wenezueli, eksperci z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie zauważają, że reżim Kim Dzong Una często wykorzystuje międzynarodowe kryzysy do demonstracji siły.

Głosy azjatyckich mediów

Czołowe azjatyckie gazety nie kryją zaniepokojenia konsekwencjami amerykańskiej interwencji. Singapurski „Straits Times” w komentarzu redakcyjnym napisał: „Operacja w Wenezueli pokazuje, że era, w której Ameryka była gwarantem stabilnego, opartego na zasadach porządku międzynarodowego, może się kończyć. Dla małych państw takich jak Singapur jest to bardzo niepokojące”.

Indyjski dziennik „The Hindu” w swojej analizie stwierdził, że amerykańska operacja w Wenezueli podważa narrację Waszyngtonu o obronie suwerenności mniejszych narodów. „Trudno będzie teraz USA z moralną wiarygodnością krytykować działania Rosji czy Chin, które łamią integralność terytorialną innych państw” – napisała gazeta.

„The Hindu”: Trudno będzie teraz USA z moralną wiarygodnością krytykować działania Rosji czy Chin, które łamią integralność terytorialną innych państw.

Japoński „Asahi Shimbun” ostrzegł: „Jeśli wielkie mocarstwa będą mogły swobodnie używać siły przeciwko mniejszym państwom, system międzynarodowy oparty na prawie przestanie istnieć. To zagrożenie dla wszystkich, szczególnie dla państw takich jak Japonia”.

Południowokoreański „Korea Herald” zauważył: „Paradoksalnie, działania administracji Trumpa mogą wzmocnić pozycję Chin jako rzecznika porządku międzynarodowego. To odwrócenie ról, którego długoterminowe konsekwencje dla globalnej równowagi sił są trudne do przewidzenia”.

Obawy o przyszłość

Cytowany przez singapurski dziennik „Straits Times” dr Aries Arugay z Instytutu Studiów nad Azją Południowo-Wschodnią im. Yusofa Ishaka podkreślił, że amerykańska akcja wojskowa w Wenezueli wydaje się potwierdzać zmianę zachowania USA na scenie międzynarodowej.

„Tradycyjnie Stany Zjednoczone kreowały swój wizerunek jako mocarstwa utrzymującego status quo i broniącego opartego na zasadach porządku międzynarodowego. Za administracji Trumpa obserwujemy znacznie mniejsze zainteresowanie utrzymaniem tego ładu” – powiedział Arugay.

Jak podkreślił, kraje takie jak Filipiny, Korea Południowa i Japonia polegały na wsparciu USA w stabilizacji hegemonii Chin. Wydarzenia w Ameryce Łacińskiej to zła wiadomość dla tych krajów i zwiększenie niepewności. Jego zdaniem podtrzymywanie porządku międzynarodowego może teraz spocząć na barkach średniej wielkości państw.

W czwartek „Straits Times” szczegółowo analizował możliwość użycia przez Amerykanów siły na Grenlandii, a także wobec Kuby, Kolumbii, Meksyku oraz Iranu.

Tego samego dnia były premier Singapuru Lee Hsien Loong ocenił, że „sytuacja w Wenezueli nie usprawiedliwiała interwencji militarnej. Długoterminowe konsekwencje dla systemu międzynarodowego są powodem do zmartwienia dla mniejszych krajów. Muszą one pozostawać otwarte, budować partnerstwa w swoich regionach i unikać zaangażowania w rywalizację wielkich mocarstw” – ocenił azjatycki polityk.

Główne wnioski

  1. Decyzja Trumpa o użyciu wojska przeciwko Wenezueli ułatwia Pekinowi kreowanie się na obrońcę suwerenności i prawa międzynarodowego, co może przesunąć globalną równowagę wpływów. Nawet tradycyjni sojusznicy USA w Azji wyrażają zaniepokojenie. Może to skłonić państwa regionu do większej samodzielności lub zbliżenia z alternatywnymi partnerami.
  2. Azjatyccy przywódcy i eksperci obawiają się, że amerykańska operacja wojskowa to precedens, który podważa system międzynarodowy oparty na prawie. Osłabia to wiarygodność USA jako gwaranta stabilnego porządku światowego.
  3. Kraje takie jak Singapur, Filipiny czy Korea Południowa obawiają się, że normalizacja stosowania prawa silniejszego może zagrozić ich bezpieczeństwu, szczególnie w kontekście rywalizacji mocarstw w regionie Indo-Pacyfiku.