Kategorie artykułu: Polityka Świat

Babiš znów stawia na deficyt. Czechy planują 389 mld koron dziury w budżecie

Wzrost przyszłorocznego deficytu budżetowego Czech o ponad jedną czwartą w stosunku do tegorocznego planu zaskoczył analityków. Ostrzegają, że efektem może być wzrost stóp procentowych i kosztów kredytów. Dlaczego nasi południowi sąsiedzi zwiększą wydatki?

Premier Czech Andrej Babiš oraz jego ministrowie: finansów Alena Schillerová oraz przemysłu i handlu Karel Havlíček.
Ogłoszony 1 września przez czeską minister finansów Alenę Schillerovą projekt budżetu państwa na 2027 r. zaskoczył analityków. Na zdjęciu podczas konferencji prasowej wraz z kolegami z partii ANO – premierem Andrejem Babišem (w środku) i szefem resortu przemysłu i handlu Karlem Havlíčkiem. Fot.: Tomas Tkacik/SOPA Images/LightRocket via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym czeski rząd tłumaczy wysoki deficyt budżetowy zaplanowany na przyszły rok.
  2. Jakie wydatki budżetowe faktycznie mają wzrosnąć w 2027 r. w Czechach.
  3. Kiedy w czeskim budżecie zaplanowano najwyższe różnice między dochodami a wydatkami i kto wtedy rządził.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Przyszłoroczne dochody budżetowe Czech mają być o niespełna 3,4 proc. większe od założonych na ten rok. Za to wydatki aż o 6,2 proc. przewyższą plany na 2026 r. – wynika z opracowanego przez rząd Andreja Babiša projektu budżetu na 2027 r.

Analitycy podkreślają, że to oznacza zaskakująco wysoki skok deficytu budżetowego. Różnica między dochodami a wydatkami sięgnie bowiem 389 mld koron (prawie 70 mld zł). To drugi tak wysoki deficyt budżetowy w historii Czech. Większy miały tylko raz – w 2021 r., również za rządów lidera partii ANO.

Andrej Babiš – miłośnik deficytów

W budżecie zabrakło wtedy 419,7 mld koron (wówczas 73 mld zł), ale tak wielki rozziew między dochodami a wydatkami można było tłumaczyć koniecznością przeciwdziałania skutkom pandemii. Ostatecznie okazało się, że na ten cel wydano tylko jedną trzecią planowanej kwoty. Resztę – jak przypomina państwowa agencja prasowa ČTK – przeznaczono na łatanie różnych budżetowych dziur.

Co ciekawe, obecny premier – biznesmen i miliarder – odpowiada również za trzeci co do wielkości deficyt budżetowy w historii Czech. Chodzi o plany uchwalone na 2020 r., w których różnica między dochodami a wydatkami wynosiła 367,4 mld koron (wtedy 61,5 mld zł).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Tym razem nic nie wskazuje, by w przyszłym roku Czechy miały się zderzyć z jakimś wyjątkowym kryzysem. Szefowa resortu finansów Alena Schillerová i sam premier Andrej Babiš twierdzą, że deficyt rośnie w takim tempie głównie z powodu inwestycji. Według nich inwestycje finansowane ze źródeł krajowych zwiększą się o 47,7 mld koron do 290 mld koron.

Prezentując założenia budżetowe, nie wskazali jednak żadnych konkretnych projektów inwestycyjnych. Nic nie wiadomo również o ich zakładanej efektywności.

Drodzy emeryci oraz budżetówka

Analitycy zwracają uwagę, że na inwestycje przeznaczone ma być tylko nieco ponad 10 proc. wszystkich przyszłorocznych wydatków budżetowych. Znacznie większy jest udział emerytur, wynagrodzeń dla budżetówki oraz świadczeń społecznych. W każdej z tych kategorii przewidywany jest też wzrost nakładów.

O ile w górę miałyby pójść emerytury, na razie nie wiadomo (łącznie na ten cel przeznaczono o 19,2 mld koron więcej niż w budżecie na 2026 r.). Andrej Babiš obiecywał jednak wcześniej, że będzie to „ponadstandardowa” podwyżka (wyższa niż ustawowy wymóg).

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Kwota przeznaczona na wynagrodzenia pracowników budżetowych miałaby się zwiększyć o 5–9 proc. w stosunku do założeń na ten rok. W skrajnym przypadku byłoby to więc około 60 mld koron. Przy czym w planach nie ma redukcji zatrudnienia, ale przeciwnie – zatrudnienie kolejnych tysięcy osób.

Minister finansów wyjaśnia, że chodzi m.in. o prawie 300 psychologów szkolnych, 1,5 tys. policjantów i tyluż żołnierzy. Wydatki resortu obrony faktycznie mają się radykalnie zwiększyć – aż o ponad 23 proc. Na podobną „podwyżkę” może też liczyć Ministerstwo Przemysłu i Handlu.

Wizja podwyżek stóp procentowych

Cięcia dotkną m.in. instytucji odpowiedzialnych za technologie, telekomunikację i rozwój regionalny. Mniejsze będą budżety Czeskiego Urzędu Telekomunikacyjnego (jego polskim odpowiednikiem jest Urząd Komunikacji Elektronicznej) i Czeskiej Agencji Technologicznej (analog naszego Narodowego Centrum Badań i Rozwoju), a także Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Projekt okazał się niemiłą niespodzianką dla ekspertów.

– Zapowiedziany deficyt budżetu na 2027 r. jest wyraźnie wyższy, niż zakładaliśmy – mówi cytowany przez ČTK Martin Komrska, analityk z banku UniCredit.

Oznacza to znaczący wzrost kosztów obsługi długu. W budżetowych założeniach jest mowa o prawie 130 mld koron (23,3 mld zł), czyli kwocie o 18,2 proc. wyższej od zapisanej w tegorocznym budżecie.

Martin Komrska jest zdania, że luźna polityka budżetowa rządu może przyczynić się do dalszych podwyżek stóp procentowych przez Czeski Bank Narodowy (ČNB). To oczywiście zwiększyłoby koszty długu wewnętrznego.

Sytuacja kryzysowa niczym norma

– Proponowany deficyt sprawia, że wydatki na poziomie kryzysowym stają się normą w czasach bez kryzysu. (…) Istnieje ryzyko, że jako społeczeństwo ostatecznie przyzwyczaimy się do ogromnych deficytów w normalnych czasach gospodarczych. W długim okresie jest to gwarantowana droga do bankructwa państwa – ostrzega w CTK nie mniej zaskoczony Vít Hradil, główny ekonomista firmy Investika.

I on jest zdania, że trzeba się spodziewać wzrostu stóp procentowych.

W opinii Lukáša Kovandy, analityka Trinity Banku również cytowanego przez CTK, większe potrzeby pożyczkowe mogą spowodować, że rentowności długoterminowych obligacji skarbowych utrzymają się na relatywnie wysokim poziomie.

To też nie są dobre informacje dla statystycznego Honzy Nováka. Efektem może być bowiem wolniejszy spadek oprocentowania kredytów hipotecznych. Ich długoterminowy koszt zależy bowiem nie tylko od stóp ČNB, ale również od sytuacji na rynku czeskich obligacji.

Główne wnioski

  1. Czechy szykują drugi co do wielkości deficyt budżetowy w historii. W 2027 r. ma on sięgnąć 389 mld koron, mimo że gospodarka nie znajduje się w kryzysie. Większy deficyt odnotowano tylko w okresie pandemii – w 2021 r., zresztą również za rządów Andreja Babiša.
  2. Rząd tłumaczy wzrost deficytu inwestycjami, ale większość dodatkowych wydatków pochłoną bieżące potrzeby państwa. Wydatki mają rosnąć niemal dwukrotnie szybciej niż dochody. Zwiększyć mają się m.in. nakłady na emerytury, pensje w budżetówce, zatrudnienie w policji i wojsku oraz ochronę zdrowia.
  3. Szybsze zadłużanie może oznaczać wyższe koszty finansowania – także dla gospodarstw domowych. Analitycy są zaskoczeni skalą deficytu i ostrzegają przed wzrostem rentowności czeskich obligacji oraz możliwą presją na stopy procentowe. W konsekwencji wolniej mogą spadać oprocentowanie kredytów i kredytów hipotecznych.