Kategorie artykułu: Biznes Sport

Borussia Dortmund 2030. Jak chce urosnąć, nie powtarzając błędów sprzed 20 lat

W 2005 roku sportowe ambicje Borussii Dortmund wyprzedziły jej możliwości ekonomiczne. Dwie dekady później BVB to przedsiębiorstwo z przychodami liczonymi w setkach milionów euro. Czy potrafi zbudować model wzrostu odporny na odejście Watzkego, brak wielkiego transferu i słabszy sezon w Champions League?

Kibice Borussii Dortmund podczas meczu Bundesligi pomiędzy Borussią Dortmund a SV Werder Bremen, rozegranego 9 października 2026 roku na stadionie Signal Iduna Park w Dortmundzie w Niemczech. MARCEL TER BALS / ANP (fot. ANP za pośrednictwem Getty Images)

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego kryzys z 2005 roku do dziś wyznacza finansowe granice Borussii Dortmund.
  2. Jak BVB dzieli odpowiedzialność po erze Watzkego i dlaczego awans Carstena Cramera na stanowisko CEO może być kluczowy dla dalszego rozwoju biznesu klubu.
  3. Gdzie naprawdę przebiega finansowa luka między BVB a Bayernem i po czym w 2030 roku będzie można ocenić, czy nowy model Borussii działa.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Paradoks kryzysu Borussii Dortmund polega na tym, że jego źródeł trzeba szukać także w latach największych sportowych sukcesów. W połowie lat 90. BVB zdobyła dwa mistrzostwa Niemiec, a w 1997 roku triumfowała w Lidze Mistrzów. Pięć lat później ponownie sięgnęła po tytuł w Bundeslidze i dotarła do finału Pucharu UEFA. Wysokie wydatki przez pewien czas przynosiły więc oczekiwany efekt. Kolejne sukcesy wzmacniały przekonanie, że drogi skład i dalsze inwestycje pozwolą utrzymać Borussię w europejskiej elicie.

Model zaczął się sypać, gdy wyniki sportowe przestały uzasadniać poziom wydatków. Borussia została z kosztowną drużyną, obciążeniami związanymi ze stadionem i strukturą kosztów zbudowaną pod regularną grę na najwyższym europejskim poziomie. Oficjalna historia BVB przypomina dziś o 118,9 mln euro zobowiązań ujawnionych w czasie kryzysu i łączy problemy klubu z wysokimi kosztami kadry oraz finansowaniem rozbudowy stadionu. Wiosną 2005 roku priorytetem nie był już powrót do Ligi Mistrzów, ale utrzymanie płynności i zapewnienie Borussii dalszego funkcjonowania.

Jak sportowy sukces wpędził Borussię w finansowy kryzys

W opowieści o kryzysie BVB często wraca wątek 2 mln euro pożyczki od Bayernu. Ta pomoc miała znaczenie dla bieżącej płynności, ale nie rozwiązywała podstawowych problemów. Klub musiał porozumieć się z wierzycielami, ograniczyć koszty, uporządkować sytuację stadionu i pozyskać nowe finansowanie. Jednym z najważniejszych momentów było głosowanie inwestorów funduszu Molsiris nad planem dotyczącym stadionu. Dodatkowa gotówka mogła ustabilizować sytuację na krótko, ale trwała poprawa wymagała zmiany całego modelu finansowania.

Skalę przemiany najlepiej pokazują liczby. W roku 2004/05 sama KGaA osiągnęła około 73,9 mln euro sprzedaży. W sezonie 2025/26 było to już 483,3 mln euro. To nie jest porównanie w pełni bezpośrednie, bo po drodze zmieniły się struktura grupy, sposób raportowania i poziom cen. Mimo to, różnica dobrze pokazuje, jak bardzo urósł biznes Borussii.

Ambicje, ale bez długów

Najbardziej wymownym symbolem tej przemiany jest stadion. Jego finansowanie było jednym z elementów kryzysu. Dziś Signal Iduna Park jest jednym z najważniejszych aktywów biznesowych Borussii. Generuje przychody z dnia meczowego, hospitality, cateringu, eventów i sponsoringu. Dwie dekady temu BVB porządkowała strukturę finansowania stadionu, by poprawić płynność. Dziś inwestuje w jego modernizację i zwiększanie przychodów.

Watzke po latach wracał do 2005 roku jako punktu odniesienia dla sposobu prowadzenia Borussii. Na walnym zgromadzeniu ujął zasadę obowiązującą przez kolejne dwie dekady krótko: „sportlich maximalen Erfolg, aber niemals [...] wirtschaftliche Stabilität dafür aufzugeben” („maksymalizować sukces sportowy, ale nigdy nie poświęcać za to stabilności ekonomicznej”). Za jego kadencji BVB nie miała więc rezygnować z ambicji, lecz finansować je tak, aby sportowe niepowodzenie nie prowadziło ponownie do negocjacji z wierzycielami.

Watzke pilnował finansów. Zorc miał zbudować drużynę

Wyjście z kryzysu nie kończyło problemów Borussii. Klub nadal miał wygrywać, tyle że przy znacznie mniejszym budżecie. Wtedy szczególnego znaczenia nabrała rola Michaela Zorca. Wieloletni dyrektor sportowy wspominał po latach, że po ujawnieniu skali kryzysu dostał zadanie zmniejszenia budżetu mniej więcej o połowę w ciągu półtora sezonu. Oczekiwania kibiców pozostały jednak wysokie.

Mniejszy budżet wymusił inne podejście do rynku transferowego. BVB nie mogła regularnie sięgać po zawodników o ugruntowanej pozycji w europejskiej elicie. Większego znaczenia nabrały więc skauting, odpowiedni moment zakupu i rozwój piłkarza już po transferze. Gdy drużynę przejął Jürgen Klopp, ten model dostał idealne środowisko sportowe. Intensywny sposób gry, odważne stawianie na młodych i ekspresyjna osobowość trenera pomagały przekonywać zawodników, że Dortmund jest miejscem, w którym mogą rozwinąć się i wejść na wyższy poziom. Klopp potrafił przy tym pełnić wobec młodych piłkarzy rolę bardziej opiekuna niż chłodnego menedżera, co wzmacniało ten efekt. Mats Hummels, Neven Subotić czy Shinji Kagawa trafiali do Dortmundu na różnych etapach karier i na różnych zasadach, ale po przyjściu do BVB stawali się lepszymi i, co ważne, droższymi zawodnikami.

Najlepiej ten model pokazują konkretne transfery. Ousmane Dembélé kosztował według ówczesnych doniesień około 15 mln euro. Po jednym sezonie i zdobyciu Pucharu Niemiec Barcelona zapłaciła za niego 105 mln euro plus bonusy. Jadon Sancho trafił z Manchesteru City za około 8 mln funtów. Przez cztery lata stał się jednym z liderów ofensywy BVB i sięgnął z klubem po DFB-Pokal, zanim Manchester United zapłacił za niego 85 mln euro. Jude Bellingham kosztował około 25 mln euro, wygrał Puchar Niemiec, był centralną postacią drużyny walczącej o mistrzostwo, a po trzech sezonach Real Madryt kupił go za 103 mln euro. Borussia łączyła więc rozwój wartości zawodnika z bieżącym wynikiem sportowym. Piłkarz miał pomóc drużynie wygrywać, a dopiero później stać się źródłem dużego zysku transferowego.

Polskie gwiazdy, symboliczne mecze

Dla polskiego czytelnika symbolem tej epoki pozostaje transfer Jakuba Błaszczykowskiego z Wisły Kraków, choć w lutym minie od niego już 20 lat. Trzy lata po nim w Dortmundzie znaleźli się także Łukasz Piszczek i Robert Lewandowski. Żaden nie przychodził jako gotowa gwiazda europejskiego formatu, a później byli częścią drużyny, która zdobyła dwa mistrzostwa Niemiec, krajowy dublet i dotarła do finału Ligi Mistrzów. Lewandowski jest przy tym ciekawym wyjątkiem od transferowej logiki Borussii. BVB sprowadziła go z Lecha Poznań za około 4 mln euro, ale latem 2013 roku świadomie zrezygnowała z możliwości sprzedaży, choć rok później wygasał jego kontrakt. Watzke deklarował wprost, że klub woli zatrzymać napastnika na jeszcze jeden sezon niż oddać go do Bayernu. Lewandowski został królem strzelców Bundesligi, a latem 2014 roku przeniósł się do Monachium bez kwoty odstępnego.

Znaczenie tamtej generacji nie skończyło się wraz z jej odejściem z Dortmundu. We wrześniu 2024 roku na pożegnalny mecz Jakuba Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka przyszedł komplet 81 365 widzów. Na boisku pojawili się m.in. Mats Hummels, Neven Subotić, Nuri Şahin, Marcel Schmelzer, Kevin Großkreutz, a także Kamil Grosicki i Jacek Krzynówek, a „Team Kuba” wygrał z „Team Piszczu” 5:4. Klub przekazał wpływy ze sprzedaży biletów fundacjom obu Polaków. Jednak sam mecz był również widoczny w sprawozdaniu finansowym: przychody z meczów towarzyskich i pozostałej sprzedaży biletów wzrosły w sezonie 2024/25 o 881 tys. euro, do 2,34 mln euro, co BVB tłumaczyła przede wszystkim właśnie tym wydarzeniem.

Borussia bez Watzkego. Tak podzielono władzę

Przez lata najważniejsze decyzje Borussii skupiały się wokół dwóch osób. Hans-Joachim Watzke pilnował finansów i wyznaczał kierunek całej organizacji, Michael Zorc budował kadrę, a trener miał z dostępnych środków stworzyć drużynę zdolną rywalizować z bogatszymi klubami. Zorc zakończył pracę dyrektora sportowego w 2022 roku i przeszedł na emeryturę. Kilka lat później z codziennego zarządzania wycofał się Watzke. BVB nie szukała dla żadnego z nich następcy o równie szerokiej władzy. Kompetencje rozdzieliła szerzej.

Kilka dni temu Borussia rozpisała tę strukturę na kolejne lata. Carsten Cramer został Vorsitzender der Geschäftsführung, czyli przewodniczącym zarządu i de facto CEO, z kontraktem do 2031 roku. Umowa Larsa Rickena, byłego piłkarza Borussii i członka zarządu odpowiedzialnego za sport, obowiązuje do 2030 roku. Thomasa Tressa do 2028, podobnie jak Svenji Schlenker. Treß, związany z finansami BVB jeszcze od czasów odbudowy po kryzysie sprzed dwóch dekad, zapowiedział, że po zakończeniu obecnej kadencji opuści klub.

Jego odejście będzie także symbolicznym końcem pokoleniowej zmiany. W 2028 roku w bieżącym kierownictwie nie będzie już nikogo bezpośrednio związanego z finansową restrukturyzacją z połowy lat 2000. Watzke pozostaje prezydentem e.V., a Zorc działa w radzie nadzorczej. Ludzie poprzedniej epoki pozostają więc blisko Borussii, ale codzienne prowadzenie klubu należy już do następnej generacji.

Proces przekazywania odpowiedzialności zaczął się jeszcze przed formalnym odejściem Watzkego. Podczas jednego z walnych zgromadzeń to Cramer przedstawiał część dotyczącą przychodów, a Ricken omawiał sport – obszary, które wcześniej w dużej mierze prezentował sam Watzke. Żartował przy tym, że kilka tygodni po jego odejściu akcjonariusze powinni zapomnieć, że w ogóle istniał. Ricken mówił później, że pion sportowy rzeczywiście dostał większą swobodę w podejmowaniu decyzji.

Perspektywy po zmianach

Najwięcej ruchu było na stanowisku dyrektora sportowego. Po odejściu Zorca funkcję przejął Sebastian Kehl, wcześniej przez cztery lata kierujący pierwszą drużyną od strony organizacyjnej. W marcu 2026 roku, mimo wcześniej przedłużonej umowy, BVB rozstała się z nim ze skutkiem natychmiastowym. Dzień później ogłosiła następcę – 40-letniego Ole Booka, który w Elversbergu przeszedł drogę od dyrektora sportowego do członka zarządu i współtworzył awans klubu z Regionalligi do czołówki 2. Bundesligi. Borussia podpisała z nim kontrakt do czerwca 2029 roku, wskazując przy jego zatrudnieniu przede wszystkim na rozwój młodych zawodników, wzrost wartości kadry i kreatywność na rynku transferowym.

Więcej ciągłości BVB ma dziś na ławce. Niko Kovač prowadzi drużynę od lutego 2025 roku, a jego kontrakt został przedłużony do czerwca 2029 roku. Przejmował zespół na 11. miejscu w Bundeslidze, a jeszcze w tym samym sezonie doprowadził go do kwalifikacji do Ligi Mistrzów. W najnowszym raporcie rocznym Borussia wymienia Rickena, Booka i Kovača jako trio, które ma dalej rozwijać pion sportowy.

Podobnie wygląda komercyjna strona klubu. Główny sponsor koszulkowy Vodafone ma umowę co najmniej do 2030 roku. SIGNAL IDUNA zachowa prawa do nazwy stadionu do 2031, a kontrakt z Pumą obowiązuje aż do 2034. Do 2031 roku związany z BVB jest również SPORTFIVE, partner odpowiedzialny m.in. za pozyskiwanie sponsorów i sprzedaż hospitality. Evonik, mimo zejścia z koszulki, pozostał Champion Partnerem do 2030 roku. Borussia ma więc na kilka kolejnych sezonów zabezpieczonych partnerów odpowiadających za najważniejsze elementy komercyjnego biznesu – koszulkę, sprzęt, nazwę stadionu i sprzedaż sponsoringową.

BVB zabezpiecza wartość kadry na lata

Borussia zabezpieczyła długimi kontraktami znaczną część najcenniejszych zawodników. Po wyłączeniu wypożyczonego z Arsenalu Ethana Nwaneriego piłkarze pozostający pod kontraktową kontrolą BVB są wyceniani przez Transfermarkt na około 529,45 mln euro. Dwunastu zawodników związanych z klubem co najmniej do czerwca 2030 roku jest wartych łącznie 307,4 mln euro, czyli około 58 proc. tej kwoty. Schlotterbeck i Nmecha są wyceniani po 55 mln euro, Jobe Bellingham na 40 mln, Konstantinos Karetsas na 35 mln, Joey Veerman na 25 mln, a Giannis Konstantelias i Fábio Silva po 22 mln. Do tej grupy należą też Joane Gadou, Carney Chukwuemeka, Kauã Prates, Justin Lerma i Mussa Kaba.

Niewielkie jest też ryzyko związane z najbliższą falą wygasających umów. Latem 2027 roku kontrakty kończą się Marcelowi Sabitzerowi, Emre Canowi, Ramy'emu Bensebainiemu, Alexandrowi Meyerowi, Patrickowi Drewesowi, Silasowi Ostrzinskiemu i Mathisowi Albertowi. Ich łączna wycena to zaledwie 17,3 mln euro, czyli około 3,3 proc. wartości całej kadry. Pięciu pierwszych ma od 31 do 35 lat, a dwaj młodsi nie należą do podstawowych zawodników. W czterech pierwszych kolejkach Bundesligi cała ta grupa zebrała łącznie tylko 99 minut. Sabitzer rozegrał 76 minut, Bensebaini 23, pozostali ani jednej.

Zalety długich kontraktów

Długie kontrakty mają znaczenie przede wszystkim wtedy, gdy po zawodnika zgłasza się bogatszy klub. Schlotterbeck przedłużył umowę do 2031 roku jeszcze w kwietniu, przed rozpoczęciem letniego okna. W kontrakcie znajdowała się czasowa klauzula 50-60 mln euro dostępna dla kilku klubów, m.in. Realu Madryt i Liverpoolu, ale nie Bayernu. Wygasła 15 lipca. Sky informowało wówczas, że po wygaśnięciu również klauzuli Serhou Guirassy'ego Borussia nie miała już w kadrze zawodnika z aktywną opcją odejścia za z góry ustaloną kwotę. Podobnie wygląda sytuacja Nmechy. Po przedłużeniu jego umowy do 2030 roku Manchester United intensyfikował zainteresowanie pomocnikiem, a jego sytuację obserwowały także Manchester City, Liverpool i Real Madryt. Sky podkreślało, że długi kontrakt bez klauzuli na lato 2026 dawał BVB mocną pozycję negocjacyjną.

Borussia na giełdzie

Borussia jest przy tym nietypowym klubem także z powodu swojej obecności na giełdzie. Kapitał Borussia Dortmund GmbH & Co. KGaA dzieli się na 110 396 220 akcji notowanych w segmencie Prime Standard giełdy we Frankfurcie. Obecny free float wynosi 60,92 proc., podczas gdy Ballspielverein Borussia 09 e.V. Dortmund posiada bezpośrednio 5,9 proc. akcji. Pozostałe większe pakiety należą m.in. do Bernda Geskego, Evonika, SIGNAL IDUNA, Pumy i spółki inwestycyjnej Ralpha Dommermutha.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Sam udział w kapitale nie daje jednak odpowiadającej mu kontroli nad prowadzeniem klubu. Borussia Dortmund GmbH & Co. KGaA nie ma klasycznego zarządu spółki akcyjnej. Prowadzi ją komplementariusz Borussia Dortmund Geschäftsführungs-GmbH, którego jedynym właścicielem jest e.V. To właśnie przez tę spółkę działają Cramer, Ricken, Treß i Schlenker. Akcjonariusze wybierają radę nadzorczą KGaA i mają prawa głosu na walnym zgromadzeniu. Jednak rada nie może samodzielnie powoływać ani odwoływać Geschäftsführerów spółki zarządzającej. Można więc kupić znaczącą część ekonomicznego udziału w BVB bez uzyskania proporcjonalnej kontroli nad jej kierownictwem.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Giełda daje za to Borussii dodatkowe źródło kapitału. Klub korzystał z emisji akcji m.in. w 2004, 2006, 2014 i 2021 roku. Przy ostatniej z nich wyemitował 18,4 mln nowych akcji po 4,70 euro, zwiększając kapitał zakładowy z 92 mln do obecnych 110,4 mln euro. Dla BVB oznacza to możliwość pozyskania pieniędzy bez zwiększania zadłużenia, choć kosztem rozwodnienia udziałów dotychczasowych akcjonariuszy.

Sportowy wynik wpływa na wycenę

Status emitenta ma bardzo praktyczne konsekwencje. W planie na sezon 2025/26 Borussia zakładała awans do 1/8 finału Champions League. Tymczasem 25 lutego 2026 roku odpadła z Atalantą już w play-offach fazy pucharowej, czyli rundę wcześniej. Następnego ranka BVB opublikowała informację poufną i zmieniła prognozę wyniku całego roku: wcześniejszy przedział od 5 mln euro straty do 5 mln euro zysku zastąpiła prognozą straty od 12 do 22 mln euro. Klub wprost wskazał na utratę planowanych wpływów z Champions League. Sportowy wynik w ciągu kilkunastu godzin przełożył się więc na formalny komunikat dla rynku kapitałowego.

Na zamknięciu 1 października akcja BVB kosztowała około 3,15 euro, a od początku 2026 roku kurs spadł o około 4,6 proc. Jeszcze mocniej wygląda porównanie historyczne: w 2018 roku notowania dochodziły do 10,29 euro, najwyższego poziomu co najmniej ostatniej dekady. Dzisiejszy kurs jest od tego szczytu niższy o około 69 proc. Przy obecnej cenie kapitalizacja Borussii wynosi około 347 mln euro. Na wycenę wpływają jednak nie tylko wyniki sportowe, ale też specyficzna struktura kontroli, ograniczona płynność akcji i fakt, że zakup dużego pakietu nie daje inwestorowi proporcjonalnej władzy nad klubem.

73 punkty, 21,7 mln euro straty

Sportowo był to jeden z najlepszych sezonów Borussii w historii Bundesligi. BVB zdobyła 73 punkty – więcej miała tylko cztery razy: 81 w mistrzowskim sezonie 2011/12, 78 w 2015/16, 76 w 2018/19 i 75 w mistrzowskim 2010/11. Był to zarazem najlepszy wynik od siedmiu lat i aż o 16 punktów lepszy niż sezon wcześniej. W rozgrywkach 2022/23 taki dorobek dałby Borussii mistrzostwo. Tym razem wystarczył na drugie miejsce, bo Bayern zakończył sezon z 89 punktami.

Finansowo obraz był znacznie słabszy. Borussia zakończyła rok stratą netto 21,7 mln euro. Przychody grupy spadły z 526,0 do 460,5 mln euro. EBITDA z 115,9 do 92,2 mln, a EBIT wyniósł minus 19,2 mln euro. Największy ubytek pojawił się w prawach medialnych. Wpływy z TV marketingu zmniejszyły się o 58,8 mln euro, przede wszystkim przez krótszą grę w Champions League i niższe wpływy z międzynarodowych rozgrywek.

Sponsoring zachował się inaczej. Przychody reklamowe wzrosły do 157,9 mln euro mimo niższych premii związanych z wynikami sportowymi. BVB nadal mocno odczuwa więc każdy wcześniejszy koniec europejskiej kampanii, ale część komercyjna jest bardziej odporna na pojedynczy sezon.

Strata nie zachwiała też bilansem. Na koniec czerwca Borussia miała około 300 mln euro kapitału własnego, equity ratio na poziomie 51,5 proc. i 75 mln euro niewykorzystanych linii kredytowych. W 2005 roku niepowodzenie sportowe nakładało się na problem płynności i wysokie zadłużenie. W 2026 roku nawet jeden z pięciu najlepszych punktowo sezonów w historii mógł zakończyć się ponad 20 mln euro straty, ale klub miał bilans zdolny ją udźwignąć.

Gdzie naprawdę Borussia traci do Bayernu

Dortmund nie jest dziś gospodarczą prowincją. Miasto liczy ponad 600 tys. mieszkańców, a jego PKB w 2023 roku wyniosło 29,5 mld euro. Ponad 80 proc. wartości dodanej powstaje już w usługach. Szczególnie szybko urósł sektor technologiczny: ekosystem TechnologieZentrumDortmund odpowiada za 21,1 tys. miejsc pracy i 2,15 mld euro wartości dodanej, niemal dwa razy więcej niż w 2016 roku. W 2025 roku firmy zainwestowały w mieście kolejne 779 mln euro. Dortmund od dawna nie jest więc wyłącznie miastem węgla, stali i ciężkiego przemysłu. Coraz większą rolę odgrywają IT, technologie, logistyka, usługi i badania.

Transformacja Dortmundu wciąż ma jednak swoją cenę społeczną. W czerwcu 2026 roku stopa bezrobocia wynosiła 12,1 proc., wobec 7,7 proc. w Nadrenii Północnej-Westfalii i 6,2 proc. w całych Niemczech. Pokazuje to, że rozwój IT, technologii i usług nie wymazał jeszcze skutków upadku przemysłu ciężkiego. Dortmund zmienił profil gospodarczy, ale nadal pozostaje miastem z wyraźnie słabszym rynkiem pracy niż średnia regionalna i krajowa.

Finansowe różnice...

Monachium pozostaje jednak gospodarczą ligą wyżej. Stolica Bawarii skupia siedem spółek z DAX, odpowiada za około 19 proc. PKB całego landu, a w 2025 roku tamtejsze startupy pozyskały 2,7 mld euro venture capital. Bayern działa więc w otoczeniu globalnych koncernów, większego kapitału i zamożniejszego rynku korporacyjnego. W ostatnim pełnym sprawozdaniu monachijski klub wykazał 240,4 mln euro wpływów ze sponsoringu i marketingu, podczas gdy Borussia osiągnęła 157,9 mln euro przychodów reklamowych. Kategorie nie są idealnie identyczne, ale różnica wynosi około 80 mln euro. Podobny dystans widać po stronie kosztów: w sezonie 2024/25 Bayern wydał na personel 408,3 mln euro, BVB 268,3 mln. To 140 mln euro różnicy w możliwościach finansowania ludzi pracujących dla obu klubów, w tym przede wszystkim drużyny.

Największym atutem Dortmundu pozostaje stadion, który BVB potrafi regularnie wypełniać do ostatnich miejsc. SIGNAL IDUNA PARK mieści 81 365 widzów, około 55 tys. miejsc zajmują karnetowicze, a mecze są praktycznie wyprzedane. Allianz Arena jest mniejsza – mieści nieco ponad 75 tys. osób – ale Bayern mocniej monetyzuje segment premium. Ma ponad 2,1 tys. business seats i 106 lóż VIP dla około 1,4 tys. gości. Pojedyncze pakiety hospitality na mecze Bundesligi kosztują kilkaset euro. BVB również ma kilka tysięcy miejsc premium, ale działa na mniej zamożnym rynku korporacyjnym. Dlatego dla Borussii coraz większe znaczenie mają nie kolejne miejsca na trybunach, lecz wyższa wartość hospitality, cateringu, stref VIP i wykorzystania stadionu poza dniami meczowymi.

...i podobieństwa

Ciekawie wygląda też podobieństwo po stronie naming rights. W Dortmundzie nazwę stadionu kupuje SIGNAL IDUNA, w Monachium Allianz – w obu przypadkach duży ubezpieczyciel mocno związany z lokalnym rynkiem. Obie firmy są też udziałowcami swoich klubów: SIGNAL IDUNA posiada 5,98 proc. akcji giełdowej spółki BVB, Allianz 8,33 proc. FC Bayern München AG. Różnica nie polega więc na samym pomyśle biznesowym, lecz na skali partnerów, rynku i cenie, jaką można uzyskać za dostęp do marki.

Właśnie tutaj zaczyna się najważniejsze zadanie Carstena Cramera. Borussia ma pełny stadion, bardzo lojalną bazę kibiców, silną pozycję w Ruhrgebiet i markę rozpoznawalną daleko poza Niemcami. Problem polega na tym, że Bayern potrafi wyciągać ze swojej skali, partnerów i otoczenia gospodarczego znacznie więcej pieniędzy. Cramer przez lata odpowiadał za marketing, sprzedaż, digitalizację i internacjonalizację, więc dobrze zna obszary, w których BVB ma jeszcze rezerwy. Teraz chodzi o to, by więcej zarabiać na stadionie, hospitality, sponsoringu, digitalu i rynkach zagranicznych, nie tracąc przy tym tego, co sprawia, że Borussia nie jest po prostu mniejszą wersją Bayernu.

Borussia chce rosnąć bez sprzedaży gwiazdy co lato

Borussia nie zamierza rezygnować z zarabiania na zawodnikach. W sezonie 2025/26 wynik transferowy wyniósł 59,3 mln euro. Zmienić ma się jednak rola tych pieniędzy. Carsten Cramer mówił o ograniczeniu strukturalnego deficytu tak, aby sprzedaż piłkarza za wyjątkowo wysoką kwotę nie była potrzebna do osiągnięcia dodatniego wyniku. Transfer ma zwiększać zysk i finansować kolejne inwestycje, a nie bilansować podstawową działalność klubu.

Do tego potrzebna jest większa skuteczność w rozwijaniu zawodników już wewnątrz organizacji. BVB coraz mniej chce oceniać akademię przez wyniki U17 czy U19. Ważniejsze ma być to, ilu piłkarzy trafia do pierwszej drużyny, dostaje minuty i zwiększa swoją wartość w Dortmundzie. Lars Ricken zna ten system od środka, a Ole Book przyszedł po pracy w Elversbergu, gdzie przy ograniczonych środkach klub potrafił rozwijać zawodników i podnosić wartość kadry.

Dla BVB to problem, ale też szansa. Trudniej znaleźć niedoszacowanego zawodnika przed konkurencją, za to udany rozwój może prowadzić do jeszcze wyższej ceny sprzedaży. Pomaga w tym reputacja Dortmundu. Dembélé, Sancho, Bellingham czy Lewandowski pokazują młodym piłkarzom, że z BVB można wejść do ścisłej europejskiej elity. Reus i Hummels przypominają z kolei, że nie trzeba odchodzić przy pierwszej okazji, żeby zbudować międzynarodową pozycję i zostać jedną z najważniejszych postaci klubu.

Plan na kilka lat

Na sezon 2026/27 Borussia zakłada odbudowę wyniku bez konieczności rekordowych transferów. Klub prognozuje 485-495 mln euro przychodów, EBITDA na poziomie 118-128 mln euro i zysk netto od 0 do 10 mln euro, przy redukcji kosztów kadry o około 20 mln euro i dalszych oszczędnościach. Plan finansowy opiera się jednocześnie na założeniu awansu co najmniej do 1/8 finału Champions League. BVB tradycyjnie przyjmuje w prognozach ostrożny wariant sportowy, choć po 73 punktach i drugim miejscu w Bundeslidze ambicje są oczywiście większe.

Około 2030 roku będzie już można ocenić, czy ten model działa. Najważniejsze pytanie brzmi, czy Borussia potrafi regularnie osiągać dodatnie wyniki bez sprzedaży jednego zawodnika za 80-100 mln euro. Ważne będzie też to, czy młodszy rdzeń przejmie odpowiedzialność sportową oraz czy po odejściu Thomasa Tressa klub zachowa finansową dyscyplinę wypracowaną po kryzysie z 2005 roku. Wtedy okaże się, czy wielkie transfery pozostaną przewagą BVB, czy nadal będą potrzebne do domknięcia modelu biznesowego klubu.

Główne wnioski

  1. Kryzys z 2005 roku wyrósł z modelu, w którym wysokie koszty były oparte na założeniu, że sportowe sukcesy będą trwać w kolejnych sezonach. To doświadczenie do dziś wyznacza granice ryzyka w BVB.
  2. Po erze Watzkego i Zorca Borussia nie szuka jednego następcy. Kompetencje są dzielone między kilka osób, a jednocześnie klub zabezpiecza na lata trenera, sponsorów i dużą część najcenniejszych zawodników.
  3. Do 2030 roku będzie można ocenić, czy BVB potrafi rosnąć bez konieczności sprzedaży jednej gwiazdy za 80-100 mln euro i bez uzależniania wyniku finansowego od sezonu w Champions League zgodnego z oczekiwaniami.