Branża paliwowa zapewnia, że rynek jest zabezpieczony. „Niepokój jest wykorzystywany do dezinformacji”
Po ataku Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran polska branża paliwowa zapewnia, że krajowy rynek jest przygotowany na ewentualne przejściowe zakłócenia w międzynarodowym handlu. Politykom opozycji nie przeszkadza to jednak w sianiu wątpliwości o stan polskich rezerw, choć gdy rządzili, podobne zachowania określali jako dezinformacyjne.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak wygląda sytuacja polskiego sektora paliwowego w związku z wojną w Iranie.
- Jaką polityczną narrację prezentują w tej sprawie politycy Prawa i Sprawiedliwości.
- Jakie były skutki tego typu działań, gdy PiS było u władzy, a nie w opozycji.
Cieśnina Ormuz, będąca pod kontrolą zaatakowanego w sobotę Iranu, ma spore znaczenie dla światowych dostaw ropy naftowej i gazu. Przepływa przez nią od jednej piątej do jednej trzeciej światowego transportu morskiego ropy naftowej i spora część transportu gazu ziemnego. To jedyna morska trasa dla surowców nie tylko z Iranu, ale również z Iraku, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Bahraju i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.
Wojna w Iranie a polski sektor paliwowy
Orlen poinformował w poniedziałek, że nie widzi obecnie zagrożeń ani dla ciągłości dostaw paliw do Polski, ani dla funkcjonowania swoich rafinerii. Spółka nie sprowadza ropy przez Cieśninę Ormuz. Orlen zapewnił, że jest przygotowany na ewentualne przejściowe zakłócenia.
„System zabezpieczenia rynku, w tym zapasy obowiązkowe i strategiczne, stanowi istotny bufor bezpieczeństwa na wypadek przejściowych zakłóceń w handlu międzynarodowym” – podał Orlen w komunikacie.
Orlen uspokaja
Orlen zaznaczył, że jest przygotowany na różne scenariusze rozwoju sytuacji międzynarodowej, także na ewentualne zmiany kierunku dostaw surowców. Obecne napięcia na Bliskim Wschodzie nie oznaczają przestojów ani spadku produkcji paliw w należących do Orlenu rafineriach.
Koncern przypomniał, że jego strategią od lat jest dywersyfikacja źródeł dostaw ropy z różnych części świata. To północ i zachód Afryki, basen Morza Śródziemnego, Skandynawia i obie Ameryki. Firma posiada również kontrakty z koncernami Aramco i Equinor, które częściowo zabezpieczają zapotrzebowanie na ropę. Ogranicza to ryzyko związane z ewentualnymi zakłóceniami na pojedynczych szlakach.
Obaw nie muszą mieć także kierowcy korzystający z instalacji LPG. Gaz wprowadzany do obrotu przez Orlen pochodzi w większości z własnej produkcji. Zapasy są uzupełniane drogą morską ze Stanów Zjednoczonych oraz zachodu i północy Europy.
„Sytuacja geopolityczna jest jednym z wielu czynników wpływających na notowania ropy naftowej oraz produktów paliwowych na światowych giełdach. Rynki reagują także na decyzje producentów zrzeszonych w OPEC+, poziom globalnych zapasów, dane makroekonomiczne oraz kursy walut. Ewentualne zmiany cen paliw w Polsce są wypadkową tych wszystkich elementów, a także czynników lokalnych, takich jak koszty produkcji, logistyki, obciążenia fiskalne czy otoczenie konkurencyjne” – podał Orlen.
Branża naftowa: w Polsce paliw nie zabraknie
Kilka godzin później komunikat wydała Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN). W oświadczeniu podkreślono, że wskutek wydarzeń w Iranie w Polsce paliw nie zabraknie. POPiHN zapewniła, że bezpieczeństwo energetyczne Polski pozostaje niezagrożone, a krajowy sektor paliwowy jest gotowy na wyzwania wynikające z sytuacji geopolitycznej.
Organizacja uspokaja i zapewnia, że Polska dysponuje rezerwami ropy i paliw gotowych na wypadek kryzysu. Magazyny są pełne, a zapasy mogą zabezpieczyć ponad trzymiesięczne zapotrzebowanie.
Apel o spokój i niesianie paniki
W komunikacie zwrócono uwagę na pojawiające się w sieci głosy o rzekomym zagrożeniu dla dostępności paliw.
„Niestety, obecny niepokój co do dalszego rozwoju sytuacji w Iranie jest wykorzystywany przez osoby szerzące dezinformację, które starają się wywołać poczucie zagrożenia w Polsce. Rozpowszechnianie bezpodstawnych prognoz o nadchodzących gigantycznych wzrostach cen paliw ma na celu wywołanie niekontrolowanej paniki wśród kierowców. Przywoływane odniesienia do pierwszych dni od rozpoczęcia rosyjskiej agresji w Ukrainie to manipulacja, ponieważ rynkowa sytuacja w 2022 r. miała zupełnie inny charakter niż obecnie” – czytamy w komunikacie.
Przywoływane odniesienia do pierwszych dni od rozpoczęcia rosyjskiej agresji w Ukrainie to manipulacja, ponieważ rynkowa sytuacja w 2022 r. miała zupełnie inny charakter niż obecnie
Organizacja zapewnia, że nie ma powodów do niepokoju ani obaw o przerwy w dostawach paliw.
„Apelujemy o zachowanie spokoju i rozwagę, zwłaszcza w kontekście zakupów. Próba tworzenia nadmiernych zapasów może doprowadzić do niepotrzebnych zakłóceń w rynku. Przy poszukiwaniu rzetelnych informacji rekomendujemy opierać się na oficjalnych komunikatach rządowych oraz operatorów krajowej infrastruktury paliwowej” – podała POPiHN.
PiS straszy kolejkami na stacjach
Choć branża paliwowa tonuje emocje i zapewnia, że paliwa nie zabraknie, to nie zniechęca to niektórych polityków do siania niepewności. Prawo i Sprawiedliwość na swoich profilach na platformie X (dawniej Twitter) i na Facebooku opublikowało serię grafik dotyczących sytuacji na rynku paliw. PiS sugeruje na nich nie tylko, że wskutek konfliktu w Iranie ceny na stacjach benzynowych mogą ulec zmianie. Partia sugeruje również, że paliwa może zabraknąć. Pojawił się także postulat wprowadzenia przez rząd tarczy paliwowej, która miałaby chronić kierowców i gospodarkę przed wzrostem cen.
Na kolejnych opublikowanych grafikach PiS pyta, czy zabraknie paliwa oraz czy państwo ma zagwarantowane dostawy. Partia opublikowała te materiały już po tym, jak Polska Agencja Prasowa podała oświadczenie Orlenu, w którym koncern zapewnił o zabezpieczeniu rynku. Kolejna grafika opublikowana przez PiS głosiła: „Polacy ruszyli na stacje, obawiając się rosnących cen paliw”. Takie sytuacje mogą zdarzać się na pojedynczych stacjach benzynowych, jednak jest zbyt wcześnie, by mówić o szerszym zjawisku.

Jak wcześniej kończyło się podkręcanie paniki?
Rozkręcanie takich emocji wokół dostępności paliw może mieć niebezpieczne następstwa. POPiHN przypomina rok 2022, kiedy po ataku Rosji na Ukrainę rzesze kierowców ruszyły na stacje benzynowe, by zaopatrzyć się w paliwo. Na początku marca 2022 r. eksperci firmy Proxi.cloud i platformy badawczej UCE Research zwrócili uwagę, że w dniu ataku Rosji na Ukrainę ruch na stacjach benzynowych wzrósł o ponad 36 proc. Wzmożony ruch trwał 3 dni.
Także wtedy Orlen zapewniał, że paliwa w Polsce nie brakuje, a produkcja i dostawy są zabezpieczone. Zapewniał o tym także ówczesny prezes koncernu, a dziś europoseł PiS Daniel Obajtek. Wtedy gwałtownym wzrostem cen straszył lider Agrounii Michał Kołodziejczak, dziś poseł Koalicji Obywatelskiej i do niedawna wiceminister rolnictwa.
Orlen zarzucał wtedy Kołodziejczakowi dezinformację oraz przypisywał mu chęć wywołania paniki związanej z wojną. Również Ministerstwo Aktywów Państwowych, kierowane wówczas przez Jacka Sasina z PiS, ostrzegało przed próbami dezinformacji związanych z cenami i dostępnością paliw. Sugestie o możliwym braku paliwa resort określał wtedy jako fakenewsy będącymi elementami rosyjskiej wojny informacyjnej.
Sugestie o wyczerpujących się rezerwach paliwowych były również elementem rosyjskiej dezinformacji. Zwrócił na to uwagę Polski Instytut Spraw Międzynarodowych w raporcie o działaniach Rosji w przestrzeni informacyjnej opublikowanym krótko po wybuchu pełnoskalowej wojny za naszą wschodnią granicą.
Główne wnioski
- Zarówno Orlen, jak i Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego zapewniają, że polski rynek paliwowy jest zabezpieczony. Przekonują, że konflikt w Iranie nie jest zagrożeniem dla polskiego łańcucha dostaw. Sugestie, jakoby paliwa mogło wskutek tych wydarzeń zabraknąć, określają jako dezinformację.
- Politycy Prawa i Sprawiedliwości w swoich przekazach sugerują, że w konsekwencji wojny w Iranie nie tylko ceny paliw mogą wzrosnąć, ale również, że może go zabraknąć. Takie przekazy ze strony PiS pojawiały się także po publikacji komunikatów przedstawicieli branży, którzy zapewniali o niezagrożonym bezpieczeństwie energetycznym w Polsce.
- Przekazy sugerujące możliwe braki na rynku paliw pojawiały się także przy okazji ataku Rosji na Ukrainę. Wzrost popytu na paliwo był wtedy gwałtowny, ale chwilowy. Sugestie deficytu paliwowego pojawiały się wtedy ze strony niektórych polityków, ale także były elementem rosyjskiej dezinformacji. Wtedy to politycy PiS i menedżerowie z branży paliwowej zapewniali o zabezpieczeniu rynku oraz zarzucali innym dezinformację.