Kategorie artykułu: Biznes Polityka Świat

Bruksela testuje „preferencję europejską”. Nowe prawo ma chronić przemysł — ale już dzieli UE

Komisja Europejska sięga po instrument, który jeszcze niedawno był politycznym tabu w Brukseli: nową wersję „Made in Europe”. Akt o Akceleratorze Przemysłowym ma zwiększyć popyt na produkty wytwarzane w Europie i ograniczyć rosnącą zależność od importu — przede wszystkim z Chin.

Zdjęcie przedstawia fabrykę samochodów
W przypadku samochodów elektrycznych korzystających z publicznych subsydiów Komisja proponuje, aby około 70 proc. komponentów (z wyjątkiem baterii) pochodziło z Europy. W sektorach materiałowych pojawią się również minimalne progi produkcji niskoemisyjnej — np. 25 proc. dla aluminium i stali oraz 5 proc. dla cementu w projektach wspieranych przez państwo. Fot. Bartek Sadowski/Bloomberg via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czym jest Akt o Akceleratorze Przemysłowym (Industrial Accelerator Act, IAA), który ma według Komisji Europejskiej pobudzić europejski przemysł. 
  2. Jakie ograniczenie wprowadza w produkcji, aby otrzymać dotacje UE. 
  3. Jakie jest stanowisko poszczególnych państw lub bloków państw wobec IAA. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Akt o Akceleratorze Przemysłowym (Industrial Accelerator Act, IAA) to jedna z najważniejszych części nowej strategii przemysłowej UE. Propozycja legislacyjna przedstawiona przez Komisję Europejską w marcu ma przeciwdziałać deindustrializacji. Jej celem jest zwiększenie udziału przemysłu w PKB Unii z obecnych 14,3 do 20 proc. do 2035 r.

Francuski komisarz ds. strategii przemysłowej Stéphane Séjourné nazwał projekt „zmianą doktryny gospodarczej” Unii. Industrial Accelerator Act ma w sobie dużo z ducha współczesnej Francji: narzucanie regulacji odgórnie i ochronę własnego rynku.

– W obliczu bezprecedensowej niepewności globalnej i nieuczciwej konkurencji przemysł europejski może liczyć na nowe przepisy, które pobudzą popyt i zapewnią odporność łańcuchów dostaw — stwierdził Séjourné podczas prezentacji projektu.

Publiczne pieniądze dla europejskiej produkcji

Sednem projektu jest wykorzystanie zamówień publicznych i programów wsparcia państwowego, aby zwiększyć popyt na produkcję przemysłową w Europie. Nowe przepisy wprowadzają kryteria „made in Europe” lub standardy niskoemisyjności dla produktów finansowanych z pieniędzy publicznych. Dotyczyć to będzie przede wszystkim trzech grup sektorów:

  • technologii czystej energii (m.in. baterii, paneli słonecznych, turbin wiatrowych, pomp ciepła czy elektrolizerów),
  • przemysłu motoryzacyjnego — zwłaszcza pojazdów elektrycznych,
  • energochłonnych gałęzi przemysłu, takich jak stal, aluminium i cement.

W przypadku samochodów elektrycznych korzystających z publicznych subsydiów Komisja proponuje, aby około 70 proc. komponentów (z wyjątkiem baterii) pochodziło z Europy. W sektorach materiałowych pojawią się również minimalne progi produkcji niskoemisyjnej — np. 25 proc. dla aluminium i stali oraz 5 proc. dla cementu w projektach wspieranych przez państwo. Cel jest podwójny: przyspieszyć dekarbonizację przemysłu i jednocześnie powstrzymać odpływ produkcji z Europy.

Odpowiedź na presję z Chin i USA

Projekt jest reakcją na pogarszającą się sytuację przemysłu europejskiego. Według danych Komisji od 2024 r. około 200 tys. miejsc pracy zniknęło w sektorach energochłonnych i motoryzacji, a kolejne setki tysięcy są zagrożone. Bruksela obawia się powtórki scenariusza z rynku paneli fotowoltaicznych, który w ciągu dekady niemal całkowicie przejęła chińska produkcja.

– Jeśli nic nie zrobimy, w przyszłości niemal wszystkie technologie czystej energii mogą być produkowane w Chinach — ostrzegają urzędnicy Komisji Europejskiej.

Nowe regulacje mają także ograniczyć sytuacje, w których zagraniczne koncerny lokują w Europie jedynie montownie.

Surowsze warunki dla inwestycji zagranicznych

IAA wprowadza również nowe wymogi dla dużych inwestycji zagranicznych w strategicznych sektorach — takich jak baterie, pojazdy elektryczne, fotowoltaika czy surowce krytyczne. Projekty o wartości powyżej 100 mln euro, pochodzące z krajów kontrolujących ponad 40 proc. globalnych zdolności produkcyjnych w danym sektorze, będą musiały spełnić dodatkowe kryteria.

Wśród nich:

  • co najmniej 50 proc. zatrudnienia w UE,
  • transfer technologii lub partnerstwo z europejskimi firmami,
  • większa część produkcji w europejskich łańcuchach wartości.

W praktyce przepisy są wymierzone przede wszystkim w inwestorów z Chin. Jak ujął to jeden z urzędników UE, „Europa nie może być jedynie platformą montażową”.

Japonia, Kanada i Wielka Brytania po naszej stronie

Komisja stara się jednak uniknąć zarzutów o protekcjonizm. W projekcie zapisano, że status „pochodzenia europejskiego” mogą otrzymać także produkty z państw posiadających umowy handlowe z UE, jeśli zapewniają one wzajemny dostęp do zamówień publicznych. Oznacza to, że z nowych zasad mogą korzystać m.in.: Wielka Brytania, Kanada czy Japonia. Jednocześnie Stany Zjednoczone i Chiny — które nie mają takich zobowiązań — nie zostały objęte tą klauzulą.

Spór o zakres „preferencji europejskiej”

Projekt już wywołał ostre napięcia polityczne w Brukseli. Francja i część państw południowych od dawna naciskały na wprowadzenie bardziej zdecydowanej polityki przemysłowej. Z kolei kraje nordyckie, państwa bałtyckie, Polska czy Czechy obawiają się, że nowe regulacje mogą ograniczyć inwestycje zagraniczne i zwiększyć koszty transformacji energetycznej.

Także w samej Komisji propozycja była przedmiotem sporów — aż dziewięć dyrekcji generalnych zgłosiło zastrzeżenia do projektu. Część krytyków twierdzi, że ograniczona lista sektorów objętych regulacją oznacza, że pierwotne ambicje zostały rozwodnione. Z zakresu „made in Europe” wypadły m.in. robotyka, sztuczna inteligencja czy półprzewodniki, które początkowo rozważano.

Kolejny test europejskiej polityki przemysłowej

IAA wpisuje się w szerszą zmianę podejścia Brukseli do gospodarki — inspirowaną m.in. raportem o konkurencyjności UE przygotowanym przez Mario Draghiego. Unia coraz częściej sięga po instrumenty polityki przemysłowej, które jeszcze dekadę temu kojarzono raczej z USA czy Chinami.

Jednak prawdziwa batalia dopiero się zaczyna. Projekt musi jeszcze zostać uzgodniony przez Parlament Europejski i państwa członkowskie, które już zapowiadają próby jego zmiany. Dyplomaci w Brukseli mówią wprost: to dopiero początek sporu o to, jak daleko Europa powinna posunąć się w ochronie własnego przemysłu.

Ryzyko wzrostu kosztów dla przemysłu

Gospodarki Polski i Czech są silnie zintegrowane z globalnymi łańcuchami dostaw, szczególnie w przemyśle samochodowym. Wprowadzenie progów „made in Europe” (np. 70 proc. komponentów europejskich w samochodach elektrycznych objętych wsparciem) może oznaczać: droższe komponenty, trudności w pozyskaniu części, mniejszą konkurencyjność eksportową.

Dla krajów, których przemysł działa jako podwykonawca dla globalnych koncernów, takie wymogi mogą być bardziej problematyczne niż dla dużych gospodarek.

Tradycyjnie bardziej liberalne podejście do handlu

Polska, Czechy, podobnie jak państwa nordyckie i bałtyckie, należą w UE do grupy krajów opowiadających się za otwartym handlem i minimalną ingerencją państwa w rynek. Obawiają się, że preferencje dla produkcji europejskiej mogą wywołać wojny handlowe, partnerzy handlowi (np. USA czy Azja) odpowiedzą podobnymi restrykcjami, a UE straci reputację jednego z najbardziej otwartych rynków świata.

W Warszawie i Pradze pojawia się także argument polityczny: silniejsza polityka przemysłowa UE może w praktyce najbardziej pomóc największym gospodarkom, które mają największe firmy i zdolności produkcyjne. Obawy dotyczą m.in.: faworyzowania dużych koncernów z Francji lub Niemiec, koncentracji nowych inwestycji w „starej” Europie czy marginalizacji mniejszych producentów z Europy Środkowej.

Główne wnioski

  1. Sednem  Aktu o Akceleratorze Przemysłowym (Industrial Accelerator Act, IAA  jest wykorzystanie zamówień publicznych i programów wsparcia państwowego, aby zwiększyć popyt na produkcję przemysłową w Europie. Dotyczyć to będzie przede wszystkim trzech grup sektorów: technologii czystej energii (m.in. baterii, paneli słonecznych, turbin wiatrowych, pomp ciepła czy elektrolizerów),przemysłu motoryzacyjnego — zwłaszcza pojazdów elektrycznych, energochłonnych gałęzi przemysłu, takich jak stal, aluminium i cement.
  2. W przypadku samochodów elektrycznych korzystających z publicznych subsydiów Komisja proponuje, aby około 70 proc. komponentów (z wyjątkiem baterii) pochodziło z Europy. W sektorach materiałowych pojawią się również minimalne progi produkcji niskoemisyjnej — np. 25 proc. dla aluminium i stali oraz 5 proc. dla cementu w projektach wspieranych przez państwo. Cel jest podwójny: przyspieszyć dekarbonizację przemysłu i jednocześnie powstrzymać odpływ produkcji z Europy.
  3. Projekt już wywołał ostre napięcia polityczne w Brukseli. Francja i część państw południowych od dawna naciskały na wprowadzenie bardziej zdecydowanej polityki przemysłowej. Z kolei kraje nordyckie, państwa bałtyckie, Polska oraz Czechy obawiają się, że nowe regulacje mogą ograniczyć inwestycje zagraniczne i zwiększyć koszty transformacji energetycznej.