Bundeswehra i wielki kontrakt, na którym zarobi polska firma Satim. Nikt na świecie nie ma lepszej technologii
Niemiecka Bundeswehra buduje nową generację rozpoznania satelitarnego opartego na radarach SAR. Kluczowym graczem tego programu jest 40-osobowa firma z Krakowa. To Satim, deeptech wywodzący się z AGH.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak polski startup z Krakowa wyprzedził zagranicznych gigantów i zdobył strategiczny kontrakt od niemieckiej armii dzięki unikatowemu narzędziu do analizy obrazów satelitarnych.
- Jakie są kulisy tej współpracy i dlaczego to właśnie Satim dostarczył gotowy produkt, który przesądził o zwycięstwie.
- Jakie są dalsze plany rozwoju Satimu i dlaczego ich technologia może odegrać kluczową rolę również w polskim systemie satelitarnym Microsar.
Satim to deeptech założony przez Jacka Strzelczyka i Stanisławę Porzycką-Strzelczyk. Firma stworzyła narzędzie, bez którego nawet zaawansowana konstelacja satelitów z radarami SAR będzie w praktyce bezużyteczna.
Satim stworzył bowiem oprogramowanie oparte o sztuczną inteligencję, które z trudnych w interpretacji obrazów radarowych potrafi „wyciągnąć” informację o tym, jakie obiekty znajdują się na zdjęciu, gdzie są, do jakiej klasy należą i z jaką pewnością zostały wykryte.
Firma od dawna współpracuje z Iceye, polsko-fińską spółką kosmiczną, ale właśnie rozpoczyna ekspansję w obszarze wojskowości. I powoli zbiera się do pozyskania większego kapitału na rozwój.
Jak zmienia się świat rozpoznania satelitarnego
Aparatura SAR (Synthetic Aperture Radar) wykonuje zdjęcia od dobrych kilkudziesięciu lat. Początkowo była montowana na samolotach, z czasem trafiła także do kosmosu. W ostatnich latach boom na rozwiązania kosmiczne przyczynił się także do zwiększenia popularności zdjęć SAR. Głównie dlatego, że założony przez Polaka Iceye znacząco usprawnił technologię i obecnie buduje całe konstelacje satelitów, ze zdjęciami dostępnymi komercyjnie.
Obrazy SAR nie przypominają jednak klasycznych zdjęć satelitarnych, do których przyzwyczaiły nas Google Maps. Są zaszumione, monochromatyczne, rządzą się inną fizyką „oświetlenia” sceny. Przykładowo, w radarze nie ma światła słonecznego, tylko impulsy radiowe i ich odbicia od powierzchni.
W efekcie analiza tego, co widać na obrazie, zajmuje doświadczonemu analitykowi od kilkudziesięciu minut do nawet kilkunastu godzin. Mowa o jednym zdjęciu, na którym trzeba znaleźć takie szczegóły, jak elementy konstrukcyjne samolotu pozwalające na ocenę, czy to sprzęt cywilny czy wojskowy. Lub też strukturę kadłuba okrętu, co pozwoli na stwierdzenie, do jakiej klasy należy dany okręt wojenny.
Po co więc zaprzątamy sobie głowę technologią? SAR działa w dzień i w nocy, „przebija się” przez chmury, mgłę i dużą część złej pogody. Niemal każde zdjęcie można wykorzystać. Dla porównania, w przypadku tradycyjnych zdjęć satelitarnych nawet 80 proc. fotografii jest nieczytelna ze względu na pogodę czy też noc.
Polska technologia w świecie SAR
To właśnie w tę niszę weszła krakowska spółka. Satim tworzy narzędzia do automatycznej interpretacji obrazów SAR.
– Pojawia się jednak kolejny problem. Mamy dostęp do nowych satelitów, możemy pozyskiwać dokładne zdjęcia i mieć do nich szybki dostęp. Tyle że te zdjęcia są trudne w interpretacji. Jeśli dodamy do tego ich dużą liczbę, okaże się, że nie dają takiej wartości, na jaką chciałoby się liczyć – tłumaczy współzałożyciel Satim.
Tym bardziej że analityków po prostu brakuje. W efekcie nawet najlepszy zespół nie jest w stanie przerobić zdjęć w tempie operacyjnym. Skutek? Dane są, ale nie pracują. A przecież w rozpoznaniu liczy się czas. Bundeswehra, która buduje własną konstelację SAR, to zrozumiała. I dlatego ważny kontrakt trafi do polskiej firmy.
Zdaniem eksperta
Polskie satelity i przyszłość technologii
Creotech Instruments aktywnie wspiera rozwój polskiej przestrzeni kosmicznej przez udział w projektach o strategicznym znaczeniu, takich jak program Mikroglob czy projekt PIAST. Realizujemy zarówno budowę własnych segmentów naziemnych, systemów komunikacji, jak i oprogramowania do analizy danych. W praktyce oznacza to realny wzrost kompetencji technologicznych w Polsce oraz rozwój ekosystemu innowacyjnych firm gotowych konkurować na rynkach międzynarodowych.
Dzięki własnej konstelacji satelitów Polska uzyskuje niezależny dostęp do danych obrazowych i obserwacyjnych, co zwiększa skuteczność działania administracji publicznej, służb ratowniczych oraz sektora prywatnego. W kontekście bezpieczeństwa to istotna część budowy suwerenności informacyjnej i obronnej – własne możliwości obserwacji eliminują ryzyko ograniczeń zewnętrznych dostawców, szczególnie w sytuacjach konfliktowych.
Projekty realizowane przez Creotech Instruments obejmują pełny cykl rozwoju misji kosmicznych – od projektowania i integracji satelitów, przez ich testy i wyniesienie na orbitę, aż po eksploatację i analizę danych. Pozwalają one nie tylko wdrażać i weryfikować nowe technologie kosmiczne oraz rozwijać krajowe oprogramowanie i systemy analizy danych, lecz także budować realną infrastrukturę satelitarną wykorzystywaną w kolejnych misjach.
Kraków, AGH, ESA. „Startup z długą historią”
Satim nie zaczynał w obronności. Jacek Strzelczyk z żoną założyli firmę w 2012 r. Wcześniej rozwijali się na krakowskiej AGH. Moment też był szczególny: Polska wchodziła w struktury Europejskiej Agencji Kosmicznej, a młody zespół składał wnioski o granty rozwojowe.
– Zaczęliśmy od współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną. Rozwijaliśmy narzędzia do interpretacji satelitarnych zdjęć radarowych SAR – mówi szef firmy.
Pierwszy komercyjny produkt miał zastosowanie cywilne. Był to pomiar osiadań terenu i monitorowanie infrastruktury. Na Górnym Śląsku – w regionie, gdzie skutki eksploatacji górniczej przekładają się na realne ryzyko dla budynków, mostów i dróg – dane SAR potrafią z dużą precyzją wychwytywać mikrozmiany pionowe. Satim wszedł z takim rozwiązaniem na polski rynek około 2015 r. Ale po czasie przyszedł wniosek, który w startupach pada często: to, co działa, nie zawsze da się skalować.
– To był pierwszy produkt biznesowy, ale potem zrobiliśmy pivot. Zmieniliśmy podejście, bo nasza usługa była nieskalowalna. Problem osiadania terenu nie występuje w innych obszarach Polski i zdarza się rzadko na świecie – wspomina Jacek Strzelczyk.
O firmie wypowiada się także Marcin Kowalik, szef funduszu Balnord, który zainwestował w startup kilka milionów złotych.
Zaczęło się od akceleratora
– Satim znamy od wielu lat – spółka była uczestnikiem naszego programu akceleracyjnego Space3.ac, który prowadziliśmy już od 2016 r. Od początku obserwowaliśmy konsekwentny rozwój zespołu i technologii oraz zdolność do przekuwania głębokiej wiedzy naukowej w realne zastosowania rynkowe. Kluczowe było dla nas przekonanie, że unikatowy model wykorzystania sztucznej inteligencji do symulowania i analizy obrazów radarowych SAR może zbudować trwałą przewagę technologiczną. Szczególne znaczenie miało zaplecze naukowe założycieli – dwóch doktorów z AGH – których kompetencje w zakresie radarów i przetwarzania sygnałów są rzadkie nie tylko w Polsce, ale i w skali europejskiej – komentuje Marcin Kowalik.
Firma postawiła w końcu na automatyczne wykrywanie i klasyfikację obiektów na obrazach SAR. W 2017 r. Satim zaczął budować narzędzie z myślą o zastosowaniach obronnych. Kluczowe było jedno: wykrywanie obiektów „w sposób automatyczny”, żeby użytkownik nie musiał oglądać każdego zdjęcia.
– Ten proces można zautomatyzować. Zdjęcia mogą być automatycznie analizowane przez algorytmy sztucznej inteligencji. Ta może wręcz dawać alerty: „tu zwróć uwagę” – tłumaczy szef funduszu Balnord.
Dziś Satim deklaruje trzy główne kategorie obiektów: statki/okręty, samoloty i pojazdy lądowe. Łącznie jest to niemal 300 klas różnych maszyn, w tym czołgów, armatohaubic, ciężarówek czy pociągów. Katalog jest stale rozwijany.
Rynek się budzi. Wojna w Ukrainie i koniec złudzeń
Jak deklaruje twórca Satim, dopiero wojna w Ukrainie sprawiła, że wiele instytucji zaczęło na serio traktować rozpoznanie satelitarne jako narzędzie operacyjne, a nie tylko jako „ładne obrazki” do raportów. Stąd rosnące zainteresowanie SAR – i to na poziomie państw. W Europie i poza nią powstają konstelacje, które obiecują częstszy dostęp do zobrazowań, krótszy czas rewizyty, większą przepustowość. Taki projekt uruchomiła niedawno Polska.
Popyt rośnie, ale z podażą usług są problemy. Jak zapewnia Jacek Strzelczyk, za analizę danych SAR brało się już wiele firm na świecie. Ostatecznie jednak kończy się na deklaracjach. Przykładowo, jedna z amerykańskich firm zrezygnowała z własnej analityki i zaczęła tworzyć platformę łączącą analizę wielu źródeł obrazów. Satim jest teraz jednym z jej kontrahentów. Francuski konkurent stworzył narzędzie, które potrafiło rozpoznawać sześć klas obiektów. W tym czasie Satim miał już 150. Francuzi odpuścili, a dziś spółka została przejęta przez innego gracza.
Dowodem na przewagę polskiej technologii jest historia kontraktu dla Bundeswehry. Według Jacka Strzelczyka Bundeswehra miała dostawać wiele ofert od firm, które deklarowały, że mają podobną technologię. Różnica? Satim przyjechał z gotowym produktem do testów.
– Niemcy powiedzieli, że byliśmy pierwszą firmą, która od razu mogła udostępnić gotowy produkt do testowania. Pozostali, gdy o to poprosili, po prostu znikali – relacjonuje Jacek Strzelczyk.
Satim podpisał kontrakt w grudniu. Narzędzie już zostało udostępnione niemieckiemu wojsku.
– Produkt już był, nie musieliśmy go tworzyć od zera. Narzędzie zostało dostarczone, a teraz cały czas rozwijamy katalog klas obiektów, które potrafi analizować – podkreśla twórca Satim.
Polska też kupuje SAR. I też będzie miała problem
Dylemat niemieckiego wojska nie jest wyjątkiem, tylko regułą. Polska wdrożyła program pozyskania satelitów SAR (Microsar), a pierwszy satelita już jest na orbicie. To dobrze, ale jest problem. Ile tych danych będzie i kto je przeanalizuje?
– Polska będzie miała tych zdjęć kilkaset dziennie. Będziemy mieć dane i chcemy je przetworzyć na informacje. MON zrozumiał, że analityka będzie niezbędna, by móc korzystać z systemu – mówi Jacek Strzelczyk.
Jak zaznacza szef firmy, Satim prowadzi rozmowy z polską stroną. Zaznacza jednak, że istotny jest czas.
– Najlepiej byłoby, aby narzędzia analityczne działały, zanim potok danych zacznie płynąć na pełną skalę – dodaje Jacek strzelczyk.
Model biznesowy. Raz licencja, raz „wynik per zdjęcie”
Satim działa na kilku poziomach jednocześnie. Z jednej strony sprzedaje oprogramowanie jako narzędzie instalowane po stronie klienta (jak w niemieckim programie). Z drugiej oferuje także usługę realizowaną wspólnie z partnerem satelitarnym. Satelita dostarcza zdjęcie, Satim analizuje i klient dostaje rezultat.
Satim ma dziś około 40 pracowników, z czego zdecydowana większość to zespół techniczny: programiści, analitycy, specjaliści AI. Część komercyjna – sprzedaż, operacje, marketing – jest mniejsza.
Choć na stronie pojawiają się adresy zagraniczne (USA, Wielka Brytania), spółka działa przede wszystkim z Polski. W Wielkiej Brytanii ma jedną osobę i „wirtualne biuro”, w USA – spółkę, ale bez pracowników. Ważną rolę w ekspansji odgrywa współpraca z firmami typu prime contractors, które sprzedają także usługi Satim. Przykładowo, dzięki tego typu współpracom polska firma uczestniczy w kilku programach amerykańskich jako subkontraktor. W takim modelu startup dostarcza narzędzie, ale potem nie ma wglądu w to, jakie dokładnie dane są analizowane.
Do tej pory Satim pozyskał 7 mln dolarów finansowania zewnętrznego. Wśród inwestorów pojawia się m.in. polski Balnord, a także fundusze z Wielkiej Brytanii i USA oraz aniołowie biznesu. Strzelczyk podkreśla, że znaczna większość udziałów pozostaje w rękach polskich obywateli lub instytucji.
Będzie kolejna runda? Rozmowy trwają, zainteresowanie jest większe m.in. dzięki kontraktowi niemieckiemu, ale tempo zależy od strategii wzrostu i bilansu: ile firma jest w stanie sfinansować z przychodów, a ile potrzebuje kapitału na przyspieszenie.
Ambicje sięgają wysoko
Satim nie chce być tylko „modelem do klasyfikacji obiektów”. Firma chce zostać „domyślną warstwą technologiczną”, tłumaczącą różne obrazy SAR na język zrozumiały dla użytkownika.
– Działamy między danymi a precyzyjnymi informacjami. Chcemy być warstwą w łańcuchu wartości – mówi Jacek Strzelczyk.
W krótszej perspektywie padają trzy bardzo konkretne kierunki rozwoju. Po pierwsze to rozbudowa katalogu obiektów. Po drugie dostosowanie do nowych platform. Chodzi m.in. o satelity kolejnych generacji, różne tryby obrazowania, rozdzielczości, ale też zdjęcia SAR z samolotów i dronów. Po trzecie zaś powstanie analityki w urządzeniach krańcowych (ang. „on-edge”), przykładowo – instalacja narzędzia na pokładzie satelity, samolotu lub drona. Dzięki temu nie trzeba przesyłać dużej ilości danych na ziemię, tylko prowadzić wstępną selekcję jeszcze w maszynie.
Inwestor wierzy w Satim
Potencjał, zdaniem Marcina Kowalika z funduszu Balnord, jest ogromny.
– Widzimy ogromny potencjał w polskich, wyspecjalizowanych technologiach deep tech, zwłaszcza tam, gdzie łączą one naukę, inżynierię i software. Satim jest tego bardzo dobrym przykładem. To firma, która rozwija rozwiązania światowej klasy, a ponadto powstaje i skaluje się w Polsce. Rynek satelitów SAR rośnie dziś wykładniczo. Przykładowo, mamy takich producentów jak Iceye, Capella Space, Umbra, Synspective czy Airbus Defence & Space. Wraz z rozwojem konstelacji SAR gwałtownie rośnie ilość danych przesyłanych na Ziemię. Kluczowe pytanie nie brzmi już „czy mamy dane?”, ale: „kto je analizuje, w jakim czasie i z jaką efektywnością, jak dalece ta technologia może realnie pomóc – także w obronności Polski?” – komentuje Marcin Kowalik.
Jak zaznacza, wielką przewagą Satim jest to, że technologia firmy może być stosowana w wojskowości i kwestiach cywilnych.
– Państwa Zachodu mierzą się z problemem demograficznym, który przekłada się także na niedobór wyspecjalizowanych analityków wojskowych. Trudno sobie wyobrazić, aby w przyszłości możliwe było manualne analizowanie tysięcy obrazów SAR dziennie. Dane bez zaawansowanej analityki są dziś w praktyce bezwartościowe – dodaje Marcin Kowalik.
Satim to dopiero początek
Zdaniem szefa funduszu Satim ma potencjał stać się standardem NATO-wskim w zakresie detekcji i rozpoznania obiektów na zobrazowaniach SAR. W efekcie firma może się zintegrować z systemami dowodzenia i kontroli (C2).
– Polska, posiadając już własne satelity, musi równolegle budować kompetencje w zakresie systemów rozpoznania i automatycznej detekcji. Tylko działania wyprzedzające mogą dać realną przewagę wobec zewnętrznych zagrożeń. Jesteśmy przekonani, że polskie wojsko zasługuje na „polskie oczy” systemów rozpoznania – nowoczesne, oparte na sztucznej inteligencji i rozwijane przez rodzimych inżynierów i naukowców – dodaje Marcin Kowalik.
Miniwywiad
Satim to dopiero początek sukcesów w świecie technologii kosmicznych
Czy Polska ma potencjał do budowy firm, które mogą odnieść ogromny sukces w niszach takich jak analiza danych SAR?
Łukasz Wilczyński, ekspert branży kosmicznej, prezes zarządu, Planet Partners: Absolutnie – i przykład Satim to faktyczna rzeczywistość polskiego rynku. Polska buduje firmy osiągające globalne sukcesy w zawężonych segmentach rynku kosmicznego. Satim stanowi idealne studium tego procesu. Krakowska firma szybko zidentyfikowała szerszą aplikację swoich kompetencji – analitykę danych radarowych SAR w połączeniu ze sztuczną inteligencją. Obserwując Satim od samego początku, zauważam kilka interesujących wyróżników ich strategii biznesowej.
Na przykład?
Chociażby pionierskie myślenie w niszach. Jej algorytmy automatycznie wykrywają, klasyfikują i analizują obiekty na zobrazowaniach radarowych z dokładnością przekraczającą 90 proc. To rozwiązanie doceniają gracze globalni – od Bundeswehry po fińskiego operatora satelitów Iceye. Satim jest także certyfikowanym partnerem Capella Space i współpracuje z Iceye, MDA, Umbra i Synspective. Dołączenie do United States Geospatial Intelligence Foundation potwierdza uznanie w kręgach o najwyższych standardach. Niedawne finansowanie od Balnord dowodzi tego, że polska innowacja przyciąga inwestorów nawet w konkurencyjnym otoczeniu venture capital.
Satim to wyjątek, czy raczej reguła, jeśli chodzi o polskie technologie kosmiczne?
Polska dysponuje solidną bazą dla takich sukcesów: potęgą edukacyjną (politechniki czy chociażby AGH, z którego wywodzi się Satim, a który niedawno otworzył jedyny w Polsce Wydział Technologii Kosmicznych), rosnącą liczbą ekspertów oraz infrastrukturą wspierającą innowacje. Biorąc pod uwagę około 500 podmiotów w sektorze kosmicznym, jestem przekonany, że Satim stanowi dopiero początek fali sukcesów.
Jakie ciekawe obszary do rozwoju polskich technologii kosmicznych może pan wskazać?
Obserwujemy fenomen, który trudno przeoczyć: Polska transformuje się z kraju zainteresowanego technologiami kosmicznymi w gracza o strategicznym znaczeniu dla Europy. Złożyła się na to seria przełomowych decyzji, inwestycji oraz projektów, które otwierają przed nami zupełnie nowe możliwości konkurencji i współpracy międzynarodowej. W obszarze dalszego rozwoju tego sektora widzę pięć obszarów o dużym potencjale. Przykładowo, Polska należy do liderów europejskich w wykorzystaniu danych satelitarnych do zarządzania kryzysowego. To fakt niedoceniany przez polskie media.
W jaki sposób?
Wrześniowa powódź 2024 r. okazała się punktem zwrotnym. Uruchomiony wówczas Civil Security Hub Poland – projekt Europejskiej Agencji Kosmicznej – wykazał niezwykłą efektywność. System współpracujący z danymi od Iceyedostarczał szczegółowe informacje bezpośrednio do Państwowej Straży Pożarnej, regionalnych centrów zarządzania kryzysowego i służb hydrologicznych. W ciągu pierwszych dwóch tygodni wygenerowano kilkadziesiąt analiz sytuacji powodziowej i ponad setkę map opracowanych w mniej niż godzinę od wytworzenia. To pokazuje, że dane satelitarne stały się integralną częścią systemów decyzyjnych sztabów kryzysowych.
Polska buduje też własne konstelacje satelitów.
Dokładnie. Projekt CAMILA – polska konstelacja czterech satelitów o wartości 860 mln zł – to strategiczna inwestycja. Pierwsze satelity MikroSAR wysłano na orbitę w listopadzie 2024 r. Polska będzie dysponować własnymi danymi satelitarnymi wysokiej rozdzielczości – to atut strategiczny w czasach priorytetów bezpieczeństwa energetycznego i niezależności technologicznej. Polska ma także uznane kompetencje w AI i data science. W miarę jak satelity generują więcej danych, zapotrzebowanie na zaawansowane algorytmy rośnie. To naturalny obszar dla polskiej branży IT i akademii.
A co zmienia w tym układzie sił niedawna misja kosmiczna, w której na orbicie znalazł się Polak?
Lot Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na ISS oraz instrument GLOWS z Centrum Badań Kosmicznych PAN na misji NASA IMAP – to tylko dwa przykłady zaangażowania Polski. Polska jest i nadal będzie dostawcą często kluczowych instrumentów i eksperymentów dla europejskich i międzynarodowych misji. Jest też piąty czynnik, który może zadecydować o sukcesie Polski. To kwestia bezpieczeństwa kosmicznego.
Chodzi o program European Resilience from Space Europejskiej Agencji Kosmicznej. Tym bardziej że z perspektywy wysokości naszego wkładu zostaliśmy de facto europejskim liderem tego programu ESA. Kraj przechodzi obecnie dużą transformację i diagnozę swojej roli w bezpieczeństwie kosmicznym, bezpiecznej łączności satelitarnej i monitorowania zagrożeń kosmicznych.
Rośnie także udział Polski w składce do ESA...
Na ostatniej Radzie Ministerialnej ESA w Bremie, Polska zadeklarowała składkę w wysokości 735 mln euro na lata 2026-2028, z czego ponad pół miliarda euro na programy opcjonalne. To daje nam już siódmą pozycję w gronie 27 krajów składających się na programy ESA. Przez mechanizm zwrotu geograficznego, inwestycje te będą w dużym stopniu wracać do naszego rodzimego sektora, co wywoła kolejny duży impuls dla jego rozwoju.
Z mojej perspektywy, jako szefa lokalnego komitetu organizacyjnego, warto też wymienić arcyważne wydarzenie, jakim jest Międzynarodowy Kongres Astronautyczny, który w 2027 r. zawita do Polski, dając nam przez ponad tydzień dostęp do całego globalnego sektora kosmicznego.
Główne wnioski
- Satim jako kluczowy gracz w rozwoju wojskowego rozpoznania satelitarnego zyskuje międzynarodowe uznanie dzięki unikatowej technologii automatycznej analizy obrazów radarowych SAR. Polska firma z Krakowa, wywodząca się z AGH, stała się istotnym partnerem niemieckiej Bundeswehry w strategicznym projekcie budowy konstelacji satelitarnych. Oferowane przez Satim rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji pozwala szybko i precyzyjnie klasyfikować obiekty na zdjęciach SAR, co eliminuje konieczność ręcznej analizy setek obrazów przez specjalistów. Przewagą spółki okazała się gotowość technologiczna. Satim dostarczył gotowy produkt do testów, podczas gdy konkurenci składali jedynie deklaracje.
- Rosnące znaczenie technologii SAR i niedobór narzędzi analitycznych tworzą niszę, w którą idealnie wpisuje się polskie rozwiązanie. Rozpoznanie radarowe działa niezależnie od pogody i pory dnia, co czyni je cennym źródłem informacji. Problemem pozostaje jednak skomplikowana interpretacja danych. W dobie rosnącej liczby satelitów i zwiększonego zapotrzebowania na szybkie informacje, brak wystarczającej liczby analityków staje się barierą. Satim odpowiada na ten problem przez automatyzację procesu i rozwój katalogu obejmującego już blisko 300 klas obiektów wojskowych i cywilnych.
- Sukces zagraniczny firmy Satim może mieć znaczące konsekwencje również dla bezpieczeństwa Polski, która również rozwija własne zdolności SAR. Satim już prowadzi rozmowy z MON-em na temat wykorzystania swojego narzędzia w krajowym systemie satelitarnym MikroSAR. Skala pozyskiwanych danych sprawia, że bez zaawansowanej analityki ich operacyjne wykorzystanie może być ograniczone. Firma stawia na dalszy rozwój: chce dostosowywać system do nowych platform i tworzyć funkcje „on-edge”, umożliwiające analizę danych bezpośrednio na pokładzie satelity czy drona. Ambicją Satim jest stać się standardem interpretacyjnym dla obrazów SAR na świecie.
