Kategoria artykułu: Społeczeństwo

Były szef polskiego wywiadu ujawnił za dużo? Co powiedział pułkownik Krawczyk

Były szef polskiego wywiadu cywilnego, pułkownik Piotr Krawczyk, ujawnił szczegóły współpracy wywiadu z mediami. Krytykują go za to inni oficerowie, wskazując, że powiedział za dużo. Może to mieć bardzo poważne konsekwencje.

Płk Piotr Krawczyk
Były Szef Agencji Wywiadu powiedział zbyt wiele? Płk Piotr Krawczyk ujawnił wrażliwe informacje dotyczące współpracy wywiadu z mediami. Fot. PAP/Rafał Guz

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co ujawnił były Szef Agencji Wywiadu, płk Piotr Krawczyk.
  2. Dlaczego może to stanowić co najmniej naruszenie prawa, a być może także jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa osób i instytucji.
  3. Co można zrobić, aby zminimalizować szkody.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Pułkownik Piotr Krawczyk to były dyplomata i w latach 2016-2022 Szef Agencji Wywiadu. Kierował pracami Agencji w najbardziej newralgicznym okresie ostatnich 10 lat. Od kryzysu na granicy polsko-białoruskiej, przez okres pandemii, do wybuchu pełnoskalowej wojny na Ukrainie.

Obecnie Piotr Krawczyk jest komentatorem w serwisie Kanał Otwarty, gdzie zajmuje się tematyką bezpieczeństwa i służb specjalnych. We wtorek w rozmowie opublikowanej w tym medium płk Krawczyk powiedział, jak się zdaje, o kilka słów za dużo. Ujawnił w rozmowie z Igorem Janke, że w okresie największego natężenia kryzysu granicznego polski wywiad de facto płacił youtuberom za rozpowszechnianie korzystnej dla państwa polskiego narracji. Rodzi to wiele wątpliwości, włącznie z pytaniem o konsekwencje prawne.

Dlaczego słowa byłego szefa Agencji są niebezpieczne?

Wypowiedź płka Krawczyka należy przeanalizować na kilku poziomach. Po pierwsze: formalno-prawnym. Formy i metody pracy operacyjnej służb specjalnych pozostają formalnie niejawne. Można mieć uwagi do tego, że pewna ich część została ujawniona, lub pozostaje „tajemnicą poliszynela", jednak mówimy tu o byłym szefie Agencji Wywiadu, który otwarcie wskazuje „tak, werbowaliśmy ludzi do współpracy".

Płk Krawczyk nie wskazał, czy wywiad szukał współpracowników z Polski, czy z innego kraju, co również miałoby swoje konsekwencje prawne. Agencja Wywiadu jest służbą działającą z założenia „na zewnątrz" kraju; jego oczami i uszami w innych państwach czy regionach. Co do zasady nie może (lub przynajmniej nie powinna) werbować obywateli RP.

Kolejna kwestia: kto był werbowany do współpracy. Przyjrzyjmy się art. 37 Ustawy o ABW i AW, na mocy której działają obie agencje. Artykuł ten jasno wskazuje: „Agencje nie mogą przy wykonywaniu swoich zadań korzystać z tajnej współpracy (...) redaktorów naczelnych, dziennikarzy lub osób prowadzących działalność wydawniczą, o których mowa w ustawie z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe".

Można spierać się, czy youtuber jest dziennikarzem w rozumieniu formalno-prawnym, jednak w epoce mediów elektronicznych jest to dysputa czysto akademicka.

Wytrych w ustawie czy metoda „na rympał"? Płk Krawczyk milczy

W ustawie jest wszakże pewien wytrych. Jej punkt drugi wskazuje, iż „szefowie Agencji w celu realizacji zadań Agencji mogą wydać zgodę na korzystanie z tajnej współpracy z osobami, o których mowa w ust. 1 pkt 7 i 8, jeżeli jest to uzasadnione względami bezpieczeństwa państwa, po uzyskaniu zgody Prezesa Rady Ministrów".

Czy płk Krawczyk jako nadzorujący i kierujący działaniami Agencji zwrócił się z prośbą o zgodę na werbunek dziennikarzy do ówczesnego premiera i ją otrzymał? Zwróciliśmy się z pytaniem o to do samego płka Krawczyka. Do momentu publikacji jednak nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Do Agencji Wywiadu również wystąpiliśmy z pytaniami, czy wypowiedź byłego Szefa Agencji odbyła się za zgodą i wiedzą jej obecnego kierownictwa. Możliwość taką daje art. 39 ww. ustawy.

„Uprzejmie informuję, że odpowiedź na przedstawione pytania zostanie opublikowana we wpisie rzecznika prasowego Ministra Koordynatora Służb" – odpisała na nasze  pytania Agencja.

Kwestia etyki i odpowiedzialności

Druga kwestia dotyczy w tym przypadku odpowiedzialności. Nie każdy musi się współpracą z państwem chwalić. Teraz zaś może ona zostać ujawniona. Czy wiedząc o tym, a także o ujawnieniu raportu o działaniach Wojskowych Służb Informacyjnych, obywatele będą chcieli współpracować z taką służbą?

– Właśnie dlatego prawo zabrania takich wypowiedzi pod groźbą wysokich kar. Wszelkie formy i metody pracy operacyjnej stanowią najściślejszą tajemnicę, bo są solą działalności wywiadowczej. Jej fundamentem jest reputacja i wiarygodność, które budują zaufanie do służby – mówi XYZ wysoki rangą oficer służb.

Większość z naszych rozmówców z Piotrem Krawczykiem współpracowała lub go zna. Nie godzą się na rozmowę o nim pod nazwiskiem.

– Bez zaufania nikt nie chce współpracować. A bez współpracowników wywiad nie istnieje. Swoją wypowiedzią Piotr Krawczyk zniszczył to zaufanie, a z nim reputację i wiarygodność. Jednocześnie popełnił przestępstwo, naruszając wiele prawnych zakazów – wskazuje nasz rozmówca.

– Trzeba przyznać, że nie ma ten nasz wywiad szczęścia do szefów – wzdycha inny.

Groźba denuncjacji

Jest jeszcze trzecia płaszczyzna. Trzeba sobie postawić pytanie, czy w takim przypadku ktoś, do kogo wywiad (lub jakakolwiek inna służba) zwróci się z prośbą o pomoc lub współpracę, nie ogłosi tego publicznie? Paląc tym samym nie tylko kanały i ścieżki dotarcia danej instytucji, ale – w szerszej perspektywie – być może także planowane operacje?

Były funkcjonariusz Agencji podpułkownik Arkadiusz Olejniczak krytykuje takie działanie.

– Były szef formacji, pułkownik wywiadu, nie ma krztyny świadomości operacyjnej czy służbowej, która powstrzymałaby go przed publicznym mówieniem o relatywnie świeżych sprawach. Zwłaszcza na kierunkach szczególnie wrażliwych, a takim jest Białoruś. Nie rozumiem tego. Róbmy, pracujmy, ale nie mówmy o tym publicznie! – irytuje się oficer.

W takiej sytuacji należy sobie, jak mówi Arkadiusz Olejniczak, zadać pytanie: kto zdecyduje się na współpracę z formacją nieszczelną, przeciekającą, w której o współpracownikach mówi sam były szef, ujawniając kulisy takiej działalności?

– Trzeba tu oddzielić dwie sprawy: nikt nie kwestionuje i nie powinien kwestionować, że takie działania mogły przynieść oczekiwany i założony skutek. Ale jaki cel przyświecał ujawnianiu takich operacyjnych kulisów publicznie? – pyta ppłk Olejniczak.

Inny z naszych rozmówców, wysoki oficer wywiadu, wskazuje z uśmiechem, że „wiedzy o wskazanych przez płka Krawczyka youtuberach nie ma", ale „prawdopodobieństwo ocenia wysoko". Zwraca jednak uwagę, że problem nie w tym, że zastosowano niekonwencjonalne rozwiązanie i nawet nie w tym, że zostało to upublicznione.

– Prawdziwy problem jest w tym, że towarzystwo robiło wszystko, tylko nie to, do czego było ustawowo zobligowane. A jeżeli nawet próbowało robić, to na poziomie przedszkola. A teraz usiłuje się tym jeszcze chwalić – słyszymy.

Płk Krawczyk powiedział o wiele więcej

Całkiem niedawno płk Krawczyk w tym samym medium ujawnił też coś o wiele ważniejszego. Przekazał informacje, iż Rosjanie chcieli doprowadzić do zmiany władzy na Białorusi. I miałoby się to stać nawet z możliwością rozlewu krwi.

W owym czasie, w roku 2020, Piotr Krawczyk był szefem polskiego wywiadu. Jeśli miał informacje, że za protestami na Białorusi stoją Rosjanie, powinien był przekazać je ówczesnemu kierownictwu państwa. Polska mocno popierała wtedy próbę przewrotu na Białorusi i prodemokratyczną opozycję. Władze Białorusi i Rosji zarzucały Polsce próby ingerencji w procesy polityczne naszego wschodniego sąsiada. Rodzi to zatem istotne w tym kontekście pytanie: w czyim interesie działały instytucje naszego państw? A jeśli szef polskiego wywiadu miał takie informacje, to dlaczego pozwolił aparatowi polskiego państwa na zaangażowanie się we wsparcie protestów?

Będą konsekwencje?

Sprawy nie chciał komentować obecny koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak. Jasnym jest jednak, że takie wypowiedzi byłego Szefa Agencji Wywiadu nie przejdą bez echa. Można założyć, że zostaną dostrzeżone i dokładnie przeanalizowane w krajach Polsce nieprzyjaznych.

Może to oznaczać konsekwencje. Zarówno dla Polski na arenie międzynarodowej, jak i dla samego płka Piotra Krawczyka. A przede wszystkim jednak – dla polskiego wywiadu, który może stracić kolejne zagraniczne aktywa.

Zdaniem eksperta

Płk Andrzej Derlatka: Takich rzeczy ujawniać nie wolno

Nie zgadzam się na takie działania. Takich rzeczy ujawniać nie wolno. To są formy i metody pracy, które powinny pozostać objęte tajemnicą. Nie wiem, po co płk Krawczyk to zrobił. Być może dla pochwalenia się „nowatorskimi" metodami pracy. Najprawdopodobniej żadna z tych osób nie jest zagrożona ze względu na to, że trzeba byłoby teraz przeszukiwać archiwa i sprawdzać, kto, co i kiedy powiedział. Choć trzeba przyznać, że np. Rosjanie mają po temu czas i środki, więc mogliby to zrobić.

Tak czy inaczej powtórzę: form i metod pracy wywiadu się nie ujawnia. Także dlatego, że stawia to pod znakiem zapytania przyszłą współpracę z agenturą. Mieliśmy taką sytuację po ujawnieniu zbioru zastrzeżonego IPN. A odpowiedzialnym za to osobom nie spadł za to włos z głowy. To jest zakwestionowanie działania wywiadu, bo ktoś może zapytać „czy moje dane nie zostaną w przyszłości ujawnione?" . Po publikacji raportu WSI kilku naszych agentów zginęło, zostało po prostu zamordowanych. Miałem takie informacje od kolegów z wywiadu wojskowego.

Mówienie o tym, że polski wywiad prowadził działalność wywrotową na Białorusi, jest politycznie szkodliwe dla państwa polskiego, ponieważ potwierdza głośno to, co mówili na ten temat i Putin, i Łukaszenka. W czyim jest to interesie? Bo na pewno nie w interesie Polski. To zmusza do stawiania pytań, kim jest pułkownik Krawczyk. Dziś dla celów politycznych ujawnia się tajemnice państwowe. Nie rozumiem tego, nie pojmuję.

Główne wnioski

  1. Wypowiedzi byłego Szefa Agencji Wywiadu, płk Piotra Krawczyka, mogą nieść niebezpieczeństwo zarówno dla państwa, jak i dla funkcjonowania wywiadu cywilnego oraz innych polskich służb specjalnych.
  2. Wypowiedź byłego szefa Agencji jest według rozmówców XYZ nieakceptowalna. Budzi obawy o ujawnienie środków i metod pracy polskiego wywiadu, a także o możliwe konsekwencje jego wypowiedzi na arenie międzynarodowej.
  3. – Były szef formacji, pułkownik wywiadu, nie ma krztyny świadomości operacyjnej i służbowej, która powstrzymałaby go przed publicznym mówieniem o relatywnie świeżych sprawach. Zwłaszcza na kierunkach szczególnie wrażliwych, a takim jest Białoruś. Nie rozumiem tego – mówi XYZ były funkcjonariusz Agencji, ppłk Arkadiusz Olejniczak.