Kategorie artykułu: Lifestyle Świat

Chińczycy pokochali turystykę polarną. Pekin chce przejąć nad nią kontrolę

Chiny przygotowują prawo regulujące wyprawy na Arktykę i Antarktykę, które zyskały dużą popularność wśród poszukujących nowych doświadczeń zamożnych podróżników. Pekin ma w tym jednak także geopolityczny cel.

Grupa osób ubranych w pomarańczowe kombinezony leży na śniegu z aparatami fotogragicznymi skierowanymi w stronę dwóch pingwinów
Chińscy turyści robią zdjęcia w Archipelagu Palmera u północno-zachodnich wybrzeży Antarktydy. Co roku Antarktykę odwiedzają tysiące Chińczyków. Fot. Visual China Group / Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Chińczycy w ciągu kilkunastu lat stali się drugą pod względem liczebności grupą turystów odwiedzających Antarktydę i jak trend ten napędzają chińskie media społecznościowe.
  2. Jakie zagrożenia dla ekosystemu Antarktyki niesie masowa turystyka i jak dotąd wyglądał system kontroli wypraw.
  3. Jak nowe, surowe przepisy przygotowywane przez chińskie władze zmienią zasady gry dla biur podróży i turystów oraz co ich wprowadzenie mówi o geopolitycznych ambicjach Pekinu w regionie polarnym.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Na platformie Xiaohongshu, chińskim odpowiedniku Instagrama, użytkownicy dzielą się poradami na temat wypraw polarnych i szukają towarzyszy podróży. Takich wpisów można znaleźć już ponad 400 tys. To właśnie media społecznościowe w ogromnym stopniu odpowiadają za wzrost zainteresowania wśród zamożnych Chińczyków wycieczkami na lodowce Arktyki i Antarktyki. Zorze dalekiej północy i lodowce mroźnego południa stały się dla wielu chińskich podróżników obowiązkowym punktem na liście wypraw życia. Takie ekspedycje zyskały niezwykłą popularność po pandemii covidu. Chińczycy stali się drugą pod względem liczby turystów nacją odwiedzającą Antarktydę po Amerykanach.

W 2008 r. ten kontynent odwiedziło mniej niż stu chińskich turystów. Według danych Międzynarodowego Stowarzyszenia Organizatorów Wypraw Antarktycznych (IAATO) dekadę później liczba ta przekroczyła 8 tys. Po zniesieniu pandemicznych ograniczeń w podróżach popyt jeszcze wzrósł. W sezonie 2023/2024 w Antarktyce pojawiło się rekordowe 9384 chińskich turystów. Najwięksi operatorzy, tacy jak norweski Hurtigruten, informowali, że podróżni z Chin stanowią od 20 do 25 proc. wszystkich uczestników ich rejsów polarnych. Biuro podróży Utour z Pekinu podaje, że w ubiegłym sezonie zorganizowało wyprawy dla 1200 klientów. Pakiety miały się wyprzedawać z trzymiesięcznym wyprzedzeniem.

Zorze dalekiej północy i lodowce mroźnego południa stały się dla wielu chińskich podróżników obowiązkowym punktem na liście wypraw życia.

Turystyka polarna w pigułce

Polarny boom w Państwie Środka potwierdza zmianę trendów wśród najzamożniejszych konsumentów. Wyższa klasa średnia na całym świecie porzuca tradycyjny luksus i zakupy na rzecz wyjątkowych doświadczeń, które mogą dawać prestiż w mediach społecznościowych.

Dr Oscar Vorobjovas-Pinta, socjolog i badacz turystyki z australijskiego Edith Cowan University podkreśla, że biura podróży często kreują przy tym nieprawdziwe wyobrażenia.

– Marketing przedstawia współczesnych turystów jako nieustraszonych odkrywców lub przynajmniej osoby, które podążają ich śladami. Podkreśla przy tym ekskluzywność doświadczenia. Ukazuje Antarktykę i Arktykę jako nietkniętą, niezamieszkaną lodową pustynię, umniejszając znaczenie obecności stałych stacji badawczych. Jednocześnie tour operatorzy promują wizję biegunów jako swoistego zoo z wielorybami i pingwinami i plac zabaw dla miłośników sportów ekstremalnych. W tej opowieści całkowicie pomija się negatywny na ekosystemy wpływ tłumów odwiedzających. Przeciwnie! Powstał mit, jakoby odwiedziny w tej części świata miały naturalnie zamieniać turystów w proaktywnych eko-ambasadorów – wylicza w rozmowie z XYZ badacz.

Dziób i fragment pokładu statku z osobani w pomarańczowych kombizonach w śnieżnym, polarnym krajobrazie
Statek wycieczkowy w rejonie Półwyspu Antarktycznego, Turystów przyciąga w rejon Bieguna Południowego obietnica nieskażonej przyrody, wyjątkowych doświadczeń i podążania śladami odkrywców. Fot. Getty Images

Sąsiedzi z Państwa Środka

Najstarsza chińska baza antarktyczna, otwarta w 1985 r., stacja Great Wall, mieści się na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych. To ta sama wyspa, na której działa polska stacja im. Henryka Arctowskiego.

Dr Małgorzata Korczak-Abshire, biolożka z Polskiej Akademii Nauk, od ponad 20 lat bierze udział w ekspedycjach naukowych na tę stację. Jak mówi XYZ, „Arctowski” długo był jednym z najchętniej odwiedzanych punktów w tej części Antarktyki.

– Jednego dnia przypływały nawet trzy statki wycieczkowe, z których każdy miał na pokładzie ponad dwieście osób. W sezonie 2007/2008 odwiedziło nas prawie 6 tys. osób. Czasami w zamian dostawaliśmy owoce i warzywa, których zazwyczaj brakuje na stacjach polarnych. Niekiedy firmy turystyczne pomagały też przewieźć kogoś z naukowców lub ekipy technicznej do Ameryki Południowej. Ale co do zasady bardzo zaburzało to rytm naszej pracy w terenie i zaczęło mocno szkodzić przyrodzie – mówi naukowiec z Zakładu Biologii Antarktyki.

Czym grozi masowa turystyka?

Jak podkreślają polarnicy i organizatorzy wypraw, ludzie decydujący się na podróż w regiony polarne to specyficzna grupa. Małgorzata Korczak-Abshire wyjaśnia, że to z reguły zamożne osoby, które stać na bardzo kosztowną wyprawę i zwykle bardzo zainteresowane przyrodą.

– Rosnącą liczbę gości z Azji widać od kilkunastu lat. Chińscy turyści są przeważnie zdyscyplinowani. Ponieważ obowiązują u nas specjalne przepisy o obszarach szczególnie chronionych, poruszali się wzdłuż wybrzeża wytyczonymi ścieżkami. Mogli z daleka obserwować pingwiny i foki w czasie rozrodu i wylęgu. Nieodpłatnie odwiedzali też stację, gdzie opowiadaliśmy, czym się zajmujemy. W okolicach stacji przewodnicy i turyści bardzo się pilnują. Kłopot pojawia się tam, gdzie naukowców nie ma. Na pobliskiej Wyspie Pingwiniej są kolonie rybitw, które składają jaja w żwirze, po którym później chodzą nieświadomi niczego przyjezdni. W przeszłości zdarzało się, że nieodpowiedzialni tour operatorzy pozwalali swoim klientom wchodzić w kolonie pingwinów – mówi dr Korczak-Abshire.

Podkreśla, że nie tylko turyści z Chin „zadeptują” Antarktykę. Dla fok czy pingwinów problemem jest liczba turystów, niezależnie od ich pochodzenia.

Choć ogólna liczba wizyt nieco spadła pomiędzy 2023 r. a 2025 r., to w ubiegłym sezonie padł rekord liczby gości, którzy postawili stopę na antarktycznym lądzie. Takich osób było ponad 85 tys. 10 proc. z nich stanowili obywatele Chin. 41,5 proc. z nich to Amerykanie.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Na Antarktydę przypływają turyści z całego świata. W rzepach kurtek czy pokrowcach na aparaty mogą się przypadkiem znaleźć nasiona inwazyjnych roślin albo jaja insektów, które nie powinny się tu pojawić. Nikt nie kontroluje też, skąd pochodzi woda balastowa, którą mają na pokładach statki i którą często muszą wypuścić, by zachować odpowiednie zanurzenie. Zanieczyszcza to krystaliczne kiedyś wody Antarktyki. Poza zakłóceniem rozrodu zwierząt i ptaków główne zagrożenia to kontaminacja gatunkami inwazyjnym i dezorganizacja badań naukowych.

Problemem, chociaż na mniejszą skalę, są także prywatne jachty. Formalnie muszą zgłaszać swoje trasy, ale w praktyce kontrola nad nimi jest bardzo ograniczona.

Formalny nadzór nad prywatnymi jednostkami sprawują właściwe organy państwa, pod którego banderą pływa dany jacht – to one wydają zezwolenia. Ale w praktyce państwa- sygnatariusze Traktatu Antarktycznego nie mają wspólnej służby patrolowej, która sprawdzałaby, czy jednostka trzyma się zgłoszonej trasy. System opiera się głównie na dobrej woli armatorów i sprawozdaniach po zakończeniu rejsu.

Na pierwszym planie pingwiny na śniegu, na drugim planie statek
Statek przewożący chińskich turystów w okolicy kolonii pingwinów. Fot. Visual China Group / Getty Images

Rola naukowców

Dr Korczak-Abshire podkreśla, że naukowcy z polskiej stacji antarktycznej dopiero kilka lat temu przestali przyjmować grupy turystyczne. Wpływa na to także trwająca budowa nowego budynku głównego „Arctowskiego”.

– Z jednej strony jako naukowcom zależało nam na edukowaniu społeczeństwa. Ludzie powinni wiedzieć, co robimy i dlaczego ochrona tego unikatowego kontynentu jest ważna. Z drugiej strony odwiedzający konkurują o czas z badaniami naukowymi. Otrzymanie środków na badania w Antarktyce jest trudne, a czas badań krótki. Staramy się maksymalnie wykorzystywać dobrą pogodę, bo często zdarza się, że warunki są tak trudne, że nie możemy wyjść w teren przez kolejny tydzień. Kapryśna pogoda prowadzi też do wyzwań dla tour operatorów. Turyści słono płacą za takie wycieczki i domagają się atrakcji. Scenariusz takich wypraw jest więc dynamiczny i w przypadku złej pogody operatorzy muszą szukać alternatyw – mówi polska polarniczka.

Jak i po co Chiny regulują turystykę polarną?

W odpowiedzi na rosnącą popularność Antarktyki, władze w Pekinie przygotowują surowe prawo regulujące aktywność tour operatorów i chroniące środowisko. Aby uzyskać pozwolenie, agencje turystyczne będą musiały przedkładać wyczerpujące oceny oddziaływania na środowisko, szczegółowe plany działań oraz procedury reagowania kryzysowego.

Nowe przepisy zakładają drastyczne kary finansowe i 10-letnie zakazy podróży za nieautoryzowane wyprawy i niszczenie przyrody. Chińscy podróżnicy mają dostać zakaz zakłócania pracy strategicznych baz naukowych, takich jak otwarta dwa lata temu czwarta chińska stacja antarktyczna Qinling. Projekt zakłada konfiskatę zysków za brak rejestracji i grzywnę od 100 tys. do 500 tys. juanów, a w poważniejszych przypadkach do miliona juanów.

Zmiany mocno wpłyną na branżę turystyczną, wymuszając rygorystyczne procedury, droższe ubezpieczenia oraz spowodują, że wyprawy na bieguny staną się jeszcze bardziej elitarne. Koszty wycieczek, które już teraz sięgają kilkunastu tysięcy dolarów, prawdopodobnie wzrosną. Osobnej ustawy dla Arktyki Chiny nie szykują – tamtejszą turystykę reguluje obowiązująca od 2018 r. polityka arktyczna, która nie przewiduje porównywalnie surowych sankcji.

Chińskie biura podróży przepisują już umowy z klientami, wprowadzając surowe klauzule odpowiedzialności. Ma to zapewnić, że jeśli turysta złamie zasady, karę zapłaci on sam, a nie firma.

Przygotowywana przez Pekin ustawa o podróżach na mroźne południe to wyraz troski o środowisko, ale też interesy geopolityczne. Surowe kary i limity liczby turystów mają wzmocnić wizerunek Chin jako odpowiedzialnego mocarstwa polarnego przed 2048 r., gdy strony Układu Antarktycznego zasiądą do rozmów o przyszłości zasobów kontynentu.

Warto wiedzieć

Układ Antarktyczny

Od początku XX wieku kolejne państwa – Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Francja, Australia, Norwegia, Chile i Argentyna – rościły sobie prawa do różnych części Antarktyki. W 1959 r. dwanaście krajów podpisało w Waszyngtonie traktat, który zamraża wszelkie pretensje terytorialne. Antarktyda jest od tego momentu własnością całej ludzkości, terenem, którego nie wolno wykorzystywać militarnie ani wydobywać tam żadnych surowców.

Pod lodem kryją się tam jednak ropa, węgiel czy rudy żelaza i uranu. Skala tych złóż pozostaje niezweryfikowana. Najgłośniejszy, wciąż niepotwierdzony niezależnie szacunek, przedstawiony brytyjskim parlamentarzystom przez rosyjskich badaczy, mówi o 511 mld baryłek ropy pod Morzem Weddella. Pakt ma obowiązywać do końca 2048 r. Gdy straci moc, trzeba się będzie zastanowić, co z tymi bogactwami zrobić. Możliwe jest przedłużenie zakazu wydobycia, wynegocjowanie ściśle regulowanego reżimu eksploatacji albo impas prawny. Prawo głosu mają kraje ze stałą obecnością na siódmym kontynencie.

XYZ
Pomarańczowy kontener na wysięgniku i grupa osób w śnieżnym krajobrazie
Członkowie 41. chińskiej ekspedycji antarktycznej rozładowują sprzęt w rejonie stacji Zhongshan w 2024 r. Fot. Huang Taoming/ Xinhua / PAP /Abaca

Chiny rosną w Antarktyce

Chińska obecność na kontynencie rozwija się w tempie, jakiego nie notuje żadne inne państwo. Od 2009 r. liczba ich baz w Antarktyce wzrosła z dwóch do pięciu. Dziś Chiny mają więc czwartą co do wielkości sieć stacji na kontynencie – po Argentynie, Chile i Rosji. Do budowy najnowszej stacji Qinling zaangażowano jesienią 2023 r. ponad 460 członków największej dotąd chińskiej floty antarktycznej. Nowa baza może pomieścić 80 osób.

Za fasadą ochrony pingwinów i ekologii kryje się także gra geopolityczna i gospodarcza. Wprowadzając surowe regulacje, Chiny chcą pokazać się społeczności międzynarodowej jako odpowiedzialne mocarstwo polarne. Daje im to silniejszy głos w przyszłym zarządzaniu tym regionem. Antarktyda kryje gigantyczne złoża ropy, gazu i minerałów. Traktat Antarktyczny, który zamraża ich wydobycie, wygasa w 2048 r. Pekin zabezpiecza swoje interesy surowcowe na przyszłość.

Chiny chcą pokazać się społeczności międzynarodowej jako odpowiedzialne mocarstwo polarne. Daje im to silniejszy głos w przyszłym zarządzaniu tym regionem.

Analitycy Center for Strategic and International Studies (CSIS) zwracają uwagę, że chińskie stacje – choć służą badaniom klimatycznym – wyposażone są też w technologie podwójnego zastosowania. To np. systemy śledzenia satelitarnego i monitoringu pogody kosmicznej, istotne dla sieci nawigacyjnej Pekinu.

Chiny stały się też drugą po Norwegii potęgą w dziedzinie połowów kryla antarktycznego. Według branżowej firmy konsultingowej Tharos chińska flota krylowa dysponuje dziś niemal dwukrotnie większymi mocami przetwórczymi niż norweska. W regionie funkcjonują też trzy chińskie lodołamacze i inne statki badawcze klasy lodowej.

W odróżnieniu od stałych połowów i utrzymywania baz organizowanie turystyki nie daje jednak państwom żadnych dodatkowych praw w regionach polarnych.

Główne wnioski

  1. Chińska turystyka antarktyczna wyrosła z poziomu niszy do zjawiska masowego w kilkanaście lat. W 2008 r. okolice bieguna południowego odwiedziło mniej niż setka chińskich turystów. W sezonie 2023/2024 już niemal 9,4 tys. Trend napędza marketing w mediach społecznościowych i moda wśród zamożnej klasy średniej na unikatowe doświadczenia.
  2. Boom ten zaostrza presję na kruchy ekosystem Antarktyki. System nadzoru, oparty głównie na dobrowolnych zgłoszeniach operatorów, ma poważne luki.
  3. Przygotowywana przez Pekin ustawa o działalności w Antarktyce to wyraz troski o środowisko, ale też interesy geopolityczne. Surowe kary i limity liczby turystów mają wzmocnić wizerunek Chin jako odpowiedzialnego mocarstwa polarnego przed rokiem 2048, gdy strony Traktatu Antarktycznego zasiądą do rozmów o przyszłości zasobów kontynentu.