Chiński minister objeżdża Afrykę. Stawką szlaki handlowe, wpływy i przyszli liderzy kontynentu
Szef chińskiej dyplomacji Wang Yi rozpoczął nowy rok wizytami w Afryce. To nie jest kurtuazyjna podróż, lecz element konsekwentnej strategii wzmacniania wpływów Chin na tym kontynencie. Kolejne przystanki na trasie pokazują, gdzie Pekin widzi dziś kluczowych sojuszników oraz jak zabezpiecza sobie dostęp do ważnych szlaków morskich i zasobów naturalnych.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie plany mają Chiny wobec Afryki?
- W ilu afrykańskich portach mają udziały?
- Jak Chiny budują swoje soft power w Afryce?
Chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi rozpoczął noworoczną podróż po Afryce, której celem jest umocnienie gospodarczej i politycznej obecności Państwa Środka na kontynencie. Trasa jego objazdu – Etiopia, Somalia, Tanzania i Lesotho – wytycza kierunek, w którym Pekin szuka dziś strategicznych partnerów i dostępu do kluczowych szlaków morskich oraz surowcowych.
Jak podkreśla chińskie MSZ, wizyta „ma pogłębić wzajemne zaufanie i zacieśnić więzi dwóch wielkich cywilizacji”. Jednak obserwatorzy widzą w niej przede wszystkim kolejny etap geostrategicznego projektu, w którym Afryka zajmuje centralne miejsce w inicjatywie Pasa i Szlaku Xi Jinpinga.
Szlaki i porty osią gry o wpływy
Noworoczna podróż Wang Yi to element wysiłków Pekinu, aby zabezpieczyć łańcuchy dostaw i trasy transportowe z Afryki Wschodniej i Południowej do Europy. Strategiczny wymiar ma zwłaszcza zapowiedziana wizyta w Somalii – pierwsza chińskiego szefa dyplomacji od lat 80. XX wieku. Ma ona wzmocnić wsparcie Pekinu dla rządu w Mogadiszu po decyzji Izraela o uznaniu niepodległości Somalilandu, który od lat 90. pozostaje de facto oddzielnym bytem.
Z punktu widzenia Chin region Rogu Afryki – Zatoka Adeńska, Morze Czerwone i Kanał Sueski – to kluczowy odcinek globalnego handlu z Europą. W Tanzanii z kolei chińskie firmy modernizują linię Tazara Railway prowadzącą do Zambii – konkurencyjną wobec wspieranego przez USA i UE korytarza Lobito, który łączy Zambię z atlantyckimi portami Angoli i Konga.
Afryka jako laboratorium chińskiej strategii
Według danych Africa Center for Strategic Studies, chińskie przedsiębiorstwa państwowe są obecne w aż 78 portach w 32 krajach Afryki – czyli w ponad jednej czwartej wszystkich portów handlowych kontynentu. Pekin inwestuje, buduje i często sam zarządza terminalami, co daje mu realną kontrolę nad kluczowymi węzłami handlu morskiego.
Najwięcej chińskich projektów portowych przypada na Afrykę Zachodnią (35 obiektów), następnie Wschodnią (17), Południową (15) i Północną (11). W Nigerii chińska spółka CHEC, należąca do CCCC, zbudowała port głębokowodny Lekki, zabezpieczyła finansowanie z China Development Bank i przejęła w nim 54 proc. udziałów. Według analityków, Chińczycy uzyskują nawet 13 dolarów przychodów z handlu na każdy 1 dolar zainwestowany w porty.
Na horyzoncie pojawiają się jednak pytania o strategiczne – a nawet militarne – cele chińskich inwestycji. Port Doraleh w Dżibuti, zmodernizowany jako projekt cywilny, w 2017 r. rozszerzono o bazę marynarki wojennej – pierwszą w historii Chin za granicą. Od tego czasu chińskie okręty zawijały już do licznych afrykańskich portów, m.in. w Maroku, Nigerii i Tanzanii. W części z nich odbyły się wspólne ćwiczenia wojskowe.
„Miękka siła” w edukacji: Chiny kształcą przyszłych liderów Afryki
O ile porty i koleje symbolizują twardą infrastrukturę chińskiej obecności w Afryce, o tyle edukacja staje się jej subtelniejszym, ale równie potężnym instrumentem wpływu. Coraz więcej studentów z Afryki wybiera uczelnie w Chinach zamiast w Stanach Zjednoczonych czy Europie.
Powodem są rządowe stypendia, niższe koszty życia, łatwiejszy dostęp do wiz i rosnąca atrakcyjność chińskich uczelni technicznych. W 2018 r. w Chinach studiowało już ponad 81 tys. Afrykańczyków – ponad dwa razy więcej niż pięć lat wcześniej. Dla porównania, w 2023 r. w amerykańskich szkołach wyższych uczyło się 55 tys. studentów z Afryki, a w Wielkiej Brytanii – 68 tys.
Pekin nie ukrywa, że postrzega edukację jako inwestycję w przyszłość kontynentu i w swoich sojuszników politycznych. Absolwenci chińskich uczelni coraz częściej pracują w rządach afrykańskich krajów, w firmach takich jak Huawei czy Sinohydro, a także propagują naukę języka.
Ameryka traci przewagę
Pekin rozbudowuje programy stypendialne i szkoleniowe, a Stany Zjednoczone zaostrzają politykę wizową wobec studentów z zagranicy. Administracja Donalda Trumpa ograniczyła liczbę przyznawanych wiz i zapowiedziała ich zawieszanie dla wybranych uczelni, co – zdaniem ekspertów – osłabia amerykańską „miękką siłę” wśród młodych elit z globalnego Południa.
„Światowe elity przyjeżdżały do USA, poznawały jego kulturę i sposób myślenia. Utrata tego kontaktu oznacza utratę wpływów” – ocenia Ken Opalo z Uniwersytetu Georgetown. Coraz częściej więc afrykańscy studenci wybierają studia w Nankinie – kierując się prostym rachunkiem: w Chinach jest taniej, łatwiej i bardziej przyszłościowo.
Po ukończeniu studiów wielu absolwentów wraca do Afryki, gdzie promują język i kulturę Państwa Środka. Sieć osobistych i zawodowych powiązań staje się dziś jednym z filarów chińskiej strategii w Afryce – równie ważnym jak kolej, port czy pole naftowe.
Główne wnioski
- Objazd Wang Yi umacnia chińskie szlaki handlowe i gospodarcze. Wizyty w Etiopii, Somalii, Tanzanii i Lesotho zabezpieczają chińskie szlaki surowcowe i rynki zbytu.
- Porty jako narzędzie kontroli. Obecność w 78 afrykańskich portach daje Pekinowi realną władzę nad handlem i potencjalnie militarną projekcją sił.
- Edukacja buduje przyszłe elity. Chiny przyciągają dziesiątki tysięcy afrykańskich studentów, kształtując lojalnych liderów i przejmując soft power od Zachodu.