Kategorie artykułu: Polityka Społeczeństwo Świat

Chiny kontynuują presję na Japonię. Ile traci czwarta gospodarka świata?

Chiny zaostrzają naciski na Japonię – odwołują połączenia lotnicze, wycofują pandy z japońskich ogrodów zoologicznych i ostrzegają obywateli przed podróżami do sąsiedniego kraju. To element narastającej presji politycznej po wypowiedziach premier Japonii Sanei Takaichi dotyczących Tajwanu i bezpieczeństwa w regionie Indo-Pacyfiku.

Umundurowany strażnik przed ciężarówką z wizerunkiem pand
Urodzone w Japonii pandy zostały zwrócone Chinom. To symbol pogarszających się relacji między Pekinem a Tokio. Większość pand wielkich występuje w naturze w chińskiej prowincji Syczuan, a władze w Pekinie od ponad 50 lat wykorzystują te zwierzęta jako narzędzie dyplomacji, wypożyczając je innym państwom w ramach tzw. „pandziej dyplomacji”.
Fot. China Photos / Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego Chiny ostrzegają swoich obywateli przed podróżami do Japonii.
  2. Czy japońska premier złagodziła swoje stanowisko w sprawie Tajwanu.
  3. Jak kryzys dyplomatyczny wpływa na turystykę i gospodarkę.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Para urodzonych w Japonii pand – Xiao Xiao i Lei Lei – w środę wróciła do Chin. Pekin zdecydował, że nie przedłuży umowy umożliwiającej ich pobyt w najstarszym tokijskim zoo.

Odesłanie uwielbianych przez zwiedzających zwierząt jest wyraźnym sygnałem politycznym i kolejnym symbolem ochłodzenia relacji między Japonią a Chinami.

Pekin od połowy XX w. wykorzystuje pandy wielkie jako narzędzie dyplomacji. Od 1984 r. zwierzęta – występujące w naturze wyłącznie w Chinach – formalnie pozostają własnością państwa, które odpłatnie wypożycza je krajom uznawanym za politycznie przyjazne.

Odesłanie uwielbianych przez zwiedzających zwierząt jest wyraźnym sygnałem politycznym i kolejnym symbolem ochłodzenia relacji między Japonią a Chinami.

Jak przypomina dziennik „Asahi Shimbun”, Japonia po raz pierwszy od 1972 r. nie będzie miała na swoim terytorium ani jednej pandy. Pierwsza para trafiła do kraju tuż po normalizacji stosunków dyplomatycznych z Pekinem. Dziś ich powrót do Chin staje się wymownym symbolem nowego etapu napięć.

Premier nie ustępuje

Przyczyną trwającego od listopada kryzysu dyplomatycznego między Tokio a Pekinem jest wypowiedź japońskiej premier Sanei Takaichi. Jesienią polityczka zasugerowała, że ewentualny atak Chin na Tajwan mógłby stanowić egzystencjalne zagrożenie dla Japonii. W określonych okolicznościach mógłby dać podstawę do użycia japońskich sił samoobrony.

Słowa te wywołały ostrą reakcję Pekinu, który uznał je za wrogie. Już wówczas zaapelował do swoich obywateli o unikanie podróży do Japonii.

Dla Chin każda sugestia, że inne państwo mogłoby militarnie zaangażować się w sprawę Tajwanu – uznawanego przez Pekin za zbuntowaną prowincję – stanowi nieprzekraczalną czerwoną linię.

Szefowa japońskiego rządu będzie w najbliższych tygodniach zabiegać o wzmocnienie swojego mandatu w przyspieszonych wyborach zaplanowanych na 8 lutego. W poniedziałek Takaichi zdystansowała się od swoich wcześniejszych słów, choć ich formalnie nie wycofała.

Podkreśliła, że w przypadku konfliktu USA–Chiny wokół Tajwanu Japonia działałaby wyłącznie w ramach obowiązującego prawa. Zatem koncetrowała by się na ochronie własnych obywateli oraz personelu amerykańskiego. Obecna konstytucja Japonii zabrania bowiem użycia sił zbrojnych do działań ofensywnych poza terytorium kraju.

Jak mówił w listopadzie w rozmowie z XYZ tokijski dziennikarz i ekspert ds. komunikacji Hiroyuki Takahashi, konfrontacyjna retoryka chińskich mediów i dyplomatów paradoksalnie wzmocniła poparcie społeczne dla premier Takaichi, mobilizując wyborców wokół narracji o bezpieczeństwie i suwerenności kraju.

Cios w turystykę

Skutki dyplomatycznego starcia i chińskiego bojkotu Japonii szybko stały się widoczne w statystykach. Według danych Japońskiej Narodowej Organizacji Turystyki, w grudniu 2025 r. liczba chińskich turystów odwiedzających Japonię spadła o 45,3 proc. rok do roku – do zaledwie 330 tys. osób.

26 stycznia Chiny po raz kolejny ostrzegły swoich obywateli przed podróżami do Japonii. Tym razem w związku z przypadającymi na połowę lutego obchodami Chińskiego Nowego Roku. Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Pekinie uzasadniło decyzję rzekomym pogorszeniem się sytuacji bezpieczeństwa w Kraju Kwitnącej Wiśni.

Departament Spraw Konsularnych chińskiego MSZ podkreślił w komunikacie, że „incydenty związane z nielegalnymi i przestępczymi działaniami wymierzonymi w chińskich obywateli zdarzają się coraz częściej”. Resort przypomniał również, że w ostatnich tygodniach w niektórych regionach Japonii doszło do serii trzęsień ziemi, które pociągnęły za sobą ofiary w ludziach.

Dziewięciodniowe ferie z okazji Chińskiego Nowego Roku zwykle oznaczają gwałtowny wzrost ruchu turystycznego. Są w związku z tym silnym impulsem dla branży usługowej w Japonii. W tym roku sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej.

Bojkot lotniczy

Jak podają chińskie media państwowe, tamtejsze linie lotnicze odwołały wszystkie 49 połączeń między Chinami a Japonią zaplanowanych na luty. Trzej najwięksi przewoźnicy – Air China, China Eastern Airlines i China Southern Airlines – wydali komunikaty umożliwiające bezpłatne anulowanie rezerwacji.

Decyzja dotyczy połączeń do Tokio, Osaki, Nagoi, Fukuoki, Sapporo i na Okinawę. Możliwość bezkosztowej rezygnacji ma obowiązywać aż do drugiej połowy października. Oznacza to realne straty zarówno dla linii lotniczych, jak i biur podróży, choć ich skala pozostaje trudna do oszacowania.

Według danych cytowanych przez chińskie media, do końca grudnia anulowano około 30 proc. z 1,44 mln zaplanowanych podróży do Japonii. Z kolei dane platformy Flight Master pokazują, że w styczniu odsetek odwołanych lotów z Chin kontynentalnych do Japonii wyniósł 47,2 proc.. To 7,8 pkt proc. więcej niż w grudniu.

Z szacunków Instytutu Badawczego Nomura wynika, że chiński bojkot turystyczny może kosztować Japonię ponad 14 mld dolarów rocznie.

Chińscy turyści w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. stanowili około jednej czwartej wszystkich zagranicznych gości w Japonii. W całym 2025 r. kraj odwiedziło ponad 9 mln turystów z Chin, czyli o 30 proc. więcej niż rok wcześniej. Prawie jedna trzecia wszystkich wydatków zagranicznych turystów pochodziła z portfeli obywateli Chin.

Konsekwencje gospodarcze

Straty są odczuwalne także w innych obszarach gospodarki.

Już w pierwszych dniach po wymianie dyplomatycznych ciosów zareagowała giełda. Notowania Japan Airlines oraz operatora All Nippon Airways, a także sieci hotelarskiej Kyoritsu, zanotowały kilkuprocentowe spadki. Pod presją znalazły się również akcje właścicieli luksusowych domów towarowych Mitsukoshi i Takashimaya, a także popularnej wśród chińskich klientów firmy kosmetycznej Shiseido. Spadła również wycena spółek silnie obecnych na rynku chińskim, w tym sieci sklepów Muji oraz operatora restauracji Sushiro.

Według listopadowych szacunków Instytutu Badawczego Nomura, samo ostrzeżenie chińskiego rządu przed podróżami do Japonii może obniżyć przychody kraju z turystyki o około 2,2 bln jenów, czyli 14–15 mld dolarów rocznie. To przełoży się na spadek realnego PKB Japonii o 0,36 proc.

Szacunki te dotyczą przede wszystkim sektora turystycznego. Jednak efekty pośrednie obejmują znacznie szerszy zakres gospodarki, w tym handel detaliczny, transport i usługi. Inne analizy wskazują na nieco łagodniejszy scenariusz – spadek wzrostu gospodarczego o nieco poniżej 0,3 proc. Jednak nawet taki poziom uznawany jest za dotkliwy w gospodarce, której roczny wzrost PKB prognozowany był na zaledwie 0,9 proc.

Ostrzeżenie chińskiego rządu przed podróżami do Japonii może obniżyć realny PKB kraju o 0,36 proc.

Spór ma także wyraźnie negatywny wpływ na japoński eksport. Ponad 170 firm zostało dotkniętych zawieszeniem importu owoców morza, a chińscy odbiorcy odpowiadają za niemal połowę ich sprzedaży zagranicznej. Spadki zysków notują również koncerny motoryzacyjne, a niezależnie od nich – branża filmowa i sektor kultury obu krajów. W Chinach odwołano lub przełożono występy co najmniej 30 japońskich artystów.

Czy Japonia zdoła ograniczyć straty?

Obecna sytuacja skłoniła Tokio do przyspieszenia działań na rzecz dywersyfikacji turystyki i poszukiwania nowych rynków zbytu.

Mimo wyraźnego spadku liczby turystów z Chin Japonia w ubiegłym roku pobiła kolejny rekord. Kraj odwiedziło 42,7 mln osób, co oznacza wzrost o niemal 16 proc. w porównaniu z 2024 r.

Skutki chińskiego bojkotu udało się w dużej mierze zneutralizować dzięki rosnącej liczbie gości z innych regionów świata. Przede wszystkim z Korei Południowej, Stanów Zjednoczonych, Europy i Australii.

Jak zauważa „Time Magazine”, Japonia po cichu przyspiesza działania zmierzające do ograniczenia zależności od chińskiego popytu. Władze od kilku lat oferują firmom subsydia zachęcające do przenoszenia łańcuchów dostaw z Chin. Zaostrzają również kontrolę eksportu zaawansowanych technologii, w tym półprzewodników. Jednocześnie eksperci podkreślają, że całkowity „decoupling” [ograniczanie zależności gospodarczej między państwami – przyp. red.] pozostaje w praktyce bardzo trudny do przeprowadzenia.

Mimo wyraźnego spadku liczby turystów z Chin Japonia w ubiegłym roku pobiła kolejny rekord – kraj odwiedziło 42,7 mln osób.

Chińskie przedsiębiorstwa również ponoszą koszty napięć dyplomatycznych, jednak w znacznie mniejszym stopniu niż japońskie. Japonia jest bowiem zdecydowanie bardziej zależna od Chin niż odwrotnie. Państwo Środka pozostaje jej największym partnerem handlowym, podczas gdy z perspektywy Pekinu Tokio plasuje się dopiero na trzecim miejscu. W 2024 r. udział Chin w całkowitym handlu Japonii przekroczył 20 proc., przy czym 17,6 proc. japońskiego eksportu oraz 22,5 proc. importu przypadało właśnie na Chiny.

Uderzający w gospodarkę spór z Pekinem to zła wiadomość dla zwykłych Japonek i Japończyków, którzy od kilku lat mierzą się z rosnącymi kosztami życia. Choć ceny energii w ostatnich miesiącach spadły, drożeje żywność, a inflacja w 2025 r. wyniosła 3,2 proc.

W listopadzie gabinet Sanae Takaichi zatwierdził pakiet stymulacyjny o wartości 21,3 bln jenów (ok. 135 mld dolarów). Ma on złagodzić skutki rosnących kosztów życia i pobudzić wzrost gospodarczy poprzez inwestycje infrastrukturalne i wsparcie dla firm. Gospodarce mogłaby pomóc także polityczna deeskalacja relacji z Chinami. Jednak – jak wskazują obserwatorzy – realne ruchy w tym kierunku możliwe będą dopiero po wyborach.

Główne wnioski

  1. Japonia zanotowała 45-procentowy spadek liczby chińskich turystów, którzy jeszcze niedawno stanowili około 25 proc. wszystkich zagranicznych gości i generowali miliardy dolarów rocznie. Szacunkowe straty w turystyce mogą sięgnąć 2,2 bln jenów (ok. 14 mld dolarów) rocznie, co może obniżyć PKB Japonii o 0,36 proc. Mimo bojkotu Japonia pobiła w 2025 r. rekord turystyczny, przyjmując blisko 43 mln zagranicznych gości.
  2. Chińskie linie lotnicze drastycznie ograniczyły połączenia – w styczniu odsetek odwołanych lotów przekroczył 47 proc., a w lutym anulowano wszystkie 49 regularnych rejsów między krajami.
  3. Jeśli napięcia dyplomatyczne się utrzymają, kryzys może mieć długofalowy wpływ na turystykę oraz handel dwustronny.