Ciągłość – cierpliwość – tradycja. Co może się NIE udać MON w nadchodzącym roku?
Resort obrony narodowej zostawia za sobą dość dobry rok. Dowodzony przez Władysława Kosiniaka-Kamysza MON miał w 2025 dobrą passę, którą zwieńczyło kilka naprawdę ważnych decyzji, w głównej mierze zakupowych. Nadchodzące 365 dni może być jednak mniej różowe. Oto 15 punktów, gdzie na MON czekają rafy, mielizny i potencjalne problemy.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym MON może poślizgnąć się i upaść, jak w komedii z lat 30 XX w.
- Co resort powinien poprawić, by działać skuteczniej.
- Czy Władysław Kosiniak-Kamysz doczeka w spokoju w fotelu szefa resortu do wyborów 2027 r.?
Trzeba to szefowi PSL oddać - w fotelu wicepremiera i szefa MON umościł się wygodnie i sprawnie zarządza piekielnie trudnym resortem. Władysław Kosiniak-Kamysz nie antagonizuje, ma dobry PR, a zarządzanie przez niego obroną narodową uniknęło spektakularnych wtop i wizerunkowych katastrof.
Przede wszystkim jednak (o czym pisaliśmy w innym miejscu), może się pochwalić skutecznością. Przede wszystkim „dowiózł” zapowiadane w 2024 r. wskazanie partnera w programie „Orka”. Do tego wystrzelenie na orbitę pierwszych wojskowych satelitów i kilka innych ważnych programów.
Co najważniejsze jednak, nie popadł w konflikt ze zwierzchnikiem sił zbrojnych, Karolem Nawrockim. Przy obecnym, coraz większym konflikcie na linii rząd - prezydent, to duże osiągnięcie. Jednak rok 2026 może nie być dla jego resortu tak łaskawy. Oto potencjalne pola minowe, na które powinien uważać.
Wielka polityka i wielka smuta Europy
- Podtrzymanie poprawnych relacji z USA i administracją Trumpa. Największe wyzwanie przed Kosiniakiem-Kamyszem leży po drugiej stronie Atlantyku. O ile Europa z coraz większą obawą patrzy na Rosję, o tyle w Białym Domu temat wydaje się mało znaczący. I to dla szefa MON pierwsze wielkie wyzwanie. Ciężar relacji transatlantyckich (nieco w spadku po Andrzeju Dudzie) wziął na siebie prezydent Karol Nawrocki. Kosiniak-Kamysz w USA bywa rzadziej, nie ma tam tak "wyrobionej twarzy” jak Nawrocki. Relacje polsko-amerykańskie nie są łatwe, a kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. Polityk koalicji rządzącej mówi, że tu pozycja WKK jest wypadkową pozycji sekretarza wojny, Pete’a Hegsetha w gabinecie Trumpa.
– Ma z samym Hegsethem niezłe relacje, ale jego pozycja w Waszyngtonie jest słaba. Nie oszukujemy się, to nie poziom kontaktów Sikorskiego z Rubio – słyszymy. - Utrzymanie gotowości Europy do walki. Nie ma się co oszukiwać – Europa jest zmęczona wojną w Ukrainie. Przy tak chwiejnym i niestabilnym prezydencie, jak Donald Trump, relacje wojskowe z USA wiszą na cieńszym niż kiedykolwiek włosku. Dlatego premier Kosiniak-Kamysz musi mobilizować swoich odpowiedników europejskich. Stąd takie, a nie inne decyzje zakupowe.
- Relacje z prezydentem Nawrockim. Te, jak na razie, były siłą Kosiniaka-Kamysza. Jego koncyliacyjność i spokój dawały mu dobrą pozycję w kontaktach z prezydentem. Jednak Karol Nawrocki umościł się w fotelu prezydenckim i będzie chciał więcej. Czy szef MON wytrzyma jego napór – okaże się. Ale trudno oczekiwać, by w takim kształcie relacji KPRM – Pałac Prezydencki udało się przeforsować niektóre decyzje. Tu przechodzimy do kolejnego punktu.
- Reforma Systemu Kierowania i Dowodzenia (SKiD). Andrzej Duda zostawił podpisanie reformy swojemu następcy. A przy zimnej wojnie na linii Biuro Bezpieczeństwa Narodowego – Służba Kontrwywiadu Wojskowego niewiele da się tu ugrać. Co sprawia, że będzie trwał okres dwuwładzy i realizacji w siłach zbrojnych. Przejdźmy zatem do nich.
Dziura w powietrzu. Po dobrym roku Marynarki Wojennej, trudniej mogą mieć Siły Powietrzne
Przewrotnie, najwięcej kłopotów może się pojawić w domenie, która wydawała się dotąd najlepiej zabezpieczona. Chodzi o Siły Powietrzne RP. I to pomimo wyszczególnionych we wcześniejszym tekście, niepodważalnych osiągnięć MON.
Siły Powietrzne RP (SP RP) czekają, owszem na samoloty MRTT (multi role tanker-transport), ale w pozostałych obszarach jest słabiej. Wciąż nie mamy "pełnoprawnych" samolotów rozpoznania powietrznego. Dwa SAAB-y 340 AEW to rozwiązanie pomostowe, nie w pełni odpowiadające potrzebom. Tam wyzwań będzie najwięcej.
- Pozyskanie nowych wielozadaniowych samolotów bojowych (wsb). Na te na razie nie ma pieniędzy. I tyle. A nasze „zęby jadowe” są… dość rzadkie. 47 F-16, 12 FA-50, kilka mocno przestarzałych MiG-ów. Czekamy na F-35, ale próżno nam wyglądać kolejnych eskadr bojowych. Tym bardziej, że…
- Dopięcie programu FA-50PL. Trudno za to winić ministra obrony, ale dostawy koreańskich, spolonizowanych FA-50, z nowym radarem i uzbrojeniem, są opóźnione. Być może w 2026 r. zostanie oblatany pierwszy, ale na nowe maszyny jeszcze poczekamy. I to jest zła wiadomość.
- Śmigłowcowa bieda. Spójrzmy prawdzie w oczy – jest źle. Szturmowe Mi-24 nie nadają się w zasadzie do niemal niczego, na polskie Apache jeszcze poczekamy. A dziura rośnie. W śmigłowcach transportowych (szczególnie ciężkich), szkolnych, nawet w śmigłowcach dla VIP-ów; tam po prostu nie ma czym latać. I COŚ szef MON będzie musiał z tym zrobić.
- Śmigłowce na fregaty Miecznik. Ten sam przypadek. Po pożegnaniu obecnych na fregatach Oliver Hazard Perry śmigłowców Kaman SH-2G Super Seasprite, na nowe fregaty z programu „Miecznik” śmigłowców jak na razie nie kupiono. I nie zapowiada się, by rok 2026 był rokiem przełomu.
Co w powietrzu, to na lądzie. Obawy są, i to niemałe
- Rozpoznanie i obrona powietrzna. Po systemie dowodzenia, najważniejsze są systemy rozpoznania i obrony powietrznej. Te, choć rozwijane, wciąż nie są na takim poziomie, jak należałoby oczekiwać od państwa w naszej sytuacji. Programy "Wisła" i "Narew" powoli idą do przodu, choć za wolno. Przeciąga się (za bardzo) program "Barbara", zakładający pozyskanie aerostatów. Znowu – trudno tu mieć pretensje do ministra, jednak można też oczekiwać, by "docisnął" swój aparat.
- Reforma CWCR. Centralne Wojskowe Centrum Rekrutacji już w samej swojej nazwie jest dziwną instytucją. I choć istnieje zaledwie 3 lata, to system uzupełnień armii wymaga pilnej reformy, o czym mówią sami żołnierze. Instytucja jest mało wydolna, nie weszła w buty Wojskowych Komend Uzupełnień, a najważniejsze w niej jest, by słupki Excela świeciły na zielono. Kosztem, oczywiście, jakości. Co każe przejść do następnego punktu, za który MON chwaliliśmy. Ale diabeł tkwi w szczegółach.
- Szkolenia wojskowe. Choć przyciągają wielu ludzi, także młodych, to zwyczajnie za mało. A dodatkowo obciążają armię. Do szkoleń zwyczajnie brakuje ludzi, co – podobnie jak w przypadku rekrutacji nowych żołnierzy – odbija się na jakości. Albo więc wrócimy do służby zasadniczej (na co z kolei nie zgodzi się rząd, choć pewnie podpisałby taki projekt ustawy prezydent), albo będziemy udawać, że po tygodniu czy dwóch ćwiczeń mamy pełnowartościowych żołnierzy.
W Marynarce Wojennej też widać dziury. Choć jest (trochę) lepiej, niż było
- Umowa wykonawcza na „Orkę”. Największa nadzieja i największa bolączka marynarki. O programie i wątpliwościach dookoła partnerstwa ze Szwecją napisano już wszystko. Pozostaje więc czekać na wyniki zaawansowanych negocjacji ze Szwedami, jednak podpisanie umowy wykonawczej może się przesunąć w czasie, bo szwedzki program ma mniej więcej milion własnych problemów. A polska MW tego czasu nie ma.
- Modernizacja ORP Ślązak. Nazywanego złośliwie ORP Nigdy. I chyba nazwa ta nie była tak trafna wcześniej, jak teraz. "Ślązak" musiałby zostać w zasadzie zbudowany od nowa: z nową siłownią, uzbrojeniem itp. A pieniędzy na to nie ma. Będą więc wykonywane ruchy pozoracyjne dookoła jednostki, a prawdziwa modernizacja korweto-patrolowco-nie-wiadomo-czego do pełnoprawnego okrętu bojowego wciąż stoi w w miejscu.
- Zakończenie modernizacji małych okrętów rakietowych. Stan chroniczny i przewlekły. Końca nie widać i trudno spodziewać się, by trzy, należące do Marynarki Wojennej Orkany w 2026 r. wyszły ze Stoczni Wojennej w Gdyni, gdzie przechodzą modyfikację, polegającą głównie na wymianie napędu. A na Bałtyku coraz groźniej…
- Niepewne losy Ustawy o Bezpiecznym Bałtyku i „Ratownika”. Pierwsze to plan rządu (w postaci projektu ustawy) na wzmocnienie zabezpieczenia Bałtyku. Zakłada m.in. nowe normy i zasady użycia broni, dla ochrony infrastruktury krytycznej. Weto prezydenta wisi w powietrzu, bo sami marynarze mówią, że plan jest niedopracowany i spotka się ze sprzeciwem Karola Nawrockiego. A los okrętu ratowniczego zależny jest od pieniędzy. Tych na razie brakuje, chyba, że Komisja Europejska zgodzi się na finansowanie go z programu SAFE.
Kiszka medyczna, problem z przemysłem i szkoleniami
- Wojskowa Akademia Medyczna. O zapaści opieki medycznej w armii pisaliśmy na łamach XYZ wiele razy. Zatem – krótko. Dowództwo Komponentu Wojsk Medycznych, którego szefem jest płk Kiszka, to wydmuszka. Podobnie jak plany odtworzenia Wojskowej Akademii Medycznej. Nie ma ludzi i pieniędzy. I nie pomogą zaklęcia, i kolejne konferencje, twierdzące, że jest inaczej.
- Zamówienia na kolejne wozy Borsuk i Rosomak. Może będzie, a może nie. O ile znajdą się na to środki. Problematyczna jest także sytuacja Jelcza. Jedna z większych spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej ma problemy z wydajnością, które w nadchodzącym roku mogą wystrzelić w twarz PGZ. Opóźnienia, jak mówią ludzie zbliżeni do przemysłu, są gigantyczne. A to na podwoziach Jelcza mają się opierać wyrzutnie Narwi, Homara, punkty wojskowej łączności, logistyka i bóg jeden wie, co jeszcze. Wąskie gardło się zaciska. Ułożenie relacji z przemysłem będzie dla MON, Ministerstwa Aktywów Państwowych i armii potężnym bólem głowy w 2026 r. A w kolejce jest jeszcze Ministerstwo Finansów.
Zamówienia zagraniczne, "Szpej" i wojsko nadal na granicy.
- Zmiana systemu zamówień za granicą. Jak dotąd – porażka, głównie poprzedniego ministra, choć i Kosiniak-Kamysz dołożył swoje, akceptując plan zakupu 96 śmigłowców Apache. Wydajemy ogromne pieniądze już teraz, jeszcze większe wydamy w perspektywie kolejnych dekad, a kupujemy sprzęt z półki, często dostając ochłapy zamiast offsetu, transferu technologii lub normalnej, partnerskiej współpracy. Ale, jak mawia Szef Sztabu Generalnego, gen. Wiesław Kukuła, "bezpieczeństwo nie ma ceny".
- Operacja „Szpej”. Wojskowe yeti. Napisano o niej setki artykułów, odbywały się konferencje, panele dyskusyjne, żołnierze słyszeli najbardziej miodopłynne zapowiedzi. A mimo to – wciąż jest w powijakach. Zamówienia na nowe przedmioty umundurowania i wyekwipowania, zamiast płynąć rzeką – ciurkają. Powód? Ten sam, co w kilku przypadkach powyżej – braki w budżecie.
- Inwestycje budowlane. Oczko w głowie MON, oprócz zakupów i szkoleń. Rozbudowujemy infrastrukturę wojskową, bo kupujemy mnóstwo nowego sprzętu – czołgów, armatohaubic, samolotów, śmigłowców, amunicji itp. A wiele z inwestycji nie zostanie "dowiezionych" na czas. Przykłady? Duży park sprzętu technicznego w Sitańcu-Wolicy dla 18 pułku przeciwlotniczego, schronohangary/magazyny na amunicję w Powidzu, dodatkowa infrastruktura dla batalionu czołgów w Sulejówku/Zielonce, schrony na amunicję. Itp., itd.
- Zejście wojska z granicy z Białorusią. Nie zanosi się na to ani trochę. Na granicy polsko-białoruskiej stoi pełna dywizja Wojska Polskiego, obecnie 16-ta. A żołnierze nie są od ochrony granicy, tylko obrony. Niby to samo, ale nie to samo. Powinna to robić Straż Graniczna, policja, albo – wspomagająco – Żandarmeria Wojskowa. Ale tam ludzi brakuje jeszcze bardziej, niż w siłach zbrojnych.
Lepiej już było?
Z której strony nie spojrzeć – MON nie będzie miał w nadchodzącym roku lekko. Dodając do tego niepewną sytuację Ukrainy widać, że przed Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem wyzwań stoi co niemiara. Minister będzie musiał stąpać jak po polu minowym, godząc wpływy i interesy wielu grup nacisków. I samemu zachowując przy tym ostrożność.
Największe obawy budzi sytuacja międzynarodowa. Tu można się spodziewać zmian dynamicznych niczym przejścia do kolejnych figur w łyżwiarstwie figurowym. A w wojsku nadal popularna jest klasyczna triada "ciągłość-cierpliwość-tradycja". I w tym przypadku nie jest to akurat zaleta.
Główne wnioski
- Przed resortem obrony trudny rok. Przed Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem piętrzą się wyzwania, dotyczące głównie współpracy; zarówno transatlantyckiej, ze Stanami Zjednoczonymi, jak i krajowej, z prezydentem i Biurem Bezpieczeństwa Narodowego.
- Dla armii najważniejsze są systemy dowodzenia, obrony powietrznej, rozpoznania, logistyki, jakości i ilości szkolenia. W każdym z nich można znaleźć duże luki, z którymi minister obrony będzie musiał zrobić porządek.
- Pozycja wewnątrzkoalicyjna Kosiniaka-Kamysza jest mocna i nie należy oczekiwać żadnych jej tąpnięć. Według jednego z członków rządu, szef MON cieszy się poparciem i zaufaniem premiera, oraz jest "stabilizatorem" dość chwiejnej koalicji rządzącej.



