Co dalej z FA-50 dla Polski? Roczne opóźnienie dostaw samolotów dla Polski
To już pewne, program FA-50PL zaliczy potężne opóźnienie. Agencja Uzbrojenia poinformowała o podpisaniu aneksu do umowy na dostawy koreańskich myśliwców do Polski. Co dalej z tym programem?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Z czego wynikają opóźnienia w dostawach koreańskich myśliwców FA-50PL do Polski.
- Jakie są wyzwania, stojące przed wartym ponad 12 mld zł programem.
- Czego należy się spodziewać, mając na uwadze, że FA-50PL będzie się bardzo różnił wyposażeniem od już obecnego w Siłach Powietrznych FA-50GF.
Agencja Uzbrojenia, czyli organ odpowiedzialny za zakupy i wykonanie umów zbrojeniowych poinformowała o opóźnieniu w dostawach samolotów FA-50. Myśliwce, które miały pojawić się w Polsce w tym roku, dotrą do nas rok później.
Program zapoczątkowany przez byłego szefa MON-u Mariusza Błaszczaka miał być remedium na oddanie Ukrainie samolotów MiG 29. Zaletą zakupu w Korei Południowej miała być przede wszystkim szybka dostawa FA-50. Ale to się nie udało. I nie uda.
Program, którego koszt szacowany jest na ponad 12 mld zł, to jeden z ważniejszych projektów zapoczątkowanych przez ministra Błaszczaka. Samolotów ma być łącznie 48. 12 pierwszych (wersja GF) jest już w Polsce. Kolejne 36 sztuk miało do nas trafić w mocno zmienionej wersji FA-50PL.
Samoloty miały być wyposażone w nową elektronikę i awionikę, nowy radar, przenosić nowe rodzaje uzbrojenia czy mieć sondę do tankowania w powietrzu. I w rozpoczętym niedawno 2026 r. miały się zjawić nad Wisłą. Ale tak się nie stanie.
Fafik na cenzurowanym. Opóźnienie programu się zwiększa
Zacznijmy od komunikatu Agencji: „Na mocy podpisanego aneksu, zważywszy na obecną sytuację geopolityczną oraz realne łańcuchy dostaw i proces technologiczny produkcji samolotów, pierwsza platforma zostanie dostarczona w połowie 2027 r., natomiast zakończenie dostaw przewidywane jest na początek 2029 r.”
To duże, bo roczne opóźnienie. W naszej sytuacji, przy eksploatowanych do granic samolotach F-16 i oczekiwaniu na bardzo drogie F-35, opóźnienie w dostawach FA-50 komplikuje sytuację bezpieczeństwa kraju.
Z czego wynika poślizg w dostawach? Przyczyn jest zapewne kilka. Najważniejsza mogą być kłopoty w dostawach komponentów z USA. Radar PhantomStrike, który ma się znaleźć na FA-50PL to produkt nowy. Pierwsze testy w powietrzu przeszedł w maju ubiegłego roku, a do Korei trafił po raz pierwszy w październiku.
Jego integracja z płatowcem leży po stronie Amerykanów. To jedno z dwóch najbardziej palących zagadnień. Drugie dotyczy oczekiwanej przez stronę polską integracji pocisków przeciwlotniczych średniego zasięgu AIM-120 AMRAAM. O tym jednak Agencja Uzbrojenia milczy.
„Możemy mówić o tym, co mamy na stole”
Mówi o tym rzecznik AU płk Grzegorz Polak. Oficer wskazuje, iż ze względu na sytuację międzynarodową niekoniecznie o wszystkim można (i trzeba) mówić głośno. Tak wygląda np. sprawa integracji pocisków AMRAAM.
– Nie zawsze trzeba mówić o wszystkim głośno – ucina Polak.
Dodając, że „możemy mówić o tym, co mamy na stole”. Czyli o tym, co ujawniono w komunikacie.
– Powiem, że istotne są po pierwsze procedury, którymi rządzą się konkretne kraje, a po drugie procesy technologiczne, które pozwalają na implementację określonych rozwiązań na konkretne platformy. Mamy trzy zaangażowane podmioty państwowe i wszystkiego nie przeskoczymy. Dostawy z USA wpływają na integrację elementów przez stronę koreańską, a my, jako Agencja Uzbrojenia, musimy pospinać to w całość – dodaje oficer.
Przypomina, iż Agencja jest realizatorem dostarczenia tego, co wskazują siły zbrojne. Ma swoje zdania, zgodne z centralnymi planami rzeczowymi i je realizuje.
Sprawa rozbija się o kwestię procedur międzyrządowych. Po której z zainteresowanych stron: koreańskiej czy amerykańskiej? Odpowiedź wcale nie będzie prosta.
Procedury – element kluczowy. Ale problemy mogą się nawarstwić
Są różni producenci i dostawcy technologii. Zaś same dostawy wymagają wielu zabiegów na liniach międzyrządowych, głównie na linii Korea-USA.
Na dziś mamy decyzję w sprawie pocisków Sidewinder (w wersji 9X), ale była ona dopinana między rządem Polski i USA. I twardą informację: dostawy będą opóźnione. Być może więc dobrze, że wreszcie wyklarowało się podpisanie aneksu i wiemy, na czym stoimy. Pozostaje mieć nadzieję, że nie będzie dalszych opóźnień dostaw, a zapisany w aneksie termin w 2027 r. będzie ostateczny.
Czy maszyna wkomponuje się w oczekiwania wojska? Ale także – o czym mówi poniżej były Inspektor Sił Powietrznych, generał brygady pilot Tomasz Drewniak – czy będzie tym rozwiązaniem, którego faktycznie potrzebuje lotnictwo wojskowe. I nie tylko zresztą lotnictwo.
Nie można zapominać, że Polsce dostarczono już m.in. symulatory i trenażery do samolotów FA-50GF. W umowie zakontraktowane są także cztery kolejne symulatory, przystosowane do wersji FA-50PL. Miałyby trafić (po dwa) do baz w Mińsku Mazowieckim i Świdwinie.
Wojskowi i politycy mają zatem twardy orzech do zgryzienia. Pierwsze FA-50 (nazywane pieszczotliwie Fafikami) już są w Polsce. Niebawem, wyposażone w nowe pociski i amunicję do działek, wejdą w dyżury bojowe. Ale na docelowe, w pełni bojowe samoloty będziemy musieli jeszcze poczekać. A potrzeby są tu i teraz. Zatem: co dalej?
– Moim zdaniem, jeśli już weszliśmy w ten program, mamy infrastrukturę i pierwszych wyszkolonych pilotów, bezsensem byłoby zatrzymywanie tego programu. Usiądźmy do rozmów z Koreańczykami. Powiedzmy – zawiniliście, trzeba zrobić rachunek sumienia i wynegocjować racjonalne rozwiązanie tej sprawy. Niech w założonych terminach rzeczywiście dostarczone zostaną właściwe maszyny – mówi Bartosz Głowacki, ekspert lotniczy, redaktor naczelny magazynu „Skrzydlata Polska”.
Ekspert: Powinniśmy oczekiwać rekompensaty ze strony Koreańczyków
Ekspert dodaje jednocześnie, iż znane projekty stworzenia nowych samolotów, wojskowych czy cywilnych, dowodzą, że zawsze są jakiejś opóźnienia. Czy określone przed siły zbrojne wymagania były realne?
– Dobrze byłoby również nieco mocniej docisnąć Koreańczyków. Mówiąc krótko: skoro już czekamy na samoloty, a program się toczy, to powinniśmy poczekać do jego zakończenia, może akcentując mocniej konieczność zrekompensowania opóźnienia przez Koreańczyków. Choćby np. w formie szkoleń naszych pilotów w Korei – uważa Głowacki.
Przyszłość koreańskich samolotów w Polsce teoretycznie rysuje się więc w dość jasnych barwach. Ale pytania dookoła zakupu i jego zasadności się nawarstwiają. Jeśli Koreańczykom jeszcze raz powinie się noga, będzie trzeba te pytania zadać o wiele głośniej i bardziej zdecydowanie, niż dotychczas.
Zdaniem eksperta
Gen. Tomasz Drewniak: Minister pojechał do Korei i wrócił z umową
Warto byłoby wiedzieć, czy Polska ponosi dodatkowe koszty związane z integracją tego radaru, ale też, czy strona koreańska jakoś zrekompensuje te koszty. Trwa procedura integracji z rakietami Sidewinder 9X. A co z pociskami AMRAAM? Co z integracją systemu „swój-obcy”? Kto to zrobi? Bo raczej nie Koreańczycy. Kto zintegruje Link-16, czyli NATO-wski system komunikacji na koreańskiej platformie? Kolejna kwestia: system walki radioelektronicznej, który się pojawi na tym samolocie. Samoloty muszą działać w jednolitym środowisku. Nie może być osobnych „baniek” dla F-16, F-35 i FA-50PL. One muszą się nawzajem widzieć i „rozmawiać” ze sobą. To wszystko trzeba wziąć pod uwagę, dyskutując o tym zakupie i jego dalszych losach w Siłach Powietrznych RP.
Dziś mniejsze znaczenie mają parametry książkowe samolotu. To dobrze skonstruowany, przyjazny pilotowi samolot, ale najistotniejsze jest to, co on będzie miał w środku i czy będzie w stanie zintegrować się z tym, co już mamy i będziemy mieć. Czyli F-35 i przyszły system IBCS, który będzie spinał i koordynował całe funkcjonowanie naszej obrony przeciwlotniczej.
Główne wnioski
- Program FA-50PL znalazł się na zakręcie. Jeszcze nie wypadł z drogi, ale są zawirowania, które stawiają jego zasadność pod znakiem zapytania. Na razie więcej przemawia za dokończeniem go, ale obawy się nawarstwiają.
- Były Inspektor Sił Powietrznych gen. Tomasz Drewniak wskazuje, iż w konstruowaniu i wyposażaniu, samolot FA-50PL może natrafić na szereg problemów. Chodzi przede wszystkim o integrację ze wskazanym przez nas radarem, system identyfikacji i łącze Link-16, służące do komunikacji i wymiany danych z innymi jednostkami.
- Ekspert lotniczy Bartosz Głowacki dodaje, iż powinniśmy dokończyć ten program i nie przerywać go w połowie drogi.

