Kategorie artykułu: Kultura Społeczeństwo

Co robi Andy Warhol w Państwowym Muzeum Etnograficznym? Sztuka łemkowskich korzeni

Tytuł tej wystawy nie jest przypadkowy: „Formy obecności” w Państwowym Muzeum Etnograficzne w Warszawie są jak otwarcie długo zamkniętej księgi. Poznajemy kulturowy alfabet sztuki grupy etnicznej, przez lata milczącej w przestrzeni publicznej. Od niedawna – na fali trendu do odkrywania korzeni i lokalności – Łemkowie odzyskują głos. Tak o przeszłości, jak i o teraźniejszości.

Portret Marylin Monroe autorstwa Andy'ego Warhola
Praca Andy'ego Warhola na wystawie "Formy obecności. Sztuka Łemków/Rusinów Karpackich” w Państwowym Muzeum Etnograficznym.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak wystawa „Formy obecności” przełamuje podział na sztukę „etnograficzną” i „współczesną”, pokazując Łemkowszczyznę jako żywe pole artystycznych napięć.
  2. Dlaczego zestawienie Warhola, Nikifora, Nowosielskiego i artystów współczesnych nie jest efektem kuratorskiej prowokacji, lecz logiczną opowieścią o tożsamości i migracji.
  3. Z czego zbudowano na wystawie ikonostas w osobnej sali, który nie pozwala o sobie zapomnieć.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Na wejściu gest mocny, niemal manifestacja. Dwie ikony. Po lewej Andy Warhol i jego Marilyn Monroe z 1967 roku. Po prawej XVII-wieczny wizerunek Świętego Mikołaja, anonimowy, cerkiewny, wyjęty z lokalnego obiegu sakralnego. Zestawienie, które aż prosi się o uproszczenia: pop kontra sacrum, konsumpcja kontra kontemplacja, jaskrawość kontra cisza. A jednak to porównanie prowadzi na manowce. Bo wcale nie chodzi tu tylko o kontrast, lecz o wspólnotę funkcji. Oba wizerunki są obiektami kultu. Marilyn świeckiego, masowego, reprodukowanego w nieskończoność. Święty Mikołaj z kolei duchowego, zakorzenionego w lokalnej wspólnocie, ale równie powszechnego w wyobraźni wiernych. Warholowska Monroe ma swój nimb: żółty, syntetyczny, popowy. Ikona ma złoto, symbol światła nie z tego świata. Jedno i drugie działa przez powtórzenie. Jedno i drugie unieważnia jednostkowość na rzecz znaku.

Sam Warhol mówił, że im dłużej patrzysz na tę samą rzecz, tym szybciej traci ona znaczenie. Ikona przemawia do nas odwrotnie: im dłużej patrzysz, tym głębiej wchodzisz. W tej sprzeczności mieści się cała ambiwalencja nowoczesnej tożsamości łemkowskiej, rozdartej między duchowością a masową kulturą, między tradycją a emigracją.

Syn emigrantów

Ale co właściwie robi Warhol na wystawie sztuki łemkowskiej? Odpowiedź jest prostsza, niż mogłoby się wydawać. Urodzony w Pittsburghu, syn Julii i Ondreja Warholów, emigrantów z Mikovej (dzisiejsza Słowacja), przez lata funkcjonował jako ikona amerykańskości. A jednak w dokumentach, listach pisanych cyrylicą, w relacji z matką wyłania się inny Warhol, człowiek pogranicza, rozumiejący język, którym nie mówił biegle, żyjący w kulturze, której do końca nie porzucił. Nawet słowo „ikona” w odniesieniu do współczesnych dzieł ma swoje źródło w tej tradycji.

Na wystawie zobaczymy nie tylko jego prace, ale też ślady tej genealogii, jak fotografie, prasowe wycinki, prywatne archiwalia, a nawet Draculę, plakat filmowy do opowieści o wampirze z Karpat, który przestaje być kampowym żartem, a zaczyna wyglądać jak powrót wypartego. Pop-art okazuje się strategią asymilacji, a nie zaprzeczeniem korzeni.

Ikona po przejściach

Drugim wielkim filarem tej opowieści jest Jerzy Nowosielski. Jego ikony i obrazy nie są tu kontrapunktem wobec Warhola, lecz drugim biegunem tej samej osi. U Nowosielskiego ikona traci dekoracyjność, zostaje ogołocona z nadmiaru narracji. Święci są frontalni, zawieszeni w pustce, geometryczni. To ikona po doświadczeniu wojny, przesiedleń, rozpadu świata.

Nowosielski pokazuje, że sacrum nie chroni przed historią. Ono przez nią przechodzi. W kontekście wystawy jego prace działają jak pomost między tradycją a współczesnością, dowód, że język ikony można przetłumaczyć na nowoczesność, nie tracąc jego duchowej gęstości.

W ogóle opowieść o ikonie jako jądrze tradycji łemkowskiej wymaga tu pracy niemal archeologiczno-detektywistycznej. Brak danych o tożsamości twórców, przemieszczone obiekty, zerwane konteksty dziś sprawiają, że bardzo trudno w wypadku dawnych dzieł rozstrzygnąć, czy to naprawdę łemkowskie prace. Trzeba łączyć miejsca urodzeń, daty przesiedleń, rodzinne relacje i przekazy. To wystawa, która pokazuje, że historia sztuki mniejszościowej to praca żmudna, niepewna, ale przez to właśnie konieczna, bo pozwala odzyskiwać choć kawałki prawdy o dziejach.

Malarstwo prawdziwe

Dalej wystawa zmienia tempo. Wchodzimy w przestrzeń, która przypomina łemkowski dom jako centrum świata, miejsce codzienności, rytuału, wspólnoty. Malarstwo, pejzaże, sceny rodzajowe pokazują życie przed przerwaniem ciągłości. Pole, praca, święto. Dom jako oś istnienia.

Szczególne miejsce zajmuje tu Nikifor. Jego pejzaże Krynicy i okolic nie są dokumentem, lecz rekonstrukcją świata po swojemu. Miasta i cerkwie u Nikifora są zawsze trochę „nie tak”: perspektywa się łamie, proporcje uciekają. Ale sens zostaje. To malarstwo, które nie chce być poprawne, tylko prawdziwe – zapisane z pozycji kogoś, kto wie, jak łatwo zniknąć z historii.

Jednym z najbardziej poruszających momentów wystawy jest „Niebieski autoportret” Justyny Maksymczak. Duże płótno, chłodna paleta, dziewczyna o wielkich oczach siedząca przy stole w barwie intensywnie niebieskiej, kobaltowej. Jej spojrzenie jest jednocześnie obecne i nieobecne. To portret kogoś, kto dopiero uczy się swojej historii. Bo to opowieściach babć i dziadków młode pokolenie artystów znajduje korzenie, ale też milczenie, wstyd, przerwane narracje. Łemkowska tożsamość okazuje się rozpięta między Łemkowyną a „czużyną”, czyli obcą ziemią. Jedno nie istnieje bez drugiego. I coraz częściej to napięcie staje się impulsem do powrotów. Tych symbolicznych i tych realnych. Na fali trendu odkrywania swoich korzeni, podkreślania odrębności nowe pokolenie przestaje milczeć.

Obraz: Dawid Zdobylak, W dniu końca świat, olej na płótnie-desce, 2023-2024
Dawid Zdobylak, W dniu końca świat, olej na płótnie-desce, 2023-2024

Prace Dawida Zdobylaka, jak „W dniu końca świata”, zostały zestawione z zabytkowymi obiektami ze zbiorów muzeum, czyli tkaninami, narzędziami, fragmentami stroju. To jedno z najbardziej znaczących kuratorskich rozwiązań. Przedmioty codziennego użytku stają się dziełami sztuki. I odwrotnie, bo dostrzegamy je w obrazach.

Zdobylak przetwarza łemkowską mitologię, obyczajowość i religijność, ale nie w duchu rekonstrukcji. Jego malarstwo jest gęste, dramatyczne, współczesne. To gest malarski po katastrofie, której doznali.

Ciągłość opowieści

Wrażenie robi zestawienie współczesnych fotografii Katarzyny Szwedy z archiwalnymi zdjęciami Antoniego Kroha oraz dokumentacją pracowników muzeum. Czarno-białe obrazy z różnych dekad składają się na opowieść o odzyskiwaniu Łemkowyny nie jako miejsca na mapie, lecz jako przestrzeni pamięci. Jest w tym jakiś rodzaj rozmowy o ciągłości.

Katarzyna Szweda, Łemkowyna, fotografia
Katarzyna Szweda, Łemkowyna, cykl fotograficzny

Na końcu osobna sala. Cisza. Półmrok. Monumentalna instalacja Doroty Nieznalskiej „Przemoc i pamięć”. Stalowy ikonostas, wzorowany na podkarpackich pierwowzorach. Zamiast świętych - archiwalne fotografie wykonane przez nazistowski Institut für Deutsche Ostarbeit. Twarze dzieci, kobiet, chłopców. Obiekty badań rasowych. Dowody „zacofania” nacji, katalog wykluczenia.

Ta praca jest oddzielona, wyciszona, niemal liturgiczna. Ma w sobie coś ze świętości kaplicy. Świadectwo świata, który miał zniknąć i który dziś wciąż powraca, gdy historia znów zaczyna mówić językiem wykluczenia. Trudno ją obejrzeć tylko raz. Trudno ją opuścić bez myślenia o współczesności.

Główne wnioski

  1. Wystawa – choćby za sprawą ikon – pokazuje, jak trudno nieraz w sztuce dawnej określić pochodzenie dzieł. Brak danych o tożsamości twórców, przemieszczone obiekty, zerwane konteksty dziś sprawiają, że bardzo trudno w wypadku dawnych dzieł rozstrzygnąć, czy to naprawdę łemkowskie prace. Trzeba łączyć miejsca urodzeń, daty przesiedleń, rodzinne relacje i przekazy. To wystawa, która pokazuje, że historia sztuki mniejszościowej to praca żmudna, niepewna, ale przez to właśnie konieczna
  2. Od Nikifora do Warhola. Różne estetyki i strategie twórcze układają się w spójną opowieść o życiu „pomiędzy”: językami, granicami, systemami wartości i kanonami historii sztuki. Obok sztuki współczesnej mamy tu więc np. tzw. sztukę naiwną.
  3. Łemkowszczyzna jako przestrzeń transnarodowa. Artyści z Polski i spoza jej granic pokazują, że tożsamość karpacka nie jest zamkniętym rozdziałem, lecz dynamicznym procesem, który wciąż generuje nowe formy, obrazy i pytania.