Kategorie artykułu: Biznes Świat

W polskich państwowych firmach prezesi nie zagrzewają miejsca. W czeskich rządzą latami

Daniel Beneš miał właśnie swój benefis. Od momentu, kiedy zasiadł w fotelu prezesa ČEZ-u, minęło 15 lat. Kilkunastoletni staż za sterami państwowej firmy nie jest w Czechach wcale rzadki. U nas to często mniej niż jedna kadencja.

Logotypy dużych polskich i czeskich spółek kontrolowanych przez rządy: Orlenu, PKO BP i Grupy Azoty oraz ČEZ-u, Českých drah i České pošty.
Obecni prezesi 10 największych polskich spółek Skarbu Państwa pełnią swoje funkcje średnio od roku i ośmiu miesięcy. W Czechach średni staż prezesów sięga obecnie prawie pięciu lat. Fot. PAP/Getty

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak to się stało, że Daniel Beneš od ponad 15 lat stoi na czele spółki kontrolowanej przez czeski rząd, choć w tym czasie aż pięciokrotnie zmieniał się premier.
  2. Kto w Polsce i Czechach dzierży rekord długości stażu na stanowisku prezesa spółki z udziałem skarbu państwa.
  3. Jakie są zalety, a jakie wady wieloletniego kierowania dużym koncernem przez jedną osobę.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

We wrześniu minęło 15 lat, od kiedy na czele czeskiego koncernu energetycznego ČEZ-u stoi Daniel Beneš. Taki jubileusz, zwłaszcza w firmach kontrolowanych przez państwo nie zdarza się często. A ČEZ w ponad dwóch trzecich należy właśnie do czeskiego państwa.

56-letni dziś menedżer trafił do ČEZ-u w 2004 r. Najpierw kierował pionem zakupów, a później administracji, ale bardzo szybko, bo już w grudniu 2005 r. trafił do zarządu. Pół roku później był już wiceprezesem i najważniejszym zastępcą Martina Romana.

Daniel Beneš, prezes ČEZ-u, podczas dyskusji panelowej na szczycie Business Climate Summit w Paryżu.
Obecna kadencja prezesa ČEZ-u Daniela Beneša kończy się w listopadzie 2029 r. Fot. Jasper Juinen/Bloomberg via Getty Images

Daniel Beneš i jego poprzednik łącznie rządzili ČEZ-em przez 22 i pół roku. W tym czasie Czechy miały 11 premierów z najróżniejszych stron sceny politycznej i trzech prezydentów. A przecież do końca obecnej kadencji prezesa energetycznego koncernu pozostały jeszcze ponad trzy lata. Co ciekawe, decyzję o tym, że to właśnie Daniel Beneš ponownie obejmie stery firmy podjęto tym razem aż na ponad rok przed upływem poprzedniej kadencji zarządu.

ČEZ i Orlen – wiele podobieństw i kilka różnic

Pod względem strategicznym polskim odpowiednikiem ČEZ-u jest Orlen. Każda z tych grup kapitałowych składa się z ponad 200 spółek, w tym także zagranicznych. Każda prowadzi działalność na kilku lub kilkunastu rynkach. I każda funkcjonuje w kilku segmentach gospodarki.

Różnica polega na tym, że czeski rząd ma większościowy pakiet akcji ČEZ-u, a polski Skarb Państwa jest właścicielem 49,9 proc. Orlenu. Ponadto rotacja na stanowisku prezesa koncernu z Płocka jest znacznie większa niż w przypadku energetycznego giganta z Pragi. W okresie, w którym ČEZ-em kierowało dwóch wspomnianych prezesów, szefami Orlenu było aż 11 menedżerów. W tym czasie Polska miała ośmioro premierów i pięciu prezydentów.

Rekordziści w fotelach prezesów państwowych firm

Daniel Beneš swoim bardzo długim stażem w fotelu prezesa kontrolowanej przez państwo firmy wyróżnia się nie tylko na tle polskich, ale także czeskich szefów tego typu podmiotów. Po tamtej stronie Olzy są jednak i tacy menedżerowie, którzy tylko nieznacznie ustępują prezesowi ČEZ-u. Jan Duspěva szefem ČEPRO – przedsiębiorstwa odpowiadającego za logistykę paliw, podobnego do naszego PERN-u – jest prawie 13 lat i 9 miesięcy. A Petr Dvořák na czele Budějovickiego Budvaru, jedynego niesprywatyzowanego dużego browaru w Czechach, stoi od blisko dekady.

Jeszcze lepszy wynik ma jednak na koncie Jan Klas. Menedżer zaledwie miesiąc temu odszedł ze stanowiska szefa Řízení letového provozu, czyli czeskiego odpowiednika Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. A przedsiębiorstwem podlegającym bezpośrednio Ministerstwu Transportu kierował nieprzerwanie przez prawie 19 lat!

Polskim rekordzistą jest Paweł Olechnowicz, który prezesem Grupy Lotos został w marcu 2002 r., a odwołano go z tej funkcji w lutym 2016 r. Gdańskim koncernem kierował zatem przez niemal 14 lat. Prawie 12-letnim stażem na stanowisku prezesa PKO BP może się pochwalić Zbigniew Jagiełło. Wyniki pozostałych długodystansowych szefów spółek z udziałem SP są jednak znacznie słabsze. Najlepsi z nich na stanowiskach wytrwali około siedmiu lat.

Był „nieodwoływalny”, a stał się „niezastępowalny”

Dziś do miana czeskiej ikony zarządzania państwowym koncernem urasta właśnie Daniel Beneš. Czeski portal „Ekonomický deník” w 10. rocznicę objęcia przez niego funkcji szefa ČEZ-u określił go mianem „Pana Nieodwoływalnego”. Teraz natomiast „awansował” menedżera na „Pana Niezastępowalnego”.

Zdaniem eksperta

Prezes powinien mieć jednak konkurentów

Daniel Beneš jest świetnym wyborem w sytuacji, gdy właścicielem spółki w 70 proc. jest państwo, a pozostałe 30 proc. należy do bardzo zróżnicowanych prywatnych akcjonariuszy. Umie spełniać oczekiwania rządzących, jednocześnie odrzucając niektóre niebezpieczne pomysły koalicjantów. Przy tym utrzymuje wysoką rentowność. Giełdowy kurs ČEZ-u jest natomiast obecnie najwyższy od 2007 r.
Co do zasady uważam, że jeden człowiek może przez 15 lat kierować przedsiębiorstwem, jeśli jest to firma rodzinna. Może to mieć sens także właśnie w przypadku dużej korporacji, ale tylko wtedy, gdy osiąga ona znakomite wyniki, a prezes cieszy się poparciem zarówno akcjonariuszy, jak i pracowników.
Generalnie jednak jestem zdania, że znacznie zdrowsza sytuacja ma miejsce wtedy, gdy w firmie dochodzi do zmian na stanowisku szefa. Ponadto prezes powinien mieć – w samej firmie lub poza nią – konkurentów.

Serwis podkreśla, że Daniel Beneš ma wyjątkowy talent negocjacyjny i potrafi się porozumieć praktycznie z każdym. Dzięki temu cieszy się poparciem wykraczającym ponad partyjne podziały i ufa mu zdecydowana większość czeskiej klasy politycznej.

Parasol ochronny prezydenta Miloša Zemana

Nie zawsze jednak tak było. W połowie minionej dekady do zmiany na stanowisku prezesa ČEZ-u dążył ówczesny wicepremier i minister finansów Andrej Babiš, dzisiejszy prezes Rady Ministrów. Daniel Beneš nie uległ jednak presji. Zyskał poparcie ówczesnego premiera Bohuslava Sobotki, a przede wszystkim prezydenta Miloša Zemana.

Dobitnym przejawem poparcia głowy czeskiego państwa dla prezesa ČEZ-u było to, że w styczniu 2018 r., zaraz po drugiej turze wyborów prezydenckich, Daniel Beneš pojawił się w sztabie wyborczym Miloša Zemana. Uwagę na ten fakt zwróciły wszystkie media. A przeciwnicy menedżera dostali jasny sygnał, że prezydent roztacza nad nim parasol ochronny. Miloš Zeman ponownie zasiadł wtedy w prezydenckim fotelu na Hradczanach, a Daniel Beneš zachował swój w siedzibie ČEZ-u.

Zasiedziali i nowi członkowie zarządu ČEZ-u

Dzisiejszy premier Andrej Babiš nie planuje już zmian personalnych na najwyższym szczeblu władz energetycznego koncernu. Nie zawahał się jednak, by dokonać roszad w zarządach kilku innych spółek podległych rządowi. Daniela Beneša – choć zawarł z nim najwyraźniej swoisty pakt o nieagresji – woli jednak mieć na oku. Dlatego nowym członkiem władz ČEZ-u uczynił Ondřeja Landę, z którym kiedyś ściśle współpracował, gdy przed laty kierował Ministerstwem Finansów.

Jednak większość obecnych członków zarządu ČEZ-u zasiada w nim od kilkunastu lat. Należą do nich Martin Novák i Pavel Cyrani oraz Tomáš Pleskač, który na początku tego roku obchodził nawet jubileusz 20-lecia. Do zarządu ČEZ-u trafił zaledwie kilka tygodni po Danielu Benešu.

Co więcej, część z tych menedżerów od wielu lat odpowiada za te same obszary działalności: Martin Novák kieruje finansami, a domeną Pavla Cyraniego są handel i strategia. Dlatego zdaniem portalu „Ekonomický deník” w przypadku ČEZ-u można mówić o pewnym „personalnym skostnieniu”, które nie jest zjawiskiem pożądanym.

Polskie 20 miesięcy kontra czeskie prawie pięć lat

Wróćmy jednak do polsko-czeskich porównań. Zestawiliśmy to, jak długo w swoich fotelach zasiadają obecni prezesi 10 największych pod względem przychodów spółek z udziałem Skarbu Państwa po obu stronach granicy. Czeskim rekordzistą jest, co już wiemy, Daniel Beneš z ČEZ-u – 15 lat. Polskim – Grzegorz Lot, który na czele Tauronu stanął w marcu 2024 r., czyli nieco ponad dwa i pół roku temu.

Wyraźną różnicę widać także wtedy, gdy porówna się ze sobą obie dziesiątki menedżerów. Średni czas sprawowania stanowiska prezesa we wspomnianych największych polskich spółkach z udziałem SP to obecnie jeden rok i osiem miesięcy. W czeskich jest prawie trzy razy dłuższy – cztery lata i 11 miesięcy.

Ikona wykres interaktywny Wykres interaktywny

Powód tego stanu rzeczy jest oczywisty. U nas czystki w zarządach takich podmiotów następują po każdej zmianie rządu, a czasami nawet częściej. Chętnych na profity wynikające z zasiadania we władzach takich firm jest wielu. Ponadto na najwyższe stanowiska w spółkach SP i tych z udziałem SP powoływane bywają osoby bardzo ściśle powiązane politycznie. Nowa ekipa rządowa nie chce więc takich ludzi utrzymywać na ważnych stanowiskach w tych przedsiębiorstwach.

W Czechach jest zupełnie inaczej. Menedżerowie tamtejszych spółek kontrolowanych przez rząd również miewają wyraźne konotacje polityczne. Daniel Beneš przez długie lata należał do Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (dziś Socjaldemokracji, SOCDEM). Jednak nawet to nie powoduje, że po każdej zmianie rządu następują czystki. Prezesi wielu podległych państwu firm dzięki swej pracy i osiąganym wynikom cieszą się zaufaniem polityków, ale także mniejszych akcjonariuszy.

Zdaniem eksperta

W poszukiwaniu złotego środka

W przypadku zarządzania tak dużymi organizacjami, jakimi zazwyczaj są spółki skarbu państwa, należy zadbać o to, by zarząd miał możliwość podejmowania długookresowych decyzji, których realizacja zajmuje więcej czasu niż jedna czteroletnia kadencja. Na tym przecież polega zarządzanie strategiczne. Tymczasem w polskich realiach jest to prawie niemożliwe. Wielokrotnie miałam okazję rozmawiać z kandydatami na prezesów spółek z udziałem SP. I wielokrotnie słyszałam, jak na pytanie o strategiczną wizję odpowiadali, że nie mogą jej mieć, bo przy najbardziej pomyślnych wiatrach przedsiębiorstwem będą kierować najwyżej cztery lata.
Menedżer polskiej spółki z udziałem SP, podejmując kluczowe decyzje inwestycyjne, doskonale wie, że nie doczeka na swoim stanowisku ich skutków. Co więcej, często jest odwoływany, zanim taka inwestycja zostanie w pełni zrealizowana. Skutki jego – złych lub dobrych – decyzji są zwykle znane dopiero wtedy, gdy nie jest już w żaden sposób związany z przedsiębiorstwem.
Oczywiście sprawowanie kierowniczej funkcji w firmie przez bardzo długi czas – kilkanaście czy kilkadziesiąt lat – również ma swoje minusy. Przy takim zasiedzeniu się na stanowisku można wpaść w pułapkę rutyny albo uwierzyć we własną omnipotencję. Stąd już tylko krok do autorytarnego zarządzania. Jednocześnie taki długodystansowy prezes ryzykuje na przykład wypaleniem zawodowym.
Z drugiej jednak strony wielkim plusem jest możliwość zdobycia ogromnego doświadczenia, wiedzy i umiejętności specyficznych dla danej branży, których w żaden inny sposób nie da się osiągnąć. To coś, co bywa nazywane tacit knowledge, czyli wiedzą ukrytą lub niejawną.
Jestem zdecydowaną przeciwniczką czteroletnich, uwarunkowanych politycznie kadencji zarządów w spółkach z udziałem SP. Myślę, że należy szukać złotego środka pomiędzy tymi dwoma modelami. Jednak gdybym miała się opowiedzieć za jednym z nich, stanęłabym po stronie rozwiązania czeskiego.

Główne wnioski

  1. Daniel Beneš jest obecnie najdłużej urzędującym szefem państwowego przedsiębiorstwa w Czechach. Na czele ČEZ-u stoi już ponad 15 lat. Co więcej, jego obecna kadencja kończy się dopiero za ponad trzy lata. W czasie, gdy kierował energetycznym koncernem podlegającym czeskiemu rządowi, aż pięciokrotnie zmieniał się premier tego rządu.
  2. Prezesi największych czeskich spółek kontrolowanych przez państwo utrzymują się na stanowiskach znacznie dłużej niż ich polscy odpowiednicy. Co najmniej kilku czeskich menedżerów kierowało takimi podmiotami przez kilkanaście lat. W Polsce były dwa takie przypadki. Obecnie średni staż szefów 10 największych spółek z udziałem SP w Czechach wynosi prawie pięć lat, podczas gdy w Polsce to zaledwie rok i osiem miesięcy.
  3. Bardzo długi okres sprawowania funkcji szefa przedsiębiorstwa ma swoje zalety i wady. Może sprzyjać np. strategicznemu zarządzaniu. Eksperci wskazują jednak także na zagrożenia wynikające z wieloletniego zasiedzenia na stanowisku. Należą do nich m.in. pułapka rutyny albo wiary we własną omnipotencję, a także wypalenie zawodowe i ryzyko „personalnego skostnienia” szerszego kierownictwa firmy.