Czy antyrosyjski Raphaël Glucksmann to szansa Francji na umiarkowanego prezydenta?
Raphaël Glucksmann to polityk, który mówi „nie” Władimirowi Putinowi i skrajnościom zarówno lewicy, jak i prawicy. Zwycięstwo w lewicowych prawyborach daje mu mandat do walki o Pałac Elizejski. W kraju rozdartym między dwoma biegunami może stać się alternatywą dla wyborców szukających innej drogi.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego kandydat lewicy na prezydenta Raphaël Glucksmann może stać się alternatywą dla skrajności.
- Jaki jest program kandydata na prezydenta w 2027 r.
- Jaki ma stosunek do Rosji, Ukrainy i Polski.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Francuska lewica długo szukała kandydata, który nie byłby ani politycznym spadkobiercą „bankiera od Rotschilda”, jak nazywany jest Emmanuel Macron, ani zakładnikiem Jeana-Luca Mélenchona, postulującego „spalenie długu” i zaprzestanie spłacania francuskiego zadłużenia.
11 października 2026 r. Raphaël Glucksmann w prawyborach socjaldemokratycznej części lewicy zdobył 66,13 proc. głosów. Wyprzedził pierwszego sekretarza Partii Socjalistycznej Oliviera Faure’a, który uzyskał około 14 proc. Wynik rozstrzygnął rywalizację już w pierwszej turze. Umocnił też pozycję polityka, który formalnie stoi na czele niewielkiej partii Place publique, a nie samej Partii Socjalistycznej.
To sukces, ale również paradoks. Socjaliści, ugrupowanie, które przez dekady współtworzyło francuską politykę i doprowadziło do prezydentury François Mitterranda oraz François Hollande’a, wchodzi w kampanię 2027 r. bez własnego kandydata wyłonionego spośród najważniejszych partyjnych działaczy.
Musi postawić na człowieka z zewnątrz. Glucksmann korzysta z kryzysu dawnej lewicy, ale zarazem dziedziczy jej problemy: brak szerokiego poparcia, nieufność części biedniejszych wyborców i ryzyko, że w decydującym momencie wyborcy postawią na kandydata uznawanego za bardziej radykalnego i silniejszego, jak Jean-Luc Mélenchon.
Polityk spoza partyjnej pierwszej ligi
Raphaël Glucksmann urodził się w 1979 r. w Boulogne-Billancourt pod Paryżem. Jest synem filozofa André Glucksmanna, jednego z najbardziej rozpoznawalnych francuskich intelektualistów antytotalitarnych. W młodości związał się z ruchem Nowej Lewicy, a później stał się zdecydowanym krytykiem komunizmu i rosyjskiego imperializmu. W tym domu polityka nie była abstrakcyjnym sporem o podatki czy podział dochodów. Dotyczyła wolności, odpowiedzialności Zachodu i granic ustępstw wobec autorytarnych reżimów.
Raphaël wybrał jednak nie akademicką karierę ojca, lecz media i politykę. Pracował jako eseista, publicysta i dokumentalista, angażował się w debatę o prawach człowieka, a następnie w działalność polityczną.
Do Parlamentu Europejskiego dostał się w 2019 r., prowadząc wspólną listę socjalistów i Place publique, którą stworzył. W wyborach europejskich w czerwcu 2024 r. jego lista uzyskała około 14 proc. głosów, zajmując drugie miejsce za skrajnie prawicowym Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen. Wynik pokazał, że Glucksmann potrafi zagospodarować część elektoratu rozczarowanego Macronem, a jednocześnie niechętnego ani radykalnej lewicy, ani nacjonalistycznej prawicy.
Nie jest więc politycznym nowicjuszem, choć chętnie występuje w roli człowieka spoza partyjnego establishmentu. Jego atutem jest właśnie ta dwuznaczność. Należy do systemu, zna mechanizmy europejskiej polityki, ale nie jest obciążony odpowiedzialnością za rządy Partii Socjalistycznej ani za prezydenturę Macrona. To pozwala mu mówić o odnowie bez konieczności całkowitego odcinania się od socjaldemokratycznej tradycji.
Gruzja, Putin i osobista lekcja rosyjskiego imperializmu
Aby zrozumieć Glucksmanna, trzeba wyjechać z Paryża i cofnąć się do sierpnia 2008 r. Wtedy Rosja zaatakowała Gruzję, a młody francuski publicysta znalazł się w samym środku konfliktu. W kolejnych latach pracował jako doradca prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, wspierając europejskie aspiracje tego kraju. Widział, jak Kreml wykorzystuje siłę militarną, presję polityczną i destabilizację sąsiadów, aby utrzymać ich w swojej strefie wpływów. Później zaangażował się w sprawy Ukrainy, w tym w rewolucję godności na Majdanie.
Jego antyrosyjskość nie jest więc jedynie elementem kampanijnego wizerunku. Wynika z przekonania, że imperializm Władimira Putina stanowi bezpośrednie zagrożenie dla europejskiej demokracji. Glucksmann domaga się zwiększenia pomocy wojskowej dla Ukrainy, wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów do wspierania Kijowa oraz przyspieszenia europejskich inwestycji w obronność.
Ostrzega, że stawką wojny nie jest wyłącznie przyszłość Ukrainy, lecz także bezpieczeństwo państw wschodniej flanki NATO, w tym Polski i krajów bałtyckich. W jego wizji Europa nie może uzależniać własnego bezpieczeństwa od zmieniającej się polityki Waszyngtonu ani liczyć, że ustępstwa wobec Kremla zapewnią jej spokój.
Szczególnego znaczenia w tym kontekście nabiera jego osobista historia. W 2009 r. Glucksmann poślubił Gruzinkę Ekę Zguladze. Była politykiem, także wiceministrem spraw wewnętrznych Gruzji, a później zajmowała wysokie stanowisko w ukraińskim resorcie spraw wewnętrznych. Ich wspólne życie wiązało go bezpośrednio z przestrzenią postsowiecką, w której Rosja próbuje ograniczać suwerenność sąsiadów.
Małżeństwo zakończyło się rozwodem, ale gruziński i ukraiński rozdział jego biografii pozostaje kluczowy dla zrozumienia jego politycznej tożsamości. Nie chodzi o to, by z prywatnego związku wyprowadzać automatyczne wnioski o poglądach polityka. Chodzi o doświadczenie regionu, w którym spór o Europę nie jest akademicką dyskusją, lecz kwestią niepodległości, wojny i przetrwania państwa.
Glucksmann rozumie Polskę
Glucksmann ma przy tym wyraźnie pozytywny stosunek do Polski jako kraju, który rozumie rosyjskie zagrożenie lepiej niż część zachodnioeuropejskich elit. W jego wypowiedziach Polska pojawia się w szerszym kontekście bezpieczeństwa Europy i odpowiedzialności za obronę Ukrainy.
To ważny punkt zbieżny z polską perspektywą: dla niego zwycięstwo Putina nie byłoby odległym problemem geopolitycznym, lecz porażką całego europejskiego projektu. Wzywa do traktowania ostrzeżeń państw wschodniej flanki poważnie, zanim zagrożenie stanie się bezpośrednie. Dla Polski może być więc jednym z bliskich francuskich polityków głównego nurtu, choć jego stanowisko wobec obronności i wizja integracji europejskiej nie muszą oznaczać zgodności we wszystkich kwestiach.
Lewica bez Mélenchona? To właśnie jest stawka
Zwycięstwo w prawyborach ma również wymiar wewnętrznej wojny o przyszłość francuskiej lewicy. Glucksmann konsekwentnie odrzuca sojusz z La France insoumise, LFI (Francją nieujarzmioną), ugrupowaniem Mélenchona, argumentując, że lewica musi odciąć się od politycznej konfrontacyjności i odzyskać wiarygodność jako siła zdolna do rządzenia. Po zwycięstwie zapowiedział, że chce współpracować z ekologami, socjalistami, związkami zawodowymi i ruchem społecznym.
Glucksmann uważa, że zjednoczenie za wszelką cenę może okazać się pułapką. Sojusz z Mélenchonem mógłby odstraszyć umiarkowanych wyborców, część klasy średniej i osoby, które oczekują od lewicy jednoznacznej postawy wobec Rosji.
Po ataku na Glucksmanna, którego podczas wieczoru wyborczego obsypano mąką, polityk oskarżył działaczy LFI o nękanie i agresję. Nie przedstawiono jednak dowodów, które potwierdzałyby, że to ugrupowanie zorganizowało ten incydent. Glucksmann wezwał Mélenchona do formalnego potępienia przemocy. Spór pokazuje, że konflikt między dwoma obozami nie dotyczy już tylko programu, lecz także politycznej kultury i granic dopuszczalnej konfrontacji.
Obietnice Glucksmanna
Jego program łączy kilka elementów, które we Francji rzadko występują dziś w jednym politycznym pakiecie: proeuropejskość, silne wsparcie dla Ukrainy, inwestycje w obronność, ochronę usług publicznych i postulaty sprawiedliwszego podziału dochodów. Zapowiada między innymi podwyższenie wynagrodzeń pracowników, opodatkowanie wielkich spadków i odbudowę publicznej edukacji. Chce prowadzić transformację ekologiczną, ale nie sprowadzać jej do kosztów ponoszonych przez gospodarstwa domowe. To próba odzyskania socjaldemokracji jako projektu, który nie wybiera między bezpieczeństwem, solidarnością społeczną a klimatem.
Polityk postuluje podniesienie płacy minimalnej do 1600 euro netto miesięcznie do 2029 r., rewizję reformy emerytalnej z 2023 r. i powrót do wieku emerytalnego 62 lat, z możliwością wcześniejszego odejścia dla osób wykonujących szczególnie ciężką pracę.
Po stronie podatkowej chce większego obciążenia wielkich spadków i nadzwyczajnych zysków przedsiębiorstw, ograniczenia niektórych ulg podatkowych oraz przesunięcia ciężaru finansowania państwa z pracy na kapitał i rentę. W gospodarce stawia na reindustrializację Francji, ochronę krajowej produkcji, wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw oraz rozwój gospodarki społecznej. Transformacja ekologiczna ma być zarazem nowym impulsem inwestycyjnym i przemysłowym, a nie wyłącznie źródłem dodatkowych kosztów dla gospodarstw domowych.
W polityce społecznej Place publique akcentuje dostępne mieszkania, walkę z ubóstwem, poprawę jakości edukacji publicznej i wzmocnienie ochrony socjalnej. W programie europejskim Glucksmann opowiadał się również za ograniczaniem różnic płacowych w przedsiębiorstwach i stabilizacją cen energii. Jego zasadniczym celem jest lewica, która łączy redystrybucję i prawa pracownicze z konkurencyjną gospodarką oraz europejskimi inwestycjami.
Największa słabość: elektorat
Największą słabością Glucksmanna pozostaje jednak elektorat. W prawyborach otrzymał 79 tys. głosów, a więc zdecydowane zwycięstwo osiągnął w stosunkowo niewielkiej grupie. W wyborach europejskich jego wynik był lepszy, lecz głosowanie do Parlamentu Europejskiego nie jest tym samym co wybór prezydenta.
Z kolei w wyborach prezydenckich większą rolę odgrywają mobilizacja różnych klas społecznych, frekwencja i kalkulacja, kto ma realną szansę wejść do drugiej tury. Glucksmann musi przekonać wyborców, że nie jest tylko kandydatem wykształconej, proeuropejskiej części społeczeństwa z miast.
Drugim problemem jest sama Partia Socjalistyczna. Jej wynik w prawyborach pokazuje, jak bardzo osłabła, ale nie oznacza, że jej struktury automatycznie podporządkują się nowemu liderowi. Glucksmann zyskał dostęp do partyjnego zaplecza i zasobów, lecz musi zbudować organizację zdolną prowadzić kampanię w całym kraju. Musi też znaleźć odpowiedź na pytanie, jak dotrzeć do wyborców, którzy czują się pozostawieni na marginesie przez elity paryskie i brukselskie.
Czy Glucksmann uratuje Francję przed skrajnościami?
Największym zagrożeniem jest jednak mechanizm „głosu użytecznego”. Część lewicowych wyborców może poprzeć Mélenchona, aby zwiększyć szanse lewicy na wejście do drugiej tury. Część centrowych może wybrać Édouarda Philippe’a, uznając go za bezpieczniejszą zaporę przeciw Marine Le Pen. Glucksmann może więc zostać ściśnięty między radykalną lewicą a centrum, zanim zdąży przekonać Francuzów, że stanowi realną alternatywę.
Czy może uratować Francję przed skrajnościami? Na razie udowodnił, że potrafi wygrać rywalizację o przywództwo w socjaldemokratycznej części lewicy, nie będąc nawet członkiem Partii Socjalistycznej. To duży sukces. Nie udowodnił jeszcze, że umie zbudować większość wyborczą. Jego atutem jest spójna opowieść o Europie, demokracji i rosyjskim zagrożeniu, a także próba odnowienia lewicy bez podporządkowania jej Mélenchonowi. Jego słabością – ograniczone zaplecze i ryzyko izolacji.
Francja potrzebuje kandydata, który potrafi połączyć obronę demokracji z odpowiedzią na codzienne problemy obywateli. Glucksmann ma szansę stać się takim kandydatem. Ale prawdziwy test zaczyna się dopiero teraz: musi przekonać nie tylko tych, którzy już podzielają jego poglądy, lecz także tych, którzy przygnębieni podziałami w kraju i obniżaniem się stopy życiowej, gotowi są oddać głos na skrajności: kandydata skrajnej lewicy lub skrajnej prawicy.
Główne wnioski
- Glucksmann jest kandydatem lewicy, ale umiarkowanej. Polityk i jego partia proponują model socjaldemokracji, który ma przywrócić znaczenie pracy, ograniczyć nierówności majątkowe i odbudować usługi publiczne, bez rezygnacji z gospodarki rynkowej. Jest przeciwny skrajnie lewicowej antykapitalistycznej Francji nieujarzmionej, jak również retoryce skrajnej prawicy.
- Zapowiada między innymi podwyższenie wynagrodzeń pracowników, opodatkowanie wielkich spadków i odbudowę publicznej edukacji. Chce prowadzić transformację ekologiczną, ale nie sprowadzać jej do kosztów ponoszonych przez gospodarstwa domowe. Polityk postuluje podniesienie płacy minimalnej do 1600 euro netto miesięcznie do 2029 r., rewizję reformy emerytalnej z 2023 r. i powrót do wieku emerytalnego 62 lat.
- Glucksmann domaga się zwiększenia pomocy wojskowej dla Ukrainy, wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów do wspierania Kijowa oraz przyspieszenia europejskich inwestycji w obronność. Ostrzega, że stawką wojny nie jest wyłącznie przyszłość Ukrainy, lecz także bezpieczeństwo państw wschodniej flanki NATO, w tym Polski i krajów bałtyckich. W jego wizji Europa nie może uzależniać własnego bezpieczeństwa od zmieniającej się polityki Waszyngtonu ani liczyć, że ustępstwa wobec Kremla zapewnią jej spokój. Jest pozytywnie nastawiony do Polski.