Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Czy pokolenie Z jest głupsze? „To testy na inteligencję są przestarzałe” (WYWIAD)

– Młode pokolenie nie rozwija się gorzej niż inne. Ono jest inne, ale to nie znaczy, że jest gorsze – mówi socjolożka Katarzyna Krzywicka. Słaby wynik inteligencji zetek może wynikać z tego, że badacze stosują przestarzałe narzędzia. Czy pokolenie boomersów nie dostrzega zupełnie nowych zdolności pokolenia Z?

Katarzyna Krzywicka, socjolożka Fot. socjolozki.pl
– Każde pokolenie jest inne. To nie musi oznaczać, że jest mądrzejsze czy głupsze, tylko że rozwija inne umiejętności, których nie da się łatwo porównać między generacjami – mówi socjolożka Katarzyna Krzywicka. Fot. socjolozki.pl

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak interpretować wyniki badań, z których wynika, że w pokoleniu Z poziom inteligencji nie rośnie tak, jak w poprzednich pokoleniach.
  2. Dlaczego zetki nie cenią szkolnej nauki i czego od niej oczekują zamiast obecnych programów.
  3. O tym, że krytykowane dziś media społecznościowe też mogą przynieść wartość dodaną, której jeszcze nie potrafimy dostrzec.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Według badań amerykańskiego neurobiologa Jareda Cooney'a Horvatha, umiejętności intelektualne pokolenia Z uległy pogorszeniu względem poprzednich pokoleń średnio o 3 punkty procentowe na dekadę. Bardzo długo zastanawiałam się, czy wypada użyć takiego określenia, ale czy zetki są głupsze?

Katarzyna Krzywicka, partnerka w IRCenter Nie.

O czym więc te badania świadczą?

O tym, że pokolenie pokoleniu nierówne. Z pokolenia na pokolenie, mniej więcej co 10 lat, zmienia się otoczenie społeczne, w którym dorastają młode osoby. Zmienia się środowisko dóbr technologicznych, ale też tempo uczenia się i zapamiętywania.

Każde pokolenie jest inne. To nie musi oznaczać, że jest mądrzejsze czy głupsze, tylko że rozwija inne umiejętności, których nie da się łatwo porównać między generacjami.

Warto wiedzieć

Katarzyna Krzywicka

Socjolożka, badaczka, popularyzatorka wiedzy o społeczeństwie. Razem z Dorotą Peretiatkowicz kierują firmą IRCenter, w której prowadzą badania i organizują warsztaty dotyczące najważniejszych społecznych zjawisk. W mediach społecznościowych duet jest znany jako socjolozki.pl

XYZ

Wyczerpały się czynniki wzrostu inteligencji

W ramach przygotowań do naszej rozmowy poświęciłam godzinę i obejrzałam w telewizji program rozrywkowy skierowany do 20-latków, z udziałem 20-latków. Rajska wyspa, zamknięte środowisko, 10 osób obojga płci. Zapamiętałam dwie rzeczy. Jeden z uczestników nie wiedział, czym są Bieszczady – i to nie był żart. Druga rzecz: młodzi przeklinają naturalnie, bez większych emocji. Dla nich to po prostu element języka. Czy to nie są sygnały, że intelektualnie to pokolenie jednak zwolniło?

Hipoteza, która się tu nasuwa, to efekt pułapu – nasza inteligencja nie może rosnąć bez końca i w pewnym momencie osiąga stan równowagi. Być może czynniki, które napędzały jej wzrost w XX w., takie jak powszechna edukacja, lepsze odżywianie czy dostęp do opieki zdrowotnej, zrobiły już swoje i dziś obserwujemy raczej stabilizację niż dalszy wzrost.

Będą jednostki wybitne i mniej wybitne, ale generalnie to pokolenie – a zapewne także kolejne – będzie się rozwijało inaczej niż znane nam poprzednie.

Stare czynniki już nie działają, a nowych jeszcze nie ma?

Jeszcze nie ma, ale one się rodzą.

Nasza inteligencja nie może rosnąć bez końca i w pewnym momencie osiąga stan równowagi. Być może czynniki, które napędzały jej wzrost w XX w., takie jak powszechna edukacja, lepsze odżywianie czy dostęp do opieki zdrowotnej, zrobiły już swoje i dziś obserwujemy raczej stabilizację niż dalszy wzrost.

Szkoła do lamusa. Mikrozmiany to za mało

A stara, dobra nauka szkolna nic już nie wnosi?

Niestety, edukacja w Polsce się uwstecznia. To system, który nie idzie z duchem czasu, a to powoduje, że szybko traci zainteresowanie zetek. W naszym badaniu młodych w wieku 16–35 lat pytaliśmy, jak oceniają polską edukację. Zaledwie 7 proc. badanych ocenia ją pozytywnie. Tak samo mała grupa uznaje, że edukacja przygotowuje do dorosłego życia.

Dlaczego te oceny są tak niskie?

Z tego powodu, że edukacja jest archaiczna. Kanon lektur jest wciąż przestarzały. Styl „Chłopców z Placu Broni” bronił się w czasach powojennych, w latach 70. czy 80., ale dziś uczniowie często go nie rozumieją i nie chcą po niego sięgać. Szkoła każe się uczyć „odtąd-dotąd”, bez szerszego kontekstu. Brakuje spojrzenia przekrojowego, szukania związków między historią a literaturą, fizyką a odkryciami i tak dalej. W domach również rzadko dyskutuje się na poważne tematy.

Młodzież w zasadzie nie czyta, nawet gdy w domu jest mnóstwo książek. To wyraźnie nie jest więc kwestia wychowania, lecz zmieniających się standardów i potrzeb pokoleniowych.

Ale to nie oznacza, że nic ich nie interesuje. Młodzi oczekują, że szkoła powinna uczyć ich logicznego myślenia oraz języków obcych, bo one otwierają na świat. Trzecim ważnym elementem są – ich zdaniem – umiejętności komunikacyjne. Gdy nauczyciel potrafi przykuć uwagę, zetki zaczynają pogłębiać wiedzę i samodzielnie szukają informacji.

Młodzież w zasadzie nie czyta, nawet gdy w domu jest mnóstwo książek. To wyraźnie nie jest więc kwestia wychowania, lecz zmieniających się standardów i potrzeb pokoleniowych.

Pożytki z mediów społecznościowych

Media społecznościowe, szczególnie TikTok, na którym tak często się wiesza psy, dostarczają szybkich bodźców, które sprawiły, że młode pokolenie przyzwyczaiło się do ciągłych „wyrzutów” dopaminy. To jest dla nich stymulujące. Oczywiście nie jesteśmy w stanie zapewnić im takiego poziomu bodźcowania w codziennym życiu. Ale starsze pokolenia powinny – przynajmniej w pewnym zakresie – nauczyć się zainteresowywać młodych poprzez inny sposób opowiadania historii, bardziej angażujący dla zetek. Chodzi o to, by coś zapamiętali i by wzbudzić w nich dyskusję.

Młode osoby świetnie odnajdują się na przykład w pracy projektowej. Lubią działać wspólnie. W takich warunkach znacznie łatwiej przyswajają wiedzę. W niektórych szkołach popularne są debaty oksfordzkie – i właśnie o takie ożywienie edukacji chodzi. Ale nie wystarczy, gdy dzieje się to sporadycznie w wybranych placówkach. Zmiany powinny objąć cały system. Sama likwidacja prac domowych czy ograniczenie listy lektur niewiele zmieni.

Dużo mówi się na całym świecie o tym, że media społecznościowe w różny sposób szkodzą młodym ludziom. Są badania wskazujące, że częste korzystanie z nich zmienia funkcjonowanie mózgu, m.in. w obszarze ośrodka nagrody. Inaczej przebiega przetwarzanie informacji, zmienia się koncentracja, a wraz z nią funkcje poznawcze. Ale możliwe też, że my – starsi– nie dostrzegamy jeszcze pewnej wartości dodanej, która ujawni się dopiero z czasem, gdy zetki wejdą na rynek pracy, zaczną zarządzać i budować własne firmy.

Za naszych czasów rodzice narzekali, że oglądamy za dużo telewizji. Dzisiejsi rodzice krytykują nadmiar internetu. Trudno jednak jednoznacznie stwierdzić, że media społecznościowe mają wyłącznie negatywny wpływ. To zjawisko jest zbyt nowe – nie mamy jeszcze punktu odniesienia, bo pokolenie Z jest pierwszym, które dorastało w takim środowisku.

Myślę, że dostrzeżemy za jakiś czas także korzyści. Media społecznościowe już wykreowały inny sposób uczenia się dzieci i spowodowały, że nabyły one nowe umiejętności, o których nam 10 lat temu nawet się nie śniło. Jestem pewna, że wielu efektów jeszcze nie widzimy.

Zetki krytyczne wobec internetów

A co już dzisiaj widać? Jakie umiejętności ma pani na myśli, mówiąc, że zetki je nabyły?

Na przykład szybkość kojarzenia faktów, umiejętność korzystania z wielu źródeł wiedzy czy szybkość wyszukiwania informacji. My, starsze pokolenia, dobrze sobie z tym radzimy. Dla zetek to jest jak oddychanie. Pokolenie Z jest też znacznie bardziej otwarte niż jego poprzednicy.

Co ciekawe, właśnie dzięki dorastaniu w środowisku internetu i mediów społecznościowych zetki rozwijają również krytyczne myślenie. Są mniej podatne na fake newsy niż starsze pokolenia i bardziej świadomie korzystają z dostępnych treści.

Prognozy pokazują również, że ich stosunek do mediów społecznościowych zaczyna się zmieniać.. Zetki, które niedługo będą rodzicami, deklarują kompletnie inne podejście do mediów społecznościowych niż to, z którym dorastały. Widzą, że żyją w nadmiarze, że żyją w przebodźcowaniu. Natomiast mówiąc o swoich dzieciach, zapowiadają, że będą ograniczać lub wręcz zakazywać mediów społecznościowych. Widzą zatem, że przez to permanentne scrolowanie wiele się traci.

Prognozy pokazują, że stosunek zetek do mediów społecznościowych już się zmienia. Mówiąc o swoich dzieciach zapowiadają, że będą ograniczać lub wręcz zakazywać mediów społecznościowych.

To nie zetki osłabły – to boomersi nie nadążają

Czy możliwe więc jest, że słaby wynik inteligencji zetek wynika z tego, że badacze stosują złe miary? Używamy narzędzi badawczych, które sprawdzały się 20, 40 i 60 lat temu, ale nie przystają do świata z technologiami, o których nie mieliśmy pojęcia jeszcze w latach 90. Czy można więc postawić tezę, że to nie pokolenie Z rozwija się słabiej poznawczo, lecz pokolenie boomersów nie dostrzega zupełnie nowych kompetencji młodych ludzi?

Tak właśnie to oceniam. Wiarygodność testów na inteligencję jest coraz częściej poddawana w wątpliwość. Są one przestarzałe i wymagają rewizji. Wiele zawartych w nich przykładów kompletnie nie przystaje do dzisiejszych czasów. Nie da się dziś w pełni wiarygodnie porównać poziomu inteligencji z wynikami osiąganymi np. w latach 70.

W badaniu, od którego zaczęłyśmy rozmowę, chodziło o to, żeby wykazać, że każde następne pokolenie umie trochę więcej. Tymczasem wydaje się, że nie tyle umie więcej lub mniej, ile umie inaczej – po swojemu. Dla zetek ważne jest, żeby wiedza była przydatna w życiu, żeby pozwalała im lepiej sobie radzić. I nam, starszym pokoleniom, też o to powinno chodzić.

Na pokoleniu Z często wiesza się psy, tymczasem każde pokolenie było krytykowane przez swoich poprzedników – rodziców, dziadków czy społeczne autorytety.

W badaniu, od którego zaczęłyśmy rozmowę, chodziło o to, żeby wykazać, że każde następne pokolenie umie trochę więcej. Tymczasem wydaje się, że nie tyle umie więcej lub mniej, ile umie inaczej – po swojemu.

Pięć pokoleń na rynku pracy. Awansu nie będzie

Jak duża jest siła oddziaływania zetek? Często są krytykowane za roszczeniowość. Pracodawcy skarżą się, że młodzi są niesłowni, że potrafią rzucić pracę dosłownie z dnia na dzień. Teraz dokładamy im jeszcze zarzut, że są mniej inteligentni. Czy rynek musi zaakceptować ich styl i się do niego dostosować, czy jednak to zetki będą musiały wpasować się w świat boomersów?

Piramida demograficzna się zmieniła – i jest dziś wyraźnie chwiejna. Zetek jest stosunkowo niewiele w porównaniu ze starszymi pokoleniami. Przyglądamy się im uważnie, bo to właśnie oni w przyszłości będą odpowiadać za starsze generacje, które będą odchodzić z rynku pracy. Chcemy więc lepiej zrozumieć, jacy są.

Stereotypy na ich temat powoli słabną, także dzięki setkom publikacji poświęconych temu pokoleniu. Wciąż jednak funkcjonujemy między dwiema skrajnościami: z jednej strony pojawiają się obawy, czy zetki poradzą sobie na rynku pracy, z drugiej – czy będą w stanie zapracować na nasze emerytury. Jednocześnie często zapominamy o milenialsach i pokoleniu X, które razem z zetkami nadal będą aktywne zawodowo. To może wymuszać na młodych większą elastyczność, ale jednocześnie będzie ich ograniczać.

Po raz pierwszy mamy bowiem taką sytuację, że na rynku pracy funkcjonuje jednocześnie aż pięć pokoleń, a duża część tych osób wcale się na emeryturę nie spieszy, bo ich emerytury będą niskie. A skoro pokolenie X będzie późno schodziło z rynku pracy, to zrobi się na nim trochę ciasno. Zetki nie będą mogły awansować tak szybko, jak to było możliwe dla innych pokoleń.

Po raz pierwszy mamy bowiem taką sytuację, że na rynku pracy funkcjonuje jednocześnie aż pięć pokoleń, a duża część tych osób wcale się na emeryturę nie spieszy, bo ich emerytury będą niskie. A skoro pokolenie X będzie późno schodziło z rynku pracy, to zrobi się na nim trochę ciasno. Zetki nie będą mogły awansować tak szybko, jak to było możliwe dla innych pokoleń.

Jak to może na pokolenie Z zadziałać? Będzie impulsem do większej aktywności, na przykład zwiększy przedsiębiorczość, czy przeciwnie – wepchnie ich w marazm?

Rzeczywiście może to być bodziec do większej przedsiębiorczości. Ponieważ jednak młode osoby mają inne spojrzenie na rynek pracy, zmiana zajęcia czy przechodzenie między firmami traktują jako naturalny element poszukiwania własnej drogi, a nie sytuację kryzysową.

Zbyt duży wybór możliwości wpędza w kryzys

W waszym raporcie „Młodzi dorośli” koncentrujecie się na kryzysie dobrostanu. Dlaczego? Przecież to pokolenie wychowane w beztrosce.

To jest pokolenie, które mierzy się z kryzysami psychicznymi, jest samotne, doświadcza powierzchownych relacji. Na szczęście coraz częściej się o tym mówi.

W naszym badaniu odkryłyśmy zaś, że piramida potrzeb w przypadku zetek mocno się chwieje. Bardzo zaniedbane są podstawowe potrzeby, takie jak sen i generalnie dbanie o siebie. Pompowany jest za to u zetek samorozwój.

Czy to źle, że pracują nad sobą?

Rodzice tak bardzo skupiali się na tym, żeby ich dzieci się uczyły, rozwijały – najlepiej, by już od najmłodszych lat miały sprecyzowany pomysł na siebie – że dali im ogromną liczbę możliwości wyboru. W efekcie zetki są przemęczone. Młodzi ludzie uciekają nie w zabawę i szaleństwa młodości, tylko w odpoczynek. Dlatego często powtarzają, że nie będą harować, jak ich rodzice, że ważny jest work-life balance, który często z kolei irytuje starszych.

Jednocześnie odczuwają bardzo dużą presję – bo im to wpojono – żeby mieć pomysł na siebie, pasję, jasno określoną tożsamość. Ta presja powoduje, że trudno im podjąć decyzję. To jest paradoks wyboru. Mają bardzo dużo opcji, ale boją się, że wybiorą źle.

Stawianie granic, egocentryzm, samotność

Czy te kryzysy, o których pani opowiada, są większym problemem tego pokolenia niż spadek poziomu inteligencji, o którym mówią badania?

Myślę, że tak. To może być związane z tym, że kultura terapeutyczna nie jest już tematem tabu – mówienie o tym, jak ja się czuję, mówienie o swoich potrzebach, o swoich napięciach. Może dojść do przegięcia w drugą stronę – że staniemy się bardzo wrażliwi i będziemy pilnować swoich granic, jak niepodległości. Bywa, że neofici samorozwoju, osoby „przeterapeutyzowane”, tracą równowagę między realnym życiem a tym, co się dzieje na terapii. Ostatnio się dowiedziałam, że nie można powiedzieć: „jesteś leniem”, bo to jest stygmatyzujące.

Niezależnie od tego, ramy, w których młode osoby funkcjonują, sprawiają wrażenie, że jest im trudniej niż nam. Mimo że żyją w dobrobycie ekonomicznym.

Ostatnio się dowiedziałam, że nie można powiedzieć: „jesteś leniem”, bo to jest stygmatyzujące.

Czego zetki uczą boomersów?

A czy starsi uczą się od zetek mówić o swoich potrzebach?

Tak! I to jest duża korzyść dla naszego pokolenia. Najpierw to my wtłaczaliśmy młodym przekonanie, że emocje, potrzeby i rozwój wewnętrzny są ważne – bo sami mieliśmy w tym obszarze deficyty. Po drodze jednak zapomnieliśmy o sobie.

Teraz powoli wracamy na właściwą ścieżkę. Zaczynamy dostrzegać, że jesteśmy ludźmi z własnymi potrzebami i napięciami – niezależnie od wieku. I coraz częściej o tym mówimy. W dużej mierze dlatego, że zetki to robią.

Warto dostrzec, że młode pokolenie nie rozwija się więc gorzej niż inne. Ono jest inne, ale to nie znaczy, że jest gorsze.

Główne wnioski

  1. Czego się dowiadujemy o pokoleniu Z z badań inteligencji. Badania pokazujące spadek umiejętności intelektualnych nie oznaczają pogorszenia inteligencji. Każde pokolenie nabywa inne, a nie lepsze lub gorsze umiejętności. Testy IQ są przestarzałe i nie pozwalają wiarygodnie porównywać pokoleń. Internet i media społecznościowe, dziś powszechnie krytykowane, uczą zetki inaczej działać (szybkie kojarzenie faktów, wieloźródłowe wyszukiwanie informacji, naturalna krytyczna ocena treści).
  2. Edukacja w Polsce jest archaiczna i traci uwagę pokolenia Z. Kanon lektur, styl i forma nauczania nie odpowiadają potrzebom pokolenia przyzwyczajonego do szybkich bodźców. Młodzi oczekują, że szkoła nauczy ich logicznego myślenia, języków obcych i umiejętności komunikacyjnych. Potrzebują zajęć bardziej angażujących i w kooperacji. Jednocześnie są bardziej otwarte, elastyczne i świadome swoich potrzeb. Starsze pokolenia mogą się od nich nauczyć mówienia o emocjach i równowagi między pracą a sprawami prywatnymi.
  3. Główny problem pokolenia Z. Kryzys dobrostanu i presja na dokładnie zaplanowany samorozwój są znacznie większym wyzwaniem niż gorsze wyniki testów na inteligencję. Zetki mierzą się z kryzysami psychicznymi, ale także z przemęczeniem. Doświadczają paradoksu wyboru (zbyt wiele opcji wywołuje strach przed podjęciem złej decyzji życiowej).