Czy samorządowcy są blisko ludzi? Raport: między urzędem a mieszkańcami wciąż jest duży dystans
Raport Fundacji Batorego pokazuje, że wskaźnik „codziennej demokracji lokalnej” w Polsce wynosi zaledwie 42 na 100 punktów. Najsłabiej oceniana jest otwartość urzędników na dialog z mieszkańcami, co sugeruje, że formalne przepisy o partycypacji obywatelskiej często nie przekładają się na realne zaangażowanie społeczności lokalnych.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W których polskich miastach i gminach najlepiej działają mechanizmy przejrzystości oraz angażowania mieszkańców w lokalne sprawy.
- Dlaczego wysoka frekwencja wyborcza w danej gminie nie musi oznaczać aktywności społecznej na co dzień.
- Z jakiego powodu władze samorządowe często zaniedbują swoje ustawowe obowiązki i jak można to zmienić dzięki nowoczesnym formom komunikacji.
O samorządach w krajowej polityce słyszymy głównie w czasie kampanii wyborczych. Ostatnio także wtedy, gdy pojawiają się inicjatywy referendalne mające na celu odwołanie włodarzy miast – jak w Zabrzu czy Krakowie. W praktyce jakość lokalnej demokracji rozstrzyga się jednak nie przy urnie wyborczej, lecz w codziennych kontaktach mieszkańców z urzędem. I właśnie ten wymiar analizuje raport Fundacji Batorego.
W ostatnich miesiącach wielokrotnie pisaliśmy także o powracających pomysłach dotyczących zniesienia dwukadencyjności zarządzających miastami. To kwestie, które regularnie wywołują emocje. Na co dzień jednak relacje samorządów z obywatelami rzadko przyciągają podobną uwagę.
Między obywatelem a samorządem
Niesłusznie. Relacje między lokalnymi ośrodkami władzy a obywatelami wcale nie są oczywiste. W debacie publicznej często powtarza się tezę, że samorządy są najbliżej mieszkańców, ponieważ ich działania dotyczą bezpośrednio codziennych problemów lokalnych społeczności. Pytanie brzmi jednak, czy to przekonanie ma potwierdzenie w danych.
Fundacja Batorego opracowała skalę pozwalającą ocenić poziom tzw. „codziennej demokracji lokalnej”. Na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego oraz Banku Danych Lokalnych badacze stworzyli indeks mierzący jakość relacji między samorządem a mieszkańcami. Uwzględnia on m.in. poziom transparentności działań gminy – np. udostępnianie mieszkańcom uchwał rady gminy – otwartość na dialog i responsywność władz lokalnych, w tym dyżury radnych, a także aktywność i podmiotowość mieszkańców. W tej ostatniej kategorii analizowano m.in. korzystanie z obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej oraz skalę wydatków publicznych realizowanych z funduszy sołeckich i budżetów obywatelskich. Dane wykorzystane w opracowaniu pochodzą z 2022 r., czyli jeszcze z poprzedniej kadencji samorządów.
Z badań płynie kilka wniosków, które nie zawsze są intuicyjne.
Relacja samorząd–obywatel? Do poprawy
Przede wszystkim przeciętna polska gmina ma wciąż sporo do nadrobienia w relacji z mieszkańcami. Średnia wartość indeksu – w skali od 0 do 100 – wynosi 42 pkt. Jedynie pięć gmin uzyskało wynik powyżej 90 pkt, a wszystkie z nich to miasta wojewódzkie. Najlepiej pod względem „codziennej demokracji lokalnej” wypadają Wrocław, Toruń, Katowice, Lublin i Szczecin.
Spośród trzech głównych składowych indeksu – transparentności, aktywności mieszkańców i otwartości na dialog – samorządy przeciętnie najlepiej radzą sobie z transparentnością. Innymi słowy, większość gmin wywiązuje się z ustawowych obowiązków informacyjnych. Należy do nich m.in. udostępnianie nagrań z sesji rady gminy czy publikowanie przyjętych uchwał. Nawet w tym obszarze widać jednak luki. 6 proc. gmin nie udostępniło mieszkańcom żadnych nagrań z sesji.
Najwięcej do poprawy pozostaje w zakresie otwartości na dialog z mieszkańcami. Przeciętny poziom tego elementu indeksu w polskich samorządach wynosi zaledwie 27 pkt na 100. Maksymalny poziom otwartości odnotowano tylko w sześciu gminach w całym kraju – w Warszawie, Wrocławiu, Toruniu, Krośnie, Iławie i Międzychodzie. W tych samorządach działają nieobowiązkowe ciała doradcze, radni regularnie prowadzą dyżury, a konsultacje społeczne organizowane są także z inicjatywy mieszkańców lub organizacji społecznych.
Na drugim biegunie znajduje się aż 337 gmin, w których brakuje nawet regularnych dyżurów radnych. W 2022 r. w co piątej gminie nie przeprowadzono żadnych konsultacji społecznych.
Duże gminy mają łatwiej? Tak, ale...
W wynikach badania widoczny jest także wpływ wielkości gminy, choć nie jest on rozstrzygający. Co do zasady, większe gminy osiągają lepsze wyniki w indeksie. Autorzy raportu wskazują, że nie jest to zaskakujące – większe samorządy dysponują zwykle wyższymi budżetami i większym zapleczem kadrowym.
Nie oznacza to jednak, że mniejsze jednostki są na straconej pozycji. 69 gmin liczących poniżej 5 tys. mieszkańców znalazło się w najwyższym kwartylu indeksu. To więcej niż liczba miast w Polsce liczących powyżej 100 tys. mieszkańców, które trafiły do tej grupy – takich miast jest 37.
Małe gminy często korzystają z narzędzi aktywizacji mieszkańców, takich jak fundusze sołeckie czy budżety obywatelskie. W gminach średniej wielkości ważną rolę odgrywają z kolei lokalne organizacje pozarządowe. Największe samorządy mają natomiast możliwości łączenia obu tych przestrzeni.
Badacze zwracają także uwagę na pewien wpływ zamożności gminy oraz jej położenia geograficznego. Nieco wyższe wyniki notuje się w północnej i zachodniej części kraju. Różnice nie są jednak duże. W każdej części Polski można znaleźć gminy, w których „codzienna demokracja lokalna” działa sprawnie. Widać to również na mapie – w każdym regionie znajdują się samorządy należące do najwyższego kwartylu indeksu.
Wysoka frekwencja w wyborach to nie wszystko
Autorzy raportu wskazują też na niewielkie, kilkuprocentowe różnice między gminami położonymi na dawnych Ziemiach Odzyskanych a regionami takimi jak Wielkopolska, Śląsk, Pomorze czy Kongresówka. Na terenach dawnej Galicji wyniki są natomiast nieco niższe niż na obszarach dawnych zaborów niemieckiego i rosyjskiego. Badacze stawiają hipotezę, że słabsze historyczne zakorzenienie społeczności lokalnych może sprzyjać instytucjonalizacji uczestnictwa w demokracji. Nie jest to jednak teza jednoznacznie potwierdzona badaniami.
Co istotne, wysoka frekwencja wyborcza w danej gminie nie oznacza automatycznie wysokiej aktywności mieszkańców w codziennym życiu publicznym. Fundacja wcześniej przeprowadziła analogiczne badanie – „Indeks wyborów samorządowych”. Wniosek jest jednoznaczny: wyraźnej korelacji między wynikami obu indeksów nie widać.
Nieobowiązkowe samorządy
Z raportu płynie także bardziej gorzki wniosek. Część samorządów nie wywiązuje się w pełni ze swoich ustawowych obowiązków, mimo że przepisy jednoznacznie je do tego zobowiązują. Sama legislacja okazuje się więc niewystarczająca. Jak podkreślono w raporcie, jakość relacji z mieszkańcami w dużej mierze zależy od indywidualnych standardów wprowadzanych przez lokalnych decydentów.
O przyczynach takich wyników, możliwych sposobach ich poprawy oraz o tym, jak właściwie interpretować indeks, rozmawiamy z jedną ze współautorek raportu – dr hab. Martą Lackowską, prof. UW.
Miniwywiad
Samorządowe zaniedbania i bierność obywateli. Kto odpowiada za niski poziom lokalnej demokracji?
Krzysztof Figlarz, XYZ: Zazwyczaj myślimy o samorządach w pozytywnych kategoriach i często są one chwalone za swoją sprawczość. Z Państwa raportu wynika jednak, że w tzw. miękkich aspektach funkcjonowania coś wyraźnie nie działa. Dlaczego tak się dzieje i co mogłoby pomóc w skuteczniejszym egzekwowaniu od lokalnych władz wywiązywania się z ich obowiązków?
dr hab. Marta Lackowska, prof. UW: Rzeczywiście, w raporcie obszar budowania relacji samorządu z obywatelami wypadł bardzo słabo. Jedna z osób komentujących nasze badanie stwierdziła wręcz, że zbyt eufemistycznie określamy sytuację mianem „nie najwyższego wyniku” i powinniśmy wyjść z akademickiej strefy komfortu oraz użyć mocniejszych słów. Sytuacja z pewnością nie jest dobra, ale warto dostrzec pewne niuanse. Mamy świadomość, że stworzony przez nas indeks nie jest narzędziem w 100 proc. idealnym. Nie jest więc tak, że średnia na poziomie 42 pkt na 100 automatycznie oznacza porażkę.
To narzędzie służy przede wszystkim wstępnej diagnostyce. Jego największą wartością będzie możliwość obserwowania trendów w kolejnych latach. Obecnie dysponujemy danymi za 2022 r., a wkrótce będziemy opracowywać dane za 2024 r., ponieważ Główny Urząd Statystyczny zbiera je w cyklu dwuletnim. Pozwoli nam to sprawdzić, czy sytuacja się poprawia, czy pogarsza. Na razie nasz punkt odniesienia – 100 pkt – ma charakter czysto koncepcyjny. Nie wiemy bowiem, czy dla większości gmin jest to próg w ogóle osiągalny, choć widać, że dla niewielkiej grupy jak najbardziej tak. Nie wiemy też, czy znajdujemy się w trendzie wzrostowym, czy spadkowym. Dlatego obecne wyniki przyjmujemy z pokorą badaczy. To nie jest całkowita „czerwona kartka” dla samorządów, ale mocna „żółta kartka” – zdecydowanie tak. Warto też pamiętać, że nie tworzyliśmy klasycznego rankingu dla blisko 2500 gmin, w którym rywalizuje się o miejsca. To raczej zestaw wskaźników do pogłębionej analizy. Niemniej, mówiąc wprost: uzyskany przez samorządy wynik nie jest najlepszy.
Z czego w takim razie wynika tak słaba ocena?
Złożyło się na to kilka czynników. Z jednej strony odpowiedzialność można przypisać władzom samorządowym, które nierzadko nie realizują nawet swoich obowiązków ustawowych – a to jest bardzo alarmujące. Dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie w dużej mierze dlatego, że po prostu nie przywiązują do tych działań wystarczającej wagi. Analiza danych GUS pokazuje na przykład, że w mniejszych gminach często brakuje regularnych dyżurów radnych, a czasem nie ma ich w ogóle, podczas gdy w dużych miastach to absolutny standard. To pokazuje brak przekonania władz lokalnych, że takie działania są istotne – zwłaszcza że zorganizowanie dyżuru nie wymaga dużych pieniędzy ani dodatkowych zasobów.
Podobnie nietrafione jest tłumaczenie się brakiem pieniędzy na prowadzenie komunikacji w mediach społecznościowych. W niemal każdej gminie znajdzie się ktoś, kto potrafi prowadzić takie kanały za stosunkowo niewielkie pieniądze. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że gminy same przyznały się do tych zaniedbań w formularzach wysłanych do GUS. My nie prowadziliśmy żadnego detektywistycznego śledztwa – one wprost zadeklarowały, że nie realizują pewnych działań, mimo świadomości, że są one obowiązkowe. To pokazuje potrzebę doedukowania władz lokalnych i uświadomienia im, że są to ważne kwestie, których obywatele po prostu oczekują.
To jedna strona medalu – działania władz. A jak w tym zestawieniu wypada społeczeństwo?
To drugi bardzo ważny aspekt. Nasz miernik uwzględnia również aktywność samych mieszkańców. Samorząd może zachęcać do różnych inicjatyw, ale jako społeczeństwo mamy systemowy problem z aktywnym udziałem w życiu publicznym. Nauczyliśmy się już, że raz na kilka lat odbywają się wybory i „wypada” na nie pójść. Istnieje nawet pewna towarzyska stygmatyzacja osób, które nie głosują. Teraz jednak musimy nauczyć się, że tzw. codzienna demokracja jest równie ważna.
Tutaj pojawia się rola naszego indeksu, który bada m.in. składanie wniosków, petycji czy skarg, korzystanie z inicjatywy uchwałodawczej lub inicjatywy lokalnej. Brak takich działań ze strony obywateli pokazuje, że potrzebna jest większa edukacja o prawach mieszkańców. Obywatele powinni wiedzieć, że mogą – i powinni – patrzeć władzy na ręce. Nie oznacza to konfliktu z władzami, lecz jest elementem bieżącej kontroli działań gminy.
Warto też pamiętać, że narzędzia takie jak inicjatywa uchwałodawcza czy inicjatywa lokalna są stosunkowo nowe. Wprowadzono je w 2018 r., a nasze badanie dotyczyło 2022 r., więc od ich wprowadzenia minęły zaledwie cztery lata. Nie dziwi mnie więc, że z inicjatywy uchwałodawczej korzystano tylko w 3 proc. gmin, a z inicjatywy lokalnej w 10 proc. gmin. Te mechanizmy dopiero zaczynają się w Polsce zakorzeniać.
Nieco lepiej wygląda sytuacja w przypadku składania uwag czy skarg oraz korzystania z budżetu obywatelskiego. To pokazuje jednak, że samo stworzenie formalnego narzędzia nie oznacza automatycznie, że będzie ono powszechnie wykorzystywane. Potrzebne jest zbiorowe uczenie się – promocja tych narzędzi, zaproszenie mieszkańców do udziału i jasne wskazanie, że takie możliwości istnieją. Nawet wtedy aktywność nie pojawi się od razu, ponieważ w Polsce wskaźniki zaangażowania w wolontariat czy działalność organizacji pozarządowych są wciąż bardzo niskie.
Przeglądając raport, zauważyłem, że większe miasta osiągają w zestawieniu lepsze wyniki. Czy wynika to także z większej świadomości społecznej mieszkańców?
Częściowo tak. Różnica między funkcjonowaniem dużych miast a małych gmin jest wyraźna. Nasz indeks bada bardzo formalne narzędzia, które w mniejszych ośrodkach funkcjonują inaczej. Z mapy wyników widać np., że na zachodzie kraju sytuacja wygląda nieco lepiej. Nie wynika to jednak wyłącznie z edukacji mieszkańców, ale także z faktu, że tamtejsze gminy są historycznie większe – zarówno pod względem obszaru, jak i liczby mieszkańców. To wpisuje się w ogólną prawidłowość, że większe gminy osiągają wyższe wartości indeksu.
W małej gminie można czasem usłyszeć argument: „po co formalne dyżury radnych, skoro i tak spotykamy się na ulicy, w sklepie czy w szkole?”. Trzeba jednak uważać na taką idealistyczną wizję małej społeczności. W takich miejscowościach pojawiają się przecież nowi mieszkańcy, którzy nie znają lokalnych układów i nie wiedzą, kto jest radnym, kto sołtysem, a kto pracownikiem urzędu. Jeśli te informacje nie będą zinstytucjonalizowane i łatwo dostępne – np. online – nowi mieszkańcy nie włączą się w życie lokalnej wspólnoty.
No właśnie.
Każda gmina, analizując swoje wyniki, powinna porównywać się przede wszystkim z jednostkami o podobnej wielkości. To trochę jak w biegach ulicznych, gdzie startujemy w określonych kategoriach wiekowych – np. K40 czy M20. Mała gmina nie powinna rywalizować z miastami powyżej 100 tys. mieszkańców, lecz patrzeć, jak wypada na tle podobnych ośrodków.
Jednocześnie mieliśmy w zestawieniu niewielkie gminy liczące kilka tysięcy mieszkańców, które osiągnęły bardzo wysokie wyniki i wyprzedziły niektóre miasta wojewódzkie. To pokazuje dużą zaletę naszego narzędzia – nie ma tu strukturalnej dyskryminacji. Nawet trzytysięczna gmina może osiągnąć świetny wynik, jeśli skutecznie zaktywizuje mieszkańców. W przyszłości chcemy wykorzystać także metody jakościowe, by lepiej zrozumieć, jak to się udaje – szczególnie w mniejszych samorządach.
W debacie publicznej często pojawia się też problem lokalnych mediów finansowanych przez samorządy.
To rzeczywiście poważny problem. W wielu małych gminach jedynym medium lokalnym jest biuletyn finansowany przez samorząd. Na papierze może to wyglądać dobrze – narzędzie komunikacji istnieje – ale w praktyce często brakuje pluralizmu, a przeciwnicy polityczni władzy znajdują się na marginesie.
Dlatego warto zachęcać samorządy do rozwijania bardziej otwartych form komunikacji. Dobrym przykładem jest publikowanie w internecie nagrań z sesji rady gminy. W naszym zespole badawczym pojawiło się jednak pytanie: czy ktoś rzeczywiście obejrzy trzygodzinne nagranie z posiedzenia? Być może lepszym rozwiązaniem byłaby dwuminutowa „rolka” w mediach społecznościowych, w której krótko wyjaśniono by, o czym radni dyskutowali. Wtedy młodsze pokolenia mogłyby łatwiej zainteresować się sprawami swojej gminy.
To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż publikowanie nagrań wyłącznie na mało intuicyjnej podstronie Biuletynu Informacji Publicznej, gdzie znalezienie czegokolwiek bywa trudne.
W gruncie rzeczy mamy tu do czynienia ze zderzeniem dwóch logik. Z jednej strony działa biurokratyczna maszyna administracyjna, nastawiona na spełnianie formalnych wymogów. Z drugiej – potrzeba komunikowania się z mieszkańcami w sposób zrozumiały i atrakcyjny.
Naszym celem było przede wszystkim stworzenie narzędzia wstępnej diagnozy. Chcemy, aby wyniki indeksu skłoniły do refleksji obie strony – zarówno władze lokalne, jak i mieszkańców. Zapraszamy do lektury raportu.
Z pełną wersją raportu można zapoznać się na stronach Fundacji Batorego. W przyszłości planowane są kolejne badania poziomu demokracji lokalnej w samorządach.
Główne wnioski
- Polskie samorządy mają wyraźny problem z budowaniem codziennych relacji z mieszkańcami. Średni wskaźnik demokracji lokalnej wynosi zaledwie 42 pkt na 100 możliwych, a najsłabiej oceniana jest otwartość władz na dialog z obywatelami. Setki gmin nie organizują nawet regularnych dyżurów radnych. Jednocześnie większość urzędów poprawnie realizuje podstawowe obowiązki w zakresie transparentności.
- Wielkość gminy sprzyja budowaniu lepszych relacji z mieszkańcami, ale ostatecznie nie jest czynnikiem decydującym. Duże ośrodki miejskie z reguły notują wyższe wyniki dzięki większemu zapleczu kadrowemu i finansowemu. Jednocześnie znaczna grupa najmniejszych samorządów pokazuje, że skala miejscowości nie wyklucza skutecznego włączania obywateli w procesy decyzyjne.
- Niska jakość codziennej demokracji wynika zarówno z zaniedbań samorządowców, jak i z bierności części społeczeństwa. Narzędzia partycypacyjne cieszą się niewielkim zainteresowaniem mieszkańców, co pokazuje potrzebę stałej edukacji obywatelskiej w zakresie współtworzenia życia publicznego.

