Czy Stanisław Wokulski znalazłby się na liście 100 najbogatszych Polaków?
Bohater „Lalki” zgromadził ogromny majątek. Porównaliśmy jego stan posiadania z fortunami autentycznych krezusów tamtych czasów, takich jak Leopold Kronenberg czy Izrael Poznański, a także z majątkami najbogatszych polskich przedsiębiorców dnia dzisiejszego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ile wart byłby dziś majątek Stanisława Wokulskiego, gdyby przeliczyć go różnymi metodami – według wartości złota i nieruchomości oraz w odniesieniu do płac i siły nabywczej pieniądza.
- Z kim bohater „Lalki” konkurowałby o miejsce wśród najbogatszych biznesmenów dzisiaj, a z kim rywalizowałby w swojej epoce – i przede wszystkim, gdzie ostatecznie znalazłby się w obu zestawieniach.
- Jak oszacowaliśmy, czy powieściowy kupiec bławatny miałby szansę znaleźć się w takim zestawieniu, i co wspólnego z tymi obliczeniami ma reguła 80/20.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Wkrótce odbędzie się premiera serialowej „Lalki” przygotowywanej dla Netfliksa, a zaraz potem – kolejnej kinowej adaptacji powieści. Będą to trzecia i czwarta ekranizacja dzieła Bolesława Prusa. Najwyraźniej, choć od pierwszego wydania historii Stanisława Wokulskiego i Izabeli Łęckiej minęło już blisko 140 lat, Polacy wciąż chcą ją poznawać i przeżywać na nowo. Zamożnego kupca bławatnego i jego epokę analizowano już pod wieloma względami, także biznesowymi. „Lalka” jest bowiem nie tylko romansem, lecz także prawdziwą kopalnią danych ekonomicznych.
Prof. Józef Bachórz, jeden z najważniejszych polskich historyków literatury XIX wieku, dokonał ciekawych rachunków. Wyliczył, że wyraz „pieniądz” występuje w powieści 229 razy, a „rubel” – aż 407 razy. Nazwy innych walut, m.in. złotego, franka, guldena czy gwinei, pojawiają się co najmniej 130 razy. Dla porównania słowo „miłość” pada zaledwie 104 razy. Powstał również swoisty cennik „Lalki”. Mamy tu kalosze z monogramem za 2 ruble i 50 kopiejek oraz portmonetkę za 3 ruble. Jest też dobry koń wyścigowy, kupiony okazyjnie za 600 rubli, oraz wynosząca 300 rubli nagroda za gonitwę, którą wygrał. Ignacy Rzecki za śniadanie, czyli „kieliszek anyżówki i kawałek śledzia” oraz „porcyjkę flaków i ćwiartkę porteru”, zapłacił natomiast „niecałego rubla”.
Policzono nawet, ile Wokulski wydał na Izabelę Łęcką – we współczesnych pieniądzach byłoby to ponad 7 mln zł. Nie natrafiliśmy jednak dotąd na próbę odpowiedzi na inne pytanie. Czy główny bohater powieści miałby szansę znaleźć się na współczesnej liście najbogatszych Polaków? Postanowiliśmy więc – oczywiście traktując całe przedsięwzięcie jako intelektualną zabawę – spróbować to policzyć.

Wojenna fortuna
Stanisław Wokulski odziedziczył po żonie majątek gromadzony przez dwa pokolenia rodziny Minclów. Następnie, dostarczając towary – głównie żywność – armii rosyjskiej podczas wojny bałkańskiej, wielokrotnie pomnożył swój kapitał. Odniósł finansowy sukces, który nawet jak na standardy swojej epoki był niezwykły.
Cytat z powieści
Dialog Stanisława Wokulskiego z Ignacym Rzeckim
– No, a jakże tobie poszło? – zapytał Rzecki już zwykłym tonem.
Wokulskiemu błysnęły oczy. Położył bułkę i oparł się o poręcz kanapy.
– Pamiętasz – rzekł – ile wziąłem pieniędzy, gdym stąd wyjeżdżał?
– Trzydzieści tysięcy rubli, całą gotówkę.
– A jak ci się zdaje: ile przywiozłem?
– Pięćdzi ... ze czterdzieści tysięcy... Zgadłem?... – pytał Rzecki, niepewnie patrząc na niego.
Wokulski nalał szklankę wina i wypił ją powoli.
– Dwieście pięćdziesiąt tysięcy rubli, z czego dużą część w złocie – rzekł dobitnie. – A ponieważ kazałem zakupić banknoty, które po zawarciu pokoju sprzedam, więc będę miał przeszło trzysta tysięcy rubli...
Tak też najpewniej się stało, ponieważ wkrótce w powieści pojawia się kolejna kwota – 500 tys. rubli. Wspominają o niej zarówno Ignacy Rzecki, jak i rosyjski milioner Suzin, dawny wspólnik Wokulskiego. Ten ostatni uważa nawet, że majątek bohatera jest na tyle duży, że nie ma powodów, by z niego drwić. „Pół miliona rubli kapitału to przecie nie plewy; z takiego kupca nie powinni naśmiewać się ludzie”.

Pod koniec powieści Wokulski jest jeszcze bogatszy. Już po tym, jak „zlikwiduje interes”, Rzecki w rozmowie z Jadwigą Misiewiczową szacuje stan posiadania przyjaciela na około 600 tys. rubli.
Złoty pieniądz
Ile dziś byłby wart taki majątek? Można to oszacować na kilka sposobów. Zacznijmy od złota.
W okresie, kiedy toczy się akcja „Lalki”, rosyjski rubel nie miał formalnego parytetu złota. Wprowadziła go dopiero reforma monetarna rosyjskiego ministra finansów Siergieja Wittego z lat 1895-1897.
Zachował się jednak list, który w czerwcu 1879 r. Wickham Hoffman, sekretarz amerykańskiej placówki dyplomatycznej w Petersburgu, wysłał do ówczesnego sekretarza stanu USA Williama M. Evartsa. Dokument dotyczy głównie rosyjskich zasobów złota i srebra oraz ilości pieniądza znajdującego się w obiegu. Zawiera też najważniejszą dla naszych obliczeń informację: rubel był wówczas wart 0,47 dolara.
Wiemy również, że zgodnie z obowiązującą wówczas w USA ustawą menniczą (Coinage Act of 1873) złota moneta jednodolarowa była bita ze stopu próby 900/1000. Taki stop czyli zawierał 90 proc. złota. Ważyła 25,8 grana, czyli około 1,672 g, z czego około 1,505 g przypadało na czyste złoto. A zatem wartość ówczesnego rubla, wyrażona w złocie, odpowiadała około 0,707 g tego kruszcu.
Fortuna Wokulskiego po jego powrocie z wojny odpowiadała zatem wartości około 177 kg złota. Pod koniec powieści – już około 424 kg. Przy obecnej cenie złota, wynoszącej około 525 tys. zł za 1 kg, daje to odpowiednio około 93 mln zł oraz niemal 223 mln zł.
Kamienica Łęckich
Wartość majątku Wokulskiego można również spróbować oszacować na podstawie zakupu kamienicy Łęckich. Bolesław Prus nie podaje jej adresu. W powieści jest mowa o „kamienicy położonej tu i tu, mającej trzy oficyny i trzy piętra, plac, ogród itd.” W innym miejscu czytamy o budynku, który „miał parę żelaznych balkonów i każde piętro zbudowane w innym stylu”.
Już prawie 100 lat temu poeta Stefan Godlewski wskazał jednak jej domniemany pierwowzór – kamienicę przy ul. Kruczej 24. Niestety, budynek nie dotrwał do naszych czasów – spłonął w 1944 r., a jego pozostałości rozebrano po wojnie. Na przedwojennych zdjęciach widzimy pięcioosiową, stosunkowo wąską kamienicę. Jej szerokość można szacować na 12-14 m. Przyjmijmy typową dla warszawskich kamienic czynszowych z tego okresu głębokość budynku, wynoszącą około 18-25 m. Uwzględnijmy też oficyny. Można orientacyjnie oszacować, że łączna powierzchnia naziemnych kondygnacji wynosiła od 1,5 do 2 tys. m kw. Na potrzeby dalszych obliczeń przyjmijmy wartość pośrodku tego przedziału – 1,75 tys. m kw.
Przejdźmy teraz do czasów współczesnych. MScanner.pl, serwis analizujący rynek nieruchomości, podaje, że mieszkania przy ul. Kruczej sprzedają się obecnie średnio po 20,8 tys. zł za 1 m kw. Dane pochodzą z aktów notarialnych dotyczących 19 transakcji w siedmiu budynkach. Na tej podstawie można w przybliżeniu odtworzyć współczesną wartość całej kamienicy Łęckich, otrzymamy kwotę około 36,4 mln zł.
Prawie 1/3 majątku
Eksperci zajmujący się na co dzień wyceną stołecznych nieruchomości potwierdzają. Szacowanie wartości kamienicy na podstawie cen metra kwadratowego lokali może być jednym z punktów odniesienia. Innym jest metoda dochodowa, oparta na przychodach, jakie właściciel może uzyskiwać z najmu.
W przypadku kamienicy Łęckich pojawia się jednak pewien problem: nie wszyscy lokatorzy regularnie płacili czynsz. Maleski, Patkiewicz i trzeci student, którego nazwiska Bolesław Prus nie wymienia, byli wyjątkowo niesolidnymi najemcami – konsekwentnie zalegali z komornym.

Wokulski kupił budynek za 90 tys. rubli. Najprawdopodobniej jednak przepłacił. Stary Szlangbaum planował kupić nieruchomość za około 80 tys. rubl. Z kolei baronowa Krzeszowska była gotowa dać za nią najwyżej 70 tys. rubli. Byli i tacy, którzy wyceniali dom zaledwie na 60 tys. rubli.
Nabywca zapisał w notesie, że suma, jaką ostatecznie zapłacił, to „bagatela!… prawie trzecia część mego majątku…”. Jeśli zatem przyjąć, że również dziś kamienica stanowiłaby 30-33 proc. aktywów Wokulskiego, jego ówczesny stan posiadania można oszacować na około 110-120 mln zł.
Pamiętamy jednak, że majątek bohatera „Lalki” nadal rósł i pod koniec powieści sięgał około 600 tys. rubli. Jeśli zachowamy ten sam przelicznik – 90 tys. rubli za kamienicę wartą dziś około 36,4 mln zł – otrzymamy fortunę równą mniej więcej 243 mln zł.
Ceny i płace
To, ile dziś wart byłby majątek Wokulskiego, można próbować ustalić także innymi metodami. Jak? Choćby na podstawie wspomnianego wcześniej cennika „Lalki” albo porównując ówczesne zarobki ze współczesnymi.
Zacznijmy od siły nabywczej pieniądza. Za niewyszukane śniadanie Rzeckiego w warszawskim barze lub niedrogiej restauracji zapłacilibyśmy dziś zapewne 30-40 zł. Przy takim przeliczniku majątek Wokulskiego na początku powieści stanowiłby równowartość zaledwie 7,5–10 mln zł, a pod koniec – 18–24 mln zł.
„Doskonała” – jak zapewnia Rzecki – portmonetka, którą w sklepie Wokulskiego kupiła Izabela Łęcka, kosztowała 3 ruble. Załóżmy, że dzisiaj zapłacilibyśmy za podobną 250 zł – i tak niemało. Taki przelicznik pozwala oszacować wartość 250 tys. rubli na niespełna 21 mln zł, a 600 tys. rubli – na około 50 mln zł.
Popatrzmy teraz na wynagrodzenia. Furman Wysocki zarabiał 3 ruble dziennie, Helena Stawska jako kasjerka – 75 rubli miesięcznie. Z kolei subiekt Henryk Szlangbaum mógł liczyć na 1,5 tys. rubli rocznie. Ile można dziś zarobić na mniej więcej analogicznych stanowiskach? Zawodowy kierowca – 9-10 tys. zł miesięcznie, czyli około 430-480 zł za dzień pracy. Kasjer w handlu – 4,7-5 tys. zł netto miesięcznie. Sprzedawca w sklepie, np. odzieżowym – 58-61 tys. zł rocznie na rękę.
„Metoda płacowa” ponownie daje wyniki znacznie niższe niż przeliczenie oparte na złocie czy wartości nieruchomości. W zależności od tego, które stanowisko potraktujemy jako punkt odniesienia, otrzymujemy jednak bardzo różne rezultaty.
To pokazuje zarazem podstawową słabość podobnych obliczeń. Rubel Wokulskiego może mieć zupełnie inną dzisiejszą wartość w zależności od tego, czy przeliczamy go przez złoto, nieruchomości, jedzenie czy wynagrodzenia. Dla bohatera „Lalki” najbardziej korzystne okazują się dwa pierwsze sposoby. To właśnie ich trzymajmy się zatem, próbując odpowiedzieć na pytanie, czy Wokulski miałby dziś szansę znaleźć się wśród 100 najbogatszych Polaków.
Lista 2026
Jednak nawet majątek wart około 240 mln zł byłby zdecydowanie zbyt mały, aby jego właściciel trafił na współczesną listę najbogatszych Polaków. W najnowszym rankingu tygodnika „Wprost” potrzeba było do tego 1,12 mld zł. Z kolei próg wejścia do tegorocznego zestawienia „Forbesa” był jeszcze wyższy – wynosił 1,3 mld zł.
Nie porównujmy jednak Wokulskiego do Michała Sołowowa, Jerzego Staraka czy Tomasza Biernackiego. Jak wyglądała jego fortuna na tle najzamożniejszych fabrykantów i finansistów jego własnej epoki? Ponieważ mówimy o okresie zaborów, trafniej będzie przy tym mówić nie o rankingu najbogatszych Polaków, lecz o najbogatszych mieszkańcach ziem polskich. Działało tu wówczas wielu przemysłowców i finansistów różnych narodowości, których również trzeba uwzględnić w takim porównaniu. Wracamy zatem do końcówki XIX wieku.
Od razu trzeba zaznaczyć, że nie będzie to ranking podobny do tych, które znamy dzisiaj. Wyceny ówczesnych fortun – zarówno dokonywane w XIX wieku, jak i rekonstruowane we współczesnych opracowaniach – są często niepełne i bardzo nieprecyzyjne. Dlatego poniższy spis należy traktować jako orientacyjną, częściowo hipotetyczną próbę zestawienia największych fortun i oszacowania ich wartości w okresie, w którym rozgrywa się akcja „Lalki”.
Lista 1878-1879
Za najbogatszego człowieka na ziemiach polskich tamtego okresu – a przynajmniej jednego z najbogatszych – uchodził Leopold Kronenberg. Był to polski przedsiębiorca i finansista żydowskiego pochodzenia, który zmarł w 1878 r. Wiemy, że był założycielem lub współzałożycielem Banku Handlowego, Towarzystwa Kredytowego miasta Warszawy, Kasy Przemysłowców, Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia i Towarzystwa Kopalń Węgla i Zakładów Hutniczych, a także udziałowcem licznych przedsiębiorstw górniczych, hutniczych, cukrowniczych i tytoniowych. Należał ponadto do głównych organizatorów budowy Kolei Nadwiślańskiej.
Citi Handlowy, następca założonego przez Kronenberga Banku Handlowego, podaje, że „Leopold Kronenberg w chwili śmierci pozostawił po sobie olbrzymią fortunę. Jego majątek szacowano na 20 milionów rubli”. Istnieją jednak również znacznie niższe wyceny. „Dziennik Poznański” w 1878 r. pisał: „Największą naszą potęgą bankiersko-finansową jest Leopold Kronenberg. Majątek jego obliczają dziś na 12 milionów rubli”. Różnica jest ogromna, ale dobrze pokazuje problem, z którym będziemy się mierzyć przy całym tym zestawieniu. XIX-wiecznych fortun nie sposób wyceniać z dokładnością znaną ze współczesnych rankingów.
W ścisłej czołówce znalazłby się również Karol Wilhelm Scheibler, niemiecki przemysłowiec włókienniczy z Łodzi. Jego majątek w chwili śmierci w 1881 r. szacowano na około 14 mln rubli. Trzy lata wcześniej mógł być nieco mniejszy, ale nie ma wątpliwości, że Scheibler należał wówczas do finansowej ekstraklasy Królestwa Polskiego.
Jego głównym konkurentem był żydowski fabrykant Izrael Poznański. Zmarł w 1900 r., pozostawiając po sobie potężny kompleks fabryczny. To właśnie na jego terenie znajduje się dziś centrum handlowo-usługowe Manufaktura, oraz monumentalny pałac przy ul. Ogrodowej w Łodzi. Cały jego majątek wyceniano na 11 mln rubli. Ponieważ jednak Poznański budował fortunę przez kolejne dekady, pod koniec lat 70. XIX wieku musiała być ona wyraźnie mniejsza – najprawdopodobniej liczona już jednak w milionach rubli.
Reguła 80/20
Kolejnym kandydatem do naszego TOP 5 jest Jan Gottlieb Bloch, zwany „królem kolei żelaznych”. Wartość fortuny, jaką pozostawił po śmierci w 1902 r., szacowano na około 7 mln rubli. W niektórych poświęconych mu opracowaniach pojawia się również kwota 12 mln rubli. Jednak odnosi się ona raczej do wartości aktywów lub interesów, którymi zarządzał, niż do jego osobistego majątku.
Wysokie miejsce na naszej hipotetycznej liście zająłby także Juliusz Heinzel, baron von Hohenfels. Był to jeden z największych fabrykantów Królestwa Polskiego, nazywany „łódzkim królem wełny”. Portal dziswlodzi.pl podaje, że to właśnie on miał być jednym z pierwowzorów Müllera z „Ziemi obiecanej” Władysława Reymonta. Heinzel zmarł w 1895 r., a „gdy po jego śmierci podsumowano wartość rodzinnej fortuny, okazało się, że początkowe 100 rubli rozrosło się do 5 858 673 rubli i 61 kopiejek”. W 1878-1879 r. jego majątek był zapewne mniejszy, ale wszystko wskazuje na to, że również należał już do grona milionerów.
Mamy więc kilka punktów zaczepienia. Nadal nie wiemy jednak, gdzie w takim zestawieniu znalazłby się Wokulski ze swoimi 500-600 tys. rubli. Tu z pomocą może przyjść matematyka – choć trzeba potraktować ją jako narzędzie do przybliżenia, a nie maszynę produkującą pewny wynik.

Rozkłady wielkich majątków często mają charakter silnie nierównomierny: kilka osób posiada fortuny wielokrotnie większe od tych zajmujących dalsze miejsca. Górną część takich rozkładów można w wielu przypadkach przybliżać prawem potęgowym, z którym wiąże się również rozkład Pareta. Od nazwiska włoskiego ekonomisty pochodzi znana reguła 80/20 – obserwacja, że stosunkowo niewielka część populacji może skupiać znaczną część zasobów. Nie oznacza to, że każda lista najbogatszych dokładnie podporządkowuje się proporcji 80/20. Pozwala jednak spróbować matematycznie odtworzyć, jak szybko powinny maleć majątki wraz z kolejnymi miejscami rankingu.
Szósta dziesiątka…
Na współczesnych listach najbogatszych zależność między miejscem w rankingu a wielkością majątku bywa w przybliżeniu podobna do tej wynikającej z rozkładu potęgowego. Nie jest to żelazne prawo – ale na potrzeby naszej intelektualnej zabawy może posłużyć jako model. Oto kilka przykładów (patrz wykresy).
Możemy więc, znając wartości fortun osób zajmujących najwyższe miejsca, oszacować, pod którym numerem znalazłaby się osoba o znacznie mniejszym majątku. Jej pozycja zależałaby oczywiście nie tylko od wielkości zgromadzonych aktywów, ale również od tego, jak szybko malały fortuny na kolejnych miejscach oraz jak silnie bogactwo było skoncentrowane w ścisłej czołówce zestawienia.
Przyjmijmy zatem, że Leopold Kronenberg dysponował majątkiem wartym 20 mln rubli, a stan posiadania piątego na liście Juliusza Heinzla wynosił 5 mln rubli. Te dwa punkty wystarczą do wyznaczenia krzywej opisującej, jak – zgodnie z naszym modelem – malałyby majątki wraz z kolejnymi miejscami w rankingu. W takim wariancie Wokulski ze swoimi 600 tys. rubli zająłby około 59. miejsca. Znalazłby się więc w szóstej dziesiątce hipotetycznej listy najbogatszych mieszkańców ziem polskich w latach 1878-1879.
…albo niżej
Jeśli natomiast założyć, że pierwszy w takim zestawieniu milioner miałby 12 mln rubli, a piąty – około 4 mln rubli, pozycja bohatera „Lalki” byłaby niższa. Model umieszcza go wówczas około 81. miejsca, czyli na początku dziewiątej dziesiątki.
Znacznie gorzej Wokulski wypadłby zaraz po powrocie z wojny do Warszawy. Ani 250 tys. rubli, ani nawet 300 tys. rubli nie dawałoby mu miejsca w hipotetycznej pierwszej setce. W bardziej korzystnym z naszych modeli 300 tys. rubli oznaczałoby około 131. miejsca, a 250 tys. – około 162. W drugim wariancie bohater znalazłby się jeszcze niżej. Dopiero dalsze pomnażanie fortuny pozwoliłoby mu według naszych założeń przebić się do pierwszej setki.
Zdaniem eksperta
Wokulski nie był przemysłowcem, a to wiele zmienia
Swoistym paradoksem było to, że po 1875 r., kiedy do Europy Zachodniej zaczęło masowo napływać zboże z USA, a na ziemie polskie – z Rosji, ziemianie, próbując utrzymać swoje majątki, byli zmuszeni na wielką skalę wycinać lasy.
I jeszcze jedna rzecz: Wokulski był właścicielem sklepu – ekskluzywnego, ale jednak sklepu. Pod względem skali prowadzonego biznesu nie mógł więc równać się z największymi przemysłowcami czy bankierami.
Nie dziwi mnie również to, że „współczesny” Wokulski znalazłby się daleko poza pierwszą setką najbogatszych Polaków. Na dzisiejsze fortuny może składać się wiele rodzajów aktywów, które nie istniały w czasach, w których rozgrywa się akcja „Lalki”. Mam na myśli nie tylko gospodarkę cyfrową, ale także całe dziedziny biznesu, o których ludzie współcześni Wokulskiemu nie mogli nawet marzyć. Bohater powieści nie miał więc możliwości budowania majątku w sposób, z którego korzystają dzisiejsi miliarderzy.
Zdaniem eksperta
Gdyby Wokulski urodził się 150 lat później, dziś mógłby być na liście 100 najbogatszych Polaków
Ogromnie rozwinął się również sektor finansowy. Powstały znacznie głębsze rynki długu i akcji, a przedsiębiorcy uzyskali dostęp do źródeł finansowania niedostępnych w XIX wieku. Biznesy osób, które znajdują się dziś w zestawieniach najzamożniejszych Polaków, rosną m.in. dlatego, że ich spółki są notowane na giełdzie i mogą korzystać z zewnętrznego kapitału.
Chcę więc stanąć w obronie bohatera „Lalki”. Był przedsiębiorcą z krwi i kości, stale szukającym nowych możliwości rozwoju biznesu. Dziś śmiało moglibyśmy nazwać go innowatorem.
Zaryzykowałbym więc twierdzenie, że w alternatywnym scenariuszu, w którym Wokulski urodziłby się w 1980 r. – w powieści ma 46 lat – i prowadził interesy z taką samą determinacją jak w książce, mógłby dziś znaleźć się na liście 100 najzamożniejszych Polaków.
Główne wnioski
- Stanisław Wokulski był krezusem swojej epoki, ale do najbogatszych brakowało mu dużo. Pod koniec „Lalki” majątek bohatera sięga około 600 tys. rubli. To ogromna fortuna, zwłaszcza że powieściowy kupiec zgromadził ją w dużej mierze dzięki własnej przedsiębiorczości. Najbogatsi mieszkańcy ziem polskich dysponowali jednak majątkami liczonymi w milionach rubli. Fortuny Leopolda Kronenberga, Karola Scheiblera czy innych czołowych przemysłowców z Warszawy i Łodzi sięgały kilku, a nawet kilkunastu milionów rubli. Wokulski – gdyby naprawdę istniał – należałby więc do finansowej elity, ale nie do jej ścisłej czołówki.
- Majątek Stanisława Wokulskiego można dziś liczyć w setkach milionów złotych. Przeliczenie fortuny bohatera na współczesne pieniądze nie daje jednej precyzyjnej odpowiedzi, ale pozwala pokazać skalę jego bogactwa. Metoda bazująca na wartości złota pozwala oszacować stan posiadania Wokulskiego po powrocie z wojny na około 93 mln zł, a pod koniec powieści – na około 223 mln zł. Z kolei wycena oparta na wartości kamienicy Łęckich daje podobny rząd wielkości: około 110–120 mln zł w momencie jej zakupu i około 243 mln zł przy majątku wynoszącym 600 tys. rubli. Inne sposoby przeliczania – oparte m.in. na cenach towarów i wynagrodzeniach – dają znacznie niższe wyniki. Oznacza to, że przeniesiony wprost w nasze czasy Wokulski byłby bardzo zamożnym człowiekiem, ale jego fortuna pozostawałaby wielokrotnie poniżej progu wejścia do współczesnej setki najbogatszych Polaków.
- Bohater „Lalki” znalazłby się natomiast na hipotetycznej liście najbogatszych mieszkańców ziem polskich w latach 1878-1879. Jego pozycję w takim zestawieniu – m.in. z powodu trudności z oszacowaniem majątków największych przemysłowców tamtej epoki – można jednak określić jedynie w przybliżeniu. W bardziej optymistycznym wariancie naszego modelu Wokulski z 600 tys. rubli zajmuje około 59. miejsca, w ostrożniejszym – około 81. Z majątkiem wynoszącym 250–300 tys. rubli, który zgromadził dzięki dostawom dla armii, nie zmieściłby się natomiast w pierwszej setce.