Dlaczego kraje Zatoki Perskiej nie odpowiedziały atakami na Iran? „Zrobią wszystko, żeby utrzymać stabilizację w regionie” (WYWIAD)
Jak to możliwe, że żadne zaatakowane przez Iran państwo w Zatoce Perskiej nie zareagowało w odwecie? – Te kraje bardzo chętnie zaangażowałyby się w inwestycje w Iranie, jeśli tylko pozwoliłyby na to warunki polityczne. Iran na zawsze pozostanie sąsiadem, z którym trzeba koegzystować – mówi dr Jakub Sławek, były ambasador RP w ZEA i arabista z Uniwersytetu Śląskiego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego zaatakowane przez Iran kraje Zatoki Perskiej powstrzymały się przed atakami odwetowymi.
- Jak i po co zamożne kraje arabskie budowały przez kilka lat platformę współpracy dyplomatycznej z Iranem.
- Czy przewrót i rewolucyjne obalenie władzy Ajatollahów jest realne.
Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Sam atak Stanów Zjednoczonych na Iran zszedł na drugi plan po tym, jak w odwecie Iran zaatakował wiele obiektów w sąsiedzkich krajach Zatoki Perskiej. Dlaczego to zrobił? Po co? Co chciał osiągnąć, pokazać? Iran nie straci w ten sposób więcej niż zyska? I rzecz równie ważna: dlaczego kraje Zatoki w żaden sposób nie odpowiedziały na te ataki?
Dr. Jakub Sławek, dyplomata, arabista, były Ambasador RP w ZEA: Zaczęła pani od problemu fundamentalnego dla całej sprawy. Kraje Zatoki Perskiej co najmniej od 2020 roku robiły wszystko – i nadal robią, chociaż w warunkach skrajnych – żeby utrzymać stabilizację w regionie. Doskonale wiedzą, że sześć państw tworzących Radę Współpracy Zatoki, to sąsiedzi Iranu – teraz i zawsze. Jakkolwiek by ten Iran się nie nazywał, nie wyglądał, pod czyimi rządami by nie był, na zawsze pozostanie sąsiadem, z którym trzeba koegzystować. Cezurą w zmianie pojmowania tego sąsiedztwa był właśnie 2020 r. Kraje Zatoki przyjęły wtedy, że należy poczynić wszystko, aby stworzyć nowe relacje z sąsiadem.
Zatoka Perska nie kontratakuje
Dlatego właśnie zaatakowane kraje nie odpowiedziały chociaż mogły. Dysponują najnowocześniejszym własnym i amerykańskim uzbrojeniem. Nie chcą tego robić, ponieważ chcą do końca zachować możliwość rozwiązania dyplomatycznego. Nie chcą eskalować, bo eskalacja oznacza dla regionu bardzo trudną sytuację, z którą trzeba będzie żyć przez długie lata.
Kraje Zatoki Perskiej co najmniej od 2020 roku robiły wszystko – i nadal robią, chociaż w warunkach skrajnych – żeby utrzymać stabilizację w regionie. Dlatego właśnie zaatakowane kraje nie odpowiedziały, chociaż mogły.
W wywiadzie sprzed kilkudziesięciu godzin były wiceminister spraw zagranicznych Emiratów, a dzisiejszy doradca prezydenta do spraw dyplomatycznych, jedna z najbardziej poważanych osób w dyplomacji Bliskiego Wschodu, powiedział jasno zwracając się do Iranu: wasza wojna to nie jest wojna z waszymi sąsiadami. Potrzebujecie państw Zatoki, żeby ta wojna się nie przedłużała i nie eskalowała.

Tym bardziej zachowanie Iranu zaskakuje, prawda?
Pełna zgoda. Myślę, że kraje Zatoki były tak samo zaskoczone, jak my. Te ataki w Dubaju i Dosze oraz Abu Dhabi były jednak poniekąd atakami na świat zachodni i na pewien porządek budowany przez arabskie państwa Zatoki. Wiele z zaatakowanych miejsc to miejsca ikoniczne, znane i popularne na Zachodzie. Symbole architektury i stylu życia, gdzie przewijają się miliony zachodnich obywateli. Zarówno w Katarze, jak i Emiratach mamy do czynienia z globalnym społeczeństwem, gdzie żyje w zgodzie ponad 200 narodowości. Kraje Zatoki stworzyły świat, w którym wszyscy mają szansę się odnaleźć. Myślę, że to ten porządek jest atakowany przez Iran.
Iran sprawia niestety wrażenie, że nie ma nic do stracenia. Oby nie, bo to jest najgorszy scenariusz – kiedy reżym nie ma nic do stracenia, to walczy do końca.
Sąsiedzi cierpliwie nadstawiają drugi policzek. Iran wie, że tak właśnie będzie i dlatego wykorzystuje sytuację? Wie, że może sobie pozwolić na ataki, bo odwetu nie będzie?
Znowu bardzo trudne pytanie. Być może tak. Zatoka wie też doskonale, że możliwości bojowe Iranu pod względem sprzętowym są policzalne i możliwości ataków też są skończone. Potencjał Iranu został mocno uszczuplony w tzw. wojnie 12-dniowej z 2025 r. Pojawiają się informacje, jakoby zasoby irańskiego arsenału były na poziomie 40 proc. To by oznaczało, że kończą się Iranowi możliwości militarne. Więc Zatoka rzeczywiście cierpliwie czeka.
Brak reakcji to cena za nowy region na horyzoncie
Zamożne państwa arabskie w sąsiedztwie zrobią wszystko, żeby najdłużej, jak się da, nie odpowiadać zbrojnie. To kraje słynące z bardzo dojrzałego przywództwa, które patrzy na region długofalowo. Na horyzoncie maluje się wręcz idea nowego regionu. Na to liczą liderzy Zatoki.
Ten nowy region na horyzoncie, to miałby być układ, w którym na pokojowych zasadach będą koegzystować państwa Zatoki, a obok nich i Izrael, i Iran? Czy to możliwe bez obalenia reżymu Ajatollahów?
Mówi o tym syn szacha, który zgłosił gotowość bycia przywódcą nowego Iranu. Jego wizja zakłada ułożenie od zera pokojowych relacji z Izraelem i Stanami Zjednoczonymi oraz oczywiście krajami Zatoki. Na razie to iluzja. Piękna, ale jesteśmy od niej jeszcze bardzo daleko.
Porozumienia Abrahamowe z Izraelem, które rozpoczęły Emiraty, Bahrajn i Maroko, mocno jednak zredefiniowały pojmowanie relacji Izraela z tym regionem. Dlatego kraje Zatoki wierzą, że mimo wszystkich przeciwności warto cierpliwie budować model oparty na rozwoju szeroko pojętego dobrobytu dostępnego dla wszystkich na Bliskim Wschodzie, którzy zechcą w tym projekcie uczestniczyć.
Nadal wierzą, że Iran się opamięta. Być może pod nowym przywództwem. Niekoniecznie mowa tu o demokratycznym Iranie czy o jakimś przywódcy, który zostanie przywieziony i zainstalowany przez Amerykanów. Raczej liczą na otrzeźwienie, które pozwoli na powrót do negocjacji niezależnie od braku zmiany władzy w Iranie.
Państwa Zatoki nadal wierzą, że Iran się opamięta. Być może pod nowym przywództwem. Niekoniecznie mowa tu o demokratycznym Iranie. Raczej liczą na otrzeźwienie, które pozwoli na powrót do negocjacji niezależnie od braku zmiany władzy w Iranie.
Jaka zmiana rządu wchodzi w grę
Czy fakt, że ataki odwetowe Iranu trwają już kolejną dobę po zabiciu przywódcy religijnego, nie świadczy o tym, że Iran jednak nie dąży do zmiany władzy? Czy gdyby na przykład to wojsko chciało przejąć kontrolę i rządy, to nie zrobiłoby tego właśnie teraz, zamiast ostrzeliwać obiekty cywilne u sąsiadów?
W moim odczuciu jeszcze jest czas na ewentualną refleksję w Iranie. Wbrew pozorom, w Iranie bardzo trudno byłoby przeprowadzić zmianę władzy w sposób rewolucyjny, siłowy. A tak się czasem wydaje obserwatorom z krajów Zachodu.
Na tym polega mądrość krajów Zatoki, że to rozumieją. Nie odpowiadają militarnie, bo cały czas trwają zakulisowe negocjacje i rozmowy na bardzo wielu otwartych, budowanych latami kanałach.
Nie jest ambicją krajów Zatoki, ani też Stanów Zjednoczonych, wprowadzenie do Iranu systemu demokratycznego. Realistycznym oczekiwaniem jest raczej powstanie systemu, którego życzą sobie sami Irańczycy, a który nie byłby wprost wrogo nakierowany wobec państw Zatoki, Izraela, USA.
Koncyliacyjny lider w Iranie to już będzie sukces?
Tak. Ważnym argumentem, którego Iran nie może całkiem zignorować, jest siła finansowo-gospodarcza państw Zatoki. Te kraje bardzo chętnie zaangażowałyby się w inwestycje w Iranie, jeśli tylko pozwoliłyby na to warunki polityczne. To zapewne także jeden z argumentów w Zatoce za wstrzymaniem się z odwetem wobec Iranu.
Te kraje bardzo chętnie zaangażowałyby się w inwestycje w Iranie, jeśli tylko pozwoliłyby na to warunki polityczne. To zapewne także jeden z argumentów w Zatoce za wstrzymaniem się z odwetem wobec Iranu.
Tajne rozmowy w cieniu wojny
Czy ewentualna i wyczekiwana otwartość w stronę krajów Zatoki Perskiej będzie oznaczała również otwartość na negocjacje i uległość wobec Stanów Zjednoczonych? A może to nie jest tożsame?
Można mieć nadzieję, że w miarę trwania działań militarnych zacznie gdzieś w środowiskach władzy Iranu kiełkować myśl, że warto jednak spróbować się porozumieć. W końcu przez ostatnie pięć-sześć lat mieliśmy względną stabilność i przewidywalność relacji pomiędzy arabskimi krajami Zatoki i Iranem. Nawet w 2025 Irańczycy zaatakowali wyłącznie cele militarne w Katarze i Emiratach i to w sposób dość dżentelmeński, jeśli można to tak nazwać, bo uprzedzając o tym zainteresowanych.
I jestem pewny, że nadal jest wiele rozmów i negocjacji, o których my nie wiemy, nie słyszymy i nie dowiemy się, bo na tym polega dyskrecja dyplomacji. Ci ludzie muszą ze sobą cały czas rozmawiać o możliwych scenariuszach. Nie po to budowali przez wiele lat system i sieć kontaktów, relacji, różnych mechanizmów, żeby w decydującym momencie z nich nie skorzystać. Moim zdaniem to cały czas funkcjonuje, a rozmowy są intensywniejsze, niż nam się wydaje.
Jestem przekonany, że nadal jest wiele rozmów i negocjacji, o których my nie wiemy, nie słyszymy i nie dowiemy się, bo na tym polega dyskrecja dyplomacji.
A wojna to element dyplomacji?
Ja jestem za tym, żeby porozumiewać się w rozmowach. Po to właśnie zbudowano wielopłaszczyznowy wehikuł do rozmów z Iranem. To są głęboko wypracowane mechanizmy pomiędzy służbami specjalnymi, aparatem militarnym, strażami granicznymi, wojskami ochrony wybrzeża i tak dalej. I teraz na każdym kanale kraje Zatoki wysyłają ten sam przekaz: nie reagujemy militarnie, nie chcemy strzelać w waszą infrastrukturę, nie jesteśmy waszym wrogiem. Zależy nam na dobrym sąsiedztwie i ułożeniu przewidywalnych relacji.
Do rozkwitu stąd daleko, ale w tym regionie świata wystarczy przewidywalność i stabilność.
Scenariusze zakończenia konfliktu
Grozi nam, że Cieśnina Ormuz, główny kanał transportowy w tej części świata, stanie zupełnie na dłużej?
Na ten moment ten szlak wodny został całkowicie zablokowany. Ale nie jest wcale w interesie Iranu, by ten transport ustał zupełnie. Porty irańskie coś jednak także eksportują i importują.
Według pana idealnym zakończeniem tego konfliktu byłoby uczynienie z krajów Zatoki pośrednika między Iranem a Stanami Zjednoczonymi? Oddanie Iranu pod ich „kuratelę”? Iran się zgadza, Stany wracają do domu, Izrael i Iran wracają do rozmów, sytuacja się stabilizuje?
Trudno mówić o kurateli. Ale mechanizm pośredniczenia Omanu istniał wiele lat i poniekąd działa do teraz. Oman przez wiele lat pełnił bardzo ważną funkcję platformy, która umożliwia bezpieczną szczelną przestrzeń na dyskretne rozmowy pomiędzy Amerykanami i Iranem. W niedzielę minister spraw zagranicznych Omanu napisał na swoim koncie na X, że drzwi do negocjacji pokojowych są cały czas otwarte. Zatem mechanizmy dyplomatyczne do rozmów są. Pytanie, czy Amerykanie wciąż będą chcieli z nich skorzystać.
W tym regionie świata wystarczy przewidywalność i stabilność.
Iran ma jakiekolwiek karty przetargowe, których może użyć w tym konflikcie?
Moim zdaniem asa w rękawie nie ma i może grać tylko wracając do negocjacji ze społecznością międzynarodową.
Może się zdarzyć, że trudniej będzie przekonać Stany Zjednoczone niż Iran?
Na szczęście kraje Zatoki mają doskonałe relacje ze Stanami Zjednoczonymi, a zwłaszcza z administracją Donalda Trumpa. Ale rzeczywiście w tej chwili decydentem są Stany wspólnie z Izraelem.
Iran to nie Libia czy Irak
Mam wrażenie, że Zachód ma skłonność do stawiania Iranu w jednym rzędzie z Irakiem, Syrią czy Libią. Prezydent Trump liczy na wewnętrzne przejęcie władzy w Iranie. Raczej siłowe, pewnie według scenariusza znanego z innych krajów Bliskiego Wschodu. A w Iranie chyba mało realny jest nocny przewrót? Gdyby miało dojść do demontażu układu, który trwa od ponad 30 lat, to jak musiałoby się to odbyć? USA namaszczają kandydata, np. wraca syn szacha? Czy raczej ingerencja dyplomatyczna krajów Zatoki? A może lokalny wybór?
Demontaż takiego systemu jest bardzo trudny. Iran nie jest republiką bananową i trzeba o tym pamiętać, jeśli się liczy na zmiany. To jest kraj z procedurami, z dobrze zbudowaną administracją. To dojrzały system i likwidacja najwyższego przywódcy, a nawet 40 czy 50 osób ze ścisłego kierownictwa, które także zostały zabite, nie likwiduje struktur państwa. To dalej nie oznacza, że ten system się zawali. Jeśli ma dojść do demontażu, to będzie on raczej ewolucyjny niż rewolucyjny.
Iran nie jest republiką bananową i trzeba o tym pamiętać, jeśli się liczy na zmiany. To jest kraj z procedurami, z dobrze zbudowaną administracją. Likwidacja najwyższego przywódcy, a nawet 40 czy 50 osób ze ścisłego kierownictwa, które także zostały zabite, nie likwiduje struktur państwa.
Nigdzie też na Bliskim Wschodzie rewolucja nie przyniosła dobrego zakończenia. Proszę popatrzeć na przykład Libii, o której pewnie moglibyśmy powiedzieć, że właśnie była republiką bananową. To był system oparty na przywództwie jednego człowieka i jego reżymu. Po upadku tej symbolicznej figury, jaką był Kaddafi, wybuchła tragiczna, katastrofalna wojna domowa, która trwa od 15 lat. Nie wiadomo już, kto jest kim, z kim trzyma i przeciwko komu. Już nikt dziś nie ma żadnego pomysłu na ten kraj.
Czy obecny konflikt zbrojny wpłynie na sytuację innych krajów bliskowschodnich?
Automatycznie zawsze tak będzie, bo Iran posiadał swoich tzw. non-state actors w postaci Hamasu, Hezbollahu i bojowników Huti. Są to organizacje przez nich szkolone, sponsorowane, ale o dużym stopniu działania autonomicznego. Zatem każdy konflikt zawsze będzie dotyczył szerszej sytuacji w regionie. I będzie obejmować na pewno Jordanię, Palestynę, Liban, także Irak w jakimś stopniu. Trudno jednak na tym etapie prognozować, jak rozwinie się sytuacja.
Główne wnioski
- Strategia deeskalacji krajów Zatoki Perskiej. Kraje Zatoki Perskiej od 2020 r. unikają militarnej odpowiedzi na ataki Iranu, traktując go jako sąsiada, z którym trzeba koegzystować. Priorytetem jest dla nich zachowanie kanałów dyplomatycznych i uniknięcie wieloletniej eskalacji.
- Charakter irańskich ataków w krajach arabskich. Iran uderzył w ikoniczne, cywilne i międzynarodowe obiekty w Dubaju, Abu Zabi i Dosze, atakując symbolicznie globalny, wielonarodowy porządek Zatoki i zachodni styl życia. Atak zaskoczył kraje Zatoki, ale podtrzymują podejście deeskalacji i negocjacji z Iranem.
- Długofalowa wizja i nadzieja na negocjacje. Państwa Zatoki liczą na normalizację działań Iranu. Jak mówi dr Jakub Sławek, nie należy się jednak spodziewać rewolucyjnej przemiany władzy w Iranie. Kraje arabskie widzą potencjał współpracy z Iranem, są chętne do inwestowania tam pod warunkiem koncyliacyjnych władz w Teheranie i ustabilizowaniem relacji z krajami Zatoki, Izraelem i USA.