Dlaczego rządy przegrywają? Analiza zależności pomiędzy wynikami wyborów a gospodarką
Od czasu fali wysokiej inflacji europejskie rządy częściej przegrywają wybory lub tracą stabilność. Sprawdziliśmy, czy inflacja i realne płace faktycznie wpływały na wyniki partii rządzących w UE w latach 2021–2026.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego europejscy wyborcy coraz częściej odwracają się od tradycyjnych partii i rządów.
- Jak często w ostatnich latach dochodziło w Europie do zmiany władzy i które kraje okazały się najbardziej podatne na polityczne przetasowania.
- Czy wskaźniki ekonomiczne, takie jak inflacja czy dynamika wynagrodzeń realnych, rzeczywiście przekładają się na wyborcze porażki rządzących w Europie.
Jeszcze nigdy nie było tak trudno rządzić na Starym Kontynencie. Politycy sprawujący władzę w realiach informacyjnej nawałnicy w trybie 24/7, przy rosnących nierównościach, społecznych niepokojach oraz międzynarodowych napięciach, nie mają łatwego zadania. Szczególnie widać to w dojrzałych zachodnich demokracjach. Niemal wszędzie formacje populistyczne zagospodarowują prawdziwe lub wykreowane poczucie pogorszenia warunków życia najmłodszych pokoleń w porównaniu z ich dziadkami czy rodzicami.
Powodów zbiorowego upadku zaufania wobec rządów w Europie nie brakuje. Najczęściej – nie bez powodu – wskazuje się na jego ekonomiczne podłoże. W dzisiejszej analizie chcemy przyjrzeć się właśnie ekonomicznym uwarunkowaniom europejskiego kryzysu władzy.
Anatomia rządzenia
Niezależnie od tego, czy wybory odbywają się nad Wisłą, Loarą, czy Dunajem, niemal w każdej kampanii słyszymy hasła o oderwaniu się elit od realnych problemów obywateli, porażce globalizacji lub relatywnym zubożeniu wyborców. Wspólnym mianownikiem niemal wszystkich europejskich państw były także oskarżenia rządzących o uwłaszczanie się na państwowym majątku. Szczególnie widoczne było to niedawno na Węgrzech czy w Bułgarii. Nie bez znaczenia jest także równie powszechna na całym kontynencie dezintegracja dużych obozów partyjnych. Zwykle przegrywają one w internetowej rywalizacji z bardziej wyrazistymi i sprawniejszymi ugrupowaniami politycznymi.
W eksperymentalnym badaniu Aytaça, McDowella i Steinberga z 2025 r. dotyczącym wpływu inflacji na poparcie dla partii rządzącej badacze wykazali, że zmuszenie wyborców do myślenia o inflacji i wzroście cen bezpośrednio obniża ich oceny rządu. Według badaczy skłonienie badanych do myślenia o inflacji prowadzi ich do dwóch wniosków. Wyborcy uświadamiają sobie spadek własnej siły nabywczej oraz częściej są skłonni myśleć, że rządzącym brakuje odpowiednich kompetencji do zarządzania gospodarką. Co istotne w kontekście wyborczym, zła sytuacja gospodarcza demobilizuje przede wszystkim własny elektorat. A zatem ten, który w innych okolicznościach byłby skłonny poprzeć rządzących. Pewnym zastrzeżeniem do badania jest to, że przeprowadzono je w warunkach amerykańskich. Jednak wnioski ze Stanów Zjednoczonych są aplikowalne również do europejskich systemów politycznych.
Rządzący napotykają także trudności niezależnie od oceny sytuacji gospodarczej. Naukowcy z uniwersytetów w Danii i Norwegii (Thesen, Green-Pedersen i Mortensen, 2024) wykazali pewien paradoks. Okazuje się, że tzw. medialny bonus bycia u władzy w rzeczywistości działa odwrotnie. Politolodzy dowodzą, że informacje o rządzących mają systematycznie bardziej negatywny wydźwięk niż te z udziałem opozycji. A mowa i tak jedynie o mediach tradycyjnych – badanie przeprowadzono w latach 2000–2018 w Danii, Norwegii, Holandii oraz Wielkiej Brytanii. To kosztuje rządzących w Europie średnio 2–3 punkty procentowe w każdych kolejnych wyborach. A przecież często przewagi gabinetów rządzących nad opozycyjnymi opierają się na zaledwie kilku punktach procentowych.
Rządy tracą, kto zyskuje?
Uwadze badaczy nie uszedł także jeden z najczęściej powtarzających się publicystycznych motywów, czyli systematyczny wzrost znaczenia skrajnej prawicy w Europie. Jak tłumaczą Thomas Turner oraz Daryl D’art z irlandzkiego University of Limerick, europejskie partie centrolewicy i centroprawicy stały się do siebie bardzo podobne ideologicznie, często wręcz nierozróżnialne. Taka ideologiczna „próżnia” stworzyła wyłom, który skutecznie wykorzystały partie populistyczne, oferując wyraziste, radykalne alternatywy. Nie dziwi zatem, że w całej Europie ci, którzy poczuwają się do roli „przegranych” globalizacji i są pozbawieni ekonomicznego bezpieczeństwa, zasilają elektorat partii skrajnych.
Takie tendencje potwierdzają również Stiers i De Grauwe z KU Leuven w Belgii. Naukowcy zbadali, w jaki sposób europejscy wyborcy „karzą” swoje rządy za złą sytuację gospodarczą przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego. Chodzi o wybory specyficzne, bo przecież niewpływające bezpośrednio na rządowe gabinety w państwach członkowskich. Wyborcy najczęściej znajdują ujście swojej frustracji dwojako. Często po prostu nie biorą udziału w wyborach do struktur europejskich. W wielu krajach UE, w tym w Polsce, jest to zjawisko powszechniejsze niż w przypadku wyborów do parlamentów krajowych. Z badań wynika, że im gorzej wyborcy oceniają stan gospodarki w kraju, tym większe jest prawdopodobieństwo, że zrezygnują z udziału w europejskich wyborach. Drugim sposobem jest oczywiście wybór partii antyunijnych. Doskonale widać to, co pięć lat w wyborach europejskich. Stale rośnie reprezentacja sił jawnie eurosceptycznych lub przynajmniej krytycznych względem kierunku europejskiej integracji.
A skoro w wyborach europejskich zyskują i umacniają się partie antyunijne, to łatwiej im także o wzmocnienie na podwórku krajowym. I takie procesy także obserwujemy – szczególnie widać to m.in. w Niemczech. W 2024 r. dziennikarze „Financial Times” ukuli głośną publicystyczną tezę, że Europa zamieniła się w „cmentarzysko dla rządzących”. Empiryczna weryfikacja potwierdza opinię dziennikarzy.
Jedynie zmiana jest pewna?
Przeanalizowaliśmy 26 elekcji parlamentarnych w krajach UE w latach 2021–2026. Uznaliśmy 2021 r. za początkowy. To wtedy Europę ogarnęła fala wysokiej inflacji. Z analizy wynika, że na 26 państw do zmian rządów doszło w 13 z nich.
Od 2021 r. władza zmieniła się w Niemczech i Czechach (w obu krajach dwukrotnie), Szwecji, Włoszech, Finlandii, Holandii, na Słowacji i Litwie, w Belgii oraz oczywiście w Polsce i na Węgrzech. Zaliczyliśmy także wyniki wyborów w Luksemburgu jako częściową zmianę władzy. W 2023 r. zmieniła się tam główna partia rządząca, ale jej obecny mniejszy koalicjant był główną partią rządzącą w poprzedniej kadencji.
Dotychczas rządzący obronili się na Łotwie i Malcie, w Estonii, Grecji, Chorwacji oraz Irlandii. Do tego grona zaliczyliśmy również Austrię, jednak z uwagami. W Austrii wybory w 2024 r. wygrała skrajnie prawicowa i antyunijna FPÖ. Nie była jednak w stanie znaleźć dla siebie partnerów koalicyjnych. Ostatecznie u władzy utrzymała się chadecka ÖVP, która współrządzi z socjaldemokratami i liberałami. W poprzednich wyborach parlamentarnych obroniła się także koalicja w Rumunii, choć częściowo zmienił się jej skład. Jednak niedawno rząd wielkiej koalicji w Bukareszcie upadł, a kryzys polityczny w Rumunii eksplodował.
W trzech państwach władzę sprawują rządy mniejszościowe. Mowa o Francji, Portugalii i Hiszpanii.
Status nieznany przyznaliśmy Słowenii i Danii. W obu państwach zwyciężyły największe partie koalicji rządowej. W Słowenii jednak próba utworzenia rządu przez dotychczasowego premiera Roberta Goloba skończyła się fiaskiem. Obecnie toczone są rozmowy koalicyjne z udziałem byłego premiera Słowenii, prawicowego Janeza Janšy. W Danii z kolei przyspieszone wybory wygrała partia socjaldemokratyczna premier Mette Frederiksen. Jednak podobnie jak w Słowenii, obecnie rozmowy koalicyjne prowadzi centroprawica.
Wyższa inflacja = niższe poparcie? To bardziej skomplikowane
W odniesieniu do wymienionych krajów policzyliśmy skumulowaną inflację w okresie całej kadencji przed wyborami, nawet jeśli była to kadencja skrócona. Zestawiliśmy ją ze zmianą wyniku wyborczego ugrupowania lub ugrupowań, które w tym czasie sprawowały władzę, w porównaniu z poprzednimi wyborami. Naszym celem było sprawdzenie, czy istnieje zależność pomiędzy wysokością inflacji a poparciem dla rządzących. Szczególnie interesowało nas, czy w krajach, w których inflacja była bardzo wysoka, poparcie dla rządu spadło mocniej niż w innych państwach.
Dane nie pokazują istotnej statystycznie korelacji. Nie ma zatem bezpośredniego związku pomiędzy zmianą wyniku wyborczego a wysokością inflacji. Przynajmniej nie wtedy, gdy patrzymy na grupę państw europejskich w ostatnich latach. Są państwa, w których skumulowana inflacja była wysoka, ale poparcie dla rządzących nie spadło znacząco. To m.in. doświadczenia Chorwacji, Łotwy i Estonii, gdzie pomimo wysokiej inflacji rządzący uzyskali lepszy wynik niż wcześniej. Można też znaleźć przykłady państw, w których pomimo dość niskiej inflacji władza otrzymywała wyborczego „łupnia”. Jest to choćby przykład Holandii i Czech w 2021 r.
Dane nie pokazują istotnej statystycznie korelacji. Nie ma zatem bezpośredniego związku pomiędzy zmianą wyniku wyborczego a wysokością inflacji.
Wyraźnego związku nie widać również pomiędzy skumulowaną wysokością inflacji a krajami, w których po wyborach zmienił się rząd. W jedenastu państwach, gdzie nastąpiła zmiana władzy, skumulowana inflacja w trakcie kadencji wyniosła średnio 20 proc. Mediana była nieznacznie niższa. Z kolei tam, gdzie rząd utrzymał się po wyborach, inflacja była wyższa – wyniosła średnio 22,8 proc. Taki wynik nie oznacza oczywiście, że to wyższa inflacja doprowadziła do utrzymania poparcia dla rządzących. To kwestia niewielkiej i specyficznej próby. Jednak widać, że sama skumulowana inflacja nie tłumaczy wyborczych werdyktów.
Skoro nie inflacja, to może realne wynagrodzenia?
Skoro nie inflacja, to może zmiana realnych wynagrodzeń, czyli nominalnych płac po skorygowaniu o inflację? W końcu to miara bliższa przeciętnemu wyborcy. I tu też okazuje się, że na poziomie porównań pomiędzy krajami nie tłumaczy ona różnic. Wybory przegrywały partie zarówno w krajach, w których wynagrodzenia rosły szybko, jak w Czechach przed 2021 r. czy w Polsce i na Węgrzech. Z kolei w krajach, w których nastąpił spadek realnych wynagrodzeń w trakcie całej kadencji, rząd potrafił się utrzymać.
Dynamika realnych wynagrodzeń także nie tłumaczy wszystkiego, choć chyba bardziej niż inflacja rzuca światło na istotę problemu.
Dynamika realnych wynagrodzeń także nie tłumaczy wszystkiego, choć chyba bardziej niż inflacja rzuca światło na istotę problemu. Wzrost wynagrodzeń w Polsce w trakcie całej kadencji w latach 2019–2023 wyniósł ponad 6 proc. To plasowało nasz kraj w górnej połowie europejskiej stawki. Problem jednak w tym, że na tle historycznych standardów był to bardzo niski wzrost. W dodatku w jego trakcie miał miejsce trwający rok spadek realnych dochodów. Chodzi o okres, w którym inflacja była wyższa niż nominalny wzrost wynagrodzeń. Mogło się to przełożyć na spadek poparcia dla ówcześnie rządzącego Prawa i Sprawiedliwości. Podobne zjawiska były widoczne ostatnio na Węgrzech.
Gospodarka, głupcze?
Jakie wnioski płyną z tej analizy? Po pierwsze, sytuacja gospodarcza ma znaczenie dla wyników wyborów, ale jest to zagadnienie mocno zniuansowane. Nie widać jednoznacznych wzorców, które można byłoby przypisać wszystkim czy nawet większości państw europejskich. Ważniejszy może być punkt odniesienia w danym kraju.
Po drugie, być może niezadowolenie z sytuacji materialnej nie zawsze objawia się utratą władzy przez rządzących. Skutkiem ubocznym może być jednak osłabienie poparcia dla partii, które dotychczas dominowały na scenie politycznej. Niezadowoleni koncentrują się natomiast na wspieraniu ruchów antysystemowych.
Główne wnioski
- Europejskie rządy znajdują się pod rosnącą presją społeczną i polityczną, wynikającą z pogorszenia nastrojów ekonomicznych, kryzysu zaufania do elit oraz wzrostu znaczenia ugrupowań populistycznych. Badania pokazują, że inflacja i spadek siły nabywczej osłabiają ocenę kompetencji rządzących oraz demobilizują ich własny elektorat.
- Analiza wyborów parlamentarnych w UE z lat 2021–2026 potwierdza wysoką niestabilność polityczną – w połowie badanych państw doszło do zmiany władzy. Jednocześnie dane nie wskazują prostego związku między poziomem inflacji a wyborczą porażką rządzących, co sugeruje, że o wynikach decydują także lokalne uwarunkowania, oczekiwania społeczne i historyczny punkt odniesienia.
- Pogorszenie sytuacji materialnej nie zawsze prowadzi bezpośrednio do utraty władzy przez rząd, ale często skutkuje erozją poparcia dla tradycyjnych partii oraz wzrostem znaczenia sił antysystemowych i eurosceptycznych. Coraz większa część wyborców albo rezygnuje z udziału w wyborach, albo kieruje swoje poparcie ku ugrupowaniom oferującym bardziej radykalne i wyraziste alternatywy polityczne.