Kategorie artykułu: Polityka Świat

Dokąd zmierza Grupa Wyszehradzka? Dziś jest hamulcowym w Brukseli

Przez lata Grupa Wyszehradzka – format współpracy Polski, Czech, Słowacji i Węgier – funkcjonowała raczej na marginesie europejskiej polityki. Była konstrukcją wygodną, ale pozbawioną realnej sprawczości, forum spotkań państw, które nie uczestniczyły w głównym nurcie decyzyjnym Unii. Dziś, jak przekonują rozmówcy, z którymi rozmawiamy, V4 istnieje już głównie jako narzędzie blokowania inicjatyw w Brukseli – polityczny hamulec, a nie platforma współpracy.

Ostrzyhom na Węgrzech. Spotkanie prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej
Ostrzyhom na Węgrzech. Spotkanie prezydentów państw Grupy Wyszehradzkiej. Fot. PAP/Leszek Szymański

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy istnieje realna szansa na polityczną reanimację Grupy Wyszehradzkiej.
  2. Jak obecnie układają się relacje między Warszawą, Pragą, Bratysławą i Budapesztem.
  3. W jaki sposób V4 bywa instrumentalnie wykorzystywana w polityce wewnętrznej państw regionu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

„Wracamy do interesów” – napisał na platformie X węgierski premier Viktor Orbán. Do wpisu dołączył zdjęcie, na którym obok niego widać premiera Słowacji Roberta Ficę oraz nowego szefa czeskiego rządu Andreja Babiša. Gest miał symbolizować powrót do regionalnej współpracy. Jednak w oczach wielu obserwatorów był raczej sygnałem politycznej gry niż zapowiedzią realnego resetu relacji w Europie Środkowej.

Przeciwnicy Donalda Tuska zaatakowali go za nieobecność na tym spotkaniu. Krytykują szefa polskiego rządu za osłabianie formatu współpracy regionalnej powołanego jeszcze w 1991 r.

Stanowisko Donalda Tuska wobec współpracy z przywódcami Czech, Węgier i Słowacji nie powinno jednak nikogo zaskakiwać.

Grupa Wyszehradzka centralnym punktem polityki regionalnej PiS

Ostatnie lata polskiej polityki zagranicznej to stopniowe ograniczanie znaczenia Grupy Wyszehradzkiej. Proces ten rozpoczął się jeszcze przed objęciem władzy przez Donalda Tuska. Wystarczy sięgnąć do corocznych informacji ministrów spraw zagranicznych o zadaniach polskiej polityki zagranicznej przedstawianych w Sejmie.

„Najważniejsze fora współpracy regionalnej to Grupa Wyszehradzka, Inicjatywa Trójmorza i Bukareszteńska Dziewiątka” – mówił w 2019 r. ówczesny szef MSZ Jacek Czaputowicz.

Podkreślał wówczas, że „Grupa Wyszehradzka (V4) stanowi dla Polski ważne ramy prowadzenia polityki regionalnej oraz urzeczywistniania interesów Europy Środkowej na arenie międzynarodowej”. Zgodnie z ówczesną narracją rządu PiS, jądrem współpracy w ramach V4 miała być agenda unijna. Polska chwaliła się, że jej stanowisko w sprawie migracji znalazło odzwierciedlenie w decyzjach całej Unii.

V4 podzieliła się po rosyjskiej inwazji na Ukrainę

Sytuacja zmieniła się po pełnoskalowym ataku Rosji na Ukrainę w 2022 r. To wtedy ujawniły się głębokie różnice wewnątrz Grupy Wyszehradzkiej.

W kwietniu 2023 r. ówczesny minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau otwarcie mówił o braku jednomyślności V4 w sprawie wsparcia dla Ukrainy.

„Grupa Wyszehradzka, najstarszy format regionalnej współpracy, pozostaje w instrumentarium naszej polityki zagranicznej i liczymy, że w przyszłości możliwe będzie pełne wykorzystanie jej potencjału” – przekonywał polityk PiS.

Jednocześnie przyznawał jednak, że Polska i Węgry „fundamentalnie inaczej postrzegają rosyjską agresję na Ukrainę – zarówno jej przyczyny, jak i pożądany scenariusz jej zakończenia”. Jak podkreślał, była to rozbieżność dotycząca żywotnych interesów Polski i całej Europy.

„Będziemy przekonywać naszych węgierskich partnerów do nowego spojrzenia na naturę zagrożenia ze strony Rosji” – deklarował Zbigniew Rau.

Rząd Donalda Tuska marginalizuje Grupę Wyszehradzką

Niewiele z tych zapowiedzi wynikało. W kwietniu 2024 r., już po zmianie władzy, informację o priorytetach polskiej polityki zagranicznej przedstawił w Sejmie Radosław Sikorski.

Choć wspomniał o Grupie Wyszehradzkiej, wyraźnie zaznaczył, że jej znaczenie uległo ograniczeniu z powodu rozbieżnych ocen rosyjskiego zagrożenia.

„Grupa V4 powinna być narzędziem współpracy wyłącznie tam, gdzie interesy państw członkowskich są zbieżne. Na przykład w zakresie infrastruktury energetycznej i transportowej czy ochrony zewnętrznych granic strefy Schengen” – mówił minister Sikorski.

Rok później, w exposé dotyczącym priorytetów polskiej polityki zagranicznej na 2025 r., Sikorski nie wspomniał o Grupie Wyszehradzkiej ani razu.

„Kluczowe znaczenie dla polskiego bezpieczeństwa ma współpraca dwustronna i wielostronna z najważniejszymi partnerami z Europy Zachodniej. Temu służy reaktywowany przez nas Trójkąt Weimarski” – zaznaczył szef MSZ.

Grupa Wyszehradzka? Polacy raczej nie znają

Grupa Wyszehradzka jest formatem wyraźnie bardziej cenionym w Bratysławie, Budapeszcie i Pradze niż w Warszawie. Z raportu „V4 w czasie polikryzysu”, opublikowanego w 2023 r. przez słowacki Instytut Spraw Publicznych (Inštitút pre verejné otázky), wynika, że jedynie 36 proc. Polaków deklaruje, iż wie, czym jest Grupa Wyszehradzka. Dla porównania – świadomość istnienia V4 deklaruje 67 proc. Węgrów, 60 proc. Słowaków i 43 proc. Czechów.

– Jakie znaczenie ma dziś Grupa Wyszehradzka w polityce polskiego rządu? Żadne. I to się nie zmieni, dopóki w pozostałych krajach regionu będą rządzić formacje gotowe wspierać politykę osłabiania UE i relatywizowania rosyjskiej agresji – mówi nam Aleksander Kaczorowski, publicysta i ekspert ds. Europy Środkowej.

Jego zdaniem V4 może odzyskać znaczenie dopiero w przypadku zasadniczej zmiany politycznej w regionie. W tym ewentualnego zwycięstwa prawicy skupionej wokół prezydenta Nawrockiego.

Ten pogląd nie jest odosobniony. Od lat część ekspertów wskazuje, że podstawowym celem Grupy Wyszehradzkiej było doprowadzenie państw regionu do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej. Po osiągnięciu tych celów sens istnienia formatu zaczął być coraz częściej kwestionowany. Powracający co kilka lat postulat jego wygaszenia przestał być politycznym tabu.

Budżet Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego? 11 mln euro

Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki, jedyna realnie zinstytucjonalizowana forma współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej, finansuje wspólne projekty z obszaru kultury, nauki i turystyki. Jego roczny budżet – według danych samego Funduszu – wynosi 11 mln euro, czyli około 46 mln złotych.

Dla porównania: sama Warszawa przeznaczy w tym roku na projekty realizowane w ramach budżetu obywatelskiego blisko 138 mln złotych. To trzykrotnie więcej.

To zestawienie dobrze pokazuje realną skalę współpracy wyszehradzkiej. W praktyce ma ona przede wszystkim charakter polityczny, a nie operacyjny. Jednym z głównych ograniczeń jest asymetria między partnerami. W Pradze, Bratysławie czy Budapeszcie panuje przekonanie, że zainteresowanie Warszawy formatem V4 rośnie wtedy, gdy jej głos słabnie w Berlinie lub Paryżu. W takich momentach Grupa Wyszehradzka bywa przedstawiana jako alternatywna platforma wpływu, a czasem wręcz jako blok kontestujący decyzje Brukseli.

To dlatego – jak zauważa Aleksander Kaczorowski – V4 może przeżyć polityczne odrodzenie w przypadku ewentualnego powrotu prawicy do władzy w Polsce.

Jak V4 widzą na Węgrzech?

Podobnie instrumentalnie Grupa Wyszehradzka funkcjonuje w polityce węgierskiej.

– V4 jest istotnym elementem węgierskiej dyplomacji. Jej znaczenie zmienia się w zależności od układu sił w regionie – mówi dr Dominik Héjj, analityk ds. Węgier i autor książki „Węgry na nowo. Jak Viktor Orbán zaprogramował narodową tożsamość”.

Jak tłumaczy, w okresie gdy Warszawa, Praga i Bratysława jednoznacznie wspierały Ukrainę, format wyszehradzki był w Budapeszcie marginalizowany. Sytuacja zaczęła się zmieniać po zwycięstwie Roberta Ficy na Słowacji, a następnie po objęciu władzy w Czechach przez Andreja Babiša.

– Wówczas Grupa Wyszehradzka zaczęła być ponownie przedstawiana jako „siła regionu”. Oczywiście w konserwatywnym wydaniu i z naciskiem na pragmatyczne relacje z Rosją – zauważa Dominik Héjj.

Ekspert dodaje, że w Budapeszcie od lat Grupa Wyszehradzka funkcjonuje przede wszystkim jako narzędzie kontestowania polityki Unii Europejskiej.

Jak tłumaczy dr Dominik Héjj, w węgierskiej polityce zagranicznej V4 pełni rolę swoistej wajchy – środka nacisku, a nie platformy realnej współpracy. Jej podstawowym celem nie jest budowanie wspólnych projektów, lecz blokowanie decyzji podejmowanych na poziomie unijnym.

– To instrument umożliwiający realizację konserwatywnych, patriotycznych, antyimigranckich i sceptycznych wobec Ukrainy postulatów poprzez mechanizmy weta i obstrukcji – wyjaśnia ekspert.

Po co Czechom Grupa Wyszehradzka?

Podobnie chłodna ocena formatu coraz częściej pojawia się w Czechach.

– W Pradze Grupa Wyszehradzka bywa dziś postrzegana jako toksyczny klub nacjonalistów, populistów i skrajnej prawicy, wykorzystywany do blokowania decyzji Unii Europejskiej – mówi Filip Harzer, dziennikarz portalu Seznam Zprávy, specjalizujący się w polityce Europy Środkowej.

Jego zdaniem Andrej Babiš zdaje sobie sprawę, że bez realnego zaangażowania Polski V4 traci jakiekolwiek znaczenie polityczne. Stąd jego dzisiejsze deklaracje o „pragmatycznej współpracy” z Warszawą, ograniczonej do wąskich obszarów wspólnych interesów – przede wszystkim migracji i Zielonego Ładu.

– Dla czeskiej opozycji i liberalnej części społeczeństwa V4, a właściwie już raczej V3, jest symbolem prorosyjskiego, autorytarnego kursu w stylu Ficy i Orbána. To grozi wciągnięciem Czech w polityczny regres – podkreśla Filip Harzer.

Jak dodaje, mimo częstych odwołań do Grupy Wyszehradzkiej w debacie publicznej, w praktyce pełni ona rolę wygodnej podpórki dla słabości czeskiej polityki zagranicznej i braku długofalowej strategii.

Chłodno między Warszawą i Bratysławą

Równie wyraźne ochłodzenie widać w relacjach polsko-słowackich. Po okresie względnie dobrych stosunków w 2023 r. w obu krajach doszło do zmiany rządów. W Bratysławie upadł gabinet Eduarda Hegera, który – jak wylicza Grigorij Mesežnikov z Instytutu Spraw Publicznych (IVO) – należał do najaktywniejszych zwolenników wsparcia Ukrainy w przeliczeniu na liczbę mieszkańców.

Po krótkim okresie rządów technicznych do władzy powrócił Robert Fico. Deklaruje on politykę „na cztery strony świata”, co w praktyce oznacza wyraźny zwrot w stronę Moskwy.

– Od 2023 r. obserwujemy stagnację w relacjach polsko-słowackich. Po zmianie władzy w obu krajach brakuje realnych inicjatyw politycznych i współpracy na wysokim szczeblu – mówi dr Łukasz Lewkowicz, ekspert ds. Słowacji z UMCS i Instytutu Europy Środkowej.

Jak dodaje, tej sytuacji nie zmieniło nawet nieformalne spotkanie premierów Roberta Ficy i Donalda Tuska w Tatrzańskiej Jaworzynie.

Jaką przyszłość czeka V4?

Dr Łukasz Lewkowicz zgadza się z Aleksandrem Kaczorowskim, który przewiduje, że po ewentualnym przejęciu władzy przez prawicę w Polsce mogłoby dojść do próby odbudowy formatu wyszehradzkiego.

– Szansę stanowią tradycyjnie dobre relacje prezydentów obu państw. Warto przypomnieć oficjalną wizytę prezydenta Karola Nawrockiego w Bratysławie na początku listopada 2025 r. Podczas rozmów z prezydentem Peterem Pellegrinim poruszono temat rewitalizacji Grupy Wyszehradzkiej oraz ożywienia Inicjatywy Trójmorza i Bukareszteńskiej Dziewiątki – wskazuje dr Lewkowicz.

Peter Pellegrini to wieloletni współpracownik Roberta Ficy, którego lider partii SMER otwarcie poparł w wyborach prezydenckich w 2024 r. Podczas spotkania z Nawrockim omawiano również kwestie współpracy energetycznej, rozwoju infrastruktury transgranicznej, bezpieczeństwa oraz podejścia do unijnej polityki migracyjnej.

Główne wnioski

  1. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Grupa Wyszehradzka wyraźnie straciła na znaczeniu jako narzędzie polskiej polityki zagranicznej. Przyczyną były głębokie różnice między Warszawą, Bratysławą, Budapesztem i Pragą w ocenie zagrożenia ze strony Rosji. Co istotne, proces odchodzenia od formatu V4 rozpoczął się jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości. W 2024 r. Grupa Wyszehradzka zajmowała już jedynie marginalne miejsce w priorytetach polskiej dyplomacji, a rok później – podczas sejmowej informacji o zadaniach polityki zagranicznej – Radosław Sikorski nie wspomniał o niej ani razu.
  2. Dziś V4 funkcjonuje de facto bez Polski – jako swoista „wyszehradzka trójka”. W Bratysławie, Pradze i Budapeszcie format ten bywa postrzegany przede wszystkim jako narzędzie nacisku na Brukselę. – Jego celem nie jest współpraca, lecz kontestowanie polityki Unii Europejskiej. To sposób na realizowanie konserwatywnych, patriotycznych, antyimigranckich i sceptycznych wobec Ukrainy postulatów poprzez mechanizmy blokowania i weta – tłumaczy dr Dominik Héjj, ekspert ds. Węgier. Podobne oceny pojawiają się również w Czechach i na Słowacji.
  3. Zdaniem Aleksandra Kaczorowskiego Grupa Wyszehradzka może jeszcze wrócić do politycznej gry, ale dopiero w przypadku zwycięstwa prawicy w wyborach parlamentarnych w Polsce w 2027 r. To wtedy – jego zdaniem – pojawiłaby się przestrzeń do odbudowy formatu jako narzędzia regionalnej koordynacji, choć już w zupełnie innym kontekście niż w pierwszych dwóch dekadach jego istnienia.