Kategorie artykułu: Polityka Świat

Drony to nie wszystko. 10 wniosków z operacji Amerykanów w Wenezueli

Nicolás Maduro jest w rękach Amerykanów. Dyktator Wenezueli został ujęty przez żołnierzy sił specjalnych United States Army – konkretnie przez operatorów jednostki 1st SFOD-D (Delta Force). Po sobotnim zamieszaniu można wyciągnąć kilka wniosków, które mogą być przydatne zarówno dla wojskowych, jak i polityków.

Nagłówki amerykańskiej pracy
Drony to nie wszystko. 10 wniosków z operacji Amerykanów w Wenezueli. Fot. Matt Cardy/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie mogą być dalekosiężne skutki amerykańskiej operacji w Wenezueli.
  2. Co łączyło reżim Nicolása Maduro z Bliskim Wschodem i Chinami.
  3. Jak istotna jest rola ropy naftowej w układance wojskowo-politycznej, która skoncentrowała się na obaleniu prezydenta Wenezueli.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Nie ma się co oszukiwać: operacja amerykańska, mająca na celu pojmanie przywódcy Wenezueli, to operacyjny majstersztyk. Bez własnych strat, bez strat w ludności cywilnej, ośmieszając rosyjskiej produkcji systemy obrony przeciwlotniczej Wenezueli – Amerykanom trzeba oddać, że potrafią wykonywać „chirurgiczne operacje”.

Można też przyjrzeć się działaniom wojska USA i wyciągnąć wnioski. Powinni to zrobić planiści zarówno wojskowi, jak i polityczni, bo akcja amerykańskiej armii, zaaprobowana przez Donalda Trumpa, dowodzi, iż jakiekolwiek prawo międzynarodowe można w zasadzie wrzucić do kosza.

Spróbujmy zatem przyjrzeć się działaniom Amerykanów i wskazać 10 najważniejszych wniosków z błyskawicznego uderzenia na Caracas, które doprowadziło do wsadzenia dumnego południowoamerykańskiego dyktatora na pokład okrętu United States Navy w szarym dresie i przewiezienia go do Stanów Zjednoczonych.

Można je podzielić na dwie główne grupy: polityczne (strategiczne) i wojskowe (operacyjne). Ważniejszy jest poziom polityczny, ale zacznijmy od dołu, czyli od tego, co można było zobaczyć „w obrazkach”.

1. Drony to nie wszystko

Co wiemy od strony wojskowej? Można systemy bezzałogowe „lubić” albo nie, doceniać albo nie, ale nie da się przy ich pomocy zrobić wszystkiego. Można z ich użyciem przenosić bomby i rakiety, prowadzić rozpoznanie, zakłócać systemy przeciwnika i wprowadzać je w błąd, ale dron nie zastąpi człowieka we wszystkim. Koniec. Kropka.

Nicolása Maduro z jego łóżka wyciągali żołnierze z krwi i kości, nie roboty. I do takich operacji jeszcze przez długie lata będą oni nieodzowni. O udziale systemów bezzałogowych w operacji wenezuelskiej mówi się na razie niewiele. Zapewne były one wykorzystane do działań rozpoznawczych, a być może także uderzeniowych.

Mimo to pisanie o całkowitej dominacji dronów i wypieraniu przez nie „normalnego” wojska jeszcze długo będzie myśleniem życzeniowym. Oczywiście synergia wszystkich rodzajów wojsk jest kluczowa, niemniej działania Amerykanów w Caracas dowodzą, że na wysoce specjalistyczne rodzaje wojsk jeszcze długo będzie popyt.

Amerykanie pokazali w tej operacji, co oznacza „współdziałanie”. Siły lotnicze, które dostarczyły operatorów Delty do Caracas, przybyły do Wenezueli na pokładzie lotniskowców Marynarki Wojennej USA. W operacji brały udział wojska „cybernetyczne” USA oraz agencje wywiadowcze. Skutek widzieliśmy na ekranach telewizorów oraz wyświetlaczach telefonów i laptopów.

2. Operacje powietrzne – jeden z kluczy do nowoczesnej wojny

W przygotowywanej od kilku miesięcy operacji kluczowe były siły powietrzne. Do ataku w Caracas używane były przede wszystkim śmigłowce: transportowe CH-47 Chinook, wielozadaniowe Black Hawki oraz szturmowe Vipery lub Apache.

Zaledwie jeden amerykański śmigłowiec został lekko uszkodzony przez wenezuelskie systemy obrony powietrznej. To zresztą jedna z największych zagadek tego starcia. Wenezuela kupowała systemy obrony powietrznej z Rosji.

Dysponowała m.in. systemami S-300, Buk i Pancyr – podobnie zresztą jak Iran. I podobnie jak w przypadku izraelskich nalotów na Iran rok temu, produkty rosyjskiej zbrojeniówki okazały się bezużyteczne w starciu z zaawansowaną techniką USA.

Wenezuelski system obrony przeciwlotniczej był dość złożony i sprawiał wrażenie silnego. A jednak – tylko sprawiał. Amerykanie, mówiąc obrazowo, wjechali w wenezuelską przestrzeń powietrzną jak do siebie. Co prowadzi do kolejnego, niezwykle istotnego punktu.

Na ten aspekt mocno zwraca uwagę w rozmowie z XYZ Maciej Moryc, były oficer Służby Wywiadu Wojskowego w stopniu podpułkownika. W jego ocenie „zastanawiająca jest absolutna niemoc wenezuelskiej obrony przeciwlotniczej, opartej o sprzęt i rozwiązania made in Russia”.

– Okazuje się, że zestawy przeciwlotnicze Buk czy „słynne” S-300 nie były z jakiegoś powodu zdolne do skutecznego zapobieżenia wtargnięciu amerykańskiego lotnictwa w wenezuelską przestrzeń powietrzną. A działania były prowadzone przez Amerykanów z wykorzystaniem helikopterów transportowych, stanowiących dość „wdzięczny” cel dla obrony przeciwlotniczej. Tymczasem Wenezuelczycy nie strącili żadnego śmigłowca USA – mówi ppłk Moryc.

3. Nie warto skąpić na walkę w cyberprzestrzeni i WRE…

Interesującą analizę przedstawił rosyjski analityk Denis Korkodinow. Zdaniem szefa Generalnego Międzynarodowego Centrum Analiz Politycznych i Prognoz kluczową rolę w operacji odegrały działania w cyberprzestrzeni.

Korkodinow opisywał w mediach społecznościowych, że w pierwszych minutach operacji US Cyber Command przeprowadziło skoordynowany cyberatak na węzły komunikacji oraz systemy dowodzenia i łączności wenezuelskiej obrony powietrznej.

Efektem było utworzenie wygodnego korytarza powietrznego dla sił USA. Dzięki temu amerykańskie lotnictwo mogło bezpiecznie dostarczyć operatorów wojsk specjalnych, którzy następnie ruszyli do szturmu na pałac prezydencki Maduro. Resztę znamy.

Nie sposób pominąć także imponujących zdolności USA w zakresie walki radioelektronicznej (WRE). Nie bez powodu wraz z grupą lotniskowca na Morzu Karaibskim pojawiły się Boeingi EA-18G Growler. Uprzedzając pytania – nie, nie mamy takich maszyn. I nie będziemy mieć.

4. … ani na wywiad

Ten sam Korkodinow podkreśla, że Amerykanie mieli doskonale rozpracowane zwyczaje prezydenta Maduro. Dzięki działaniom wywiadowczym wiedzieli kiedy i gdzie będzie przebywał, znali jego procedury bezpieczeństwa, nawyki, a nawet co jadł i gdzie się ubierał. To dobitnie pokazuje – co nie jest żadnym odkryciem – kluczową rolę wywiadu i rozpoznania.

Trudno dziś jednoznacznie wskazać, które agencje wywiadowcze były zaangażowane w działania ofensywne wobec obalonego prezydenta Wenezueli. Można jednak z dużym prawdopodobieństwem założyć udział Central Intelligence Agency (CIA) oraz odpowiedzialnej za sferę telekomunikacyjną National Security Agency (NSA).

To wszystko doprowadziło do konkretnego efektu końcowego – schwytania i wywiezienia z kraju (eksfiltracji) Nicolása Maduro. Ktoś z jego najbliższego otoczenia musiał też, mówiąc wprost, zdradzić. Co pokazuje, że technologia to jedno, ale praktykowane od czasów Termopil (480 p.n.e.) przekupstwo wciąż pozostaje skuteczną bronią.

Dla porównania: szacowany budżet CIA w 2025 r. wynosił ok. 101 mld dolarów. Szacowany budżet polskiej Agencji Wywiadu – ok. 442 mln zł. Tak, złotych.

Ppłk Moryc podkreśla, że kluczowe dla powodzenia operacji były informacje wywiadowcze – niezależnie od tego, czy pochodziły z rozpoznania radioelektronicznego (SIGINT), czy z osobowych źródeł informacji.

– Dane pozwoliły na precyzyjne zaplanowanie i skuteczne przeprowadzenie całej akcji z wykorzystaniem wojsk specjalnych. DELTA musiała dysponować niezwykle dokładnymi informacjami co do czasu i miejsca pobytu Nicolasa Maduro. W przeciwnym razie nikt o zdrowych zmysłach nie wydałby rozkazu rozpoczęcia takiej operacji – konkluduje oficer.

5. Wojska specjalne muszą istnieć. I mieć czym latać

Ostatni punkt dotyczy bezpośrednich wykonawców operacji, czyli wojsk specjalnych. Działania Delty są oczywiście kluczowe, jednak nie miałyby takiej skali bez mniej znanej, lecz absolutnie fundamentalnej jednostki – 160. Pułku Lotniczych Operacji Specjalnych (160th SOAR).

Dysponujący nowoczesnymi, doskonale wyposażonymi maszynami Chinook, Black Hawk i Little Bird piloci tej formacji są elitą wojsk specjalnych USA, stojącą na równi z operatorami Delty czy Navy SEALs.

160th SOAR tworzą cztery bataliony oraz batalion szkolny. Daje to łącznie potężną siłę, której park maszynowy można szacować na około 150-200 śmigłowców. Jak już wcześniej zaznaczono – maszyn nowoczesnych, doskonale wyposażonych i uzbrojonych.

Dla porównania polska Powietrzna Jednostka Operacji Specjalnych dysponuje ośmioma (tak, ośmioma!) poradzieckimi śmigłowcami Mi-17. Do tego osiem własnych śmigłowców posiada nasza najważniejsza jednostka specjalna – GROM. Łącznie daje to około 16 śmigłowców. Nic dodać, nic ująć.

Oczywiście nie sposób porównywać wyposażenia naszych Black Hawków z amerykańskimi maszynami – chyba że chcemy narazić się na atak śmiechu.

Pora więc przejść do drugiej części układanki i spróbować odpowiedzieć na pytanie, czego możemy się domyślać – lub co możemy zakładać – na poziomie politycznym.

6. Wielka polityka. USA gra na osłabienie Chin... i Iranu?

Teraz należy wejść na szczebel wyższy – polityczny. I tu konkluzje będą co najmniej równie gorzkie. Zacząć trzeba od prawa międzynarodowego, które w teorii wciąż wyznacza normy światowego porządku. W praktyce jednak – już nie wyznacza.

Musimy także pochylić się nad siecią powiązań łączących kraje i zdarzenia pozornie bardzo odległe – Wenezuelę, Iran i Chiny. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie ma między nimi wspólnego mianownika. A jednak istnieje – i to bardzo wyraźny.

Wszystkie te trzy państwa łączy ropa naftowa oraz niechęć – a często otwarta wrogość – wobec Stanów Zjednoczonych. Zresztą działa to w obie strony. Do tego wątku jeszcze wrócimy. Na razie zacznijmy – zgodnie z zapowiedzią – od reperkusji na gruncie prawa międzynarodowego. A właściwie od ich braku.

7. Prawo? Zasady? One są dla słabych

W obszernym wpisie w serwisie X (dawniej Twitter) dobrze ujął to Mateusz Piątkowski, specjalista ds. prawa międzynarodowego z Uniwersytetu Łódzkiego. Zwracał on uwagę, że działania USA w Wenezueli są kolejnym dowodem na postępującą erozję Karty Narodów Zjednoczonych.

„Mamy zakaz użycia siły w świetle Karty Narodów Zjednoczonych (art. 2 ust. 4 KNZ), od którego istnieją tylko dwa wyjątki: a) samoobrona – jako odpowiedź na napaść zbrojną (art. 51 KNZ) oraz b) akcja autoryzowana przez Radę Bezpieczeństwa ONZ w trybie rozdziału VII KNZ” – napisał dr Piątkowski.

Wenezuela działań zbrojnych wobec USA nie prowadzi. Uzasadnienie użyte przez administrację Donalda Trumpa – dotyczące rzekomego zaangażowania Wenezueli w handel i dystrybucję narkotyków na terytorium Stanów Zjednoczonych – jest co najmniej wątpliwe prawnie.

Skoro więc obowiązujące od dekad zasady łamie największe światowe supermocarstwo, dlaczego inne państwa miałyby się od tego powstrzymywać? Tego rodzaju działania mogą ośmielać kolejne kraje do ataków na obce państwa. Przykład mamy za naszą wschodnią granicą. Dziś można wręcz powiedzieć, że gdyby rozwiązano ONZ, wielu uczestników systemu międzynarodowego nie zauważyłoby zasadniczej zmiany.

8. Wenezuela i Chiny. Tak daleko, tak blisko

To, że USA – a być może sam Donald Trump – chcą położyć rękę na wenezuelskich złożach ropy naftowej, jest dość oczywiste. Prezydent USA mówił o tym wprost podczas konferencji prasowej po schwytaniu Nicolása Maduro. Jest jednak jeszcze jeden wątek, który wymaga wyraźnego podkreślenia.

Wenezuela eksportowała ogromną część swojej ropy naftowej, a głównym odbiorcą były Chiny. Oprócz surowca z Rosji Chiny pozyskują ropę również z Wenezueli i Iranu. Jak wyliczał J. Michael Waller, analityk Center for Security Policy, Wenezuela sprzedawała do Chin od 60 do nawet 90 proc. swojej produkcji ropy, a Iran – od 85 do 90 proc.

Łącznie oba te kraje pokrywały około jednej trzeciej zapotrzebowania Chin na ropę naftową. Kolejne 30-35 proc. pochodziło z krajów arabskich, na które Stany Zjednoczone mogły – i mogą – wywierać presję polityczną i militarną.

Obalenie rządu Wenezueli może być dla Chin bolesnym strzałem w nogę. Gdyby dodać do tego Iran, mogłoby to realnie ograniczyć chińskie możliwości energetyczne i polityczne. Tym bardziej że w Iranie od co najmniej tygodnia trwają protesty, wywołane słabymi wynikami gospodarki. Oczywiście do rewolucji w tym kraju jest bardzo daleko, ale destabilizacja reżimu w Teheranie raczej nie spędza snu z powiek Donaldowi Trumpowi.

9. Tak daleko, tak blisko 2.0. Nici między Caracas a Teheranem

Jeszcze bardziej wydumana może się wydawać nić łącząca stolice Wenezueli i… Iranu – Caracas oraz Teheran. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że poza ropą naftową sprzedawaną głównie do Chin nie istnieje żaden realny łącznik między tymi państwami.

Wenezuela to kraj socjalistyczny, Iran zaś teokratyczna republika rządzona przez reżim ajatollahów. Co mogłyby mieć ze sobą wspólnego? Otóż – mają. Wenezuela, podobnie jak Iran, wspierała działania wybranych organizacji terrorystycznych na Bliskim Wschodzie. O tych powiązaniach mówi w rozmowie ze mną Piotr Krawczyk, były szef Agencji Wywiadu.

Nie sposób w tym miejscu pominąć jeszcze jednej istotnej kwestii – trwających od ponad tygodnia masowych protestów w Iranie. Oczywiście nie da się bezpośrednio wykazać odpowiedzialności USA za te wydarzenia. Z dużą dozą pewności można jednak stwierdzić, że problemy Teheranu nie są dla Waszyngtonu powodem do niepokoju.

Niechęć Donalda Trumpa do reżimu w Teheranie jest znana od czasów jego pierwszej kadencji. Można więc przyjąć, że jakiekolwiek kłopoty Iranu zostałyby przez niego przyjęte z otwartymi ramionami – zwłaszcza jeśli uderzałyby pośrednio w interesy Chin. A ponieważ bliskie relacje chińsko-irańsko-rosyjskie nie są żadną tajemnicą, sytuacji w Azji powinni bacznie przyglądać się wszyscy: służby wywiadowcze, analitycy oraz politycy.

10. Meksyk i Kuba na celowniku, ale Władimir Putin może (na razie) spać spokojnie

Po Wenezueli, apetyt Trumpa może jeszcze urosnąć. Szczególnie w obliczu słów sekretarza stanu USA Marco Rubio, który w niedzielę powiedział, że „ogromnym problemem” jest rząd na Kubie. Dopytywany, czy następnym celem USA będzie właśnie Kuba, Rubio odpowiedział „Myślę, że mają poważne kłopoty”.

A przecież na celowniku Donalda Trumpa od dawna znajduje się także Meksyk, z którego do USA trafiają zarówno nielegalni imigranci, jak i narkotyki – i to w ogromnych ilościach. Jeśli zsumować walkę Trumpa z nielegalną migracją oraz z handlem narkotykami, prezydent Claudia Sheinbaum może odczuwać głębokie zaniepokojenie, spoglądając na północ.

A co na to wszystko władca Kremla? Amerykański prezydent raczej nie będzie go niepokoił. Jeśli dojdzie do wymuszenia kapitulacji Ukrainy, Putin może osiągnąć co najmniej część celów, które założył sobie, rozpoczynając w 2022 r. pełnoskalową inwazję: zatrzymanie pochodu NATO na wschód, być może zmianę rządu w Kijowie, a także dalsze wywieranie presji na Europę.

Stany Zjednoczone nie chcą już pełnić roli globalnego żandarma. Zostało to jasno opisane w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, opublikowanej w grudniu. Europa – w tym Polska – ma dla Waszyngtonu znaczenie tak długo, jak kupuje amerykańskie uzbrojenie i nie przeszkadza w realizacji priorytetów strategicznych USA.

Nie jest to dobra prognoza na początek 2026 r.

Zdaniem eksperta

Pułkownik Piotr Krawczyk: To dopiero przygrywka

To, z czym mieliśmy do czynienia, to dopiero przygrywka. Bardzo ciekawie może rozwinąć się kwestia samego procesu prezydenta Nicolása Maduro oraz proces tranzycji władzy. Dziś poruszamy się jeszcze we mgle. Mamy kilka wypowiedzi Donalda Trumpa oraz Marco Rubio, ale w głównej mierze czekamy na rozpoczęcie procesu Nicolása Maduro. Będzie on sygnałem dla dyktatorów na całym świecie. W mojej ocenie – z zachowaniem proporcji – może to być sygnał porównywalny z tym, jakim był proces Eichmanna w Izraelu.

Mam głębokie przekonanie, że Amerykanie nie będą nadmiernie epatować wątkami politycznymi w trakcie tego postępowania. Zadbają o to, by Maduro nie stał się męczennikiem politycznym ani symbolem uciskanych krajów globalnego Południa. Będzie sądzony jak pospolity przestępca. W grę wchodzą kwestie produkcji i handlu narkotykami, migracji, a także wsparcia, jakiego Nicol ás Maduro udzielał organizacjom takim jak Hezbollah czy Hamas. Bo udzielał. Mówiąc o tym, warto w tym miejscu przyjrzeć się również sytuacji w kraju pozornie bardzo od Wenezueli odległym – w Iranie.

Trzeba to powiedzieć wprost: nigdy dotąd reżim w Iranie nie był tak blisko upadku, jak dziś. Iran od kilku lat systematycznie traci wpływy w regionie. Słabną także wpływy organizacji Hamas i Hezbollah. Geopolitycznie odwrócona została Syria, która po upadku reżimu Baszara al-Asada radzi sobie – jak na realia regionu – zaskakująco sprawnie. Liban staje się coraz bardziej antyirański. Last but not least – ograniczone zostały wpływy Iranu w Iraku. Jednocześnie sytuacja polityczno-społeczna w samym Iranie dramatycznie się pogarsza.

Od ponad 10 dni w Iranie trwają szeroko zakrojone protesty, wywołane fatalną sytuacją gospodarczą i wysoką inflacją. Rząd w Teheranie ma poważne problemy finansowe, co wiąże się przede wszystkim z rynkiem ropy naftowej. Surowca jest dziś nadpodaż, a Iran stracił znaczną część udziału w rynku. Logika jest prosta: po co handlować z państwem obłożonym pełnym pakietem sankcji, skoro można kupić nieco droższą, ale politycznie bezpieczniejszą ropę z innych kierunków?

Donald Trump od początku deklarował, że reżim irański nie jest jego bezpośrednim wrogiem. Przy czym – powiedzmy to jasno – USA nie wyślą wojsk do Iranu. Iran i Wenezuela miały jednak wspólnego przeciwnika – Stany Zjednoczone – oraz wspólnych sojuszników: Rosję i Chiny. Waszyngton konsekwentnie dążył i dąży do ograniczania wpływów takich państw jak Wenezuela czy Iran.

Przeprowadzenie tak spektakularnej operacji, jak ta w Wenezueli – podobnie jak działania wobec Iranu w ubiegłym roku – jest czytelnym sygnałem wysłanym do Moskwy i Pekinu, że Amerykanie wciąż, mówiąc kolokwialnie, „trzymają rękę na pulsie”. A być może – co wydaje się jeszcze ważniejsze – jest to sygnał adresowany przede wszystkim do Rosji.

Główne wnioski

  1. Bezzałogowce jeszcze przez długi czas nie wyprą z pola walki ludzi, samolotów ani okrętów marynarki wojennej. Dopiero synergia nowoczesnych rozwiązań i technologii przynosi pożądany efekt – a kluczowym jego elementem pozostaje przewaga w powietrzu.
  2. Były szef Agencji Wywiadu, Piotr Krawczyk, wyraża pogląd, że to, co obserwowaliśmy w miniony weekend, jest wstępem do szerszych działań i ruchów, co najmniej inspirowanych przez USA. Jak ocenia, Amerykanie mogą chcieć uczynić z procesu Nicolása Maduro proces pokazowy.
  3. Usunięcie prezydenta Wenezueli może mieć realny wpływ na gospodarkę energetyczną Chin, które przez lata kupowały znaczące ilości wenezuelskiej ropy naftowej.