Kategoria artykułu: Kampus XYZ

Dwa kierunki, samorząd i korporacja. „Najwięcej uczymy się w trudnych momentach” (WYWIAD)

W „Kodzie kariery” Krystian Słowikowski opowiada, jak łączył dwa kierunki studiów z działalnością w samorządzie, jak wykorzystał te doświadczenia podczas rekrutacji do firmy Shell oraz jak przygotowywał się do rozmów metodą STAR.

Kolejne wydanie „Kodu kariery” to rozmowa Weroniki Barankiewicz z Krystianem Słowikowskim poświęcona łączeniu studiów, działalności w samorządzie studenckim i pierwszych doświadczeń zawodowych w korporacji.

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak łączyć dwa kierunki studiów z działalnością w samorządzie i wykorzystać te doświadczenia jako atut na rynku pracy.
  2. Jak przygotować się do rozmowy rekrutacyjnej w korporacji i wykorzystać model STAR.
  3. Dlaczego warto już na studiach angażować się w organizacje, projekty i wyjazdy, zamiast skupiać się wyłącznie na zaliczaniu egzaminów.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Nasz rozmówca

Krystian Słowikowski

Student ostatniego roku prawa i absolwent stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Zawodowo rozwija się jako Customer Success Specialist w Shellu w obszarze Chemicals. Uczestnik Sustainable Energy Certificate Program w Krakowskiej Szkole Biznesu oraz międzynarodowych programów edukacyjnych. Przez dwa lata pełnił funkcję przewodniczącego Parlamentu Studenckiego UEK. Interesuje się przywództwem, biznesem, komunikacją międzynarodową i sektorem energii.

Weronika Barankiewicz: Co obecnie studiujesz i na jakim etapie nauki jesteś?

Krystian Słowikowski: Obecnie studiuję prawo i jestem na ostatnim semestrze. Równolegle ukończyłem też stosunki międzynarodowe – oba kierunki studiuję i studiowałem na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Od marca uczestniczę dodatkowo w studiach podyplomowych w Krakowskiej Szkole Biznesu w ramach programu Sustainable Energy Certificate Program.

Oba kierunki studiowałeś stacjonarnie? Skąd taki wybór?

Tak, oba studiowałem stacjonarnie. Stosunki międzynarodowe zacząłem rok po prawie. Główna idea była taka, żeby nie pokryły mi się terminy obron. Trzy lata licencjatu ze stosunków i pięć lat prawa idealnie się rozminęły. Na początku rozważałem stosunki międzynarodowe nawet zamiast prawa, bo tematyka międzynarodowa zawsze mnie interesowała. Wydawało mi się, że to świetny, bardziej miękki kierunek, który pozwala rozwijać umiejętności interpersonalne. Jednocześnie bardzo dobrze uzupełniał prawo, jeśli chodzi o rozumienie różnic między krajami i globalnych procesów.

Z perspektywy czasu uważasz, że warto było równolegle studiować dwa kierunki?

Jak najbardziej. Studiowanie dwóch kierunków niesamowicie poszerza perspektywy. Po drugie, paradoksalnie wcale nie musi być trudniejsze. Dla studentów dwóch kierunków uczelnie często oferują indywidualny tryb organizacji studiów (IOS), więc dużo łatwiej ułożyć elastyczny grafik. Wykładowcy często podchodzą do takiego studenta bardziej elastycznie. Jeśli alternatywą w tym czasie ma być siedzenie w domu, w ogóle bym się nie zastanawiał, tylko wybrałbym drugi kierunek.

Jak rozpoczęła się twoja przygoda z samorządem studenckim?

Zaczęło się dosyć spontanicznie. Wziąłem udział w wyjeździe adaptacyjnym dla studentów pierwszego roku „Świeżak”, organizowanym przez Parlament Studencki UEK. Tam bardzo zachęcano mnie do zaangażowania się w życie uczelni i zobaczenia, jak samorząd działa od środka. Starsi koledzy przedstawili korzyści z dołączenia do samorządu. Opowiedzieli, jakie umiejętności można dzięki temu rozwinąć oraz w jaki sposób taka działalność ułatwia funkcjonowanie na uczelni. Wtedy jeszcze nie planowałem, jak potoczy się moja samorządowa ścieżka, ale samorząd szybko wciąga. Daje coś, czego na studiach często brakuje – realną odpowiedzialność. Zacząłem na pierwszym roku, a prawdziwy skok nastąpił na drugim.

Co było twoją główną motywacją do działania?

Przede wszystkim chciałem spróbować czegoś nowego i wyjść ze swojej strefy komfortu. Idąc na studia, znałem zaledwie kilka osób. Poznanie ludzi na wyjeździe adaptacyjnym sprawiło, że bardzo szybko poznałem duże grono osób, z którymi później wspólnie organizowałem projekty. Długofalowo najbardziej motywowało mnie po prostu budowanie czegoś wartościowego dla społeczności akademickiej.

Przez dwie kadencje byłeś przewodniczącym Parlamentu Studenckiego UEK. Jak radziłeś sobie ze stresem i jakie były największe wyzwania?

Stres to naturalna rzecz, szczególnie gdy próbuje się czegoś nowego. Żeby go przełamywać, trzeba go doświadczać i po prostu próbować. Im więcej rzeczy sprawdzimy i przetestujemy, tym większe mamy zaufanie do siebie. Oczywiście stresu i momentów przeciążenia pracą było sporo. Bywały chwile frustracji, bo wkłada się mnóstwo pracy w coś, czego efektów nie widać od razu albo robi się rzeczy niedostrzegane przez innych.

Stres to naturalna rzecz, szczególnie gdy próbuje się czegoś nowego. Żeby go przełamywać, trzeba go doświadczać i po prostu próbować.

Największym wyzwaniem w chwili, gdy obejmowałem funkcję, była luka popandemiczna. Samorządy miały problem z brakiem ciągłości kadrowej. W poprzednim zarządzie dominowały osoby z czwartego i piątego roku, a nagle ich zabrakło. Zaczęliśmy bazować na studentach drugiego i trzeciego roku. Podczas pierwszej kadencji sam byłem na trzecim roku, co wcześniej raczej się nie zdarzało. Odbudowanie zespołu oraz wprowadzenie uporządkowanego, profesjonalnego sposobu działania były trudnym zadaniem, ale ostatecznie udało się je w pełni zrealizować.

Z których projektów i osiągnięć z tamtego okresu jesteś najbardziej dumny?

Z bardzo bliskiej, partnerskiej współpracy z uczelnią. Praktycznym tego przykładem była nowa strona internetowa Centrum Językowego UEK, na którą studenci czekali od dawna. Dzięki dobrym relacjom z władzami udało się nadać tej sprawie priorytet.

Druga rzecz to zwiększenie udziału przedstawicieli studentów w wydarzeniach organizowanych przez instytuty oraz bezpośredni kontakt z ich dyrektorami, aby lepiej rozumieć wyzwania uczelni. Zależało mi na pokazaniu, że samorząd i uczelnia to naczynia połączone i wzajemnie zależne części jednego organizmu. Udało się też przeorganizować budżet tak, by więcej środków trafiało na szkolenia i rozwój studentów oraz zwiększyć ogólne finansowanie organizacji studenckich. Wprowadziliśmy również projekt „Get on Board UEK”, który pozwolił sprawnie szkolić i wdrażać nowe kadry.

Czy samorządy studenckie w całej Polsce funkcjonują podobnie?

To bardzo zależy od struktury samej uczelni, do której samorząd musi się dostosować. Istnieją samorządy o bardzo zdecentralizowanej strukturze i silnych strukturach wydziałowych, jak na Uniwersytecie Jagiellońskim czy Uniwersytecie Warszawskim, oraz samorządy mocno scentralizowane – takim przykładem jest właśnie Parlament Studencki UEK.

Co doradziłbyś osobie z pierwszego roku, która zastanawia się nad dołączeniem do organizacji studenckiej?

Przede wszystkim polecam nie ograniczać studiów wyłącznie do chodzenia na zajęcia i zdawania egzaminów. Organizacje, koła naukowe, konferencje czy wyjazdy zagraniczne to doświadczenia, które zdecydowanie zaprocentują zawodowo. W pełni zgadzam się z amerykańskim powiedzeniem „your network is your net worth” – znajomości i relacje ze studiów otwierają nowe perspektywy i rozszerzają horyzonty.

W pełni zgadzam się z amerykańskim powiedzeniem „your network is your net worth” – znajomości i relacje ze studiów otwierają nowe perspektywy i rozszerzają horyzonty.

Informacji o samorządzie warto szukać na spotkaniach adaptacyjnych dla pierwszoroczniaków, w mediach społecznościowych i na stronach internetowych. Warto też po prostu pisać bezpośrednio do osób na stanowiskach koordynatorskich czy dyrektorskich w samorządzie i pytać o możliwości zaangażowania.

Łączyłeś studia z zasiadaniem w Senacie, Radzie Uczelni, Kolegium Rektorskim i komisjach. Miałeś momenty zwątpienia i braku czasu na życie prywatne?

Na początku to było bardziej zarządzanie chaosem niż czasem. Było sporo momentów przeciążenia i frustracji, kiedy znajomi kończyli zajęcia i mieli wolne, a u mnie dzień dopiero się zaczynał, bo spotkania samorządowe często trwały do późnego wieczora. Zwątpienie się pojawiało, ale z perspektywy czasu widzę, że to właśnie w najtrudniejszych momentach człowiek uczy się najwięcej: odporności na stres, komunikacji z ludźmi, działania pod presją czasu i organizacji pracy. Bardzo dużo z tych doświadczeń wykorzystuję dziś zawodowo.

Na starcie lepiej spróbować kilku organizacji czy skupić się na jednej?

Polecam testować i próbować sił w różnych miejscach, żeby znaleźć swoją przestrzeń. Z wolontariatem jest tak, że daje tyle, ile się w niego włoży – na początkowych stanowiskach zadania nie są zwykle bardzo czasochłonne, a dają okazję, by sprawdzić, czy tematyka organizacji odpowiada naszej wizji. Nie bałbym się wypalenia na tym etapie, tylko szukałbym swojego miejsca.

Jakie to uczucie oddać stery przewodniczącego i zamknąć ten rozdział?

Pojawia się trochę ulgi, a trochę poczucia pustki. Z jednej strony czujesz ulgę i satysfakcję, bo przez kilka lat samorząd był centrum codzienności – nie tylko ze względu na spotkania i wydarzenia, ale także przez ciągłe myślenie o projektach, organizacji pracy i odpowiedzialności za ludzi. Z drugiej strony pojawia się pustka, bo zamyka się etap, który niezwykle mocno mnie ukształtował i nauczył pracy z ludźmi więcej niż jakiekolwiek zajęcia.

Ważną umiejętnością w rozwoju jest jednak także zdolność do odpuszczania pewnych rzeczy. Łatwo w organizacji mentalnie zostać zbyt długo. Oddanie funkcji potraktowałem jako domknięcie ważnego etapu oraz stworzenie przestrzeni na rozwój zawodowy i nowe projekty. Dopiero po odejściu z funkcji człowiek widzi, jak intensywny był ten czas i ile nagle zyskuje wolnego czasu na testowanie nowych rzeczy.

Dziś pracujesz w Shellu. Jak wyglądała twoja rekrutacja i co pomogło ci zdobyć ten staż?

Zaczynałem od programu Summer Internship. Jeśli chodzi o umiejętności, bardzo ważna jest dziś szeroko rozumiana elastyczność – bardzo ciężko zaplanować karierę na 15-20 lat do przodu, więc pracodawcy szukają osób, które potrafią się adaptować i mają rozwinięte kompetencje miękkie.

W moim przypadku bardzo ważna była pewność siebie w posługiwaniu się językiem angielskim, bo rozmowa rekrutacyjna w dużej części odbywała się po angielsku. Tę swobodę i obycie językowe zdobyłem dzięki wyjazdom zagranicznym i programom Erasmus. Druga rzecz to swoboda w kontaktach międzyludzkich – wielu osobom aplikującym do pierwszej pracy brakuje pewności siebie z powodu stresu, przez co mają trudność z pokazaniem swoich atutów. Pomogło mi również doświadczenie organizacyjne ze studiów. Oceny są ważne, ale równie istotne są kompetencje praktyczne: komunikacja, odpowiedzialność, praca pod presją czasu i organizacja własnej pracy – a przede wszystkim umiejętność poparcia ich konkretnymi przykładami z własnej działalności.

Jakie rady dałbyś kandydatom przygotowującym się do rozmowy kwalifikacyjnej w korporacji?

Przede wszystkim warto dokładnie przeczytać ogłoszenie, na które się aplikowało – to z pozoru oczywiste, ale wiele osób o tym zapomina, a pytania na rozmowie często dotyczą właśnie wskazanych tam wymagań. Druga rzecz to przygotowanie się według modelu STAR (Situation, Task, Action, Result) – warto przećwiczyć odpowiadanie według tego schematu: jaka była sytuacja, jakie zadanie mieliśmy przed sobą, jakie działania podjęliśmy i jakie były rezultaty.

Trzecia kwestia to przygotowanie konkretnych przykładów sytuacji, w których mierzyliśmy się ze stresem, problemami komunikacyjnymi czy przeszkodami do pokonania. Rozmowa nie może wyglądać tak, jakby w życiu zawsze wszystko nam wychodziło. To, jak radzimy sobie z wyzwaniami, najlepiej pokazuje przyszłemu pracodawcy nasze mocne strony.

Dlaczego zdecydowałeś się akurat na Shella? Gdzie szukałeś ofert?

W dużej mierze zadecydował przypadek. Rok wcześniej rozmawiałem z przedstawicielami firmy na targach pracy UEK, a później byłem na wyjeździe z osobą pracującą w Shellu, która opowiedziała mi o kulturze organizacyjnej, środowisku pracy i jego zaletach. Kiedy ruszyła rekrutacja do programu stażowego, akurat siedziałem w biurze i stwierdziłem, że spróbuję swoich sił. Proces rekrutacji w Shellu jest bardzo szybki i profesjonalny, a kandydat otrzymuje wartościową informację zwrotną, dzięki której może zweryfikować swoje dokumenty aplikacyjne i profil.

Jak odnalazłeś się w strukturach korporacyjnych po doświadczeniu w samorządzie? Co cię zaskoczyło?

Odnalazłem się bardzo dobrze, choć na początku miałem obawy. Podoba mi się skala działania i międzynarodowe środowisko – bardzo lubię współpracować z ludźmi z różnych krajów i kultur, zarówno w zespole, jak i po stronie klientów. Dzięki doświadczeniom samorządowym naturalnie odnalazłem się w pracy zespołowej i procesach opartych na komunikacji.

Zaskoczyło mnie tempo zmian – w korporacji wszystko dzieje się błyskawicznie, dlatego bardzo ważna jest umiejętność szybkiego reagowania i uwzględniania różnic kulturowych. Zupełnie inaczej współpracuje się z ludźmi z Azji, Ameryki, Turcji czy innych krajów europejskich.

Warto też pamiętać, że praca w korporacji nie jest jednolitym doświadczeniem – wszystko zależy od działu i stanowiska. Realizuję się jako Customer Success Specialist. Wcześniej pracowałem w obszarze Lubricants & Oils, a obecnie – w obszarze Chemicals. To dynamiczna rola, w której wiele rzeczy dzieje się w sposób nieprzewidywalny i trzeba na bieżąco reagować na wyzwania. Daje mi to ogromną satysfakcję.

Czy podczas stażu od razu pełniłeś tę rolę?

Tak, od początku trafiłem na stanowisko Customer Success Specialist, choć oczywiście jako stażysta miałem mniejszy zakres obowiązków i inne zadania. W trakcie stażu mieliśmy też wiele szkoleń dotyczących pracy innych działów, co pozwoliło mi lepiej poznać funkcjonowanie całej organizacji.

Byłeś jedynym stażystą w zespole?

W moim bezpośrednim zespole była jeszcze jedna stażystka, natomiast do programu stażu letniego przyjęto łącznie kilkadziesiąt osób.

Jak wygląda struktura wiekowa w zespole? Czy głos młodego pracownika ma znaczenie?

Nigdy nie miałem poczucia, że mój głos nie jest słuchany. Zespoły, w których pracowałem, były bardzo zróżnicowane wiekowo i moim zdaniem, dobrze wpływało to na ich efektywność. Osoby z dużym stażem wnoszą doświadczenie, a młodsi pracownicy – świeżą energię i spojrzenie, które pozwala dostrzec rzeczy, które czasem umykają w rutynie. Od samego początku czułem się w Shellu dobrze przyjęty przez zespół i mogłem liczyć na jego wsparcie.

Kiedy najlepiej aplikować do korporacji i co zrobić, by zwiększyć swoje szanse?

Na pierwszym i drugim roku może być trudniej, natomiast trzeci, czwarty i piąty rok to bardzo dobry moment. Dużo osób zaczyna pracę w korporacji dopiero po trzydziestce, więc nie ma co nakładać na siebie presji.

Najważniejsze jest nie ograniczać studiów wyłącznie do zaliczania egzaminów i chodzenia na zajęcia. Korporacje szukają osób z praktycznym doświadczeniem – liczą się projekty, praktyki, aktywność w organizacjach studenckich i obycie w kontaktach z ludźmi. Polecam brać udział w warsztatach prowadzonych przez firmy na uczelni, bo można bezpośrednio porozmawiać z pracownikami i dowiedzieć się, jak wygląda proces rekrutacyjny. Na początku studiów większość osób nie wie, co chce robić zawodowo – i to jest całkowicie normalne. Najgorsze to wejść w tryb: zaliczyć, wrócić do domu, odespać. Każde dodatkowe doświadczenie uczy czegoś nowego i może później zadecydować o zdobyciu pracy.

Gdzie studenci powinni szukać informacji o takich warsztatach firmowych?

Na stronach biur karier, portalach uczelnianych oraz bezpośrednio w organizacjach studenckich współpracujących z biznesem. Kiedy kierowałem Parlamentem Studenckim, Shell organizował dla nas dedykowane warsztaty, co bardzo ułatwiło mi późniejsze wejście do firmy, bo wiedziałem, na co firma kładzie nacisk.

Warto pamiętać, że niemal 90 proc. tych szkoleń jest skierowanych do osób na poziomie entry-level lub junior. Firmy nie oczekują od uczestników wiedzy na poziomie seniora, więc nie należy obawiać się zbyt wysokich wymagań.

Gdybyś mógł spotkać siebie z pierwszego roku, co byś sobie powiedział?

Że większość ludzi uczy się wszystkiego po drodze i nikt nie ma idealnego planu na siebie. Wielu studentów paraliżuje strach przed zmianą kierunku ze względu na „stratę roku”. Studia to czas na szukanie siebie i sprawdzanie różnych ścieżek. Rzeczywistość akademicka jest zupełnie inna niż szkoła średnia, więc warto dać sobie czas i zaakceptować, że na początku wiele rzeczy może nie wychodzić.

Chciałbym też wcześniej zrozumieć ogromną wartość budowania kontaktów, zdobywania praktycznych kompetencji i aktywności na zajęciach. Wykładowcy zapamiętują zaangażowane osoby, a te relacje procentują w kolejnych latach studiów. Na byciu aktywnym można tylko zyskać.

Nasz cykl

Kod kariery – praktyczna mapa tego, jak budować zawodowe życie poza gotowym schematem

Seria rozmów ze studentami, absolwentami oraz osobami związanymi ze społecznością akademicką. Pokazujemy prawdziwe historie, nieoczywiste wybory i różnorodne ścieżki rozwoju zawodowego, które wykraczają poza utarte schematy. Każdy wywiad to praktyczne doświadczenia i wskazówki, które pomagają studentom świadomie budować karierę i poznawać możliwości dostępne na rynku pracy.

Kampus XYZ

Główne wnioski

  1. Studia to dobry moment na eksperymentowanie. Dwa kierunki, samorząd, wolontariat czy wyjazdy zagraniczne pozwalają sprawdzić własne predyspozycje i zdobyć doświadczenia trudne do zdobycia na samych zajęciach.
  2. Pracodawcy szukają konkretnych przykładów kompetencji. Komunikacja, praca pod presją, odpowiedzialność czy znajomość angielskiego zyskują na znaczeniu, gdy kandydat potrafi wskazać sytuacje, w których rzeczywiście z nich korzystał.
  3. Pierwsza ścieżka zawodowa nie musi być zaplanowana z dużym wyprzedzeniem. Ważniejsze od sztywnego planu są aktywność, budowanie relacji i gotowość do wykorzystywania pojawiających się możliwości.