Kategoria artykułu: Kultura

Dwóch Mannów i jedna teczka. Czyli Wojciech Mann odkrywa dla nas ojca

Czy można odkryć artystę, którego twórczość wydaje się już dobrze opisana? Okazuje się, że tak. Potrzeba do tego jednej teczki, która przez dziesięciolecia przeleżała w rodzinnym archiwum. To właśnie ona stała się bohaterką nowej wystawy „Kazimierz Mann. Sztuka w (u)życiu”.

Wystawa prac Kazimierza Manna.
Wystawa prac Kazimierza Manna. Fot. Łukasz Gazur

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak jedna zapomniana teczka uzupełnia znacząco opowieść o Kazimierzu Mannie.
  2. Dlaczego twórczość ilustratora i grafika podważa mit „żelaznej kurtyny” w kulturze.
  3. Jak od kolorowych reklam i ilustracji Mann doszedł do przejmującej opowieści o przemijaniu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Jeden przez lata opowiadał Polakom o muzyce. Drugi opowiadał o świecie za pomocą obrazu. Choć Wojciech Mann, znakomity i ceniony dziennikarz muzyczny, jest dziś strażnikiem rodzinnej spuścizny, bohaterem tej historii pozostaje jego ojciec. Odnaleziona po latach teczka pełna szkiców, projektów reklamowych i rysunków pozwala odkryć Kazimierza Manna na nowo. Stała się punktem wyjścia nowej wystawy w warszawskiej Kordegardzie „Kazimierz Mann. Sztuka w (u)życiu”.

Wystawa prac Kazimierza Manna. projekt panneux z Wystawy Światowej w Nowym Jorku.
Wystawa prac Kazimierza Manna. Projekt panneux z Wystawy Światowej w Nowym Jorku. Fot. Łukasz Gazur

Nawet ci, którzy pamiętają – znakomitą – ekspozycję prezentowaną kilka lat temu w Muzeum Etnograficznym w Krakowie, mają dziś powód, by przyjść ponownie. Oglądamy bowiem nie tyle kolejną odsłonę twórczości artysty, ile jej nowe odkrycie. Co więcej, odkrycie samego procesu twórczego.

Przez lata powtarzano, że Kazimierz Mann nie przywiązywał wielkiej wagi do szkiców i projektów będących jedynie etapem pracy. To gotowe dzieło było celem. Wszystko zaś, co prowadziło do jego powstania, mogło zniknąć. Tymczasem odnaleziona teczka okazała się prawdziwą skarbnicą właśnie takich materiałów. Projektów reklamowych, rysunków, prób kompozycyjnych, notatek wizualnych. Rzeczy, których właściwie nigdy wcześniej nie prezentowano publicznie. Patrząc na nie, ma się wrażenie zaglądania do wnętrza artystycznej maszyny.

Syn przywraca pamięć ojcu

Za dzisiejszym powrotem Kazimierza Manna – poza zaproszoną przez Narodowe Centrum Kultury cenioną kuratorką, Anną Lebensztejn – stoi zresztą człowiek, którego nazwisko zna w Polsce niemal każdy. Syn artysty – Wojciech Mann, dziennikarz muzyczny, radiowiec, mistrz inteligentnego humoru. Od lat dba o spuściznę ojca i konsekwentnie przypomina, że za znanymi grafikami, ilustracjami i reklamami krył się nie tylko wybitny artysta, ale przede wszystkim niezwykły człowiek. Dziś już także wnuk Marcin zaangażował się w promocję dziedzictwa rodziny, co oczywiście daje spore nadzieje na przyszłość.

Wojciech Mann i jego syn Marcin na wystawie prac Kazimierza Manna.
Wojciech Mann i jego syn Marcin na wystawie prac Kazimierza Manna. Fot. Łukasz Gazur

Wojciech Mann najczęściej opisuje ojca paradoksalnym określeniem: „niezwykły człowiek w swej zwykłości”. Bo Kazimierz Mann nie przypominał stereotypowego artysty. Nie budował wokół siebie legendy ekscentryka.

– Nie celebrował własnej wyjątkowości. Był człowiekiem skromnym, zdyscyplinowanym i eleganckim. Nawet w szarym pejzażu PRL-u potrafił zwracać uwagę. Kapelusz, starannie dobrany strój. O poranku, po goleniu, z łazienki wychodził w koszuli i krawacie, co mnie jako chłopca stresowało, bo zawsze się zastanawiałem: „czy ja też tak będę musiał?” – mówi Wojciech Mann.

Kazimierz Mann z psami. Wystawa prac Kazimierza Manna.
Kazimierz Mann z psami. Wystawa prac Kazimierza Manna. Fot. Łukasz Gazur

Niedziejsza elegancja

Do tego jeszcze nienaganne maniery, które sprawiały, że wyróżniał się czymś, co dziś nazwalibyśmy ponadczasowym stylem, a co jego syn określa po prostu „niedzisiejszą elegancją”.

Co ciekawe, sam Wojciech Mann przyznaje, że długo nie zdawał sobie sprawy ze skali talentu ojca. Dorastając wśród obrazów, projektów i szkiców, traktował je jako naturalny element codzienności. Dopiero z czasem zrozumiał, że obcuje z twórczością jednego z najciekawszych polskich grafików i ilustratorów XX wieku.

– Talentu niestety po nim nie odziedziczyłem. Gdy raz namalowałem lampę i moja mama poszła ten rysunek pokazać ojcu, ten odpowiedział, że może lepiej, żebym już więcej lamp nie rysował – wspomina dziś ze śmiechem.

W tej anegdocie jest zresztą coś bardzo mannowskiego. Trochę ironii, trochę czułości i ani odrobiny zadęcia. Tak samo jak w twórczości Kazimierza Manna.

– Nigdy nie próbował udowadniać światu własnej wielkości. Wolał po prostu pracować – dodaje syn ilustratora.

Nylonowa kurtyna

To fascynujące, że Mann należy do pokolenia twórców, na których przykładzie najlepiej widać, jak bardzo uproszczona jest opowieść o żelaznej kurtynie oddzielającej Wschód od Zachodu. Owszem, politycznie istniała. Ale w kulturze? Tam częściej przypominała raczej nylonową zasłonę. Taką, przez którą można było dostrzec kształty i obserwować ruch po drugiej stronie. Nie wszystko było widoczne wyraźnie, ale wystarczająco dobrze, by następowała nieustanna fluktuacja idei, inspiracji i form. Twórczość Kazimierza Manna jest tego doskonałym dowodem. W jego pracach można prześledzić dialog prowadzony z najważniejszymi zjawiskami zachodniej sztuki XX wieku. Pojawiają się echa Picassa i Matisse'a. W niektórych realizacjach pobrzmiewa pop-artowa energia Andy'ego Warhola. Nie są to jednak cytaty ani próby naśladowania. Raczej twórcze przetwarzanie języka współczesności. Mann nie kopiował Zachodu. Rozmawiał z nim.

Wystawa prac Kazimierza Manna.
Wystawa prac Kazimierza Manna. Fot. Łukasz Gazur

Jednocześnie równie często prowadził dialog z historią znacznie starszą niż nowoczesność. Antyk, sztuka śródziemnomorska, dawne przedstawienia postaci, klasyczne układy kompozycyjne, nawet dalekie motywy ze sztuki naskalnej – wszystko to powraca w jego pracach niczym odległe echo wspólnej pamięci kulturowej. I właśnie dlatego – poza tym, że czuć tu puls wszystkiego, co charakterystyczne dla artnowoczesności w jego czasach, poczynając od art deco a kończąc na pop-arcie czy abstrakcji – jego twórczość wciąż nie poddaje się czasowi i pozostaje niezwykle aktualna.

Sprzedać ładnym opakowaniem

Właśnie dlatego tak dobrze odnajdywał się zarówno w malarstwie, jak i grafice użytkowej. Nie widział między nimi wyraźnej granicy. Reklama była dla niego przestrzenią eksperymentu równie interesującą jak płótno. Na wystawie zobaczymy więc projekty reklam, katalogi, ilustracje i materiały przygotowywane dla przedsiębiorstw działających w czasach PRL-u. Szczególną uwagę zwracają katalogi zabawek eksportowych „Varimexu”. To jeden z obiektów, które przypominają, że polska grafika użytkowa przez dekady była jednym z najciekawszych towarów eksportowych rodzimej kultury. Nawet jeśli wysyłano za granicę zabawki, równie atrakcyjne bywały ich opakowania, katalogi i identyfikacje wizualne.

Wystawa prac Kazimierza Manna
Wystawa prac Kazimierza Manna. Fot. Łukasz Gazur

Osobną opowieść tworzą projekty przestrzeni targowych. Dziś nazwalibyśmy je merchandisingiem, brandingiem przestrzeni albo projektowaniem doświadczeń marki. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych były po prostu nowoczesnym sposobem myślenia o prezentacji produktu. Mann należał do twórców, którzy rozumieli, że odbiorca nie ogląda pojedynczego plakatu czy logo, ale całe wizualne środowisko.

Najbardziej spektakularnym przykładem takiego myślenia pozostaje projekt mozaiki dla ośrodka wypoczynkowego „Metalowiec” w Muszynie. Powstała w 1968 roku realizacja należy do najciekawszych przykładów modernistycznej syntezy sztuk. Dobrze, że niedawna renowacja nie zamieniła jej w kolejną ofiarę źle rozumianej modernizacji. Dziś nadal można ją oglądać niemal w tej samej formie, w jakiej wymyślił ją artysta.

Kazimierz Mann: schyłek

Prawdziwy szok przychodzi jednak dopiero pod koniec wystawy. To prace z ostatnich lat życia Manna. Tak odmienne od wcześniejszej twórczości, że momentami trudno uwierzyć, iż wyszły spod ręki tego samego autora.

Znikają charakterystyczne dla niego giętkie linie. Gaśnie feeria kolorów. Nie ma już odważnych zestawień barwnych, dekoracyjnej lekkości ani złotych akcentów. Dominują stonowane szarości, brązy i przygaszone czerwienie. To obrazy rozpadu i przemijania. Obrazy końca. Powracają w nich formy przywodzące na myśl krzyże, pionowe struktury, ślady ran i pęknięć, rozczłonkowania ciała. Nie sposób nie dostrzec religijnych skojarzeń, choć równie dobrze można je czytać jako uniwersalną opowieść o kruchości ludzkiego życia. W tych pracach Mann zdaje się mówić już nie o świecie zewnętrznym, ale o własnym doświadczeniu czasu. To wizualny krzyk człowieka, który wie, że wszystko się kończy.

Wystawa prac Kazimierza Manna. Późne prace.
Późne prace Kazimierza Manna. Fot. Łukasz Gazur

Paradoksalnie właśnie te późne realizacje najlepiej pokazują wielkość artysty. Nie zatrzymał się na estetyce, która przyniosła mu uznanie. Do końca szukał nowego języka. Ryzykował. Zmieniał się.

Dlatego wystawa nie jest wyłącznie opowieścią o znakomitym ilustratorze, projektancie reklam czy autorze mozaik. To opowieść o artyście, który przez całe życie pozostawał czujnym obserwatorem kultury. Takim, który potrafił rozmawiać jednocześnie z antykiem, Picassem, Warholem i współczesnością. A wszystko to odkrywamy dziś dzięki jednej niepozornej teczce.

Główne wnioski

  1. Odnaleziona teczka ze szkicami Kazimierza Manna przypomina, że historia sztuki nigdy nie jest zamknięta. Nawet po śmierci artysty nowe odkrycia potrafią całkowicie zmienić sposób patrzenia na jego dorobek.
  2. Twórczość Kazimierza Manna pokazuje, że polska kultura pozostawała w nieustannym dialogu z Zachodem. Inspiracje światową sztuką przenikały przez polityczne granice, tworząc własny, lokalny język nowoczesności.
  3. Dzięki wystawie Kazimierz Mann powraca jako wybitny grafik, projektant i artysta, którego twórczość wciąż potrafi zaskakiwać i prowokować do nowych rozważań.