USA negocjują z Danią dostęp do trzech dodatkowych baz na Grenlandii

Amerykanie prowadzą negocjacje z Danią ws. trzech dodatkowych baz na Grenlandii. Dwie z nich siły USA opuściły w latach 50. i 90. XX wieku.

Generał Gregory Guillot, jak pisze „New York Times”, uważa, że byłaby to pierwsza od dekad amerykańska ekspansja na największej wyspie świata. Podczas przesłuchania w Kongresie mówił on, że armia chce „szerszego dostępu do różnych baz na terenie Grenlandii, biorąc pod uwagę rosnące zagrożenie oraz strategiczne znaczenie tego terytorium”.

Dania jest więc w trudnej sytuacji. By odeprzeć groźby przejęcia wyspy, powoływała się na pakt z USA z 1951 r. Teraz, jak piszą amerykańskie media, tę samą umowę wykorzystuje Waszyngton, by zwiększyć swoją obecność na wyspie, a Kopenhaga nie ma możliwości, by ich powstrzymać.

Amerykanie chcą dostać m.in. Narsarsuaq na południu Grenlandii oraz Kangerlussuaq w południowo-zachodniej części wyspy. Pierwszą z tych baz opuścili w latach 50., a drugą w latach 90. XX wieku. Znaczna część infrastruktury wojskowej władze wyspy zlikwidowały, choć w obu tych miejscach funkcjonują nieduże lotniska.

Dania i USA toczą udane rozmowy

Rozmowy toczą się na razie dobrze, choć Amerykanie nie mówią, ilu żołnierzy przyślą na wyspę. Dania zaś boi się, że Trump chce całkowicie przejąć Grenlandię, a nowe bazy to pierwszy krok ws. realizacji tych planów.

Sami mieszkańcy, jak dodaje „NYT”, nie chcą zwiększania amerykańskiej obecności. Wiedzą jednak, że jeśli władze Danii i USA dojdą do porozumienia, to oni nie będą mieli nic do gadania.

W styczniu Grenlandia stała się przedmiotem sporu między USA a Danią. Prezydent Donald Trump chciał przejąć wyspę, groził nawet użyciem siły. W odpowiedzi państwa UE wysłały tam swoje misje wojskowe.

Potem jednak sytuacja się uspokoiła, Trump wycofał się z wprowadzenia ceł na państwa, które wsparły Danię, i wydawało się, że całkowicie zrezygnował z Grenlandii.