Ekonomiści kontra przyszłość. Jak trafne są prognozy gospodarcze?
Ekonomiści co roku próbują przewidzieć przyszłość gospodarki. Problem w tym, że gdy rzeczywistość zaczyna ich zaskakiwać, prognozy szybko tracą na aktualności. Sprawdziliśmy, jak często przewidywania ekonomistów się sprawdzają.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak często prognozy ekonomistów rozmijają się z rzeczywistością.
- Czy łatwiej przewidzieć tempo wzrostu gospodarczego, czy poziom inflacji.
- Dlaczego nawet trafna prognoza nie zawsze oznacza, że ekonomiści prawidłowo ocenili przyszłą sytuację gospodarczą.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Duński fizyk Niels Bohr miał kiedyś powiedzieć, że „prognozowanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości”. Trudno odmówić mu racji, choć nie powstrzymuje nas to przed próbami przewidywania przyszłych wydarzeń.
Prognozy cieszą się szczególną popularnością na rynkach finansowych i wśród ekonomistów. Od każdej liczącej się instytucji – od banków po instytucje publiczne i organizacje międzynarodowe – oczekuje się dziś regularnego publikowania prognoz najważniejszych wskaźników makroekonomicznych. Jak trafne są te przewidywania i czy warto przywiązywać do nich dużą wagę?
Kto prognozuje?
Prognozy najważniejszych wskaźników makroekonomicznych dla Polski przygotowuje kilkadziesiąt instytucji. Największą grupę stanowią banki komercyjne, z których co najmniej kilkanaście publikuje przewidywania opracowywane przez własne zespoły ekonomistów. Do tego dochodzą inne podmioty działające na rynku finansowym, m.in. niektórzy ubezpieczyciele i firmy zarządzające aktywami. Prognozy publikują również firmy doradcze, think tanki, organizacje pracodawców oraz wybrane jednostki naukowe.
Prognozowaniem zajmują się także instytucje publiczne, w tym Ministerstwo Finansów i Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), a także organizacje międzynarodowe, takie jak Komisja Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) czy Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).
Szczególny rodzaj prognoz publikuje Narodowy Bank Polski (NBP). Są to projekcje przygotowywane przy założeniu niezmienionych stóp procentowych NBP. Pozwala to ocenić przewidywany przebieg procesów gospodarczych przy określonych założeniach dotyczących polityki pieniężnej.
Próbka badawcza
Porównanie tak dużej liczby prognoz byłoby skomplikowane, zwłaszcza że są one publikowane w różnych terminach. Oznacza to również różne tzw. punkty odcięcia, czyli daty, po których napływające dane gospodarcze nie są już uwzględniane w prognozie. Oczywiście przewidywania publikowane później mają przewagę nad wcześniejszymi, ponieważ ich autorzy dysponują większą ilością informacji.
Aby uprościć porównanie, uwzględniliśmy prognozy z trzech źródeł. Pierwszym jest MFW – instytucja międzynarodowa ciesząca się dużym autorytetem w dziedzinie ekonomii, która regularnie publikuje prognozy dla niemal wszystkich państw świata. Drugim źródłem jest Komisja Europejska, prowadząca szczegółowy monitoring gospodarek państw członkowskich UE.
Trzecim źródłem są wyniki Ankiety Makroekonomicznej NBP. Publikowane w niej wartości stanowią medianę ponad 20 prognoz przygotowywanych przez ekspertów z instytucji finansowych, w tym banków, a także ośrodków analitycznych i think tanków. Można je zatem traktować jako przybliżenie konsensusu prognostycznego wśród polskich ekonomistów.
Aby zapewnić możliwie największą porównywalność danych, analizujemy wyłącznie prognozy publikowane jesienią roku poprzedzającego okres, którego dotyczą. Przykładowo w przypadku 2023 r. uwzględniamy przewidywania przedstawione jesienią 2022 r.
Prognozy wzrostu gospodarczego: zwykle zbyt pesymistyczne
Co pokazuje porównanie? W przypadku prognoz tempa wzrostu PKB wszystkie trzy źródła wykazują tendencję do niedoszacowywania wzrostu gospodarczego. Widać to na wykresie, na którym kolorowe punkty przedstawiają prognozy poszczególnych instytucji, a linia ciągła – rzeczywiste tempo wzrostu PKB.
W latach 2013-2025 w siedmiu przypadkach prognozy okazywały się bardziej pesymistyczne, niż wskazywały późniejsze dane. Rozbieżności były szczególnie widoczne w latach 2017-2018, kiedy ekonomiści przewidywali wzrost PKB na poziomie 3-4 proc., a ostatecznie wyniósł on odpowiednio 4,6 i 5,1 proc. Co istotne, są to dane z pierwszych szacunków GUS. Opublikowane później wartości, uwzględniające rewizje danych, były jeszcze wyższe.
Prognozy nie doszacowały również skali odbicia gospodarczego po pierwszej fali pandemii. W 2021 r. polski PKB wzrósł aż o 5,7 proc., podczas gdy przewidywania wahały się od 3,3 proc. w przypadku Komisji Europejskiej do 4,6 proc. według MFW.
Czasem zbyt duży optymizm
Zdarzały się jednak również lata, w których prognozy były bardziej optymistyczne, niż uzasadniał to późniejszy rozwój wydarzeń. Najbardziej wyrazistym przykładem jest 2020 r., choć trudno obwiniać analityków o to, że nie przewidzieli wybuchu pandemii.
Zbyt optymistyczne okazały się również prognozy na 2023 r. Mediana przewidywań w Ankiecie Makroekonomicznej NBP wskazywała wówczas na wzrost PKB o 1,5 proc. Instytucje międzynarodowe były bardziej powściągliwe – Komisja Europejska prognozowała 0,7 proc., a MFW 0,5 proc. Ostatecznie polska gospodarka urosła zaledwie o 0,2 proc.
Nie oznacza to jednak, że prognozy nigdy nie są trafne. W 2025 r. wszystkie trzy źródła niemal idealnie przewidziały tempo wzrostu gospodarczego. PKB zwiększył się o 3,6 proc., podczas gdy prognozy przygotowane rok wcześniej wskazywały na wzrost w przedziale 3,4-3,6 proc.
Co ciekawe, dużą trafnością wykazały się również prognozy na 2022 r., choć powstały jesienią 2021 r., a więc jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę w lutym 2022 r. Przewidywano wówczas wzrost PKB na poziomie 4,7-5,2 proc., a ostatecznie wyniósł on 4,9 proc.
Jak to wyjaśnić? W pewnej mierze był to zbieg okoliczności. Z jednej strony wojna spowodowała masowy napływ uchodźców do Polski, co zwiększyło konsumpcję i podaż pracy. Z drugiej strony – doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen energii i surowców oraz osłabienia aktywności inwestycyjnej. Ostatecznie wpływ tych zjawisk na gospodarkę był na tyle zróżnicowany, że tempo wzrostu PKB znalazło się blisko poziomów prognozowanych jeszcze przed wybuchem wojny.
Prognozowanie inflacji – trudna sztuka
W przypadku inflacji kierunek błędów prognozowania wygląda nieco inaczej. Ekonomiści zwykle przeszacowywali wzrost cen w okresach niskiej inflacji, a nie doszacowywali go w okresach jej gwałtownego przyspieszenia. Widać to na wykresie. W latach 2013-2016, kiedy inflacja w Polsce oscylowała wokół zera, prognozy były wyraźnie wyższe od rzeczywistych odczytów. Z kolei w okresie szoków inflacyjnych, m.in. w latach 2021-2022, przewidywania okazywały się znacznie niższe od faktycznego wzrostu cen.
Interesujące są również wyniki z ostatnich dwóch lat. Prognozy okazały się znacznie bardziej pesymistyczne niż uzasadniały to późniejsze dane. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku 2024 r., kiedy ekonomiści zgodnie przewidywali inflację przekraczającą 6 proc., podczas gdy ostatecznie wyniosła ona 3,6 proc. Możliwe, że analitycy przecenili wówczas ryzyko wystąpienia spirali cenowo-płacowej, a jednocześnie nie docenili tempa spadku cen wielu surowców i towarów.
Co do zasady, prognozowanie inflacji okazuje się trudniejsze niż przewidywanie tempa wzrostu gospodarczego. Dlaczego? Przecież, w przeciwieństwie do dynamiki PKB, inflacja ma określony cel, do którego bank centralny stara się ją sprowadzać. W Polsce wynosi on 2,5 proc. Z dopuszczalnym przedziałem odchyleń o 1 punkt procentowy w obie strony.
Problem polega na tym, że inflacja jest znacznie bardziej podatna na gwałtowne wahania niż tempo wzrostu PKB. Wystarczy silny szok na rynku surowców, wywołany choćby konfliktem na Bliskim Wschodzie, aby wcześniejsze przewidywania szybko straciły na aktualności.
Co więcej, nawet gdy znamy już skalę wzrostu cen surowców, nadal trudno przewidzieć reakcje przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Jaki odsetek firm zdecyduje się podnieść ceny? O ile? Ile gospodarstw domowych ograniczy wydatki? Jak zareaguje rząd? Procesy kształtowania cen są wyjątkowo złożone, a ich przebieg zależy od wielu wzajemnie oddziałujących czynników.
Trafność prognoz
Jak dokładnie sprawdzały się prognozy w ostatnich kilkunastu latach? W przypadku PKB – całkiem nieźle. Spośród 39 analizowanych prognoz niemal połowa różniła się od pierwszego szacunku GUS o nie więcej niż 0,5 punktu procentowego. Czternaście prognoz okazało się zbyt pesymistycznych, a siedem – zbyt optymistycznych.
Średni błąd bezwzględny, czyli średnia wartość różnicy między prognozą a rzeczywistym wynikiem, bez uwzględniania jej kierunku, wyniósł 1,1 punktu procentowego. Z kolei mediana błędu prognozy wyniosła -0,2 punktu procentowego, co wskazuje na niewielką przewagę niedoszacowań tempa wzrostu gospodarczego.
W przypadku inflacji wyniki były znacznie słabsze. Tylko siedem z 39 prognoz różniło się od rzeczywistego poziomu inflacji o nie więcej niż 0,5 punktu procentowego. Zdecydowana większość przewidywań okazała się zawyżona, a dziewięć – zaniżonych.
Prognozy pochodzące ze wszystkich trzech źródeł były do siebie stosunkowo zbliżone, dlatego różnice w ich trafności nie są duże. W przypadku wzrostu gospodarczego pozostają praktycznie niezauważalne. Nieco wyraźniej widać je w prognozach inflacji – tutaj najtrafniejsze okazały się przewidywania zawarte w Ankiecie Makroekonomicznej NBP.
Wartość prognoz nie sprowadza się do pojedynczych liczb
W prognozach największą uwagę przyciągają zwykle konkretne liczby, ale to nie one są najważniejsze. Znacznie większą wartość mogą mieć przedstawione scenariusze rozwoju sytuacji gospodarczej oraz analiza czynników ryzyka, które mogą sprawić, że przewidywania się nie sprawdzą. Zwłaszcza w okresach gwałtownych zmian, których w ostatnich latach nie brakowało, ważniejsze od punktowych prognoz są analizy pozwalające zrozumieć zachodzące procesy i ich możliwe konsekwencje.
Warto w tym kontekście przypomnieć słowa przypisywane Johnowi Maynardowi Keynesowi: „Lepiej mieć mniej więcej rację, niż być precyzyjnie w błędzie”.
Główne wnioski
- Prognozy wzrostu PKB były stosunkowo trafne, choć częściej niedoszacowywały tempa wzrostu gospodarczego. W latach 2013-2025 ekonomiści przewidywali zbyt niski wzrost w siedmiu z 13 lat, a średni błąd bezwzględny prognoz wyniósł 1,1 punktu procentowego. Szczególnie duże rozbieżności wystąpiły w latach 2017-2018, kiedy zamiast prognozowanych 3-4 proc. gospodarka urosła odpowiednio o 4,6 i 5,1 proc.
- Zdecydowanie trudniej przewidzieć inflację. Tylko 7 z 39 analizowanych prognoz znalazło się w odległości maksymalnie 0,5 punktu procentowego od rzeczywistego wyniku. Największym przykładem błędu były prognozy na 2024 r. Ekonomiści oczekiwali inflacji powyżej 6 proc., podczas gdy ostatecznie wyniosła ona 3,6 proc.
- Lata 2020-2022 pokazują ograniczenia prognozowania gospodarczego. Pandemia sprawiła, że przewidywania na 2020 r. całkowicie rozminęły się z rzeczywistością. Tymczasem prognozy na 2022 r., przygotowane jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, okazały się zaskakująco trafne – zakładano wzrost PKB o 4,7-5,2 proc., a faktycznie wyniósł on 4,9 proc. Pokazuje to, że prognozy warto traktować przede wszystkim jako scenariusze obarczone niepewnością, a nie pewne przewidywania przyszłości.