Kategorie artykułu: Sport Świat

Europejczycy lekceważą afrykańską piłkę? Marokańczycy zamknęli usta krytykom

Nowoczesne stadiony, sprawna organizacja i jasny sygnał wysłany światu – Puchar Narodów Afryki w Maroku pokazał, że afrykańska piłka przestała być peryferyjna. Turniej stał się testem infrastruktury przed mundialem 2030 i dowodem, że kontynent potrafi organizować wydarzenia na najwyższym poziomie. Jednocześnie decyzja o rzadszym rozgrywaniu turnieju wzbudziła emocje, a postawa Sadio Mané przypomniała, czym jest sportowe przywództwo.

Achraf Hakimi, piłkarz roku w Afryce
Achraf Hakimi, piłkarz roku w Afryce, zaskarbił sobie sympatię nie tylko rodaków. Jednak w finale Pucharu Narodów Afryki, jako kapitan Maroka, musiał uznać wyższość Senegalu. Fot. Tullio M. Puglia / Stringer/ Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak przebiegają przygotowania Maroka do organizacji mistrzostw świata w 2030 r.
  2. Jak środowisko piłkarskie odebrało decyzję o rozgrywaniu Pucharu Narodów Afryki co cztery, a nie – jak dotychczas – co dwa lata.
  3. Kto jest dziś postrzegany jako piłkarski bohater Afryki.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

W grudniu i styczniu Afryka żyła piłką nożną. Maroko, gospodarz tegorocznego Pucharu Narodów Afryki, mimo statusu jednego z głównych faworytów, nie spełniło sportowych oczekiwań własnych kibiców. Organizacyjnie jednak turniej wypadł bardzo dobrze. Kraj pokazał, że potrafi sprostać wyzwaniom na najwyższym poziomie – i już dziś przygotowuje się do kolejnego wielkiego testu, jakim będzie współorganizacja mistrzostw świata w 2030 r.

Rok 2030 będzie dla FIFA szczególny. Dokładnie sto lat wcześniej w Urugwaju rozegrano pierwszy mundial w historii. Z tej okazji część spotkań jubileuszowego turnieju zaplanowano w Ameryce Południowej – w Urugwaju, Argentynie i Paragwaju. Pozostałe mecze odbędą się w Europie i Afryce Północnej: w Hiszpanii, Portugalii oraz Maroku.

Udogodnienia dla mediów

Gospodarze ostatniej edycji Pucharu Narodów Afryki zadbali o komfort pracy dziennikarzy, którzy przyjechali do Maghrebu relacjonować turniej. Sprawna organizacja, dedykowany transport i zaplecze logistyczne pozwalały mediom skupić się na wydarzeniach boiskowych, a nie na problemach organizacyjnych – co w przeszłości bywało słabym punktem afrykańskich imprez piłkarskich.

– Myślę, że gdyby mistrzostwa świata z jakichś powodów nie mogły odbyć się w Ameryce Północnej [USA, Kanada, Meksyk – przyp. red.], to Maroku niewiele by brakowało, by przejąć turniej i zorganizować go w pół roku. Przed ćwierćfinałem Pucharu Narodów Afryki w Marrakeszu (Nigeria – Algieria) pod dworcami podstawiono autobusy dla mediów, które sprawnie dowoziły dziennikarzy na stadion. Obiekty są położone daleko od centrum, więc jechaliśmy dość długo, obserwując po drodze rozwój całego kraju – mówi Michał Zichlarz, dziennikarz katowickiego „Sportu” i autor książki „Afryka gola! Futbol i codzienność”.

Seria turniejów

Warto odnotować, że Maroko regularnie otrzymuje prawo do organizacji kolejnych dużych imprez piłkarskich.

– Latem ubiegłego roku odbył się tam Puchar Narodów Afryki kobiet, w listopadzie 2025 r. zaplanowano turniej strefy afrykańskiej o awans do interkontynentalnych baraży mistrzostw świata. W grudniu i styczniu rozegrano główny Puchar Narodów Afryki. Wcześniej kraj gościł mistrzostwa świata dziewcząt do lat siedemnastu. Co więcej, turniej ten – z udziałem 48 reprezentacji – będzie rozgrywany w Maroku przez pięć lat, do 2029 r. W marcu odbędzie się natomiast kobiecy Puchar Narodów Afryki – wylicza Michał Zichlarz.

Taniej niż w Zabrzu

Jednym z największych atutów Maroka pozostaje infrastruktura sportowa. Stadiony, na których rozgrywano mecze PNA, robiły ogromne wrażenie na przyjezdnych.

Stadion finałowy w Rabacie, Prince Moulay Abdellah Stadium, to nowoczesny obiekt na blisko 70 tys. widzów, wybudowany w dwa lata za około 270 mln zł. To mniej niż koszt budowy stadionu Górnika Zabrze, który powstaje od dekady, jest o połowę mniejszy i wciąż nieukończony. Stadion w Tangerze mieści 75 tys. kibiców, a obiekt w Marrakeszu około 45 tys. W Casablance powstaje natomiast stadion, który ma być drugim największym na świecie – na 115 tys. miejsc. Jego otwarcie planowane jest na 2028 r.

Jak podkreśla Zichlarz, sprzyja temu także systemowe podejście państwa.

– Od 2021 r. za budżet Królestwa Maroka odpowiada Fouzi Lekjaa, od lat prezydent tamtejszej federacji piłkarskiej. To trochę tak, jakby w Polsce ministrem finansów był prezes PZPN. Pieniądze na futbol płyną tam szerokim strumieniem. Byłem pod ogromnym wrażeniem ośrodka reprezentacji w Salé pod Rabatem – kilkanaście boisk, pełne zaplecze, wszystko na osiemnastu hektarach. Widziałem to przed meczem Maroka z Kamerunem. W Polsce możemy o czymś takim tylko marzyć – podsumowuje dziennikarz „Sportu”.

Lider w regionie

Choć w realiach afrykańskich wciąż wiele obszarów pozostaje dalekich od europejskich standardów, Maroko wyróżnia się na tle kontynentu jako jeden z jego liderów. W tym kontekście większość sceptycznych ocen pod adresem tego kraju wydaje się nieuzasadniona.

– Zaprzyjaźniony dziennikarz, mający tunezyjskie korzenie i pracujący dla „Deutsche Welle”, Ali Farhat, w reakcji na krytyczne głosy pytał mnie retorycznie, w którym afrykańskim kraju można dziś poruszać się koleją dużych prędkości i pokonać trasę z Rabatu do Agadiru albo z Tangeru do Rabatu w tak krótkim czasie. Warto docenić, że Maroko przeznacza ogromne środki na rozwój futbolu i jest bardzo dobrze przygotowane do organizacji mistrzostw świata w 2030 r. – ocenia rozmówca XYZ.

Warto docenić, że Maroko przeznacza ogromne środki na rozwój futbolu i jest bardzo dobrze przygotowane do organizacji mistrzostw świata w 2030 r.

Naród w rozpaczy

Przed rozpoczęciem Pucharu Narodów Afryki często można było usłyszeć opinię, że Maroko znajduje się poza zasięgiem rywali. Historia futbolu wielokrotnie pokazywała jednak, że nadmierna pewność siebie bywa zgubna. Finałowa porażka poniesiona na własnym terenie została nawet porównana do słynnej klęski Brazylii z 1950 ru. Wówczas Canarinhos, gospodarze mistrzostw świata, jeszcze przed decydującym meczem z Urugwajem świętowali tytuł, by ostatecznie doznać jednej z najbardziej bolesnych porażek w historii futbolu.

– Rozmawiając z miejscowymi dziennikarzami, dało się wyczuć, że Maroko jest jednym z faworytów, ale nie było powszechnego przekonania, że na pewno wygra turniej. Kandydatów do końcowego triumfu było kilku, dlatego tej porażki w finale nie można porównywać z Maracanazo z 1950 r. Marokańczycy czekali na złoto Pucharu Narodów Afryki od 1976 r. Tym razem mieli wszystko w swoich rękach: czwartą drużynę świata, brązowych medalistów igrzysk olimpijskich, szeroką kadrę gwiazd. A jednak pojawiły się problemy. Kluczowy piłkarz, Sofyan Amrabat, szybko stracił miejsce w wyjściowym składzie i nie nawiązał do formy z mundialu w Katarze. Po drugim meczu wypadł Azzedine Ounahi – pomocnik odpowiedzialny za tempo gry – który doznał poważnej kontuzji. Youssef En-Nesyri, bohater katarskich finałów, tym razem był jedynie rezerwowym. Na pierwszy plan wysunęli się inni zawodnicy, przede wszystkim Brahim Díaz z Realu Madryt – zauważa Michał Zichlarz.

Okrucieństwo futbolu

Piłkarz „Królewskich” aż do ostatniego meczu turnieju pozostawał jedną z kluczowych postaci reprezentacji Maroka. Szybko jednak przekonał się, jak bezwzględny potrafi być futbol. Wystarczyła chwila, by z narodowego bohatera stać się celem krytyki i hejtu – bez taryfy ulgowej, bez pamięci o wcześniejszych zasługach.

– Dla telewizji CAF mecze tego turnieju komentował Sunday Oliseh, jedna z największych gwiazd nigeryjskiej piłki lat dziewięćdziesiątych. Przed finałem mówił mi, że MVP turnieju był Brahim Díaz, który niemal w każdym meczu trafiał do siatki. Z drugiej strony imponował też Ademola Lookman, autor goli i asyst, świetnie współpracujący z Victorem Osimhenem, choć z czasem między nimi pojawił się konflikt. Ostatecznie jednak to Brahim zapłacił najwyższą cenę – fatalnie wykonał rzut karny w finale. Gdy odbierał nagrodę króla strzelców, został wygwizdany. I myślę, że ta jedna jedenastka będzie mu ciążyć przez całe życie – ocenia dziennikarz katowickiego „Sportu”.

Dłuższa przerwa

Od 2028 r. turniej organizowany przez Afrykańską Konfederację Piłkarską będzie rozgrywany co cztery lata, podobnie jak mistrzostwa Europy. W Afryce decyzja ta wywołała gorącą dyskusję, podczas gdy w Europie została przyjęta z wyraźną ulgą.

– Rozmawiałem z dziennikarzem z Senegalu, który podkreślał, że nie chodzi wyłącznie o tradycję – od pierwszej edycji w 1957 r. turniej rozgrywano co dwa lata – ale również o dostępność piłkarzy. Większość z nich występuje na co dzień w najsilniejszych ligach Europy, więc Puchar Narodów Afryki jest często jedyną okazją, by kibice na kontynencie zobaczyli swoich najlepszych zawodników w prestiżowej rywalizacji – relacjonuje Michał Zichlarz.

Jak dodaje, krytyczne stanowisko wobec zmian zajmuje także Claude Le Roy – legenda afrykańskiego futbolu i rekordzista pod względem liczby prowadzonych reprezentacji podczas PNA.

Le Roy twierdzi, że zmiana formatu jest niezrozumiała. Jego zdaniem turniej rozgrywany co dwa lata pozwalał systematycznie rozwijać infrastrukturę: stadiony, drogi, lotniska. Podkreślał też, że najbardziej tracą na tym kraje Afryki subsaharyjskiej.

Le Roy twierdzi, że zmiana formatu jest niezrozumiała. Jego zdaniem turniej rozgrywany co dwa lata pozwalał systematycznie rozwijać infrastrukturę: stadiony, drogi, lotniska. Podkreślał też, że najbardziej tracą na tym kraje Afryki subsaharyjskiej. Krytykował FIFA za organizowanie kolejnych rozgrywek, takich jak Arab Cup, i mówił wprost, że to brak szacunku do piłki. Przypominał, że Tunezja musiała rozegrać w krótkim czasie dwa duże turnieje, co jego zdaniem było absurdem – relacjonuje Zichlarz.

Podzielone opinie

Nie wszyscy jednak podzielają ten pogląd. Nowy format PNA ma także swoich zwolenników.

– W Fezie spotkałem Marka Gleesona, legendarnego dziennikarza z RPA, współpracującego z BBC, Reuters i ESPN, który był obecny na aż siedemnastu edycjach Pucharu Narodów Afryki. Jego zdaniem trzeba brać pod uwagę coraz bardziej napięty kalendarz piłkarski. Rozgrywanie turnieju co cztery lata może pomóc odciążyć zawodników. Zwrócił też uwagę, że afrykańskie federacje chętnie korzystają z pieniędzy FIFA, a skoro Gianni Infantino narzuca taki rytm rozgrywek, to trudno się temu sprzeciwiać – cytuje rozmówcę Zichlarz.

Przywileje Europejczyków

Do tej pory FIFA zazwyczaj wymagała, by kluby zwalniały zawodników na 14 dni przed turniejem. Tym razem okres ten skrócono do sześciu dni, a niektóre zespoły – jak Manchester United – zwlekały z oddaniem piłkarzy do ostatniej chwili.

Manchester United wysłał do Maroka trzech zawodników: Amada Diallo, Bryana Mbeumo i Noussaira Mazraouiego. Wszyscy zaprezentowali się bardzo dobrze. Warto też zauważyć, że najlepszym turniejem ostatnich lat był mundial w Katarze w 2022 r., rozgrywany zimą. Piłkarze byli wówczas w środku sezonu, w dobrej formie, bez przeciążenia organizmu. Teraz było podobnie – poziom sportowy był wyższy, zawodnicy zdrowi, a średnia 2,33 gola na mecz mówi sama za siebie. Dlatego nie krytykowałbym CAF ani FIFA – podkreśla dziennikarz „Sportu”.

Nie zimą, lecz latem

Co istotne, kolejne edycje Pucharu Narodów Afryki mają być rozgrywane w innych porach roku. I to już teraz budzi mieszane reakcje – zarówno wśród kibiców, jak i samych piłkarzy.

– Rzecz w tym, że kolejny Puchar Narodów Afryki, który odbędzie się w Kenii, Ugandzie i Tanzanii, zaplanowano na lato, czyli czerwiec i lipiec. I tak ma być już standardowo. To jednak rozwiązanie karkołomne. Gdy byłem w Marrakeszu na meczu Nigeria – Algieria, siedziałem obok miejscowego dziennikarza, który zwrócił uwagę, że o ile wtedy było przyjemne 20 stopni, o tyle latem temperatura sięga tam nawet 50 stopni – bo to już niemal Sahara. W Afryce Wschodniej może się to jeszcze udać, ale co będzie w kolejnych latach, trudno przewidzieć. Finał Pucharu Narodów Afryki mieliśmy w 2026 r., następny odbędzie się w czerwcu i lipcu 2027 r. w trzech krajach Afryki Wschodniej, a kolejny zaplanowano już na 2028 r. W praktyce oznacza to trzy turnieje w ciągu trzech lat. Dopiero później rozgrywki mają wejść w czteroletni cykl. Na razie cieszmy się więc, że Puchar Narodów Afryki w ogóle się odbywa – podkreśla Michał Zichlarz.

Marokańska dyscyplina

Jednym z najbardziej widocznych elementów PNA – traktowanego jako próba generalna przed mundialem 2030 – była wyjątkowo restrykcyjna polityka organizacyjna gospodarzy.

– Jedna rzecz bardzo mi się nie spodobała. Zapytałem Marka Gleesona, który turniej najbardziej zapadł mu w pamięć. Wskazał Mali 2002 i Burkina Faso 1998 – wtedy panował prawdziwie afrykański klimat, do którego po latach wraca się z sentymentem. Tymczasem w Maroku nie wpuszczono mnie na mecz Mali – Tunezja, bo nie miałem odebranej głównej akredytacji, mimo że posiadałem akredytację meczową. Kilkanaście lat temu nie byłoby z tym żadnego problemu. Teraz należało mieć osobną akredytację na każde spotkanie. Wielu dziennikarzy nie wpuszczono choćby na mecz Algieria – Demokratyczna Republika Konga w 1/8 finału. Stadion w Rabacie mieścił tylko 20 tys. widzów i zabrakło miejsc na trybunie prasowej – relacjonuje autor książki „Afryka gola! Futbol i codzienność”.

Niezwykła manifestacja polityczna

Tak daleko posunięta dyscyplina sprawiała, że wielu europejskich dziennikarzy czuło się niemal jak na turniejach UEFA. Dla części był to nadmiar regulacji.

– Miałem wrażenie, że to przypomina mistrzostwa Europy w Niemczech sprzed dwóch lat, gdzie również często odmawiano akredytacji ze względów bezpieczeństwa czy ograniczonej liczby miejsc. Brakowało tego charakterystycznego, afrykańskiego kolorytu. W Afryce Wschodniej będzie go znacznie więcej – także w tym pozytywnym, chaotycznym sensie. W Maroku zapamiętałem kibica Demokratycznej Republiki Konga, który przez cały mecz stał z uniesioną ręką, oddając hołd Patrice’owi Lumumbie, zamordowanemu w 1961 r. Na spotkaniu Nigeria – Mozambik, mimo ulewnego deszczu, orkiestra grała nieprzerwanie, a kibice z Afryki Subsaharyjskiej tworzyli niesamowitą atmosferę. Z kolei polscy ultrasi, którzy trafili do Casablanki, byli zgodni. Derby Wydad – Raja to jedno z najbardziej wyjątkowych piłkarskich widowisk na świecie – mówi Michał Zichlarz.

O włos od kontynentalnej wojny?

Po burzliwym finale Pucharu Narodów Afryki napięcia między kibicami i środowiskami piłkarskimi zaczęły wyraźnie narastać. Skala emocji była na tyle duża, że zaniepokoiła nawet najważniejsze postacie afrykańskiej sceny politycznej.

– Niedawno premier Senegalu przyleciał do Rabatu na zaproszenie króla Mohammeda VI, by łagodzić nastroje. To, co zaczęło się dziać po finale, zaczynało bowiem przypominać coś na kształt kontynentalnego konfliktu. A przecież w Afryce wciąż silne jest poczucie wspólnoty i solidarności. Dlatego kilka dni po finale marokański monarcha apelował o spokój. Odwoływał się do idei afrykańskiego braterstwa – zwraca uwagę dziennikarz katowickiego „Sportu”.

Z kim utożsamiają się Afrykańczycy?

Przez lata symbolem afrykańskiego futbolu pozostawał Mohamed Salah – gwiazda Liverpoolu, zawodnik, który wyznaczył nowe standardy dla piłkarzy z kontynentu. W ostatnim czasie coraz większe uznanie zdobywali również reprezentanci Maroka, szczególnie po ich sukcesach na mundialu.

Tym razem jednak, nieco niespodziewanie, na ustach milionów Afrykańczyków znalazł się ktoś inny. Piłkarz dobrze znany także europejskim kibicom, który – choć nie pochodzi z Maroka – stał się dla wielu symbolem nowej twarzy afrykańskiego futbolu…

W 2025 r. podczas gali CAF Achraf Hakimi został słusznie uznany Piłkarzem Roku Afryki. Wygrał z PSG Ligę Mistrzów, w reprezentacji również prezentował bardzo wysoki poziom. Na gali poruszał się jeszcze z wyraźnym urazem, ale zdołał się wyleczyć i wrócił do gry w ostatnim meczu fazy grupowej Pucharu Narodów Afryki. Ponownie był kapitanem zespołu. Nie zdobył jednak głównego trofeum, a to właśnie Sadio Mané okazał się postacią, która najlepiej uniosła ciężar tego turnieju – wspomina Michał Zichlarz.

W finale, gdy Senegalczycy zeszli do szatni, Mané zachował się inaczej niż wielu jego kolegów – był gotów do dialogu, do łagodzenia emocji. Wcześniej, w meczu z Egiptem, po zdobytej bramce uspokajał partnerów, by nie prowokować napięć. W decydującym spotkaniu to on namówił drużynę, by dograć mecz do końca.

Na mundialu zobaczymy prawdopodobnie dziesięć reprezentacji z Afryki, ale dziś to właśnie Sadio Mané – zarówno jako piłkarz, jak i człowiek – pozostaje prawdziwym bohaterem Czarnego Lądu – puentuje Michał Zichlarz.

Główne wnioski

  1. Podczas Pucharu Narodów Afryki, rozegranego w grudniu i styczniu w Maroku, organizatorzy zadbali m.in. o komfort pracy dziennikarzy, zapewniając im sprawną logistykę i transport specjalnymi autobusami. W szerszym ujęciu największym atutem kraju pozostaje jednak imponująca infrastruktura sportowa. Maroko dysponuje stadionami, których standard nie odbiega od europejskich. Prince Moulay Abdellah Stadium może pomieścić blisko 70 tys. widzów, obiekt w Tangerze – 75 tys., a stadion w Marrakeszu około 45 tys. miejsc. W Casablance powstaje natomiast stadion, który docelowo ma być drugim największym na świecie – na 115 tys. kibiców.
  2. Decyzja o rozgrywaniu Pucharu Narodów Afryki co cztery lata wywołała mieszane reakcje. Z jednej strony pojawiły się głosy rozczarowania – afrykańscy kibice będą rzadziej oglądać na kontynencie swoich najlepszych zawodników, występujących na co dzień w Europie. Z drugiej strony podkreślano, że rzadsza organizacja turnieju może sprzyjać rozwojowi infrastruktury: dróg, lotnisk i stadionów. Wśród argumentów „za” wskazywano także na konieczność odciążenia piłkarzy w realiach coraz bardziej napiętego kalendarza rozgrywek.
  3. Bohaterem turnieju został Sadio Mané. Doświadczony senegalski piłkarz zdobył uznanie nie tylko dzięki klasie sportowej, lecz także postawie fair play. W finale, gdy jego rodacy odmówili kontynuowania gry w proteście przeciw decyzji sędziego, Mané przejął rolę mediatora. Dążył do uspokojenia sytuacji i uniknięcia eskalacji, umacniając swój wizerunek jako lidera nie tylko na boisku, ale i poza nim.