Francja boi się powrotu „żółtych kamizelek”. Diesel kosztuje już 2,41 euro za litr
Wysokie ceny paliw coraz mocniej uderzają we francuskich kierowców. 46 proc. deklaruje, że zdarzyło im się zatankować za mniej niż 30 euro z powodów finansowych, a rząd próbuje zapobiec narastaniu społecznego niezadowolenia.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co robi francuski rząd, aby złagodzić skutki gwałtownego wzrostu cen paliw.
- Ilu kierowców we Francji ogranicza zakupy paliwa i podróże samochodem.
- Jak mocno wzrosły ceny paliw i dlaczego władze obawiają się powrotu protestów „żółtych kamizelek”.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
We Francji coraz częściej wraca określenie, którego Pałac Elizejski z pewnością wolałby dziś nie słyszeć: gilets jaunes. „Żółte kamizelki” stały się symbolem społecznego buntu, który osiem lat temu rozpoczął się od sprzeciwu kierowców wobec drożejącego paliwa i planowanych podwyżek podatków, a następnie przekształcił się w jeden z największych kryzysów politycznych pierwszej kadencji Emmanuela Macrona. Teraz temat powraca na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi w 2027 r.
Dzisiejsza sytuacja nie jest identyczna z tą z 2018 r. Podobieństwa są jednak dla francuskich władz niepokojące: znów gwałtownie drożeje paliwo, najmocniej odczuwają to osoby uzależnione od samochodu, ponownie narasta poczucie spadku siły nabywczej. A wezwania do protestów zaczynają żyć własnym życiem w internecie.
Rząd Sébastiena Lecornu zdecydował się właśnie na kolejny pakiet pomocy o wartości około 450 mln euro. Łączna wartość instrumentów uruchomionych w związku z kryzysem paliwowym wzrośnie tym samym do około 1,4 mld euro.
100 euro dla 5,5 mln kierowców
Najważniejszym elementem pakietu jest przedłużenie i rozszerzenie pomocy dla tzw. grands rouleurs – pracowników, którzy muszą pokonywać samochodem duże odległości w związku z wykonywaną pracą.
Dotychczas z programu mogło korzystać około 3 mln osób. Od października liczba potencjalnych beneficjentów wzrośnie do 5,5 mln. Każdy uprawniony otrzyma 100 euro na trzy miesiące. Według wyliczeń rządu, przy założonym średnim zużyciu paliwa, odpowiada to wsparciu rzędu około 40 centów na litr, wobec 20 centów w poprzedniej odsłonie programu.
Podniesiono również limity dochodowe. Dla osoby samotnej próg wyniesie około 2035 euro netto miesięcznie, a dla pary z dwójką dzieci – około 6100 euro. Warunkiem pozostaje wykorzystywanie samochodu w związku z pracą, m.in. przy odpowiednio dużej odległości między miejscem zamieszkania a zatrudnienia.
Dla około 1,2 mln osób, które otrzymały już poprzednią pomoc, nowa wypłata ma nastąpić automatycznie.
To jednak tylko część pakietu. Limit zwolnienia z podatku i składek premii paliwowej wypłacanej przez pracodawcę wzrośnie z 600 do 1000 euro. Pomoc dla sektora budowlanego na zakup oleju napędowego pozostanie na poziomie 20 centów za litr, a dla rolników – 15 centów.
Rząd przygotował również rozwiązania dla zawodów, w których samochód jest podstawowym narzędziem pracy. Ponad 25 tys. pielęgniarek i pielęgniarzy pokonujących dziennie ponad 100 km będzie mogło otrzymać dodatkowe 80 euro. Większe wsparcie kilometrowe ma objąć również pracowników opieki domowej.
Pomoc dla rybaków zostanie przedłużona o cztery miesiące. Państwo ma pokrywać do 70 proc. wzrostu kosztów paliwa, a przedsiębiorcy będą mogli ubiegać się o nieoprocentowane pożyczki z państwowego banku inwestycyjnego Bpifrance.
Skalę problemu pokazuje choćby to, że pakiet na wspólnej konferencji prasowej przedstawiało sześciu ministrów – odpowiedzialnych m.in. za gospodarkę, finanse publiczne, energię, zdrowie oraz sektor morski i rybołówstwo.
Budżet nie jest z gumy
Problem w tym, że francuski rząd ma niewielkie pole manewru. David Amiel, minister odpowiedzialny za finanse publiczne, przestrzega przed powszechnym subsydiowaniem paliwa. Byłoby to rozwiązanie politycznie atrakcyjne, ale bardzo kosztowne dla budżetu.
– Jeśli wystawia się czeki bez pokrycia, na końcu płacą Francuzi – argumentował minister.
Ministerstwo Finansów podkreśla przy tym, że państwo nie zarabia na obecnym skoku cen paliw. Do 20 września wpływy podatkowe związane z ich sprzedażą były o 407 mln euro niższe niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Wyższe wpływy z VAT nie zrekompensowały spadku wpływów z akcyzy.
Powód jest prosty: Francuzi zaczęli ograniczać zużycie paliwa. Według danych przywoływanych przez rząd, między 11 a 20 września było ono aż o 30 proc. niższe niż w pierwszych dziesięciu dniach miesiąca. Od początku września do 21 września konsumpcja spadła natomiast o około 19 proc. r/r.
To jeden z paradoksów obecnego kryzysu: wzrost cen paliwa nie musi oznaczać większych wpływów podatkowych, jeśli kierowcy zaczynają wyraźnie ograniczać jego zakup.
Francuskie finanse publiczne już wcześniej znajdowały się pod dużą presją. Według najnowszych założeń rządu deficyt ma w 2026 r. wynieść 5,4 proc. PKB, a dług publiczny około 119,3 proc. PKB. Przed Francją jest jeszcze batalia o budżet na 2027 r., która przy rozdrobnionym politycznie parlamencie może okazać się wyjątkowo trudna.
Dlatego minister gospodarki Roland Lescure przekonuje, że rząd nie zamierza wracać do szerokich dopłat dla wszystkich kierowców.
– Odpowiedź musi być rozszerzona, ale ukierunkowana – argumentował Roland Lescure.
Diesel po 2,41 euro za litr
Presja społeczna jednak rośnie. W poniedziałek średnia cena oleju napędowego wynosiła około 2,41 euro za litr, czyli 10,53 zł. Benzyna SP95 kosztowała około 2,22 euro (9,70 zł), a SP98 – około 2,28 euro (9,96 zł) za litr.
Średnia cena benzyny między sierpniem 2025 a sierpniem 2026 wzrosła z około 1,60 euro, czyli 6,99 zł, do 2,21 euro, czyli 9,66 zł za litr – o blisko 40 proc. Zdarzały się już dni, kiedy przekraczała 2,40 euro, a więc około 10,49 zł. Eksperci nie wykluczają nawet poziomu 2,80 euro za litr, czyli około 12,24 zł, jeśli sytuacja geopolityczna się nie uspokoi.
Dla mieszkańca centrum Paryża, korzystającego z metra, kolei czy autobusów, samochód może być jednym z kilku dostępnych środków transportu. Dla mieszkańca przedmieść lub terenów wiejskich, pracownika budowy, pielęgniarki dojeżdżającej do pacjentów, rolnika czy rybaka często jest koniecznością.
Dlatego wzrost cen paliw oznacza znacznie więcej niż tylko kolejny wskaźnik inflacji. Podnosi koszt dojazdów do pracy, transportu towarów, świadczenia usług, produkcji rolnej, a ostatecznie również części dóbr konsumpcyjnych.
Bank Francji ostrzegał już w czerwcu, że szok energetyczny będzie stopniowo przenosił się na inne części gospodarki – transport, towary, a następnie również żywność. We wrześniowych prognozach bank centralny zakładał wzrost inflacji do 2,3 proc. w 2026 r., wobec 0,9 proc. w 2025 r. Jednocześnie prognoza wzrostu gospodarczego została obniżona do zaledwie 0,4 proc.
W bardzo niekorzystnym scenariuszu Bank Francji przewiduje nawet 4,2 proc. inflacji w 2027 r. i niewielki spadek PKB.
Francuzi ograniczają podróże
Rosnące koszty paliwa coraz mocniej wpływają na codzienne decyzje gospodarstw domowych.
Mieszkanka departamentu Lot w Oksytanii opowiada, że jej syn studiuje w oddalonej o około dwie godziny jazdy Tuluzie. Wcześniej odwiedzała go co drugi weekend. Teraz ograniczyła wyjazdy do jednego w miesiącu, ponieważ koszt paliwa i opłat drogowych stał się zbyt wysoki.
Podobne decyzje podejmują studenci z terenów wiejskich, którzy rzadziej wracają na weekendy do rodzinnych domów. Emerytowani rolnicy z Dordogne opowiadają z kolei, że ograniczyli wyjazdy do restauracji i starają się załatwiać wszystkie sprawy podczas jednej cotygodniowej podróży do miejscowości oddalonej o kilkanaście kilometrów.
Konsekwencje mogą dotyczyć nawet ochrony zdrowia. Farmaceutka z Aveyron zwraca uwagę, że jeśli potrzebnego leku nie ma od razu w aptece, część pacjentów odkłada ponowną wizytę do dnia, w którym i tak będzie jechała na zakupy – nawet jeśli oznacza to kilkudniową przerwę w przyjmowaniu preparatu.
Zdaniem eksperta
Klasa średnia nie jest już klasą średnią?
Wzrost cen na stacjach najłatwiej absorbują zamożniejsze gospodarstwa domowe. Niemal 40 proc. gospodarstw klasy średniej deklaruje jednak dzielenie zakupów paliwa na mniejsze transakcje. W grupach o niższych dochodach odsetek ten wynosi 57 proc., a wśród najuboższych – 70 proc.
Kierowcy szukają także innych sposobów ograniczenia kosztów. Między marcem 2026 r., kiedy ceny paliw gwałtownie wzrosły, a początkiem lipca liczba zarejestrowanych użytkowników BlaBlaCar zwiększyła się o ponad 110 tys. Był to wzrost o niemal 40 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 r. Ograniczanie jednorazowych zakupów paliwa czy korzystanie z carpoolingu są jednak tylko pierwszym etapem oszczędności. Część kierowców ostatecznie zaczyna po prostu rezygnować z podróży.
Rząd pozwala dłużej sprzedawać letni diesel
Francuskie władze sięgnęły również po mniej typowe rozwiązania. Stacje benzynowe będą mogły sprzedawać letni olej napędowy do 15 listopada, czyli o dwa tygodnie dłużej, niż przewidują standardowe zasady. Powodem są trudności z zaopatrzeniem związane z sytuacją na Bliskim Wschodzie.
Zwykle od 1 listopada na rynek trafia olej napędowy przystosowany do niższych temperatur. Zimowy diesel zachowuje odpowiednie właściwości przy temperaturach sięgających około -15 st. C, podczas gdy letni ma graniczną temperaturę filtrowalności na poziomie około 0 st. C.
Władze nakazały więc informowanie klientów o potencjalnym ryzyku w regionach, w których wcześniej mogą występować przymrozki.
Rozwiązanie nie ma bezpośrednio obniżać cen. Chodzi przede wszystkim o zwiększenie elastyczności rynku w warunkach napiętej podaży.
Macron naciska na Brukselę
Emmanuel Macron zwrócił się do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen o czasowe poluzowanie części europejskich wymogów dotyczących paliw i energii.
Francuski prezydent chce m.in. złagodzenia niektórych wymagań dotyczących parametrów paliw, w tym odsiarczania i udziału biopaliw. Według Paryża pozwoliłoby to europejskim rafineriom zwiększyć produkcję diesla i paliwa lotniczego nawet o około 20 proc.
Macron chce również przesunięcia o rok stosowania nowych unijnych wymogów związanych z monitorowaniem emisji metanu przez importerów ropy i gazu. Regulacje mają obowiązywać od 2027 r., Francja proponuje przesunięcie części obowiązków na 2028 r.
Argument francuskich władz jest taki, że w czasie kryzysu energetycznego Europa nie powinna nakładać na rynek dodatkowych ograniczeń, które mogą utrudniać dostęp do paliw.
Komisja Europejska zachowuje jednak ostrożność. Według Reutersa nie zgodziła się dotąd na przesunięcie samego terminu wejścia regulacji w życie, choć złagodziła część zasad dotyczących sankcji.
Czy wrócą „żółte kamizelki”?
W mediach społecznościowych zaczęły krążyć wezwania do wielkiej mobilizacji 17 października. Hasła wprost odwołują się do ruchu „żółtych kamizelek”.
Na razie nie wiadomo jednak, kto faktycznie stoi za apelem. „Le Monde” wskazuje, że jego źródłem był niewielki kanał na Telegramie, skąd wezwanie trafiło m.in. na TikToka. Część rozpowszechnianych materiałów miała postać plakatów wygenerowanych za pomocą AI.
Nie oznacza to, że protest 17 października rzeczywiście się odbędzie ani że osiągnie znaczącą skalę. Niektórzy dawni działacze ruchu „żółtych kamizelek” sami przestrzegają przed udziałem, wskazując na niejasne pochodzenie apelu.
Temat wszedł jednak do politycznej debaty. Lider francuskich komunistów Fabien Roussel wezwał do mobilizacji na wzór 2018 r., jeśli rząd nie zareaguje na wzrost cen. Poparcie dla planowanych manifestacji zadeklarowała również liderka Zielonych Marine Tondelier.
Francuzi pamiętają 2018 r.
17 listopada 2018 r. na ulice wyszło około 282 tys. osób, a protesty i blokady objęły ponad dwa tysiące miejsc w całym kraju. Bezpośrednim impulsem była planowana podwyżka podatku paliwowego, ale szybko pojawiły się również postulaty dotyczące siły nabywczej, podatków i nierówności społecznych.
W kolejnych tygodniach protesty eskalowały. 1 grudnia w Paryżu doszło do jednych z najpoważniejszych zamieszek całego kryzysu. Byli ranni, dochodziło do starć z policją i poważnych zniszczeń.
Do początku 2020 r. policja odnotowała 1528 rannych funkcjonariuszy w związku z manifestacjami „żółtych kamizelek”.
Wysoka była również cena polityczna i budżetowa. Według ówczesnych wyliczeń rządu pakiet ustępstw wprowadzony w odpowiedzi na kryzys kosztował około 17 mld euro. Analizy francuskiego Senatu wskazywały również na wielomiliardowe konsekwencje wynikające m.in. z rezygnacji z części podwyżek podatków energetycznych i zwiększenia wydatków socjalnych.
Dzisiejszy kryzys paliwowy ma inne źródła niż ten z 2018 r., ale dla władz polityczne skojarzenie jest oczywiste. Osiem lat temu wzrost kosztów tankowania stał się zapalnikiem znacznie szerszego protestu przeciwko spadkowi siły nabywczej i polityce państwa.
Dziś diesel kosztuje ponad 2,40 euro za litr, wzrost gospodarczy jest bardzo słaby, a budżet państwa traci setki milionów euro wpływów z opodatkowania paliw. Dlatego każdy kolejny wzrost ceny przy dystrybutorze jest dla francuskich władz nie tylko problemem ekonomicznym. Przypomina również, jak szybko gniew kierowców może przerodzić się w znacznie szerszy protest społeczny.
Główne wnioski
- Francuski rząd przeznacza kolejne 450 mln euro na łagodzenie skutków wysokich cen paliw. Łączna wartość instrumentów wsparcia wzrośnie do około 1,4 mld euro. Pomoc obejmie m.in. 5,5 mln osób dojeżdżających samochodem do pracy, a także rolników, rybaków, pracowników budownictwa i wybrane grupy zawodowe.
- Ceny paliw gwałtownie wzrosły. Olej napędowy kosztuje średnio około 2,41 euro za litr, SP95 około 2,22 euro, a SP98 około 2,28 euro. Średnia cena benzyny wzrosła w ciągu roku z około 1,60 do 2,21 euro za litr, czyli o blisko 40 proc.
- Rosnące ceny zmieniają zachowania kierowców. 46 proc. właścicieli samochodów deklaruje, że zdarzyło im się zatankować za mniej niż 30 euro z powodu ograniczeń finansowych, a dla 15 proc. takie dzielenie zakupów stało się regularną praktyką. Jednocześnie spada zużycie paliwa i rośnie zainteresowanie wspólnymi przejazdami.