Francja: pustynie medyczne i strajk. Ile kosztuje wizyta u lekarza?
Francuski system ochrony zdrowia z rozbudowaną strukturą prywatną znalazł się w jednym z najpoważniejszych kryzysów od dekad. 5 stycznia tysiące lekarzy rozpoczęło strajk. Oficjalnym powodem jest ustawa budżetowa na 2026 r., ale w tle narasta znacznie głębszy konflikt: jak ratować kraj przed tzw. pustyniami medycznymi, nie łamiąc jednocześnie fundamentalnej dla francuskich lekarzy zasady wolności wykonywania zawodu. Paradoks francuski: lekarz może być prywatny, ale płaci mu państwo.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego tysiące francuskich lekarzy ogłosiło strajk 5 stycznia.
- Czym są tzw. pustynie medyczne.
- Ile kosztuje wizyta u lekarza we Francji.
Rządowe mapy pokazują alarmującą skalę zjawiska tzw. pustyń medycznych we Francji. Według danych ministerstwa zdrowia aż około 87 proc. powierzchni Francji jest dziś klasyfikowane jako obszar o „ograniczonej dostępności medycznej”. To nie tylko odludne wsie, ale też średnie miasta i peryferie miejskie, które tracą lekarzy lub nigdy ich nie miały w wystarczającej liczbie.
Na tej podstawie władze zidentyfikowały 151 „stref czerwonych” – gmin i wspólnot, które będą priorytetowo objęte nowymi działaniami mającymi poprawić dostęp do opieki opartymi na tzw. misji solidarności medycznej.
Szacunki rządowe mówią, że w tych obszarach mieszka około 2-2,5 mln osób żyjących w warunkach wyraźnej niedostatecznej dostępności do podstawowej opieki.
Dwa dni przymusowej pracy
Wiosną 2025 r. były już premier François Bayrou zaprezentował ambitny pacte de lutte contre les déserts médicaux (walka z pustyniami medycznymi). Jego cele są wielowymiarowe: zwiększyć liczbę studentów medycyny, poprawić organizację systemu, motywować lekarzy do pracy w regionach problemowych i tworzyć bardziej dogodne warunki dla praktyki medycznej w tych obszarach.
Najbardziej kontrowersyjną częścią planu jest zasada solidarności terytorialnej: lekarze z dobrze obsadzonych regionów mieliby konsultować pacjentów przez dwa dni miesięcznie w miejscach o niedostatecznej obsadzie. Początkowo miało to działać na zasadzie zgody, ale projekt ustawy przewiduje sankcje za odmowę i – w ostateczności – może utracić charakter dobrowolny.
Według rządowych komunikatów te konsultacje miałyby trwać dwa dni w miesiącu, a lekarzom zostałyby zapewnione środki logistyczne, finansowe i administracyjne (np. możliwość zlecenia zastępstwa w macierzystym gabinecie).
Strajk bez precedensu
Skala mobilizacji lekarzy w styczniu jest wyjątkowa. Wszystkie reprezentatywne związki zawodowe lekarzy – od CSMF, przez MG France, po Avenir Spé i Le Bloc – wezwały do wstrzymania działalności od 5 do 15 stycznia. Do protestu dołączyli także studenci i młodzi lekarze. Według sondażu CSMF nawet 85 proc. członków deklaruje udział w strajku, a ponad 13,5 tys. lekarzy oficjalnie zgłosiło mobilizację na platformie medecinsengreve.fr.
Najbardziej spektakularnym elementem protestu jest zapowiedziany przez chirurgów, anestezjologów i ginekologów-położników „symboliczny exodus” do Brukseli. Od 11 do 14 stycznia ponad 2 tys. lekarzy ma demonstrować tam, wskazując na ryzyko „ucieczki kompetencji” z Francji w razie dalszego zaostrzania regulacji.
– To tylko wierzchołek góry lodowej – przekonują organizatorzy. W sektorze prywatnym nawet 80 proc. bloków operacyjnych może zostać czasowo zamkniętych.
Ciągłość opieki pod presją
Rząd i związki zapewniają, że podstawowe zadania opieki medycznej będą realizowane. Nagłe przypadki, oddziały ratunkowe i porodówki mają działać w trybie minimalnym. Pacjentki rodzące dzieci będą przekazywane do innych placówek tylko wtedy, gdy pozwoli na to ich stan zdrowia.
Jednak w praktyce skutki strajku już są odczuwalne: odwoływane wizyty w gabinetach, przekładane operacje planowe i dodatkowe obciążenie szpitali publicznych, które i tak zmagają się z brakami kadrowymi oraz sezonem infekcyjnym.
Twarde stanowisko rządu
Minister zdrowia Stéphanie Rist próbuje balansować między dialogiem a twardą linią. W liście otwartym do lekarzy zapowiedziała wycofanie się z części najbardziej kontrowersyjnych rozwiązań, m.in. kar finansowych za niewypełnianie cyfrowej dokumentacji medycznej oraz jednostronnych obniżek stawek.
Jednocześnie rząd nie wyklucza tzw. rekwirowania (przymusu wykonywania zawodu) lekarzy, jeśli ciągłość opieki będzie zagrożona. „W niektórych miejscach trzeba poprosić lekarzy, by nie przystępowali do strajku” – przyznała Rist.
Minister odpiera też argumenty środowiska lekarskiego dotyczące finansów. Wskazuje na „eksplozję” dopłat i przekroczeń honorariów, które – jej zdaniem – powodują, że część pacjentów rezygnuje z leczenia z powodów ekonomicznych.
Pustynie medyczne
Strajk wpisuje się w szerszy spór o to, jak walczyć z nierównym dostępem do opieki zdrowotnej. Choć liczba lekarzy we Francji systematycznie rośnie – w 2025 r. było ich około 237 tys., niemal o 10 proc. więcej niż w 2012 r. – nierówności terytorialne pogłębiają się.
Obszary wiejskie i peryferyjne coraz częściej pozostają bez lekarzy pierwszego kontaktu. Jednocześnie struktura zawodu się zmienia: przybywa specjalistów, a liczba lekarzy rodzinnych przez lata spadała. Coraz więcej medyków pracuje też w systemie mieszanym, łącząc sektor publiczny i prywatny, co ogranicza ich dostępność lokalną.
Francja nie jest wyjątkiem. Niemcy, kraje skandynawskie czy Australia od lat stosują różne formy regulacji rozmieszczenia lekarzy – od limitów w regionach nasyconych po obowiązkowe kontrakty lub czasową służbę w deficytowych obszarach. We Francji jednak każda próba wprowadzenia podobnych mechanizmów wywołuje polityczną burzę.
„Wszystkie kraje zmagają się z nierównościami w dostępie do opieki” – podkreślają eksperci. Różnica polega na tym, jak daleko państwo jest gotowe posunąć się w regulowaniu zawodu.
Konflikt bez szybkiego finału
Na razie nie widać wyjścia z impasu. Lekarze mówią o „utracie zaufania” do władzy, rząd – o odpowiedzialności za bezpieczeństwo pacjentów i finanse publiczne. Tymczasem pustynie medyczne się pogłębiają, a strajk tylko uwypukla strukturalne słabości systemu.
Dla środowiska medycznego kluczowy jest jednak inny – i znacznie bardziej ideologiczny – aspekt: zaproponowane naruszenie wolności lokalizacji i samodzielnego decydowania o miejscu praktyki. Lekarze obawiają się, że obecne regulacje otwierają drogę do przymusowego lokowani ich gabinetów.
W praktyce oznacza to, że lekarze obawiają się dalszego ograniczania ich autonomii – już wcześniej przedmiotem sporu były np. kontrole recept i zwolnień lekarskich czy możliwość administracyjnego obniżania stawek za niektóre zabiegi medyczne.
Warto wiedzieć
Francuski system ochrony zdrowia – jak działa w praktyce?
Francuski system ochrony zdrowia uchodzi za jeden z najbardziej rozbudowanych i solidarnych w Europie. Opiera się na powszechnym ubezpieczeniu publicznym, ale łączy je z silnym sektorem prywatnym – zarówno po stronie lekarzy, jak i szpitali.
Co jest publiczne, a co prywatne?
Publiczne:
system ubezpieczenia zdrowotnego (Assurance Maladie), większość finansowania świadczeń, szpitale publiczne, regulacja cen świadczeń i leków.
Prywatne:
większość lekarzy pierwszego kontaktu i specjalistów (tzw. praktyka liberalna),
część szpitali i klinik (zwłaszcza zabiegowych), dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne (mutuelles).
Kto płaci za leczenie?
Państwo (ubezpieczenie publiczne) finansuje średnio 70-80 proc. kosztów leczenia, refunduje: wizyty u lekarzy, leczenie szpitalne, leki, badania diagnostyczne. Publiczne ubezpieczenie zdrowotne jest obowiązkowe i powszechne – obejmuje praktycznie wszystkich mieszkańców Francji.
Pacjent ponosi:
pozostałą część kosztów (ok. 20–30 proc.), opłaty ryczałtowe (np. 0-8 euro za wizytę), ewentualne dopłaty do honorariów lekarzy (dépassements d’honoraires).
W praktyce bez dodatkowego ubezpieczenia pacjent rzadko płaci za wszystko sam, ale ponosi realne koszty.
Ubezpieczenia dodatkowe (mutuelles) ma ok. 95 proc. mieszkańców. Pokrywają one dopłaty pacjenta, przekroczenia honorariów, usługi niedostatecznie refundowane (np. stomatologia, okulistyka). Dla większości Francuzów mutuelles jest niezbędna, choć formalnie nieobowiązkowa.
Dlaczego system jest drogi, ale skuteczny?
Wydatki na zdrowie stanowią około 11-12 proc. PKB Francji, która oferuje swoim obywatelom bardzo szeroki koszyk świadczeń. Lekarze posiadają dużą autonomię. Taki system jest kosztowny, nieustannie rosną też wydatki publiczne i narastają nierówności terytorialne (pustynie medyczne).
Warto wiedzieć
Ile kosztuje wizyta u lekarza?
Lekarz rodzinny: cena – 30-40 euro, refundacja państwa – 80 proc., realny koszt pacjenta* – 0-8 euro
Specjalista: cena – 60-80 euro, refundacja państwa – częściowa, realny koszt pacjenta* – zależny od dopłat
Pobyt w szpitalu: cena – kilka tysięcy euro, refundacja państwa – 80 proc., realny koszt pacjenta* – niewielki
Poród: cena – kilka tysięcy euro, refundacja państwa – 100 proc., realny koszt pacjenta* – zerowy
* przy posiadaniu mutuelle – często 0 euro
Kluczowa zasada: parcours de soins – aby uzyskać pełną refundację, pacjent wybiera lekarza prowadzącego (médecin traitant) i trafia do specjalisty na podstawie skierowania.
Francja stoi przed wyborem, którego nie da się już dłużej odkładać: albo pogodzi się z coraz bardziej nierównym dostępem do opieki zdrowotnej, albo zdecyduje się na regulacje, które dla części lekarzy będą nie do zaakceptowania. W obu przypadkach polityczna cena będzie wysoka.
Główne wnioski
- Lekarze obawiają się dalszego ograniczania ich autonomii – już wcześniej przedmiotem sporu były np. kontrole recept i zwolnień lekarskich czy możliwość administracyjnego obniżania stawek za niektóre zabiegi medyczne.Medycy sprzeciwiają się propozycjom w ustawie budżetowej na 2026 r. i przymusowych dwóch dni pracy w miesiącu na tzw. pustyniach medycznych.
- Według danych ministerstwa zdrowia aż około 87 proc. powierzchni Francji jest dziś klasyfikowane jako obszar o „ograniczonej dostępności medycznej”. To nie tylko odludne wsie, ale też średnie miasta i peryferie miejskie, które tracą lekarzy lub nigdy ich nie miały w wystarczającej liczbie.Na tej podstawie władze zidentyfikowały 151 „stref czerwonych” – gmin i wspólnot, które będą priorytetowo objęte nowymi działaniami mającymi poprawić dostęp do opieki opartymi na tzw. misji solidarności medycznej. Szacunki rządowe mówią, że w tych obszarach mieszka około 2-2,5 mln osób, żyjących w warunkach wyraźnej niedostatecznej dostępności do podstawowej opieki.
- Cena wizyt lekarskich we Francji nie odbiega znacząco od ceny w polskich gabinetach prywatnych, ale francuskim paradoksem jest to, że nawet za wizytę u lekarza prywatnego płaci państwo. Koszt u internisty to od 30 do 40 euro, a u specjalisty średnio od 60 do 80 euro. Kilka dni w szpitalu czy poród to koszt kilku tysięcy euro.