Francja wrze. Związkowcy na ulicach, licealiści blokują szkoły, a prezydent ma najniższe w historii notowania

206 tys. demonstrantów według rządu, 300 tys. według związkowców. Na ulice wyszli strażacy w mundurach, nauczyciele, pracownicy administracji, a młodzież blokuje szkoły i atakuje nauczycieli. W tle rosnąca dziura budżetowa i zamrożone płace. Francja wchodzi w gorącą jesień zaledwie siedem miesięcy przed wyborami prezydenckimi.

Protesty uczniów, Paryż, Francja, 29 września, uczniowie zabarykadowali wejście do liceum Lycee Paul-Eluard w północnych przedmieściach Paryża w Saint-Denis
Protesty uczniów we Francji 29 września br. Na zdjęciu: uczniowie zabarykadowali wejście do liceum Lycee Paul-Eluard na północnych przedmieściach Paryża w Saint-Denis. Fot. Luc Auffret/Anadolu via Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kto obecnie protestuje we Francji i dlaczego. 
  2. Ile szkół zostało zablokowanych w ostatnim czasie. 
  3. Jak na protesty licealistów reaguje rząd, a jak mer Saint-Denis z radykalnej lewicy. 
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Francuskie ulice znów stają się miejscem politycznej walki i zamieszek. We wtorek 29 września przez miasta przeszły demonstracje pracowników sektora publicznego. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych uczestniczyło w nich 206 tys. osób. Z kolei lewicowa centrala związkowa CGT (Confédération Générale du Travail) mówi o 300 tys. W Paryżu policja naliczyła 30 tys. demonstrantów, w tym około 8 tys. strażaków. CGT podawała, że było ich 70 tys.

To jednak nie jest już wyłącznie spór związkowców z rządem. Równolegle narasta bunt licealistów. Według Ministerstwa Edukacji Narodowej we wtorek doszło do działań lub zakłóceń w 416 szkołach średnich. W 338 demonstracje trwały do końca dnia. 45 szkół zostało całkowicie zablokowanych, a 46 innych padło ofiarą nieudanych prób protestujących. Ponadto zgłoszono 76 rannych, w tym zarówno uczniów, jak i pracowników. Niektórzy uczniowie zaczęli atakować nauczycieli.

W środę od rana protesty licealistów trwały m.in. w Lille, Lyonie i podparyskim Saint-Denis. Do tłumienia protestów wysłano specjalne jednostki policji CSR. Protest rozprzestrzenia się szybko. Media społecznościowe sprawiają, że blokada jednej szkoły staje się w ciągu kilku godzin instrukcją dla następnych. Wcześniejsze relacje wskazywały, że uczniowie organizowali akcje za pomocą Snapchata i innych sieci.

 Francja ma więc dziś dwa ruchy protestu: pracowników i uczniów. Zaczęły się osobno, ale spotykają się w jednym punkcie: w przekonaniu, że państwo nie dzieli dóbr sprawiedliwie.

„Oddajcie nam pieniądze i przyszłość”

W Mantes-la-Jolie, na północny zachód od Paryża, uczniowie liceum Saint-Exupéry wyszli rano przed zamknięte bramy szkoły z transparentem: „Oddajcie nam nasze pieniądze i naszą przyszłość”. Ich lista pretensji jest bardzo konkretna. Przepełnione klasy, brak nauczycieli, zmieniające się plany lekcji, ceny stołówki, niesprawny sprzęt. Uczniowie mówią o dziurach w sufitach i komputerach, które nie działają, podczas gdy pieniądze szkoły są – ich zdaniem – wydawane na mniej pilne projekty.

W niemal wszystkich szkołach nie ma zastępstw, bo brakuje nauczycieli, a pracujący nie chcą brać nadgodzin, bo im się to nie opłaca z podatkowego punktu widzenia. Bywa, że w przypadku choroby nauczyciela dzieci i młodzież przez wiele miesięcy nie mają często kluczowych przedmiotów: matematyki czy francuskiego. A starsze dzieci ze szkół podstawowych przenoszone są np. do zerówek, bo obowiązkiem szkoły jest zapewnienie standardowej opieki nad dziećmi do godz. 16.30. Poziom frustracji jest wysoki. W konsekwencji wyniki uczniów francuskich w badaniu PISA przygotowanym przez OECD, porównującym poziom wiedzy w różnych krajach, wypadły w tym roku bardzo słabo.

Władze regionu Île-de-France podkreślają, że przeznaczają na licea około 1,9 mld euro rocznie, a ponad dwie trzecie uczniów uczy się w nowych lub odnowionych placówkach. Region twierdzi również, że od 2016 r. zmodernizowano ponad 350 liceów.

Od frustracji do przemocy

W wielu miastach doszło do zamieszek, uszkodzeń miejskiego wyposażenia i rzucania przedmiotami w policjantów. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, a w departamencie zatrzymano osiem osób.

W stołecznym Île-de-France sytuacja była jeszcze bardziej napięta. W podparyskim Saint-Denis przed liceum Paul-Éluard pojawiły się płonące kosze na śmieci, doszło do starć z policją i użycia rac. Podobnie w Lille i Lyonie. Władze mówią o osobach w kominiarkach i grupach przychodzących spoza szkoły. Minister edukacji Édouard Geffray twierdzi, że w niektórych placówkach pojawiały się grupy 10–15 skoordynowanych osób, które wykorzystywały frustrację uczniów do wywoływania zamieszek.

We wtorek stacja informacyjna BFMTV podała również, że dwóch jej dziennikarzy zostało zaatakowanych i znieważonych podczas relacjonowania wydarzeń przed szkołą w Saint-Denis.

Lewicowy mer Saint-Denis wchodzi do gry

Jedną z najbardziej politycznych twarzy protestu stał się mer Saint-Denis Bally Bagayoko z Francji nieujarzmionej (LFI). Pojawił się przed liceum Paul-Éluard, gdzie zgromadzili się uczniowie. Wzywał młodych, aby wyrażali swoje żądania i krytykował rząd za – jego zdaniem – wieloletnie niedofinansowanie szkół w biedniejszych dzielnicach. Mer domaga się również, aby minister edukacji przyjechał do Saint-Denis i spotkał się bezpośrednio z młodzieżą. W rozmowie ze stacją LCI mówił, że sam jest gotowy go przyjąć i że uczniowie powinni móc przedstawić swoje żądania.

Rząd patrzy na to zupełnie inaczej. Premier Sébastien Lecornu oskarżył polityków LFI o „nieodpowiedzialną eskalację” i próbę rozszerzania blokad. Minister edukacji mówi o politycznym wykorzystywaniu protestu. Z kolei Bagayoko odpowiada, że władze powinny przyjechać na miejsce i same porozmawiać z uczniami, zamiast zakładać, że są oni „instrumentalizowani”. Spór o szkoły szybko stał się częścią większej wojny politycznej francuskiej lewicy z rządem.

5,9 miliona niezadowolonych pracowników

Tymczasem na ulicę wyszła znacznie większa i lepiej zorganizowana grupa – pracownicy sektora publicznego. Według najnowszych danych INSEE, francuskiego instytutu statystycznego, we Francji w sektorze publicznym pracuje około 5,9 mln osób. To ogromny potencjalny elektorat i jednocześnie grupa, która szczególnie mocno odczuwa politykę płacową państwa.

Ostatnia waloryzacja pensji urzędników (o 1,5 proc.) miała miejsce w lipcu 2023 r. Od tego czasu pozostaje zamrożona. Związki zawodowe twierdzą, że przy wzroście cen oznacza to spadek realnej siły nabywczej. Ich żądania obejmują przede wszystkim podwyżkę punktu indeksowego, zmianę siatek płac, przywrócenie GIPA – mechanizmu rekompensującego część utraty siły nabywczej – oraz zwiększenie wydatków na usługi publiczne.

Na czele mobilizacji stoi CGT Sophie Binet, sekretraz generalnej związku. Zapowiada dalsze działania, jeżeli rząd nie odpowie na żądania pracowników. Binet dała rządowi 48 godzin na zmianę założeń budżetowych na 2027 i uwzględnienie podwyżek dla pracowników.

Strażacy: „Podziękowania nie wystarczą”

Najbardziej spektakularnym obrazem paryskiej demonstracji byli strażacy. Tysiące z nich maszerowały w stolicy w mundurach, z petardami i czerwonymi racami. Ich hasło brzmiało: „Potrzebujemy pieniędzy, nie cudów”. Strażacy we Francji nie tylko gaszą pożary, ale wzywani są do wypadków i obsługują ambulansy medyczne.

Po rekordowym sezonie pożarowym strażacy twierdzą, że system znajduje się na granicy wydolności. Jeden z uczestników paryskiego marszu mówił, że podczas tegorocznych pożarów służby musiały działać mimo braków sprzętowych.

Dług publiczny powyżej 119 proc. PKB

Rząd Sébastiena Lecornu nie może po prostu otworzyć skarbca. Francuskie finanse publiczne znajdują się pod ogromną presją. Według najnowszych danych deficyt ma w 2026 r. wynieść około 5,4 proc. PKB – więcej niż wcześniej zakładano. Rząd chce sprowadzić go w 2027 r. do około 5 proc., co wymaga około 54 mld euro oszczędności i dodatkowych działań.

Jednocześnie francuski dług publiczny osiągnął w czerwcu około 3,596 bln euro, czyli około 119 proc. PKB. Koszt jego obsługi rośnie wraz z wysokimi stopami procentowymi.

Tymczasem wzrost inflacji we wrześniu w porównaniu z zeszłym rokiem sięgnął 3 proc. – podał w środę NSEE.

Budżet jako detonator

Projekt budżetu na 2027 r. ma zostać przedstawiony w najbliższych dniach. Rząd zapowiada około 54 mld euro oszczędności. Bez działań korygujących deficyt mógłby – według premiera – zbliżyć się w 2027 r. do 6,5 proc. PKB.

Związkowcy wychodzą na ulice tuż przed budżetową batalią. CGT chce wywrzeć presję, zanim projekt trafi do parlamentarnej rozgrywki. Wszystkie główne centrale reprezentujące pracowników wezwały do mobilizacji. Zrobiły to lewicowe CGT (Confédération Générale du Travail, tł. Generalna Konfederacja pracy) i FO (Force Ouvrière, tł. Siła Robotników). Uczyniły tak także bardziej centrowe CFDT (Confédération française démocratique du travail, tł.  Francuska Demokratyczna Konfederacja Pracy) czy związek zawodowy sektora pracowników publicznych UNSA (Union nationale des syndicats autonomes, tł.  Krajowy Związek Niezależnych Związków Zawodowych ). Do tego dochodzi lewicowy związek zawodowy FSU (Fédération syndicale unitaire, tł.  Zjednoczona Federacja Związków Zawodowych ) oraz związek radykalnej lewicy Solidaires (tł. Związek Zawodowy „Solidarni”).

Siedem miesięcy do wyborów

Pierwsza tura wyborów prezydenckich odbędzie się 18 kwietnia 2027 r., druga – 2 maja. Do pierwszego głosowania pozostało więc niespełna siedem miesięcy. Jesienna batalia budżetowa staje się więc czymś więcej niż technicznym sporem o wydatki państwa. Każda decyzja rządu będzie czytana przez pryzmat kampanii prezydenckiej.

Lewica może przedstawiać protesty jako sprzeciw wobec polityki oszczędnościowej i obronę usług publicznych. Rząd będzie próbował przekonywać, że odpowiedzialność za finanse państwa wymaga ograniczenia wydatków. Prawica może z kolei wykorzystać chaos, przemoc i blokady jako argument dotyczący porządku publicznego.

Coraz więcej grup społecznych, nie tylko klasa średnia, zaczyna mówić o własnym poczuciu degradacji. Pracownicy publiczni mówią o płacach, strażacy o bezpieczeństwie, nauczyciele o warunkach pracy, a licealiści o swojej przyszłości.

Francuska jesień gniewu

Największym zagrożeniem dla rządu nie jest więc sama liczba demonstrantów. 206 tys. osób na ulicach to dużo, ale nie jest to jeszcze fala porównywalna z największymi mobilizacjami społecznymi ostatnich lat. Problemem jest wybuch kilku kryzysów i coraz mniejsze zaufanie do władzy.

Najnowszy barometr Odoxa dla kanału Public Sénat i prasy regionalnej, przeprowadzony 23–24 września, daje prezydentowi Macronowi zaledwie 18 proc. ocen pozytywnych i 82 proc. negatywnych. To najniższy wynik podczas jego prezydentury. Podobny obraz pokazują inne badania. We wrześniowym sondażu Ipsos-BVA dla gazety „La Tribune Dimanche" Macron miał 16 proc. ocen pozytywnych (5 pkt proc. mniej niż w lipcu) przy 81 proc. ocen negatywnych. Instytut Ifop odnotował natomiast 17 proc. zadowolonych, a Elabe – zaledwie 20 proc. Francuzów deklarujących zaufanie do prezydenta. T o 4 pkt proc. mniej niż miesiąc wcześniej.

Co szczególnie istotne w kontekście obecnych protestów, zaufanie do Macrona spadło również wśród jego własnych wyborców z 2022 r. Według Elabe wynosi 55 proc. wśród tych, którzy głosowali na niego w pierwszej turze, i 40 proc. wśród wyborców z drugiej tury.

Główne wnioski

  1. Francja ma  dziś dwa ruchy protestu: pracowników (związkowców) sektora publicznego, w tym strażaków i uczniów. Protesty zaczęły się osobno, ale spotykają się w jednym punkcie: w przekonaniu, że państwo nie dzieli dóbr sprawiedliwie. Obie grupy domagają się więcej funduszy z budżetu na wynagrodzenia oraz edukację. Wśród protestujących uczniów odnotowano osoby z zewnątrz inicjujące zamieszki. 
  2. Do protestów lub zakłóceń doszło  w 416 szkołach średnich. 45 szkół zostało całkowicie zablokowanych, a 46 innych padło ofiarą nieudanych prób protestujących. Ponadto zgłoszono 76 rannych, w tym zarówno uczniów, jak i pracowników. Niektórzy uczniowie zaczęli atakować nauczycieli.
  3. Rząd za pomocą specjalnych jednostek policji CSR próbuje stłumić protesty licealistów i odblokować szkoły. Mer Saint-Denis Bally Bagayoko z Francji nieujarzmionej (LFI) pojawił się przed liceum Paul-Éluard, gdzie zgromadzili się uczniowie. Wzywał młodych, aby wyrażali swoje żądania i krytykował rząd za – jego zdaniem – wieloletnie niedofinansowanie szkół w biedniejszych dzielnicach. Mer domaga się również, aby minister edukacji przyjechał do Saint-Denis i spotkał się bezpośrednio z młodzieżą. Premier Sébastien Lecornu oskarżył polityków LFI o „nieodpowiedzialną eskalację” i próbę rozszerzenia blokad. Minister edukacji mówi o politycznym wykorzystywaniu protestu.