Kategorie artykułu: Społeczeństwo Świat

Francuski handel liczy straty po zamieszkach. Chce dodatkowych niedziel przed świętami

Po tygodniach demonstracji i zamieszek francuscy handlowcy chcą odrobić straty przed Bożym Narodzeniem. Organizacje branżowe domagają się dodatkowych niedziel handlowych. Według CCI France ponad 2,5 tys. placówek ucierpiało wskutek przemocy, a łączne straty mogą przekroczyć miliard euro.

zamieszki w Paryżu
Protestujący ścierają się z policją podczas demonstracji przeciwko rosnącym kosztom życia w Paryżu we Francji. Fot. Pierre Crom/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Czy francuskie sklepy będą mogły otwierać się w dodatkowe niedziele przed Bożym Narodzeniem.
  2. Jak duże straty ponieśli francuscy handlowcy wskutek zamieszek.
  3. Jakie formy wsparcia zaoferował poszkodowanym przedsiębiorcom rząd.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Nawet spokojna sobota nie gwarantuje już dobrego dnia dla francuskiego handlu. Po demonstracjach przeciwko drożyźnie, które w październiku przerodziły się w falę grabieży i dewastacji w największych miastach kraju, przedsiębiorcy próbują odbudować obroty przed najważniejszym okresem sprzedaży w roku. Pomóc ma wydłużenie czasu pracy i otwarcie sklepów w dodatkowe niedziele.

Nie chodzi wyłącznie o sklepy, których witryny zostały wybite, a lokale splądrowane. Równie dotkliwe straty poniosły tysiące przedsiębiorców, którzy zamykali placówki z obawy przed przemocą lub tracili klientów omijających centra miast.

– Każdy weekend to około 2 proc. rocznego obrotu handlowego – alarmował Alain Di Crescenzo, przewodniczący CCI France, krajowej sieci izb handlowo-przemysłowych. W soboty naznaczone demonstracjami straty były znacznie większe. Według danych CCI obroty sklepów spadały wówczas nawet o 60–80 proc.

Ponad 2,5 tys. placówek dotkniętych przemocą

Według zestawienia CCI France podczas demonstracji 17, 24 i 31 października ucierpiało łącznie 2565 placówek handlowych i przedsiębiorstw. Największa fala zniszczeń przypadła na 17 października. Odnotowano wtedy 2488 poszkodowanych punktów, z czego 1161 zostało poważnie uszkodzonych, splądrowanych lub podpalonych. Kolejnych 50 placówek ucierpiało 24 października, a 27 – 31 października. Rząd szacuje natomiast, że w wyniku zamieszek poszkodowanych zostało około 3 tys. sklepów.

Szczególnie dotkliwie ucierpiały Marsylia i okolice, gdzie odnotowano ponad 500 uszkodzonych sklepów, oraz Paryż, z około 480 placówkami. W stolicy niemal połowa doznała poważnych zniszczeń. Według pierwszych szacunków ubezpieczycieli rachunek może przekroczyć miliard euro. Kilkaset sklepów nadal pozostaje zamkniętych.

Do tego dochodzą straty firm, które nie zostały bezpośrednio zaatakowane, ale musiały zawiesić działalność. CCI szacuje, że ponad 6 tys. sklepów nie mogło normalnie prowadzić działalności.

Walka o niedziele przed świętami

Rząd odpowiedział na postulaty przedsiębiorców. 2 listopada minister małych i średnich przedsiębiorstw, handlu, rzemiosła, turystyki i siły nabywczej Serge Papin zapowiedział, że zwróci się do prefektów o umożliwienie otwarcia sklepów przez trzy dodatkowe niedziele przed Bożym Narodzeniem. Wyjaśnił, że chodzi o odrobienie strat poniesionych podczas zamieszek. Dodał, że możliwe jest pójście dalej, ale wymagałoby to rozmów z organizacjami pracodawców i związkami zawodowymi.

Postulat branży jest jednak szerszy. Alliance du Commerce, organizacja reprezentująca 16 tys. punktów sprzedaży, w tym domy towarowe i sieci odzieżowe zatrudniające ponad 150 tys. osób, domaga się możliwości otwierania sklepów we wszystkie niedziele listopada i grudnia. Jako minimalny wariant wskazuje sześć niedziel między 22 listopada a 27 grudnia, obejmujących okres wyprzedaży związanych z Black Friday i przedświątecznych zakupów.

Organizacja zwraca uwagę, że dwie trzecie francuskich miast liczących ponad 100 tys. mieszkańców nie przewidziało możliwości otwarcia sklepów już 22 listopada w ramach tradycyjnych niedziel handlowych wyznaczanych przez merów. Zdaniem branży dotychczasowe uprawnienia samorządów nie wystarczą, by odrobić straty.

Alain Di Crescenzo z CCI France apeluje również do mieszkańców, by wrócili do centrów miast i robili zakupy w lokalnych sklepach. Izby handlowe proponują połączenie dodatkowych niedziel z bezpłatnym lub tańszym parkowaniem, lepszym transportem publicznym, jarmarkami bożonarodzeniowymi i zwiększoną obecnością policji.

– Listopad i grudzień odpowiadają za 40 proc. rocznych obrotów handlu detalicznego – ostrzega Alain Di Crescenzo.

Dla wielu przedsiębiorców właśnie te dwa miesiące przesądzą o tym, czy będą w stanie utrzymać działalność w 2027 r.

Nie każdy sklep może jednak po prostu otworzyć drzwi. We Francji zasadą pozostaje niedzielny odpoczynek, a możliwość handlu zależy od rodzaju placówki i podstawy prawnej. Sklepy spożywcze mogą co do zasady działać do godziny 13, a pozostałe placówki mogą korzystać m.in. z maksymalnie 12 niedziel handlowych w roku, wyznaczanych przez mera.

W przypadku niedziel handlowych przyznawanych przez samorząd pracownikom przysługują co najmniej podwójne wynagrodzenie i równoważny czas wolny. Konieczne jest także uzyskanie ich pisemnej zgody.

Właściciele sklepów: straciliśmy lata pracy

Za statystykami stoją przedsiębiorcy, którzy często przez wiele lat budowali swoje firmy. Rabah Boudjema, zarządzający sklepem sieci Franprix w Paryżu, splądrowanym 17 października, opowiadał w telewizji LCI o szoku pracowników, którzy zobaczyli zniszczenia.

– Widzieliśmy, jak cała praca wykonywana przez lata zostaje zniszczona. Ludzie wynosili towar bez żadnych skrupułów. To bardzo boli – mówił. Podkreślał, że nie kwestionuje prawa do demonstracji, ale nie rozumie, jak w imię walki z niesprawiedliwością można niszczyć cudzą pracę.

Caroline Labroue, właścicielka sklepu rowerowego Je suis à vélo przy rue de Turbigo w Paryżu, po ataku została bez drzwi, witryny i znacznej części towaru. Skradziono również wyposażenie sklepu. W pierwszych wypowiedziach po zamieszkach szacowała wartość utraconych zapasów na 40–45 tys. euro, nie licząc szkód materialnych.

Opowiadała, że po zaledwie roku działalności stanęła przed koniecznością odbudowy sklepu, podczas gdy nadal musi ponosić koszty czynszu i utrzymania pracowników.

Dwukrotnie zaatakowano także aptekę Audélii Sitbon w pobliżu paryskiego placu Republiki. Sprawcy zniszczyli automat apteczny, bojler, lodówki i rozrzucili produkty. Właścicielka opowiadała, że przez sześć lat poświęcała firmie niemal całe życie, pracując nawet 60–70 godzin tygodniowo.

– Zobaczyć, jak praca całego życia rozpada się w 20 sekund, to coś strasznego – przyznała.

Straty poniosły również restauracje i hotele. Lokale, które nie zostały bezpośrednio zaatakowane, odczuły odpływ klientów. W jednej z paryskich restauracji w okolicy Beaugrenelle sommelier mówił o około 40 anulowanych rezerwacjach po wydarzeniach 17 października. Restauratorzy obawiają się, że obrazy płonących ulic i splądrowanych sklepów zniechęcą zagranicznych turystów do odwiedzania Paryża.

Związkowcy: koszty kryzysu nie mogą spaść na pracowników

Zapowiedź dodatkowych niedziel spotkała się ze sprzeciwem związków zawodowych. Sophie Binet, sekretarz generalna lewicowej centrali związkowej CGT, zwróciła uwagę, że pracownicy handlu, w większości kobiety, już teraz pracują w niestandardowych godzinach i ponoszą konsekwencje kryzysu. Jej zdaniem rozwiązania rządu koncentrują się przede wszystkim na interesach właścicieli przedsiębiorstw.

Związek wskazuje także na sytuację osób objętych przestojem w następstwie zamknięcia zniszczonych sklepów. Pracownicy tracą wówczas część wynagrodzenia, a oczekiwanie, że dodatkowo będą pracować w niedziele, jest – zdaniem Binet – nieuzasadnione.

Spór rozgrywa się w szerszym kontekście konfliktu społecznego. 5 listopada Francja zmierzyła się z kolejną falą protestów. Do strajku i demonstracji wezwały związki zawodowe, domagając się podwyżek płac, obrony usług publicznych, miejsc pracy i przemysłu. Do mobilizacji przyłączyli się także uczniowie i studenci. Próby blokowania szkół odnotowano m.in. w Paryżu, Bordeaux i Strasburgu. Binet domaga się podwyżki płacy minimalnej o 10 proc. i dalszego wzrostu wynagrodzeń.

Ponad miliard euro strat? Rachunek wciąż rośnie

Szacunki strat różnią się w zależności od tego, co uwzględniają. CCI France, powołując się na pierwsze informacje od ubezpieczycieli, wskazuje, że rachunek może przekroczyć miliard euro. Fundacja IFRAP oszacowała łączne straty na około 1,1 mld euro, w tym blisko 910 mln euro szkód materialnych i 190 mln euro utraconych przychodów. To jednak wstępna kalkulacja oparta na scenariuszu zakładającym wysokie straty, a nie ostateczny bilans szkód.

Podczas przesłuchań przed komisją Zgromadzenia Narodowego 4 listopada przedstawiciele stowarzyszeń handlowców mówili natomiast o ponad 600 mln euro bezpośrednich strat związanych z atakami 17 października.

Rząd uruchomił nadzwyczajne mechanizmy pomocy. Firmy dotknięte zniszczeniami mogą korzystać z mechanizmu częściowego przestoju w pracy (activité partielle), umożliwiającego ograniczenie lub zawieszenie pracy bez konieczności zwalniania zatrudnionych. Pracownicy otrzymują świadczenie odpowiadające 60 proc. wynagrodzenia brutto, a osoby zarabiające płacę minimalną – 100 proc. Państwo pokrywa pełny koszt świadczeń w przedsiębiorstwach zatrudniających mniej niż 250 osób.

Przewidziano również możliwość odroczenia płatności składek społecznych i zobowiązań podatkowych oraz nieoprocentowane pożyczki do 50 tys. euro na odbudowę działalności. Rząd zapowiedział ponadto bezpośrednią pomoc dla poszkodowanych sklepów, sięgającą 10 tys. euro.

Alliance du Commerce uważa jednak, że wsparcie jest zbyt ograniczone. Część instrumentów przeznaczono wyłącznie dla firm zatrudniających mniej niż 50 lub 250 pracowników, podczas gdy zniszczenia dotknęły również duże sieci i domy towarowe. Organizacja domaga się rozszerzenia pomocy niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa.

Przedsiębiorcy czują się pozostawieni sami sobie

Podczas przesłuchań parlamentarnych przedstawiciele stowarzyszeń handlowców z Paryża, Lyonu, Marsylii i Bordeaux krytykowali sposób zabezpieczenia demonstracji 17 października. Twierdzili, że przez wiele godzin byli pozostawieni bez ochrony, mimo że grupy plądrujące sklepy przemieszczały się ulicami centrów miast.

Denis Geffrault, przewodniczący stowarzyszenia handlowców rue du Château-d’Eau w Paryżu, podsumował ich doświadczenia słowami: „Zostaliśmy całkowicie porzuceni i poświęceni”.

Zaznaczył jednocześnie, że popiera protesty przeciwko drożyźnie, ale przedsiębiorcy nie zostali odpowiednio chronieni.

Johanna Benedetti, szefowa lyońskiego stowarzyszenia My Presqu’île, opisywała, jak szabrownicy plądrowali kolejne sklepy przy rue de Brest, podczas gdy policjanci mieli odpowiadać, że otrzymali rozkaz nieinterweniowania. Marie Bongrand-Dhermy, reprezentująca handlowców z paryskiej rue Beaurepaire, mówiła, że mimo wcześniejszych sygnałów o zagrożeniu nie widziała tego dnia na swojej ulicy ani jednego policjanta.

Rząd znalazł się pod presją z dwóch stron: musi odpowiadać na protesty dotyczące kosztów życia i wynagrodzeń, a jednocześnie zapewnić bezpieczeństwo przedsiębiorcom domagającym się ochrony i rekompensat.

Dla handlowców dodatkowe niedziele są próbą ratowania sezonu, ale nie rozwiązują zasadniczego problemu. Nawet jeśli sklepy będą mogły pracować dłużej, klienci muszą jeszcze zechcieć do nich wrócić. Listopad i grudzień mogą przesądzić nie tylko o wynikach tegorocznej sprzedaży, lecz także o przyszłości tysięcy małych przedsiębiorstw.

Główne wnioski

  1. Francuscy handlowcy domagają się dodatkowych niedziel pracy przed Bożym Narodzeniem. Minister Serge Papin zapowiedział, że zwróci się do prefektów o umożliwienie otwarcia sklepów przez trzy dodatkowe niedziele. Organizacje branżowe postulują jednak szersze odstępstwa, obejmujące nawet wszystkie niedziele listopada i grudnia. Obowiązujące przepisy pozwalają merom wyznaczać maksymalnie 12 niedziel handlowych w roku.
  2. Straty francuskiego handlu po październikowych zamieszkach mogą przekroczyć miliard euro. Według CCI France podczas trzech październikowych demonstracji ucierpiało łącznie 2565 placówek, a ponad 6 tys. sklepów nie mogło normalnie prowadzić działalności. Fundacja IFRAP oszacowała łączne straty na około 1,1 mld euro, z czego 910 mln euro stanowiły szkody materialne, a 190 mln euro – utracone przychody. Są to jednak wstępne szacunki.
  3. Rząd uruchomił pomoc dla przedsiębiorców dotkniętych zniszczeniami, ale branża uważa ją za niewystarczającą. Firmy mogą korzystać z mechanizmu częściowego przestoju w pracy, odroczenia niektórych zobowiązań oraz nieoprocentowanych pożyczek. Zapowiedziano także bezpośrednie wsparcie do 10 tys. euro. Organizacje handlowców domagają się objęcia pomocą również większych przedsiębiorstw. Związki zawodowe sprzeciwiają się natomiast przerzucaniu kosztów kryzysu na pracowników.