Giełdy reagują na atak na Iran. Jak inwestorzy chcą zarobić na konflikcie? (AKTUALIZACJA)
Wraz z rozpoczęciem notowań po weekendzie inwestorzy próbują rozegrać wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Widać zarówno ucieczkę do bezpiecznych aktywów, jak i spekulacyjny zakup instrumentów, które potencjalnie mogą zyskać w nowych okolicznościach. Analizujemy zachowanie graczy giełdowych, by stwierdzić, czego można się po nich spodziewać w najbliższych dniach.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak inwestorzy reagują na eskalację konfliktu w Iranie w pierwszych godzinach handlu po weekendzie.
- Które sektory i konkretne spółki zyskują, a które tracą na napięciach na Bliskim Wschodzie.
- W jaki sposób wzrost cen ropy i obawy o cieśninę Ormuz wpływają na rynki finansowe.
Wielu znanych psychologów i lekarzy opisywało proces ludzkiego godzenia się ze stratą. Najbardziej znana jest teoria szwajcarskiej uczonej Elisabeth Kubler-Ross, która wyróżnia pięć faz: zaprzeczenie, złość, targowanie się, depresja i akceptacja. Każdy z tych etapów przechodzą inwestorzy, którzy przez atak USA na Iran muszą się pogodzić, że nie sprawdzi się większość ich prognoz dla globalnych rynków.
W nowych realiach w wielu przypadkach konieczna jest zmiana składu portfela. Sposób, w jaki inwestorzy dokonują tej zmiany, ewidentnie zależy od fazy godzenia się ze stratą, w której się znajdują. Z początku, w handlu przedsesyjnym, widzieliśmy głównie ucieczkę do bezpiecznych aktywów (targowanie się) i wyprzedaż (depresja). Na otwarciu notowań pojawiło się jednak więcej agresywnego poszukiwania zysków (akceptacja). Opisujemy wydarzenia giełdowe ostatnich godzin i wskazujemy, na jakie aktywa warto zwracać uwagę w kolejnych dniach.
Bezpieczne aktywa w czasie kryzysu. Obligacje USA, złoto i frank szwajcarski
Gdy na giełdzie dzieje się coś niespodziewanego, wielu inwestorów zamiast szukać okazji zarobku, postanawia upewnić się, że dotychczasowy zysk nie wyparuje. Tradycyjnie sposobem na to jest zakup aktywów, które uznawane są za tzw. bezpieczną przystań. To przede wszystkim amerykańskie obligacje skarbowe, złoto, frank szwajcarski i ewentualnie akcje spółek z sektorów defensywnych (np. mniej zależnych od siły konsumenta i wzrostu gospodarczego).
Dług amerykański jest ulubioną przystanią inwestorów bez względu na to, co jest powodem geopolitycznych zawirowań. Obligacje rządu USA uznawane są za stabilne i pewne, bo poparte wiarą w stabilność Stanów Zjednoczonych. Wzmożony popyt na nie objawia się wtedy, gdy ich rentowności spadają, a ceny rosną. Widać, że się pojawił i w kolejnych dniach prawdopodobnie będzie się utrzymywał.
Wzrost cen złota i umocnienie franka w reakcji na eskalację konfliktu
Podobnie złoto jest giełdowym klasykiem, kiedy sytuacja na świecie robi się niepewna. Kruszec tradycyjnie dzięki swojemu powszechnemu uznaniu zabezpiecza przed inflacją, gwałtownymi zmianami kursów walut i napięciami międzynarodowymi. Pomaga mu też to, że nie jest zależny od polityki banków centralnych ani wyników spółek. Mimo dużego wzrostu w tym roku teraz też na eskalację konfliktu w Iranie zareagował zwyżką. Rozmiar wzrostu zmalał, gdy na amerykańskiej giełdzie rozpoczęły się spekulacyjne zakupy ryzykownych aktywów, jednak trend został utrzymany.
Przydaje się teraz to, że złoto zabezpiecza przed zmianami kursów walut, bo waluty właśnie mają to do siebie, że przy konfliktach stają się niestabilne. Wiele słabnie w takich okolicznościach, ale frank szwajcarski się umacnia, bo Szwajcaria postrzegana jest jako niezwykle stabilna finansowo i –co ważne – neutralna. Kiedy trwoga, to do franka i widać to również dziś.
Podobnie jak z walutami, jest z akcjami – są duże wahania i większość ma problemy przy napięciach na arenie międzynarodowej. Sektory uznawane za ryzykowne, jak na przykład technologiczny czy dóbr dyskrecjonalnych (nie pierwszej potrzeby), zazwyczaj dostają po głowie, bo są mocno zależne od wzrostu gospodarczego i siły oraz pewności konsumenta. Indeksy giełdowe w takich okolicznościach też spadają - chyba, że dochodzi do spekulacyjnych zakupów po spadku cen, czyli kupowania dołka, tak jak to miało miejsce na sesji po weekendzie w USA. Z drugiej strony pozytywną uwagę zawsze przyciągają spółki surowcowe i przemysłowe, bo ich biznes postrzegany jest jako mniej zależny od tego, co się dzieje w gospodarce.
Ropa naftowa, cieśnina Ormuz i reakcja spółek paliwowych
Co ciekawe, spółki surowcowe i przemysłowe mają dodatkowe wsparcie związane z charakterem bieżącego konfliktu. Pojawiła się bowiem obawa, że eskalacja napięć na Bliskim Wschodzie może zaburzyć tamtejszą podaż ropy naftowej oraz w efekcie wywołać wzrost inflacji, potencjalnie zmuszający banki centralne do zmiany polityki, z negatywnym skutkiem dla gospodarki.
Dotychczas potwierdzenie tych obaw widać było na kursie ropy naftowej. W momencie pisania tego tekstu cena baryłki ropy brent to niecałe 78 dolarów, prawie 10 proc. więcej niż na koniec zeszłego tygodnia.
Podobna reakcja pojawiła się na akcjach powiązanych z „czarnym złotem”. Najpierw naftowi giganci australijski Woodside Energy i chiński PetroChina zaliczyli kolejno 11 i 6 proc. wzrostu. Potem w Europie TotalEnergies i Orlen na otwarciu sesji urosły około 4 proc., podobnie jak inni przedstawiciele sektora. Podobne zdarzenia widać było w USA. Na otwarciu sesji akcje spółek ExxonMobil i Chevron podskoczyły o ponad 1 proc.
Inwestorzy boją się zamknięcia cieśniny Ormuz, kluczowej dla transportu około 20 proc. światowej podaży ropy naftowej. Iran przekonuje, że nie zamierza zatrzymywać transportu, ale po danych widać, że ten ewidentnie spowolnił. Warto wspomnieć, że kursy operatorów tankowców też rosną. Za to spadają notowania rafinerii, dla których wyższa cena surowca zwykle równa się niższej marży.
Spółki zbrojeniowe i przemysłowe w centrum uwagi inwestorów
Podobnie przemysł, drugi sektor giełdowy zwykle dobrze radzący sobie w obliczu napięć geopolitycznych, dziś ma dodatkowe wsparcie. Dużą uwagą przyciągają bowiem spółki związane z przemysłem zbrojeniowym. Nowe kolosalne wydatki na zbrojenia w USA, Europie i Azji nagle zyskały dodatkowe znaczenie. Nic dziwnego, że na otwartych w pierwszej kolejności po weekendzie rynkach azjatyckich zaliczyły kolosalny rajd. Japoński Hosoya Pyro-Engineering urósł 20 proc., podobnie jak chiński AVIC Chengdu UAS.
Nie inaczej było jest Europie po otwarciu rynków. Kurs niemieckiego Rheinmetall, ulubieńca inwestorów chcących czerpać z przyszłych zysków europejskiego przemysłu zbrojeniowego, rozpoczął notowania 3 proc. na plusie. Za to brytyjski BAE Systems, inny czempion z branży, podskoczył aż 5 proc. W USA reakcję widać było na akcjach gigantów Lockheed Martin i Northrop Grunman. Ich notowania urosły kolejno 2 i 4 proc. na otwarciu sesji.
Spółki wydobywcze złota i srebra zyskują na niepewności rynkowej
Tak jak wraz z ropą drożeją akcje spółek surowcowych, tak ramię w ramię ze złotem rosną kursy spółek powiązanych z metalami szlachetnymi. Złoto i srebro, jedne z najgorętszych aktywów ostatnich miesięcy, zaczęły wyraźny ruch tuż przed eskalacją konfliktu w Iranie. Za to akcje spółek, które wydobywają złoto i srebro, tuż po eskalacji, co widać na otwarciu sesji po weekendzie.
Najpierw w Australii spółka Genesis Minerals urosła niecałe 9 proc., a w Chinach Chifeng Jilong Gold Mining ponad 6 proc. W Europie wzmożony ruch pojawił się na meksykańskim Fresnillo i angielskim Hochschild Mining, obu notowanych w Londynie. Delikatnie podskoczyły też notowania KGHM w Polsce. Za oceanem widać było reakcję na akcjach Agnico Eagle Mines, Barrick Mining i Newmont, aczkolwiek stonowaną i momentami... negatywną. Ich akcje spadły o kilka procent, gdy osunęły się też notowania złota i srebra, bo inwestorzy zaczęli kupować dołek na ryzykownych aktywach. Warto zwracać uwagę na kanadyjski S&P/TSX Composite, który ma kolosalną ekspozycję na branżę wydobywczą, ważącą w nim około 40 proc. Sesję po weekendzie otworzył na plusie.
Linie lotnicze, hotele i logistyka pod presją rosnących cen ropy
Dużych ruchów nie w górę, ale w dół, można się spodziewać na akcjach spółek z branży transportowej i turystycznej. Droższa ropa zwiększy koszty paliw dla linii lotniczych, a napięcia w popularnym regionie turystycznym, m.in. w Dubaju, mogą obniżyć popyt na loty oraz usługi hotelarskie. Konflikt zmusza też wiele spółek transportowych i logistycznych do zmiany trasy, spowalniając dostawy i zwiększając koszty.
Na rynku australijskim notowania linii lotniczych Qantas Airways spadły o 10 proc., a w Azji Japan Airlines i Singapore Airlines straciły po 7 proc. W Europie niemiecka Lufthansa zaliczyła spadek notowań o 6 proc., a francusko-holdenderski Air France-KLM zjechał prawie 9 proc. W USA było podobnie z akcjami American Airlines czy Delta Air Lines. Te pierwsze linie zaliczyły 4 proc. spadku notowań, a drugiej około 2 proc.
Reakcji można też się spodziewać na notowaniach operatorów hoteli czy międzynarodowych spółek logistycznych. Na starym kontynencie hotelowy gigant InterContinental Hotels spadł o 4 proc. po weekendzie, a kurier DHL około 3 proc. W Stanach Zjednoczonych zareagowały Marriott International i FedEx, spadając kolejno 2 i 1 proc.
Giełdowy rozkład jazdy
Trudno stwierdzić, jak długo utrzyma się obecna giełdowa niepewność. Ucieczkę do bezpiecznych aktywów mogą przedłużyć dodatkowe zmartwienia, jak obawy o inflację, zmiany układów handlowych czy powracające konflikty regionalne, które straszą inwestorów od kilku miesięcy.
Jeśli napięcia dalej eskalują, to obecne giełdowe trendy mogą się umocnić. Z drugiej strony nawet szansa na rozmowy dyplomatyczne może przywrócić apetyt na ryzyko. Na to inwestorzy powinni zwracać uwagę, próbując przewidzieć dalsze ruchy giełdowe:
- Próby dyplomatyczne, bo deeskalacja konfliktu to szansa na powrót spokoju
- Sygnały z banków centralnych, bo jakakolwiek mowa o konieczności zmiany strategii względem stóp będzie miała wpływ na decyzje dużych inwestorów
- Wskaźniki zmienności cenowej, bo im większe rozchwianie inwestorów, tym większa popularność strategii defensywnych i dłuższe z nich wychodzenie
- Kurs ropy, bo duże skoki mogą wydłużyć awersję do ryzyka i ewentualny powrót do sytuacji sprzed konfliktu
Za oceanem najbardziej odważnie
Pierwsza sesja po burzliwym weekendzie zaczęła się na amerykańskiej giełdzie zgodnie z oczekiwaniami. Tak jak zasugerowaliśmy w tekście, drożały spółki surowcowe i przemysłowe, a taniały technologiczne i z branż transportowej oraz lotniczej. Inwestorzy co do joty rozgrywali scenariusz, jakiego spodziewaliśmy się nie tylko my, ale także większość ekspertów od rynków finansowych. W takich okolicznościach naturalnie spadały też indeksy S&P 500 i Nasdaq.
Wszystko zmieniło się około dwóch godzin po otwarciu sesji. Dało się zauważyć wyraźny spekulacyjny ruch przeciwny do dotychczasowego krótkoterminowego trendu. Akcje spółek z sektorów uznawanych za ryzykowne zaczęły odbijać. Jednocześnie spółki wydobywcze powiązane z metalami szlachetnymi, jak i same metale takie jak złoto i srebro, zaczęły tanieć. Stało się jasne, że z jednej strony realizują zyski (m.in. na złocie), a z drugiej kupują dołek, czyli korzystają ze spadku ceny np. akcji spółek technologicznych.
Zważywszy na trwające napięcie na Bliskim Wschodzie i duże ryzyko eskalacji konfliktu trudno oczekiwać, że pozytywny ruch na ryzykownych aktywach utrzyma się długo i będzie powracał. Jednak historycznym faktem jest, że kiedy amerykańscy piloci ginęli w walce z Irańczykami, indeksy S&P 500 i Nasdaq zaświeciły na zielono, dokładnie trzy godziny po otwarciu sesji giełdowej w Nowym Jorku. Warto obserwować nie tylko przesłanki co do dalszych losów konfliktu i jego skutków, ale także każde ze wspomnianych przez nas w tekście aktywów. Bez względu na to, czy będą drożeć czy tanieć, zainteresowanie nimi wśród inwestorów będzie duże, więc wolumen obrotu również.
Główne wnioski
- Pierwsza reakcja rynków na eskalację konfliktu między USA a Iranem pokazuje wyraźny podział strategii inwestorów. Część z nich ucieka do bezpiecznych aktywów, takich jak amerykańskie obligacje skarbowe, złoto czy frank szwajcarski. Jednocześnie widoczne jest poszukiwanie okazji w sektorach, które mogą zyskać na nowych warunkach geopolitycznych. Zmiany w portfelach są dynamiczne i odzwierciedlają przechodzenie od początkowej wyprzedaży do bardziej selektywnego, ofensywnego podejścia.
- Najsilniejszym impulsem rynkowym pozostaje wzrost cen ropy naftowej, wynikający z obaw o zakłócenia dostaw z Bliskiego Wschodu oraz o ewentualne zamknięcie cieśniny Ormuz. Drożejąca ropa wspiera notowania koncernów paliwowych oraz części spółek surowcowych i przemysłowych. Jednocześnie rosną obawy o presję inflacyjną i możliwą zmianę polityki banków centralnych. Reakcje cen akcji pokazują, że inwestorzy już dyskontują ryzyko przedłużającego się napięcia.
- Konflikt uderza w branże wrażliwe na koszty paliwa i stabilność ruchu międzynarodowego. Linie lotnicze, sektor turystyczny oraz firmy logistyczne notują wyraźne spadki, co wynika z rosnących kosztów operacyjnych i niepewności popytu. Jednocześnie silnie rosną akcje spółek zbrojeniowych, co odzwierciedla oczekiwania dotyczące zwiększonych wydatków na obronność w różnych częściach świata. Rynki finansowe reagują więc selektywnie, premiując branże postrzegane jako beneficjenci napięć i wycofując kapitał z sektorów najbardziej narażonych na ich skutki.
