Kategoria artykułu: Sport
Sport to pieniądz Sezon 2 Odc. 15

„Igrzyska w Polsce to już więcej niż marzenie". Czy Stadion Narodowy stanie się areną olimpijską?

– Dla Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego nasza kandydatura nie jest niczym nadzwyczajnym. To naturalna decyzja państwa, które ma dobre wyniki gospodarcze i uzasadnione ambicje społeczne – mówi Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym, a obecnie doradca ministra sportu i turystyki. Ale zanim Polska podejmie się organizacji igrzysk, polski sport ma przejść metamorfozę. Jednym z jej elementów ma być zmiana nastawienia Polaków do aktywności fizycznej.

Robert Korzeniowski

Z tego odcinka dowiesz się…

  1. Jakie są główne założenia opracowywanej strategii rozwoju polskiego sportu.
  2. Jak można dostosować Stadion Narodowy w Warszawie, by możliwa była organizacja na nim igrzysk olimpijskich.
  3. Dlaczego podejście rodziców potrafi zniechęcać dzieci do uprawiania sportu.
Obejrzyj lub posłuchaj
Wideocast
Powiększ video
Wideocast
Powiększ audio
00:00

W ciągu kilku miesięcy poznamy założenia strategii rozwoju polskiego sportu. Ma ona dać podwaliny pod liczne zmiany w zarządzaniu, finansowaniu i organizacji polskiego sportu. Chodzi zarówno o sport zawodowy, jak i szkolny. W pierwszych klasach szkół podstawowych lekcje wychowania fizycznego mają prowadzić wyspecjalizowani nauczyciele, a nie – jak to jest teraz – nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej.

– Doprowadziliśmy do sytuacji, w której złoty wiek motoryczny dziecka, pomiędzy czwartym-piątym a dziesiątym rokiem życia, odbywa bez udziału fachowców od sportu. To wtedy uczymy się kompleksowo umiejętności sportów złożonych, ale też rozwijamy zdolności motoryczne i ten rozwój determinuje w ogóle nasz rozwój biologiczny na resztę życia – mówi Robert Korzeniowski, czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie sportowym, a obecnie doradca ministra sportu i turystyki.

Dzięki strategii sytuacja ma się zmienić.

Czego Jaś się nie nauczy...

Brak nauczycieli wychowania fizycznego w podstawówkach to jedno. Równie ważna jest rola rodziców.

– To rodzic jest tym pierwszym najważniejszym motywatorem bądź też pierwszym najważniejszym demotywatorem dla sportu. Jeżeli chce, żeby trener załatwił za niego sprawy wychowawcze, to jest w dużym błędzie. Jest typ rodzica, który doprowadza do wypalenia zawodowego sportowca już w wieku lat piętnastu czy szesnastu, dlatego że wszystkie swoje ambicje życiowe i sportowe alokuje w siedmio-ośmiolatku i uważa, że to dziecko ma być jego produktem sportowym. Potem, kiedy dzieciak wchodzi w sferę dojrzewania, kiedy potrzebuje relacji rówieśniczych, ma już dosyć sportu i dosyć tego rodzicielskiego ględzenia na temat tego, jak wspaniałym sportowcem powinien być – uważa Robert Korzeniowski.

Podejścia rodziców założenia żadnej strategii nie zmienią. Dlatego istotne jest, aby rodzice byli sportowo aktywni i dawali odpowiedni przykład. Tymczasem statystyki pokazują, że aktywnych jest zaledwie ok. 30 proc. Polaków. Reszta ogranicza ruch do minimum lub uprawia sport okazjonalnie.

– Mamy dzisiaj ogromne wyzwanie, by w Polsce wyjść z takiej niemocy ruchowej. „Nie ruszam się i jest mi z tym dobrze" – to jest pułapka. To znaczy, że mogę zrobić mniej w życiu, być mniej efektywny, gorzej znosić stres i szybciej uzależnić się od leczenia – tłumaczy czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie.

Lekcje od mistrza

Sam Robert Korzeniowski pozostaje bardzo aktywny. Pielęgnuje budowane w czasie kariery sportowej nawyki i ćwiczy kilka razy w tygodniu. Niedawno, w tempie którego nie powstydziliby się rekreacyjni biegacze, przeszedł Półmaraton Warszawski.

– Mam 58 lat i cały czas sport mnie bawi. Zaczynam dzień od treningu. To są takie filary, które muszą być zapewnione. Bez tego nie ma mowy, żebym był efektywny dalej w innych sferach. Te cztery, pięć razy w tygodniu to coś powyżej średniej, ale przecież nie chodzi o to, żebym spełniał minimum, tylko żeby trzymać się dobrego standardu – mówi Robert Korzeniowski.

Igrzyska nad Wisłą

Wypowiada się też na temat organizacji letnich igrzysk olimpijskich w naszym kraju. Polska miałaby je gościć w 2040 lub 2044 roku.

– Najważniejsze wyzwanie to zbudowanie pewnego konsensusu społecznego wokół igrzysk. Jeżeli społeczeństwo zrozumie, że jest to coś, co jest korzyścią dla nas wszystkich i że robimy to dla naszych dzieci, to nie będzie problemu z konsensusem politycznym – mówi Robert Korzeniowski.

W jego wizji igrzyska nie byłyby wydarzeniem ograniczonym do jednego miasta, lecz impulsem rozwojowym dla całego kraju. Dziesiątki ośrodków treningowych, inwestycje infrastrukturalne i długofalowe efekty gospodarcze – to scenariusz, który może zmienić nie tylko sport, ale i sposób funkcjonowania państwa. Gość cyklu „Sport to pieniądz" podkreśla, że igrzyska mogą stać się impulsem cywilizacyjnym – podobnie jak wcześniej Euro 2012. Kluczowe będzie jednak odpowiednie rozłożenie infrastruktury i wykorzystanie istniejących zasobów, tak aby wydarzenie miało charakter ogólnokrajowy, a nie wyłącznie lokalny.

Główną areną igrzysk miałby być Stadion Narodowy.

– Mamy Stadion Narodowy, który może być stadionem lekkoatletycznym w trakcie igrzysk i jest to inżynieryjnie wykonalne. Zamiast stawiać nowy stadion, wystarczy powiększyć jego trybuny i zmieścić bieżnię w niecce. Jest to dzisiaj technologicznie potwierdzone, że generalnie ta konstrukcja spokojnie by to przyjęła. Potem mielibyśmy większy stadion na imprezy piłkarskie, by można było gościć finał Ligi Mistrzów czy inny finał imprezy mistrzowskiej. Póki co nasz stadion jest na to za mały – mówi Robert Korzeniowski.